Sowa
Members-
Posts
5053 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sowa
-
Właśnie dlatego ja reprezentuję dość niepopularny pogląd - moim zdaniem pierwszeństwo w wyciąganiu ze schronu powinny mieć psy, które potrzebują kontaktu z człowiekiem. Suvi ma niewiarygodny komfort w porównaniu z warunkami schroniskowymi, to fakt. Ale czy nawet pracując po dwie godziny dziennie da się ją nastawić na kontakt z człowiekiem?
-
Starczy nauczyć kilku poleceń - siad, noga, miejsce, waruj - wszystko jedno jak nazwiemy te czynności, bo pies może równie dobrze siadać na słowo "abrakadabra", tylko nam byłoby niewygodnie pamiętać. Szkolenie zaczyna się wtedy, gdy psa nic nie rozprasza - poradników szkolenia masz dziesiątki, do wyboru. Psich szkółek także. Dopiero gdy pies umie usiąść czy zawarować gdy nikogo nie ma, wprowadza się rozproszenia - ktoś umówiony tylko przechodzi, potem ktoś przebiega i tak dalej i tak dalej - stopniuje się utrudnienia. Owczarek niemiecki poradzi sobie z płotem mającym i 1,80 m, a atakowanie przechodniów najpierw zaczyna się ze strachu - pies alarmuje, że ktoś obcy się zbliża. Potem pies nabiera przekonania, że szczekaniem przypadkowego przechodnia przepędził, więc w odczuciu psa minęło zagrożenie, bo pies nie wie, że ktoś po prostu idzie tą drogą - i pies coraz śmielej atakuje zza ogrodzenia. Jeden pies ograniczy się do szczekania za płotem, drugi przeskoczy ogrodzenie i może być nieszczęście.
- 1 reply
-
- 1
-
-
Dobry pomysł, kupuję:-)
-
Nic, nie masz się czym martwić. Suki - wszystko jedno czy sterylizowane czy nie - mogą w ten sposób od czasu do czasu zaznaczać moczem swoją pozycję w grupie czy wobec obcych psów.
-
Za dobre myśli dziekuję, to najbardziej potrzebne. Swoją drogą, chętnie dorzuciłabym się do zbiorki na weta, który - obojętne w jakim schronisku - przebadałby stare chore psy i pomógł bezboleśnie zasnąć na zawsze tym, które czeka tylko cierpienie. Nie mam tu na myśli Tita, bo on nadal szanse na życie bez cierpienia ma.
-
Nie ma mojej zgody na organizację jakiejkolwiek zbiorki.
-
Kolejna wizyta (chyba piętnasta) u weta dzisiaj. Rany pooperacyjne zagoiły się idealnie, ale włączyło się kolejno - powiększenie - bardzo silne - węzłów chłonnych prawdopodobnie na skutek stanu zapalnego, bo doszło zapalenie śluzówki żołądka, być może skutek uboczny koniecznego stosowania środków przeciwbólowych po operacjach, doszła bradykardia i anemia. Trochę dużo dla nas obojga. Chwile radości z życia u psa były ze trzy - nie trwały dłużej niż dwie minuty każda. Jedyne na plus - wrócił dobry apetyt. Sympatia do mnie w kompletnym zaniku, moje ręce są wredne, a to trzymam przy badaniach lub wciskaniu czopka, a to czyszczę odbyt, a to podstępnie wsuwam lekarstwo w kawałek mięsa lub wciskam strzykawką do pyska. Nadal pobudzenie i chęć podejścia do mężczyzny wysiadającego z samochodu. Szukanie taksówki, która na wyznaczoną godzinę zabierze do weta z psem trzymanym na kolanach jest - przynajmniej dla mnie - wpieniające. Niestety sama już od kilku lat nie mogę prowadzić.
-
Zacznij uczyć czegoś psa - poradników jest wiele, w internecie też. Jeśli rodzice zobaczą, że pies umie przyjść na zawołanie, umie siadać, warować, chodzić spokojnie przy nodze na smyczy i bez, może tak przekonasz, że pies potrafi zachować się także w domu.
-
Abi nadal pozostaje zwierzątkiem"bezdotykowym". Nie lubi dotykania ani głaskania, pogłaskana nie okazuje agresji, ale nie sprawia jej to żadnej przyjemności. Nie tylko azylowe zwierzaki mogą być takie. "Bezdotykowce" są i wśród tych wychowywanych w najlepszych warunkach. Nic się z tym zrobić nie da - trzeba zaakceptować i już. Nagradzać w inny sposób.
-
Chyba trzeba pogodzić się z tym, że niektóre z uratowanych psów nie otworzą się na człowieka. Będą przyjmowały opiekę, jedzenie, ale to wszystko. Uczuciowo nie otworzą się - są okresy krytyczne w życiu psów - jeśli wtedy nie nawiążą więzi emocjonalnych, nie będą do tego zdolne w przyszłości. Ludzi też to spotyka przecież - po traumatycznym dzieciństwie mogą być zahamowani uczuciowo, a chociaż zdają sobie sprawę dlaczego tak jest, nie mogą na to poradzić. Suvi je, obserwuje ludzi i psy, nie atakuje człowieka wchodzącego na wybieg - na razie musi to wystarczyć.
-
Nie mają na jedzenie dla psa? to może lepiej i taniej byłoby zrobić składkę na worek karmy na miesiąc niż szukać nowego domu... Schronisko też chyba dysponuje ofiarowana karmą.
-
Jaki powód oddania psa podali poprzedni właściciele? Czasem ludzie mówią prawdę...
-
No i ok, ona nie chciała nikogo zagryźć przecież, tylko mówiła - nie dotykaj, to będziemy żyć w zgodzie. Poszukaj na stronie nosem.pl tekstów Paskudnie dokuczam psu i Delikatny pysk psa - są tam filmy ilustracyjne. Ale wymyśl inne słowo na komendę - dotyk to brzmi bezdźwięcznie, trudne do zapamiętania dla psa. Najlepiej hasło dwu- lub trzysylabowe, niepodobne do wszelkich innych, do wypowiedzenia z zaśpiewem.
-
Cziłki, które znałam, były "bezdotykowe". Nie życzyły sobie - co najwyżej tolerowały dotyk na podane hasło. "Polowanie" na ręce mogło być wzmacniane nieświadomie przez ludzi, którzy chcieli jej dotknąć. Próbujesz dotykać, człowieku, to dziabnę i cofasz rękę, potem ręka blisko - to dziabnę, żebyś nie próbował nawet. Są psy "bezdotykowe" - znałam ON-kę, która brzydziła się dotykiem i kontaktem z rękami ludzkimi, co ciekawe, lubiła czułości od dzieci, im mniejsze tym lepiej. Znałam samca malinois, który nienawidził dotyku obcego mężczyzny - kobiety mogły go głaskać. Ale każdy ktoś choć trochę z nim pracował, przestawał być obcy. Kolega zastosował doskonałą metodę - skoro odstraszanie zębami nie dawało skutku, to po co dziabać. A gdyby wprowadzić komendę na dotyk? Najpierw wypowiadana przy dotyku przez domowników, od których to toleruje, po dotyku nagroda, potem tak samo przez kolegę, potem ręka zabezpieczona rękawicą, i tak dalej.
-
Nie zakładałam osobnego wątku dla Tita ze schroniska w Zamościu, bo to pies od razu właścicielski, czyli mój (w azylu był niecałe pół roku), a tu dość wątków dla tych, które jeszcze nie mają domu, ale podaję kilka informacji dla Pań, które interesowały się losem Tita: 1. Absolutnie na pewno pies domowy, wyrzucony z auta przez mężczyznę, nadal ciągnie do każdego ciemnego auta, zwłaszcza gdy obok jest mężczyzna. W każdej chwili pies gotowy uciekać na oślep ze spaceru, by szukać dawnego domu - zawsze w kierunku parkingu lub jezdni, przy której stanie auto. W domu obecnym zachowuje się spokojnie, z sympatią do mnie i wszystkich ludzi. 2. Powody wyrzucenia - prawdopodobnie stan zdrowia. Problemy nie urosły w pół roku w azylu. Tito jest niemal całkowicie głuchy, reaguje wybiórczo na ostre metaliczne dźwięki. W ciągu miesiąca, od kiedy jest u mnie, mamy za sobą 9 wizyt u weta, w tym dwie operacje. Zapach z pyska wskazywał na chore zęby - podczas pierwszej operacji usunięto siedem, pięć ropiejących, dwa z gnijącymi korzeniami. Podczas robienia kupy wysuwał się odbyt, usg wykazało liczne guzy na śledzionie oraz guz - ogromny jak na takiego małego psa, bo 2,5x2,5 centymetra - w górnym sklepieniu odbytu. Podczas drugiej operacji najpierw usunięto śledzionę - groziła pęknięciem - potem guz z odbytu. 3. Tito jest po drugiej operacji - wyjęcie szwów 15 czerwca. Jednego dnia leci z rąk, drugiego jest wręcz dziarski i pełen chęci życia. Usuwanie szwów będzie wymagało kolejnej narkozy. Szanse normalnego funkcjonowania są duże. Napiszę, czy pies przeżyje.
-
Jeżeli 3-miesięczny szczeniak JRT nie chce się bawić, to albo nie jest zdrowy, albo został kupiony z bardzo złych warunków, albo właściciel nie umie bawić się z psem. Czwartej możliwości nie ma.