Sowa
Members-
Posts
5053 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sowa
-
Do "Klubu Feniksa" dołącza ślepy i zagubiony w schronisku staruszek, który trafił tam wyciągnięty z rowu, bardzo wycieńczony. Jest w hotelu, gdzie ma nowe życie, może po raz pierwszy normalne - jest badany i leczony. Makary prosi o pomoc. Żegnaj Cudny....
Sowa replied to agat21's topic in Już w nowym domu
Czyli to był domowy pies, wyrzucony na zbity pysk, gdy się zestarzał i był już schorowany i niepotrzebny. -
Tak właśnie. Nawet pies - włóczęga dokarmiany resztkami i odpędzany ze wsi nie jest takim dzikusem, jak pies, który w szczenięctwie, w okresie utrwalania lęków trafi do schronu. I nie zawsze i na pewno nie wszystko da się odpracować. Czy on ma budę w kojcu i wchodzi do niej? Dzikuska, od szczeniaka w schronie, która zachowywała się podobnie jak on, dopiero po prawie trzech latach najtroskliwszej opieki podeszła sama do stojącego opiekuna.
-
Pięć dni głodówki to nie tak dużo - byle była woda. Jak buda nie otwiera się, to nie da rady założyć czegokolwiek bez lekarstw. Pies bez jedzenia długo wytrzymuje, Ona nie ma co tracić z zaufania, bo zaufanie i zainteresowanie kontaktem z człowiekiem nie istnieje u niej jak na razie. Gdyby widziała z budy - sama głodna - że stawiasz miskę z pachnącą mokrą karmą innemu psu i ten pies je blisko ciebie, to może ruszyłaby się z budy.
-
A te homeopatyczne granulki, o ktorych pisała Poker? Dla podniesienia nastroju? Raczej na pewno nie zaszkodzą, jeśli nie pomogą. Spróbuj może trochę ją przegłodzić. To brzmi okropnie, ale nic innego w tej chwili się nie da. I częściej jedzenie w takich małych porcjach, żeby nic nie zostało w misce. Czy buda jest otwierana od góry? Czy masz blisko jakiegoś trenera, który odpowiednio zabezpieczony (jak do sportu) wejdzie do kojca i od góry założy zaciskową pętlę ze smyczą? Jak będzie głodna - tylko woda przed dwa dni - to wejdziesz z jedzeniem - mało, tyle żeby zjadła na jeden raz. Możesz rzucić w dystansie od siebie, ale przed budą. Albo tak jak robiła trenerka z agresywnym pekinem - wyciągała rękę z ogromną kością, obrośnietą mięsem, kością blokowała atak psa. Wejdź na nosem.pl, https://nosem.pl/pies-w-domu/pies-adoptowany/metamorfozy-historia-pekinczyka/ zobacz. Tam jest i drugie film o pracy z agresywnym psem - obroża i smycz musi być, inaczej nie zablokujesz ataku.
-
Szukam transportu dla małego (7 kg) psa na trasie Zamość - Kraków. Proszę, dajcie znać, jeśli będzie możliwość dołączenia psa do jakiegoś organizowanego transportu, jasne, że z udziałem w kosztach.
-
Malinois to pies dla kogoś już dobrze doświadczonego w szkoleniu, w pracy z psami. Wymaga co najmniej trzech godzin zajęcia każdego dnia - nie spacerku na smyczy czy biegania w ogrodzie, ale zajęcia, czyli pracy z człowiekiem. Bardzo impulsywny i pobudliwy, błyskawiczne reakcje, za którymi trudno nadążyć komuś, kto tych psów nie szkolił. Przy jakichkolwiek złych doświadczeniach osobniczych lub błędach w szkoleniu może być zdecydowanie agresywny - a wtedy nie zawaha się przed strzeleniem zębami także znajomych ludzi. Malinois znam na co dzień od dwudziestu lat. Mieliście labka, to czemu nie golden lub flat? Przecież to także retrievery, tak jak labki, chociaż na ogół łatwiejsze w układaniu, zwłaszcza w kontaktach z innymi psami. Goldeny i labradory znam z bardzo wielu spotkań i kontaktów szkoleniowych, flaty - ze sporadycznych, ale też bardzo sympatycznych kontaktów szkoleniowych. Wyżeł weimarski i rhodesian - bardzo silny popęd łowiecki, niejeden właściciel ma problemy z nauczeniem przywołania, niełatwe do ułożenia, mogą nie tolerować innych psów. Znam z doświadczeń znajomych i sporadycznych kontaktów.
-
Żywiołowe psy inaczej okazują uczucia niż spokojne. Wybuch serdeczności wobec nowego człowieka u psa - żywiołka może być pozorny; to tylko uprzejme zapytanie "jak się masz", bez prawdziwego ładunku uczuciowego, tyle samo warte co wciągnięcie powietrza z zapachem człowieka przez spokojnego psa. Twoje sunie może peszyć także zmiana zapachu u Lolka - antybiotyk zmienia zapach zwierzęcia na dłuższy czas, ponoć nawet do trzech tygodni. Więc one mogą być także speszone sprzecznymi informacjami - niby to ten sam Lolek, ale pachnie podejrzanie.
-
I tu był błąd, prawdopodobna przyczyna dalszych wydarzeń. Amik w tym czasie nakręcał się emocjami. Należało przejść bez komentarza, bez zatrzymywania się, nagrodzić Amika za spokojne przejście. Ciąg dalszy był jak ironia losu. Pan pouczał innego właściciela absolutnie nie w porę, po czym nie zapanował nad własnym psem.