-
Posts
28422 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
Pisanie o niej, do niej - jest normalne. Po odejsciu Psoni spotkałam się ze słowami " głupia płacze za psem". Założę sie, że prawie każda z nas to usłyszała. Moją rozpacz tak naprawdę rozumiała moja rodzina. Oni też cierpieli, choć każde na swój sposób. Dopiero tu, na Dogomanii znalazły się osoby, które mi pomogły w tych najtrudniejszych momentach. Osoby, które cierpią podobnie jak ja, rozumieją co oznacza ból po stracie nie człowieka, a właśnie psa. Tu dowiedziałam się, że moja rozpacz, ból i pustka są uczuciami towarzyszącymi każdemu w takiej sytuacji. Każdemu, kto kochał to 4 nożne stworzenie. Piszę do mojej ukochanej Psoni, przelewam na jej stronke swoje uczucia i wcale się tego nie wstydzę.Powiem więcej, to mi przynosi ulgę.
-
Koraliku, ciąglę tęsknię, już 2 lata...
szajbus replied to ulvhedinn's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Maja odeszła zbyt szybko..nie udało się jej zatrzymać:(
szajbus replied to Bea1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zaopiekuje sie nim. -
MOJŻESZ-Żory-o 16-30 odszedł zaTM:(:(:(
szajbus replied to marmar's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Biegaj psi aniołeczku po soczystych łakach za TM zdrowy , silny i bezpieczny -
"Potworek" jest naprawdę śliczny i fotogeniczny. Wydaje mi się, że zawsze bedziesz wracała myślami do Sarusi. Na to chyba nikt nie wymyślił lekarstwa. Ale to dobrze, bo dzięki temu zawsze zostaną w naszej pamięci.
-
Rasto dla ciebie Nie płaczecie w samotnosci. Wszyscy płaczemy razem z wami, a wy z nami. Twoja sunia przy tobie odzyskała wiarę w człowieka, zaufała , pokochała i czuła się kochana. Robiłaś wszystko co w ludzkiej mocy, żeby ją ratować. Jestem pewna, że ona o tym wiedziała. Teraz jest w twoim sercu i we wspomnieniach. Z tego co zdążyłam przeczytać to był niezwykły pies- prawdziwa bohaterka. Pisz o niej, do niej, będzie ci lżej. Łzy jeszcze długo będą płynąć po naszych policzkach. Trzymaj się, choc wiem, ze to niełatwe.
-
Tak, nam też brakuje jej figli. Zawsze zastanawialismy sie skąd ona czerpie pomysły. A miała je już jako szczeniak. Pamiętam wyegzekwowała sobie spanie w łóżku. Była szczeniakiem , więc od początku chcieęiśmy, żeby spała w swoim legowisku. Kupiliśmy jej wygodny koszyk z materacykiem. Osobiście uszyłam jej prześcieradełko, zrobiłam podusię i kołderkę. Koszyk stał w pokoju syna, który akurat był chory. W nocy wstawałam kilkakrotnie i szłam do nich do pokoju sprawdzić, czy moje dziecko się nie spociło. Patrzę i oczom nie wierzę. W łóżku oprócz mojego synka śpi na plecykach to małe, czarne diablątko z wywalonymi wdziękami. Delikatnie ją wzięłam na ręce i położyłam do koszyczka. Oboje z mężem zastanawialismy się jak taki mały kurdupelek włazi do łóżka. Jakby ktoś nas zobaczył to miałby niezły ubaw, bo oboje na czworakach podeszliśmy pod pokój syna i leżeliśmy na podłodze bez ruchu. W pokoju małego była zapalona lampka nocna, więc mogliśmy widzieć co i jak. Po pół godzinie leżania na zimnej podłodze nastapiło wyjście " smoka" z koszyczka. Podeszła do wersalki, pazurkami się zaczepiła o górną krawędź i wciągała dupsko do góry. Łepetynke trzymała sztywno jakby to miało jej pomóc. Oczywiście włożyłam ja do koszyczka, nakryłam kołderką i czekałam aż zaśnie. Tak się działo przez 4 kolejne noce. Nie pomagało zastawianie krzesłami wersalki syna. W końcu syn wyzdrowiał i mogłam spać spokojnie. Jakież było nasze zdziwienie kiedy obudziliśmy się z męzem pewnego dnia , weszliśmy do pokoju syna a tam był SAJGON. Po całej podłodze porozrzucane szczątki wikliny, osobno podusia, kołderka, materacyk a z koszyczka zostało w całości tylko dno. Nasza pannica leciała sypialnym w objęciach naszego syna i nawet nie drgnęła. Pwiedziałam do męża, " trzeba kupić jakieś nowe legowisko, bo może się jej to nie podobało" on na to "żartujesz? Przecież ona każde załatwi. Oj widać, że to małe ma charakterek, i coś mi sie wydaje, że przy niej nie będziemy się nudzić" I tak było, miała charakterek i nie nudziliśmy się przy niej nigdy. Od tamtej pory spała w łóżkach.Początkowo pól nocy z synem, a drugie pół w naszym małżeńskim łożu. Umiała się sobą dzielić. Potem, przeniosła się na dobre do małżeńskiego, ale w nocy sprawdzała zawsze czy u syna wszystko w porządku. Czas mija, tylko ta tęsknota nie bardzo chce minąć. Nie powiem, bo teraz jest troszkę lżej. Już potrafimy się śmiać na głos wspominając jej "numerki", ale są momenty, (szczególnie nocą) że ból ściska serce ,a łzy same płyną po policzkach. Nadejdzie taki dzień dziewczyny, że i wy będziecie z uśmiechem wspominać wasze maleństwa i oby on nastąpił jak najszybciej.
-
Toska, tak mi przykro, ze musisz przez to przechodzic. Każdy z nas cierpiał i cierpi, a poczatki są najgorsze. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że Atos miał życie wypełnione po brzegi miłością i troska o jego zdrowie. Nie odchodził sam, odszedł w objeciach ukochanej osoby i czuł sie bezpiecznie. Pomogłas mu przedostac sie do krainy wiecznego szczęścia, gdzie odzyskał młodość i wigor. Tak naprawdę odeszło jego schorowane ciałko, miłość jaką go darzyłaś została w twoim serduchu i tak juz będzie zawsze. Wiem jak ci ciężko i niebędę ci pisała" nie płacz". Wydaje mi sie, że łzy przynoszą ulgę. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Minął rok i 4 miesiące odkąd moja Psonia przekroczyła TM. Nadal kocham ta moja bandziorkę , psotnicę i kombinatorkę, pomimo, ze dwa miesiące po jej odejściu w domu pojawiła sie adoptowana sunia. Nie żałuje tej decyzji i powiem więcej. Podobnie jak u soty Balbinka była moim lekarstwem na rozpacz. Dziś kocham je obie. Trzymaj się. Dla Atoska
-
Pewnie, że byś chciała ją przytulić. A kto z nas by nie chciał??? One jednak wolały nam zrobic psikusa i sobie pobiec tam, gdzie nie ma bólu i cierpienia. Doszły pewnie do wniosku, że wypełniły swoją misję na Ziemi - nauczyły nas niemiłosiernie kochać i mogą odejść do krainy szczęścia. A my? No cóż, musimy uporać się z tą tęsknotą i ogromną pustką - nie mamy innego wyjścia, a tak bardzo by się chciało cofnąć czas. Zastanawiam się tylko czy to by cokolwiek zmieniło. Aga! Nie było mnie pare dni, bo nawalił mi komputer, ale widzę, żeś się rozleiła ile wlezie. Posłuchaj, zrobiłaś dla niej wszystko co było możliwe, a może nawet i więcej. Wobec niektórych spraw jesteśmy bezsilni i tyle. Myśle, że ani ona, ani moja Psonia, ani inne psiaki wcale nie są zadowolone, że z ich ziemskich "mamusiek" , "tatuśków" są takie beksy. Prawie ci morały, a mi samej klucha stoi w gardle,bo zaczęłam właśnie porządki, a mojej gospochy nie widać. Pewnie hasa sobie tam beztrosko z twoją suńką i innymi psiakami. Trzymaj się.
-
Dziadzio z Jeleniej szansa na zycie przyszla za pozno [*]
szajbus replied to daisy's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dla Ciebie psinko kochana. Zamieszkaj w tej cudownej krainie, gdzie nie ma przemocy, strachu i kata. Gdzie nie ma juz nikogo, kto zadecyduje ILE MA ŻYĆ PIES :placz::placz::placz: TAm będziesz żyć już wiecznie. Nie mogę, nie mogę. Nie znałam Cię skarbeńku, a łzy strumieniami płyną z oczu. DLA WSZYSTKICH PSINEK- OFIAR SPRZĄTANIA. Żałuję, że nie można posporzątać wśród personelu tego schroniska i wywalić ich z roboty na zbity pysk. Może jak bida zajrzałaby im do garnka nauczyliby się choć troche pokory. Schronisko-miejsce jak nazwa wskazuje schronienie dla psów. To ma być schronienie?????????????????????????????? To zwierzecy obóz koncentracyjny. Jestem wkurzona do białości!!!! -
Doskonale Cię rozumiem. Dlaczego? 10 lat życia Psoni- 10 lat żadnych wczasów, wycieczek, niczego. Zapewne spytasz dlaczego. Otóż Psonia miała klaustrofobię i chorobe lokomocyjną. Nie mogła jeździć samochodem, pociągiem itp. Nie wyobrażalismy sobie zostawić jej w domu chociażby pod opieką mojej mamy ( wówczas zdrowej). Psonia czułaby się opuszczona, bo to był taki mój "cycuś". Rezygnacja z tych przyjemności nie była dla nas czymś szczególnym tylko normalnością. Nienormalne natomiast było to, że syn nie chciał wyjeżdżać na żadne kolonie czy obozy. Owszem, jeździł na każdą wycieczkę szkolną czy tzw' zielone szkoły". Jednak zawsze po kilka razy dziennie dzwonił z pytaniem " mamuś , jak tam Psonia? Czy nie za bardzo tęskni? Czy je normalnie". Czasami miałam wyrzuty sumienia, że moje dziecko w przeciwieństwie do swoich kolegów jest pozbawione rodzinnych wyjazdów w góry czy nad morze. Kiedy odeszła Psonia i zapytałam czy może w sierpniu wybierzemy się gdzies razem -padło " nie chcę wyjazdów, ja chce Psonię". Nie pojechaliśmy.
-
Czy zauważyłaś, że od dnia odejścia Puni cały czas prześladuje cię myśl o nowym psiesku? Ja myślę, że ONA chce , a nawet tobą kieruje w stronę czterech łapek, merdajacego ogonka i naukochańszych, pełnych wyrazu oczu psa. Ona nauczyła cię kochać miłością czystą i bezinteresowną. Nie chce żeby te pokłady uczuć w twoim serduszku się marnowaly i wypalały. Ona wie, że na taką miłość czekają całe rzesze opuszczonych, zapomnianych i niechcianych psów. Odchodząc wiedziała, że dzięki tobie zostanie ocalone (sposród wielu) chociaż to jedno psie życie. Chyba dlatego twoje myśli krążą nie wokół hodowli, a schronów czy psów w potrzebie. Wydaje mi się, że to ona Cię tam kieruje. Trzymaj się! Pamiętaj, nadal jestem z Tobą.
-
Agga doskonale rozumiem. Ty odliczasz piątki, ja niedziele. Psonia odeszła o godz.13:00 . Pechowa trzynastka! Dla Sarusi okazji kolejnego piątku A Tobie życzę kolejnych snów, ale tylko pierwszej części.
-
RAJKO 13.letni ONek odszedł 10.11.06 za TM [']
szajbus replied to lewkonia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
I nie tylko to. Nie wiedzą, że pies jest w stanie wyrazić więcej swoim ogonem w minutę, niż jego właściciel słowami w godzinę. Nie mają pojęcia o tym, że pies nigdy nie zdradza, nie plotkuje, nie chowa urazy, zawsze pocieszy, jest oddany i wiernie na Ciebie czeka. Myśle, że ci co tak mówią nie mają w ogóle pojęcia co to takiego pies. Ale ile przy tym tracą! -
Dla suni. Niech biega szczęśliwa za TM Jak ona była śliczna. Umaszczeniem przypomina moją Psotunię. Bardzo, bardzo mi przykro, że musisz przez to przechodzić. Wspólczuję z całego serca.
-
One odchodzą, my zostajemy, tęsknimy, rozpaczamy. Jesteśmy spragnieni ich dotyku, zapachu. Czy jesteśmy w stanie się z nimi kiedykolwiek pożegnać? "...Tylko psy potrafią być szczęśliwe tak, po prostu, bezwstydnie. Nie mówię żegnaj mojemu zmarłemu psu. Między nami brak miejsca na kłamstwo" Pablo Neruda
-
Radku Balbinka jest u nas rok i 2 miesiace. Nie mogę powiedziec, że ma wszystkie lęki za sobą. Poczatkowo jak do nas trafiła na każdy ruch reką ( nawet gdy chcieliśmy poprawić sobie włosy) regowała lękiem. Kładła się na plecyki, lub na bok, cichutko kwiliła i łapkami zasłaniała główkę. Na dźwięk swojego imienia nie biegła, ale się czołgała zostawiając kropelki moczu za sobą. Nie potrafiła zjeść z miseczki. Zakradała się do niej rozglądając dookoła, urkadła kąsek i biegła w ciemny kąt , żeby zjeść swoją zdobycz. Panicznie bała się wszystkich mężczyzn. Na widok pijaka wiała na oślep z piskiem. Między innymi dlatego do dziś nie jest spuszczana ze smyczy, czy linki treningowej. Niegdy nie będziemy pewni czy i czego w danej chwili może sie wystraszyć i uciec. Boi się niemiłosiernie parasolki na kiju, huku,burzy, głośnych ulicznych dźwieków, czy chociażby much. Panikuje na widok kratek piwnicznych w starych kamienicach ( znajdujacych sie w chodniku). Przechodząc obok nich albo się kładzie, albo ciągnie na jezdnię lub wskakuje nam na ręce. Nie miała pojęcia do czego służą zabawki czy prasowana kość. Ciagle się trzęsła jak osika. Szykaliśmy pomocy behawiorystów czy psiego psychologa. Opisywałam im w e-mailach lęki mojej suni, ale większośc z nich nas totalnie olała. Nie powiem jeden się odezwał stwierdził, ze pies ma syndrom psa katowanego, nigdy nie pozbędzie się lęków i zaproponował eutanazję, wiec tym razem to ja olałam taką radę. Stwierdziliśmy z mężem i 16 letnim synem, że miłość i cierpliwość może zdziałać cuda. Balbinka dziś- w domu pewniaczka, pieszczocha, domaga się pieszczot, zabaw. Wie, że nikt nie wypedzi jej z kanapy, czy łóżka, że do wszystkiego ma prawo. Na hasło "obiad"piersza biegnie do swojej miseczki. wie, w której szafce znajdują się jej cisteczka więc dochodzi do niej i drapie, domagając się poczęstunku. Na powitanie któregoś z domowników cieszy się jak diabli, przepięknie krecąc swoim kuperkiem (istna baletnica, w tym to nawet pokonała Psonię, chociaż tamta przy okazji śpiewała). Dziś podniesiona ręka oznacza zabawę i przestała sie jej bać. Olewa pijaków i wszystkich mężczyzn. Śmiało do nich podchodzi, a nawet pozwala się pogłaskać. Szaleje na widok małych dzieci, ale poza szczeniakami nienawidzi innych psów. I z tym mamy największy problem. Wampirzyca mała od razu przystępuje do ataku. Ciągle nad nią pracujemy, ciągle dowiadujemy się o niej czegoś nowego, wychwytujemy nowe lęki i próbujemy z nimi walczyć. Powiem ci jedno dzis- to nie ten sam pies. Choć zdajemy sobie sprawe, że nie uda nam się pokonać wszystkiego co siedzi w główce tej psiny to warto walczyć. Jest to naprawde kochane stworzenie. Psonia była inna, ale ona , była wychowywana u nas od szczeniaczka. Balbinka to pies po przejściach inaczej wychowywany, w innych warunkach i dlatego nawet nie opróbujemy jej na siłę czegokolwiek uczyć. Jednak cieszymy się, że znów zaufała człowiekowi i znalazła kochajacy dom. Są takie momenty, że nasza pannica zachowuje sie podobnie jak jej przedniczka wówczas, mówię "Psonia, nią steruje" i chcę w to wierzyć. Bardzo mi brakuje Psoni i nadal ja kocham i tęsknię.
-
No i się poryczałam. Pewnie,że nie zabraknie łez. To nadal boli, choć z czasem ( jak ktoś mi kiedyś napisał ) ból staje się mniej palący. Boli nadal, ale troszeczkę inaczej. Trzymaj się! Jesteśmy z Tobą.
-
Aga masz rację .Możemy być dumne, że los obdarzył nas tak wspaniałymi istotami i mamy co wspominać. A charakterki jak sama widzisz miały do siebie podobne. Wyobrażasz sobie teraz ten duecik za TM?
-
Drzwi załatwiła doszczętnie. Sami zastanawialiśmy sie w jaki sposób wygryzła w nich tak wielką dziurę. Najfajniejsze było to, że następnego dnia miał u nas chodzić ksiądz po kolędzie i zastanawiałam się co zrobię jak będzie chciał skorzystać z łazienki. Siedząc na kibelku wszyscy by go widzieli ( łazienka razem z wc) Na zdjęciach faktycznie niewiniątko, ale była diablątkiem w skórze aniołeczka. Możesz mi wierzyć bądź nie, ale nigdy nie została ukarana za swoje psikusy. Przeciwnie, na nią nie można było się gniewać, a miała na swoim koncie wiele zniszczeń np. narzuty z barana , które dostaliśmy w prezencie załatwiła w 2 doby. I słusznie, bo mi się nie podobały, a na dodatek były z martwych zwierząt, czyli co? Pomogła dyplomatycznie nam się ich pozbyć nie robiąc przykrości osobie, która nas obdarowała takim prezentem. Dziewuszka wiedziała co robi nie? I tych jej numerków mi brakuje. Balbinka (tak jak Psonia) rozrzuca zabawki po całym 90 m mieszkaniu, ale nic nie zniszczyła. Tamta , jak zostawała choćby na chwilę sama- przystępowała natychmiast do dzieła zniszczenia. Bywały chwile, że nie mogliśmy jej wszędzie zabierać ze sobą. Jej zemsta była SŁODKA! Zawsze jak wracalismy do domu, na klatce schodowej mąż mówił "ciekawe co dzisiaj zmalowała". I gdyby nie odwaliła jakiegoś numerku to oznaczałoby , że jest chora. To były czasy.......:placz:
-
Samograjowe miłości za TM - Korek , Ruda!!!
szajbus replied to samograj's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Sznuki bez łapki i sierści! Jest chory! :( Za TM [*] :(
szajbus replied to Mysia_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mysia, czy ktokolwiek z nas może sie pogodzić z tym , że ten bidulek odszedł? Bo czym zasłużył sobie na taki los? Tym, ze kochał człowieka, tym , że mu zaufał? Tym, że ten go skrzywdził? Tym, że miał zakichane życie? A kiedy zabłysła nadzieja dopadła go choroba i nadszedł koniec! To wszystko jest do kitu i chce mi sie wyć:placz::placz::placz: