Gdzieś (dość daleko) przechodziła teraz burza. Lala i Fuks oszalały. Do Lali jestem przyzwyczajona, ale Fuks tym razem ją przebił. Lal pod biurkiem, ja na krześle a Fuks władował mi się na nogi, łeb przycisnął do kolan i patrzył w oczy tak błagalnie.Oboje krok w krok za mną. Tylko Ares spokojny (zdążył wrócić do domu przed deszczem), spacerował po kuchni i końcu ułożył się do snu. Teraz już nic nie słychać ale obydwoje nadal przygaszeni, skuleni.