w poniedziałek Miciuś znowu u weta, bo ani trochę głos nie wrócił, poza tym rozrabiał jak zwykle, czyli to nie było przeziębienie, jak myśleliśmy, tylko naderwane struny głosowe przez darcie ryja na balkonie!!! :crazyeye:
dziś (środa) jest już normalnie, Miciusiowy głos wrócił, czyli po okolicy roznoszą się śpiewy operowe naszego kota :diabloti: