Już jestem z powrotem.
Nie zamarzłam ale nogi wrosły mi w de jak to się kiedyś mówiło.
Spacerowałyśmy 45 minut, zwiedziłyśmy cały kampus.
Odnoszę wrażenie, że człowiek na spacerze nie jest jej do niczego potrzebny.
Cały czas węszy, ciągnie na smyczy ale tak chaotycznie, zatacza kregi.
Powiedziałabym, że ma syndrom psa zamkniętego w klatce.
Jak długo ona jest w tym szpitalu ?
Kupy nie zrobiła, za to z 8-9 razy sikała po pare kropel. Znaczyła teren ?
Niestety dorwała w trawie kostkę kurzą.Nie miałam odwagi grzebać jej w pysku.
Pani opiekująca się psami powiedziała, że i jej to zdarzyło się podczas spaceru.
Pewnie jakaś " dobra dusza" przynosi kości biednym pieskom z domu i rozrzuca na trawę.
Wracając do domu kupiłam jej cielęcą kość prasowaną to przy okazji podrzucę.
Po spacerze zgłodniała i rzuciła się na chrupki, których przed spacerem nie jadła.
Sama znalazła boks i do niego weszła.Bardzo mi pomogła, bo na korytarzu było ciemno.
Zostawiłam jej coś do chrupania co ją zajęło i nie zwróciła uwagi na moje wyjście.
Zajrzałam przez kratę do Farela, spał odwrócony tyłem na swoim posłanku.
Tam jest czysto i psy mają dużo miejsca ale ten zapach ZOO żle mi się kojarzy.
Zgłosiłam chęć spacerowania Diny w weekend ale chętnie odstąpię komuś jeden dzień, bo i ze swoimi sporo chodzę.
[B]Ewa Marta[/B] umawiała się z kimś na weekend.
Napisz, Ewo jak to rozplanujemy ?