Jump to content
Dogomania

szajbus

Members
  • Posts

    28422
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szajbus

  1. ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] ['] Dla ciebie kochana Kruszynko. Badż szczesliwa maleńka po tamtej stronie. Tak mi przykro , ze nie moglas zostac dluzej i zaznac szcześliwego życia. Jestes podobna bardzo do Psoni. Ona sie tam toba zaopiekuje.
  2. ['][']['] Dla Amika- biegaj sloneczko po Teczowym Moscie i badz szczesliwy Bardzo ci wspolczuje z powodu smierci Amika. Pamietaj on cie nie opuscil. Zawsze bedzie mieszkal w twoim serduszku i nic tego nie zmieni, ani upywajacy czas, ani drugi piesek. Dalas mu 16 lat cudownego zycia wypelnionego cieplem i miloscia. Odszedl fizycznie ale duchowo bedzie zawsze z toba. Nasza Psonia odeszla 10 lipca. Kochamy ja , mimo, ze juz jej nigdy nie zobaczymy, nie przytulimy, ni poglaszczemy. Ale tak mocno siedzi w naszych serduszkach, ze czas nie zatrze nigdy tej milosci. Dwa miesiace po jej odejsciu zaadoptowalismy rowniez ze schroniska w Łodzi (ul. Marmurowa4) sunie. To byla trafna decyzja, Sunieczka byla po przejsciach, ale znalazla cieply i kochajacy ja dom. Mam poczucie jakiegos spelnienia, ze uralowalam choc jedno psie zycie. Nie zaluje swojej decyzji.
  3. [']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['] Jak kazdego roku w dniu dzisiejszym palimy znicze na grobach naszych bliskich.Nie masz kochnie swojego grobu, wiec palimy ci swieczuszki na tej stronce, zebys wiedziala, ze pamietamy o tobie. Czas mija tak szybko i nieublagalnie, ale tesknota za toba jest wciaz tak zywa i bolesna.Caly czas mieszkasz w naszych serduszkach i nikt i nic tego nie zmieni. Bardzo cie kochamy malenka.
  4. [']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['] Dla wszystkich niechcianych stworzonek: przejechanych przez pedzace samochody, potopionych, zasypanych zywcem, brutalnie zamordowanych, samotnie umierajacych w schroniskach, dla wszystkich bezdomnych ktore odeszly na tamta strone niechciane, niekochane, niepotrzebne nikomu. Biegajcie malenstwa szczesliwe po tamtej stronie, wolne od brutalnosci tego swiata. My o was pamietamy.
  5. Biegajcie psinki po soczystych łąkach za Tęczowym Mostem i bądźcie tam szczęśliwe.[/quote][/u][/i]
  6. Mila , nie jestes sama. Moja rodzina stracila Psonie 10 lipca . Zawsze zostanie w naszych sercach, myslach i z nami. Jest to dla nas bardzo trudny okres (zyla z nami 10 lat). Byla wspaniala i bardzo kochana. Jednak 1 wrzesnia adoptowalismy ze schroniska sunie po przejsciach. Rowniez swoim wygladem nie przypamina Psoni ( i bardzo dobrze). W jakis sposob zapelnila pustke. Jest ktos, kto cie wita. podejdzie, porzytuli sie do ciebie,kreci ci sie pod nogami i zaszczeka. Nie jest to to samo, ale kochamy ja bardzo. Nie zaluje swojej decyzji a byla podjeta doslownie w 5 minut. Dogomaniacy rozumieja moja rozpacz po stracie Psoni i moja milosc do Balbinki. To prawda, nasze psy ucza nas milosci, i dzis wiem , ze starczyloby jej jeszcze dla wielu innych psow.Kocham Psonie (choc jej nie ma fizycznie) i kocham Balbinke. Cieszy mnie jedno, ze biorac ja do domu uratowalam jedno psie zycie. Wiem jak wam ciezko i jeszcze dlugo bedziecie nosili bol w sercach , ale zycie toczy sie dalej i zapelnijcie to puste miejsce wokol siebie. Pozdrawiam.
  7. Moja Psotunia tez niema grobu- zostala skremowana. Na tym forum zostal slad po twojej Maxi. Mozesz jeszcze podobnie jak moja rodzina umiescic wpisy i jej zdjecia na innych stronach. Ja tak zrobilam i kazdego dnia je odwoedzam. Czuje sie wtedy jakbym byla na jej mogile. podam ci adresy http://teczowymost.atspace.com/ http://affa.pl/most/ www.dognet.pl/ogrod www.4lapy.pl tu trzeba wejsc do galerii i tam jest Teczowy Most na tej stronie wpis ukazuje sie natychmiast a na innych niestety trzeba poczekac nawet do miesiaca Wiem jak cie boli strata ukochanej psinki i jak bardzo martwisz sie o koleja.Musisz byc dobrej mysli. Kazdy dzien tej pisnki spedzony w tak kochajacej rodzinie jest jak balsam. Ona czuje sie kochana i bezpieczna. Leczysz ja i kto wie, moze osiagnie rekord zycia . Tego nikt z nas nie wie. Pozdrawiam cie serdeczne
  8. A lzej jest czlowiekowi jak wie, ze gdzies sa ludzie co przezywaja rowniez takie chwile, ze rozumieja , nie wysmieja a wrecz pociesza.To prawda, ze na razie ten bol jest palacy i czekam, zeby choc troche sie zmniejszyl. Na szczescie moj syn od kiedy zjawila sie Balbinka juz tak nie rozpacza. Maż z kolei tak jak wy rozumie, ze musi uplynac duzo czasu, zanim sie pozbieram i kazdego dnia moge wyplakac mu sie na ramieniu. Rozumie moje uczucia i kiedy wspominamy Psotunie jemu tez staje klucha w gardle. Zobaczcie , prawie kazdy z nas ma za soba tak przykre przezycia i potrafimy ( nie znajac sie) wzajemnie sie wspierac. To jest piekne. Dziekuje. Kocham cie Psoniu i zawsze tak bedzie!
  9. Mam taka nadzieje. Na razie licze tygodnie (10) od jej odejscia. Niedziela godzina 13:00 10 lipiec. Nigdy nie zapomne tego dnia ani mojego kochanego maleństwa.Nie śmiejcie sie ze mnie prosze, ale ona była dla mnie jak córeczka. Wychowałam ją od maleńkiego i byłyśmy ze sobą bardzo związane. Nie mam nawet jej grobu. Nie mialiśmy jej gdzie pochować (mieszkam w centrum miasta) wiec została skremowana. Umieściliśmy jej zdjęcia i wpisy na wszystkich znanych nam Tęczowych Mostach. Nie ma dnia żebym nie odwiedzała tych stron, Wmawiam sobie, ze to jej nowy domek i ,że jest tam szczęśliwa. Tylko dlaczego mnie to tak boli? Korzystam z waszych rad , bo przezyliscie to samo co ja i moja rodzina. Rozumiecie mnie ,a to się liczy. Być może coś w tym jest, że Psotunia skierowała Balbinke do naszego domu, bo mała ją naśladuje. Dzieje sie tak od 2 dni , kiedy zdjęto jej szwy. Są takie chwile, ze nie wierze własnym oczom obserwując zachowanie Blbinki -tak bardzo przypomina Psonie (nie z wyglądu). Ta psinka jest naprawde kochana i nie wiem co bym zrobiła tym, ktorzy krzywdzili ją do tej pory. Pozdrawiam was serdecznie
  10. Sluchaj , wcale nie jest wykluczone, ze czlowiek mogl mu zrobic krzywde i dlatego sie boi. Woli wiec towarzystwo psa. Adoptowalam sunie ze schroniska i mimo, ze jest dosrosla zachowywala sie podobnie. Z dnia na dzien jest coraz lepiej. Zachowujemy sie spokojnie,bez krzyku, gwaltownych ruchow i okazujemy jej wiele uczucia. Z kazdym dniem czuje sie coraz pewniej i to nas cieszy. Musicie poswiecac mu duzo uwagi, podchodzic do niego delikatnie i okazywac mu wiele serca.
  11. Biegajcie maleństwa po zielonych łakach za Teczowym Mostem. Badżcie tam szcześliwe.
  12. Balbinki nie da sie nie kochac. Ona jest wspaniała i zajęła juz miejsca w naszych sercach. Nie żałuję, że jest z nami. Jest rozkoszna i bardzo rodzinna. Ale mowie wam szczerze , nie wiem co bym dała, zeby moc tulic do siebie je obie i Psonie i Balbinke. Nie ma dnia, zebym nie ogladala zdjec mojej malenkiej i nie płakała za nią. Tak bardzo tesknie, z reszta nie tylko ja ale takze moj mąz i 15 letni syn. Balbinka jest z nami szczesliwa, juz to widac, lubi tak jak Psonia przyjsc i przytulic sie. Ma takie słodkie oczka . Kochani! Ciesze sie ogromnie, ze do mnie napisaliscie, czuje ulge. Wasze slowa sa dla mnie wielka pociecha. Nawet nie wiecie jak wielka.Dziekuje wam z calego serca. Ania z rodzina i Balbinka
  13. Czy on jest poważny? Jak mozna sobie bagatelizowac jakiekolwiek objawy chorobowe u psa. Pies mu nie powie co mu dolega, wiec jak widzi, ze cos jest nie tak, to powienien jak najszybciej udac sie do weta. U mojej suni tak właśnie rozpoczela sie choroba gardla, ale moze to byc rownie cos poważniejszego. Niech idzie jak najszybciej do lekarza i nie marudzi.
  14. Trzymamy kciuki za sunieczke. napisz jak sie czuje biedactwo.
  15. Dzis o 13:00 minelo 9 tygodni od śmierci Psoni. Maleńka moja, dzis byłam z Balbinka w tej samej klinice co ty. Wiesz, ona była przyjmowana w tej samej sali i na tej samej leżance, na ktorej cie tak tuliłam.Jest po operacji i dostała zapalenie gardziołka. Tak bardzo mi ciebie brakuje słoneczko moje. Dobrze , że jest teraz adoptowana Balbinka, bo nie wiem jak bym to zniosła. Tak bardzo cie kocham i nigdy nie zapomne o tobie.Zawsze w moim serduszku bedzie miejsce na miłość do ciebie.
  16. Zaskocze wszystkich. Wczoraj dzwonilam do schroniska. Była tam do pilnej adopcji sunia. Była zagubiona i w szoku. Postanowilismy ja adoptowac. W schronisku okazalo sie, ze sunia. Miala wlasnie szczeniaka. Wiadomo tylko, ze do schroniska przywiozło ja dwoch meneli. Szczaniaczek wczoraj zostal sprzedany, a ona biegala smutna, zagubiona i nie wiedziala co sie z nia dzieje. Wzielismy ja do domu.Okazalo sie po pierwszych spostrzezeniach, ze musiala byc bita i to przez mezczyzne. Boi ich sie jak diabli. Na ich widok wieje, gdzie pieprz rosnie, a trzesie sie wtedy jak osika.Jak ja wolamy, to sie doslownie czolga i przwraca na plecy, a łapkami zasłania glowkę .Widać, ze nie miala latwego zycia. Jest pieszczocha, lubi sie przytulac i miziac, ale te ataki panicznego strachu ja zjadaja. Dzis szla ze mna do weta na "przeglad" i jak zobaczyla po drodze faceta to znow wiala. Dobrze. ze mam smycz zwijana na 5 m dlugosci. Balbinka ( tak ma na imie) jest juz pod opieka dobrego weta -mamy cala rozpiske kolejnych wizyt. Siersc ma zaniedbana.Jest to mix szaucerka i wczoraj jak dotarla do domu przez 1,5 godziny ocinalam jej koltunki. Jeszcze jedno, jak ktos dzwoni do drzwi, to nie podbiega tylko sie chowa i trzesie. Nie wie biedactwo co ta sa zabawki, do czego sluza, nie ma pojecia co sie robi z koscia zoologiczna, nie zna nawet karmy o owocach nie wspomne. Na razie gotuje jej kurczaka z warzywami i ryzem. Wcina ale bardzo malo pije. To na razie wszystko Pozdrawiam
  17. Jezeli cieczka pojawila sie po tak krotkim czasie to jak najszybciej skontaktuj sie z lekarzem. To moze byc powazna sprawa.
  18. Podaje ci objawy Babeszjozy: wysoka goraczka, wymioty, ogolne oslabienie organizmu, blony sluzowe worka spojowkowego zażółcone, barwa moczu przybiera ciemniejszy odcien , czasami moze wystapic biegunka. Zeby rozpoznac ta chorobe lekarz powienien zrobic badania ( rozmaz krwi ) i sprawdzic obecnosc pasozyta w krwinkach czerwonych. Z tego co piszesz, to nie wyglada na Babeszjoze ( ale nie jestem lekarzem i moge sie mylic). Dziwi mnie, ze lekarz nie zalecil badan krwi ( lacznie z probami watrobowymi, mocznikiem ,kreatynina, poziomem cukru itp ) i nie zalecil wykonania USG. Z tego co piszesz to lekarz twierdzi, ze psince dolega albo to, albo tamto. Tymczasem nie robi nic aby zlokalizowac chorobe i ja leczyc. Czas dziala tutaj niestety na niekorzysc twojego pupila. Musze ci napisac, ze takie objawy sa charakterystyczne dla wielu chorob i trudno bez analiz stawiac diagnoze. Inedtyczne objawy moga wystapic np. w zwyklym zapaleniu gardla jak i cukrzycy. Lista chorob z podobnymi ovjawami jest bardzo dluga. W ciagu 5 dni leczenia powinna nastapic zdecydowana poprawa stanu zdrowia psinki. Przykro mi to mowic ale nie podoba mi sie ten lekarz. Mam nadziej, ze wszystko bedzie dobrze i psina wyzdrowieje. I jeszcze jedno. Najwazniejsze, ze nie ma wymiotow i pije. Pozdrawiam i zycze zdrowia dla psinki z calego serca.
  19. Dziekuje wam za te slowa. Sa dla nas pewnym pocieszeniem, dzielicie sie swoimi doswiadczeniami a to jest wazne. Czlowiekowi jest lzej. To prawda,kazdy kat nam ja przypomina. Czasmi mamy wrazenie, ze za chwile sie pokaze i zrobi jedna ze swych minek. Myslelismy, ze z uplywaem czasu bedzie nam lzej, ale to nieprawda.Zawsze pozostanie w naszych sercach i tego nic nie zmieni. Ale ta tesknota za nia jest nie do zniesienia. Pozdrawiam was serdecznie i jescze raz dziekuje
  20. Psotka ur.10 lipca 1995r. zm.10 lipca 2005r. godz 13:00 (niedziela) Zjawiła się u nas zupełnie przez przypadek. Ot.pijak chciał jej się koniecznie pozbyć. Kiedy ją zabraliśmy miała zaledwie 8 tygodni. Była zaniedbana, zarobaczona,zapchlona i bardzo chora. Otoczyliśmy Psotunię troskliwą opieką i walczyliśmy o jej życie. Udało się. Od tej pory nigdy nie chorowała.Stala się najważniejszym członkiem naszej rodziny.Cały dom kręcił się wokół niej. Była nie tylko najwierniejszym i najlepszym przyjacielem ale naszą największą radością. Jak na Psotkę przystało rozrabiała ile wlezie. Swymi psotami wywoływała w nas ataki śmiechu. Była cudownym, oddanym kundelkiem. Wszystko rozumiała i swoją inteligencją zadziwiła nie jedną osobę. Nasz szczęście trwało 10 lat. Odeszła od nas 10 lipca 2005 roku w dniu swoich 10 urodzin. Jak smutne było to święto. Zachorowała w niedziele na zapalenie gardła .Cała choroba trwała tydzień. Cały czas była pod opieką lekarza. Słabła z dnia na dzień. Robiliśmy jej wszystkie możliwe analizy krwi. USG - nic nie odbiegało od normy. Antybiotyki, kroplówki. leki p.zapalne, nic nie skutkowało. Zawieźliśmy ją do kliniki (byliśmy przy niej). W niedzielę dostała wstrząsu. Nie poddawaliśmy się. Dalej walczyliśmy. Z nadzieją patrzyliśmy na każdą krople spływającą z kroplówki wierząc, że wyzdrowieje. Wierzyliśmy, że podawany tlen przywróci jej normalny oddech. Tuliliśmy to nasze, kochane maleństwo, dodawaliśmy jej otuchy - a ona odeszła. Odeszła nasza ukochana psia córcia. Zanim straciła przytomność machnęła nam ogonkiem. Potem nastąpiła reanimacja - nie przyniosła efektu. Krzyczeliśmy "maleńka ocknij się" ale Psotunia tego nie słyszała. Zostawiła nas. Dlaczego? Dlaczego tak się stało? Swoim odejściem zaskoczyła nie tylko nas, ale również lekarzy w klinice. Minęło 5 tygodni a to boli. Tak bardzo boli, że nie da się tego opisać. Najgorsza jest pustka - nic nie jest w stanie jej wyrazić. Każdy radzi nam wziąć innego psiaka. Kiedyś się na pewno na to zdecydujemy. Wiemy już, że na pewno będzie to sunia, kundelek i ze schroniska ale nie teraz. Rana jest zbyt głęboka i za bardzo boli. W ten poniedziałek przyjechała do nas rodzina ze swoją sunią..Mala obwąchała cale mieszkanie i położyła się na ulubionym miejscu Psotuni. Czuliśmy ogromny ból. Zdaliśmy sobie sprawę, że drugim psiaczkiem musimy się wstrzymać. Jak długo to będzie tak bolało? Przyczyna śmierci Psoni? Gwałtowny wzrost cukru po lekach p.zapalnych podawanych przy zapaleniu gardziołka. Na początku cukier był w normie. Dlaczego nagle wzrósł do poziomu krytycznego? Nie wie nikt. Psoni nie ma, a my mamy pretensje do wszystkich wetów, którzy ją leczyli. Gdyby szli w kierunku cukrzycy po wykluczeniu innych chorób byłaby z nami nadal. Inne choroby wykluczono. Nie ma naszego kochanego maluszka, nie ma naszej malutkiej, kochanej rozrabiaczki. Nie ma jej fizycznie, ale jest w naszych sercach i naszej pamięci. Tej miłości nikt nam nie wydrze z naszych serc. Kocham Cię mój słodki okruszku i będę kochała zawsze, do końca moich dni. BALBINKA 2002 -2016 żyła 13,5 roku zm. 21.03.2016 o godz 14:15 (poniedziałek) Adoptowaliśmy ją 1 września 2005 roku ( niespełna 2 miesiące po odejściu za TM Psoni). Była naszą malutką , kochaną królewną. Nikt tak pięknie nie tańczył dupinką lambady jak ona. Po śmierci Psoni Balbinka wprowadziła do naszych serc wiosnę. O ironio - odeszła w pierwszy dzień wiosny. Zaraz po adopcji Balbinki zauważyliśmy jej dziwne zachowanie. Miała w sobie tyle lęków, że można było nimi obdzielić pół psiego świata. Jak określili behawioryści miała syndrom psa katowanego. Panicznie bala się mężczyzn. Mój mąż miał nie lada zadanie, żeby ją do siebie przekonać. Chodził za nią po dywanie, udawał psa, szczekał z kością w zębach. Wyglądało to komicznie ale... odniósł ogromny sukces. Sunia w błyskawicznym tempie nie tylko go zaakceptowała ale pokochała. Behawioryści nie dawali sobie rady z wyeliminowaniem u niej lęków, wiec maluśkimi kroczkami miłością i cierpliwością parliśmy do przodu. Udało nam się to osiągnąć w jakiś 90%. Nasze maleństwo poczuło się bezpieczne i kochane a to było dla nas priorytetem. Nie było osoby, która by jej nie kochała. My mieliśmy na jej punkcie prawdziwego bzika. Jak odeszła? 30 stycznia zaczęła nam delikatnie pokasływać takim suchym krtaniowym kaszlem. W płucach, oskrzelach było czysto, w serduszku nie słychać było szmerów, wiec dostała serię zastrzyków. Kaszel nie przechodził. poszła kolejna seria , potem kolejna. W sumie sprawdzaliśmy ją u 3 wetów, każdy potwierdzał diagnozę poprzednika. W końcu 1 marca u 4 weta, kiedy osłuchowo nic nie wysłuchano pogłębiono jej diagnostykę na moją prośbę i szok. Dwa guzy na szczytach płuc tuz przy tchawicy, jeden przesuwał się w okolice serduszka. Nikt nie dawał nam nadziei, rak był nieoperacyjny, chemia nie wchodziła w grę, zastosowano więc leczenie paliatywne. Zaczęła brać leki , kaszelek prawie ustąpił a ja zastanawiam się czy nie nastąpiła pomyłka. Badania pojechały do kolejnego weta, który powiedział, że choroba jej może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. Balbinka czuła się dobrze 2 tygodnie. W trzecim zaczynały się drobne problemy z oddychaniem co miało być normalne. Cały czas była pod opieką lekarza prowadzącego. Uprzedził nas, że Balbisia może mieć lepsze i gorsze dni, że musimy się do tego przyzwyczaić ale nadejdzie taki dzień, że trzeba będzie jej pomóc odejść. Faktycznie po kryzysie następowała poprawa co nas bardzo cieszyło. W sobotę 19 marca nie podobał, się nam się jej oddech. Widać było, że ma trudności w oddychaniu. Bala się położyć i drzemała na siedząco, wiec pojechaliśmy do weta. Osłuchał ją bardzo dokładnie. Stwierdził, że mamy kolejny kryzys, ale nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, że skoro przybiera sobie taką pozycję to żeby jej nie przeszkadzać, bo lepiej jej się wtedy oddycha. Dostaliśmy receptę na kolejny lek, który jej podałam,. Kryzys minął. Niunia położyła się i zasnęła a my chodziliśmy na paluszkach, żeby jej nie obudzić. W nocy z soboty na niedziele zaczęło jej burczeć w brzusiu, nastąpiła biegunka i wymioty. Nie miała problemów z oddychaniem. Wyczytałam na ulotce nowego leku,że to najczęstsze skutki uboczne. Zadzwoniłam do weterynarza, kazał odstawić leki do poniedziałku , podać jej smectę. Minęło. Jak wielka była nasza radość kiedy Balbisiątko smacznie zasnęło , spokojnie oddychało a potem zjadło z wielkim apetytem kawałek piersi z kurczaka, który nie wyleciał ani górą, ani dołem. Po troszku zaczęliśmy karmić i nic się nie działo. Wieczorem po konsultacji z wetem mogłam jej podać delikatnie połowę dawki leków i wrócić w poniedziałek do całych dawek. Lek, który wywołał wymioty i biegunkę miałam zasępić kolejnym. W poniedziałek po porannym spacerze zaczęła gorzej oddychać. Byłam pewna, że to dlatego, że nie dostała całej porcji leków. Zajdla posiłek, podałam jeden lek , za 1,5 godz. kolejny ale oddech się pogarszał. Zaczęła łapać powietrze jak rybka i unikać z nami kontaktu wzrokowego. Stwierdziliśmy z mężem, że albo leki nie zadziały, albo przestał działać steryd i trzeba podać kolejny. Wzięłam wiec telefon do ręki i dzwoniłam po lekarza. Nagle Balbinka odkrztusiła 3 razy i upadła. Zmarła na naszym łóżku. Po śmierci z lewej dziurki noska wyleciała jej rozwodniona krew. Według opinii wet pękł jej guz. Ból jest straszny, nie do opisania. Nasza psia córcia odeszła. Była wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Balbinko zostawiłaś nas w ogromnym smutku, w krwawiącymi serduchami z oczami pełnymi łez. Kupę czasu musi upłynąć, żebyśmy zaakceptowali tą sytuację i wylizali nasze rany. Na razie zadajemy sobie pytanie DLACZEGO? Pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi. Pokonał cię rak. Zanim do nas trafiłaś przeżyłaś w swoim życiu piekło. Dlaczego los jest tak okrutny? Dlaczego nie mogłaś zostać dłużej w domu przepełnionym miłością do Ciebie? Dlaczego musiałaś zapłacić za tą miłość cierpieniem? Los jest okrutny! Wiemy jedno nasz kochany maluszku, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach i naszej pamięci. Kochamy Cię nasza królewno i nic tego nie zmieni. Nikt, nic i nigdy! Masz tak samo jak Psotunia swój pokoik w naszych sercach, do którego nikt nie ma wstępu. BAMBOSZ - połowa naszego psa Żył ok 12 lat TM * 22.09.2022 2 lipca 2016 roku byliśmy w odwiedzinach u przyjaciół. Upał był niemiłosierny więc siedzieliśmy na zewnątrz. Nagle usłyszeliśmy pisk opon i zobaczyliśmy jakiś ruch na skrzyżowaniu. Mąż z kolegą pobiegli w tamtym kierunku. Na środku jezdni leżał wychudzony i wycieńczony pies. Jeden z kierowców widział jak szedł i nagle padł. Inny żeby go nie potrącić wyhamował z piskiem. Chłopaki nie myśląc o niczym innym zabrali zwierzaka ze skrzyżowania i przynieśli na posesje. Ułożyliśmy go w cieniu na kocu, ocknął się czując wodę. Pił tak łapczywie jakby był z tydzień na pustyni. Obejrzeliśmy go dokładnie, Waldek zapakował go do samochodu i psina była przetransportowana migiem do weta. Nie miał żadnych urazów poza oparzeniami na łapach. Był niedożywiony i odwodniony, niewykastrowany, nie miał chipa, obroży kompletnie nic co mogłoby nas doprowadzić do właściciela, wiek psa oceniono na nie mniej jak 6 lat. Zaopatrzony w leki psiak został przywieziony do Waldka domu. Od razu zaczęliśmy ogłaszać z nadzieja, ze zjawi się właściciel po zgubę . Nic takiego się nie stało. Podjęliśmy decyzję, że pies zostaje u Waldka, który miał dom, wielką działkę ze stawem, ale pies będzie nasz wspólny. Wielki, biszkoptowy sierściuch okazał się łagodny jak baranek. Waldek wybrał mu imię - Bambosz. Bambosz był pod opiekę weta do momentu kiedy nie doszedł do siebie. Potem był pełen pakiet szczepień i kastracja. Od tamtej pory Bambosz żył jak pączek w maśle. Skradał serca każdemu, kto się z nim zetknął choć na chwile. Wady Bambosza? Początkowo skłonność do ucieczek. Jak tylko na posesji pojawił się lis, kuna, czy inny zwierz Bambosz potrafił przeskoczyć nawet 2 metrowe ogrodzenie, żeby pognać intruza. Kiedyś przeskoczył przez płot bo słyszał na parkowym placu zabaw śmiech dzieci. Uciekł do nich, żeby się z nimi pobawić i pograć w piłkę. Kilka razy zwiał na pobliską stacje benzynową na hot doga, czy hamburgera. Nie nie został obsłużony. Okradał ludzi wychodzących z knajpy. Potem mój Janusz, albo Waldek kupowali okradzionym dania, które mieli spożyć, a które wylądowały w paszczy Bambosza. Nie napadł na ludzi. Delikatnie stawał na tylnych łapach i ząbkami wyjmował z rąk gościa to na co miał ochotę. A, że Bambosz oprócz adresatki miał do szelek przyczepioną wielką wstążkę z wypisanymi markerem numerami telefonów do właścicieli reakcja okradzionych była natychmiastowa, bo Bamboszek danie spożywał na miejscu bez żadnego pośpiechu i dawał się nawet głaskać. Kolejna wada to noszenie w pysku gałęzi i to takich solidnych. Do samego końca nie można go było od tego odzwyczaić. Jak nie było żadnej w pobliżu to potrafił ją odgryźć z drzewa. Wygrzebywał też z ziemi kamienie, cegły i nosił je w pysku nie wiadomo po co? Obok trwała budowa pawilonu Biedronki więc i tam właził, gdzie zaczął pełnić nieoficjalną funkcję kierownika budowy. Wszyscy pracownicy go uwielbiali i wybaczali mu zakoszenie nie jednej łopaty, no bo przecież te miały atrakcyjne, drewniane trzonki. Tak - kradł. Był niesamowicie kochanym misiaczkiem, noszącym też w pysku swoje maskotki. Kiedy ukochanej gumowej gęsi odpadła głowa był taki lament, że trzeba było na cito szukać mu identycznej zabawki.. Był niesamowitym czyściochem. Kochał czesanko i kąpiele szczególnie te w stawie. Po raz pierwszy widziałam psa, który wchodził sobie do stawu, popływał a potem wylegiwał się na słoneczku susząc futerko. Kiedy na stawie pojawiły się kaczki z młodymi cierpliwie czekał aż kacze matrony opuszczą teren jego kąpieliska. Był cierpliwy i opiekuńczy .Nie pozwalał żadnemu kotu zbliżyć się do kaczątek. Jak pojawił się tam jakiś dzikusek musiał pędem wdrapywać się na drzewo. Długo by opisywać wyczyny Bambosza. Był kochany i odszedł kochany. Zmarł nagle dzisiejszej nocy. Czuł się dobrze, bawił się, zjadł kolację i.... zszedł. Pozostawił po sobie ogromny ból nie mniejszy niż Psonia, czy Balbinka. Był członkiem rodziny. Co prawda połowicznym ale był. Kochany Bamboszku wyryłeś swoje imię w naszych sercach i tam pozostaniesz na zawsze. Kochamy Cię nasz pycholku. Twoje odejście boli, bardzo boli, a oczy są pełne łez. Biegaj z Psonią i Balbinką po tęczowych łąkach ZUZIA ur. 03.11.2006 TM -30.10.2025 godz. 16:07 wtorek Żyła 18 lat 10 miesięcy i 27 dni Z nami 18 lat 1 miesiąc i 20 dni Trafiła do nas na dom tymczasowy po operacji ratującej życie jako 9 miesięczne szczenię. Pierwsi właściciele, którym było młode małżeństwo postanowiło rozmnożyć sunię podczas pierwszej cieczki, ale nie zasługiwała na przebywanie na stałe w domu. Jej stołówką było najczęściej podwórko i to co na nim znalazła, a także dobrzy sąsiedzi, którzy od czasu do czasu rzucili jakiegoś ochłapa. Niedożywiona, wyłysiała, zapchlona do granic możliwości sunia miała stać się źródłem dochodu młodej pary. Kiedy urodziła martwe szczeniaki, a jej samej wypadł narząd rodny, który wlekła po ziemi sprawił, że stała się bezużyteczna. Właściciele zamiast ratować to stworzenie wydali na nią wyrok śmierci i zaczęli poszukiwać lecznicy, która dokona eutanazji. Na szczęście nie znaleźli. Ostatnia lecznica, do której trafili zaproponowała zabieg i uratowanie psiaka. Właściciele od razu "sprzedali' historyjkę, że to nie ich psiak, a znaleziony w parku w takim stanie. Lekarka nie dała się nabrać na tą historyjkę widząc jak sunia lgnie do tych, którzy zgotowali jej taki los. Suma sumarą okazało się, że to jednak ich sunia, która wabi się Perełka, zrzekli się praw na rzecz fundacji Niechciane i Zapomniane SOS w Łodzi. Lekarka przeprowadziła zabieg ratujący Perełce życie, ale po zabiegu był potrzebny na cito dom tymczasowy do czasu zdjęcia szwów. Tak Perełka trafiła do nas. Jak tylko się wzmocniła od razu było widać, że psina ma ADHD. Wszędzie było jej pełno, rozrabianie i niszczenie było dla niej tak normalne jak dla człowieka powietrze i woda. Na wszelkie takie wybryki byliśmy zahartowani przez naszą Psonię. Trzeba przyznać, że pomysłów jej nie brakowało. Próbowała za wszelką cenę zdominować naszą rezydentkę, którą była Balbinka. Czasami dochodziło między nimi do spięć. Na szczęście sunie nigdy nie były same i nie zrobiły sobie krzywdy. Zbliżył się termin zdjęcia szwów, ale u Perełki "przechrzczonej" przez nas na Zuzię pojawiły się hurtem guzy na obu listwach mlecznych. Jeden z weterynarzy podejrzewał raka. Na szczęście guzy okazały się zastoinami pokarmowymi pomimo, że sunia dostawała leki na zbicie pokarmu. Wyleczyliśmy to i malutka wróciła do zdrowia i rozrabiania. Przez ten krótki czas miała na swoim koncie niezłą listę zniszczeń, ale robiła to tak wdzięcznie, że zamiast się złościć pękaliśmy ze śmiechu. Tymi wybrykami do złudzenia przypominała nam Psonię. Doszliśmy do wniosku, że w innym domu może niszczyć jeszcze bardziej szczególnie gdyby została sama. U nas jej to nie groziło, postanowiliśmy nie narażać jej na ewentualne kary przez inną rodzinę i stać się dla niej domem stałym. Podpisaliśmy dokumenty i panna Zuzia stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. Dość szybko dogadała się z Balbinką, zaakceptowała jej wyższość w stadzie i obie panienki zaczęły tworzyć piękny duecik. Ku naszemu zdziwieniu ta mała wampirzyca bardzo szybko nauczyła stateczną dotąd Balbisię rozrabiania. Przecież we dwie jest raźniej. Nadszedł dzień, że Zuzia zachorowała na zapalenie krtani i na przy okazji zasłabła. Lekarce nie spodobało się jej serduszko. Kardiolog, do którego się udaliśmy rozpoznał poważną wadę serca i wdrożył leczenie, które trwało do samego końca jej życia. Nigdy więcej nie pojawiły się jakiekolwiek epizody ze strony serduszka pomimo, że wadę potwierdzały kolejne badania. Jaka była Zuzia? Pełna życia, była psiakiem, które je kochał ponad wszystko, a nas w szczególności i to z wzajemnością. Potrafiła się ze wszystkiego cieszyć. Nawet z tego, że się obudziła. Psinka, która nigdy się nudziła. Pomijam już jej pomysły z rozrabianiem. Swoją radość okazywała skakaniem jak konik. Była słodziakiem ale też i kochaną zołzą w jednym ciałku. Atakowała wszystkie psy na ulicy, obszczekiwała każdego, kto przechodził pod balkonem. Nie dała sobie w kaszę dmuchać osobom obcym. Miała określoną grupę ulubieńców , a reszta miała się trzymać od niej z daleka. Nie cierpiała wetów z całego serca. Jednego podczas wizyty domowej uchlała, innym razem złapała za strzykawkę. Podczas pobierania krwi zawsze zachowywała się jak histeryczka i tak była nazywana przez większość weterynarzy, z którymi się zetknęła w swoim życiu. Kąpiel była dla niej czymś strasznym, więc starała się nam ją utrudniać na wszelkie sposoby. Tego potwora jakim była suszarka do włosów najchętniej by zagryzła. Do 14 roku życia kochała wszelkie maskotki toteż miała ich całą masę. Jedyne co z nimi robiła to każdej jednej wygryzała oczy i nosy, rzucała mi je pod nogi, jak się zorientowała, że potrafię je wyhaftować. Każda maskotka z jej osobistego majątku miała wyhaftowane oczy i nosy. Im większa maskotka, tym lepsza. Piłki były przez nią mordowane w ciągu 5 minut. Zuzia nie mogła pogodzić się ze śmiercią Balbinki. Za wszelką cenę chciała ją obudzić. Pomimo naszego bólu, staraliśmy się jak mogliśmy, aby przeżyła to odejście jak najłagodniej. Jak najczęściej wychodziliśmy z nią z domu. Musieliśmy na długo zmienić trasę spacerów, bo na starej najwyraźniej czuła zapach Balbinki. Szukała jej i piszczała. Sama poważnie zachorowała nam 4 lata temu. Stoczyliśmy dzięki naszej weterynarce ciężką batalię z ojej życie zakończoną sukcesem. Uszkodzony błędnik, zaburzenia neurologiczne spowodowały, że porzuciła totalnie miłość do zabawek. Pomimo, że już ruchowo nie była tak sprawna jak dawniej nadal uprawiała skakanie jak koza, cieszyła się życiem i okazywała nam swoją miłość na każdym kroku. Nie przeczuwaliśmy żadnego kryzysu zdrowotnego. Czuła się dobrze, pomimo, że ruchowo z roku na rok szczególnie po nocy widać było deficyty w tylnych łapkach, na które zawsze pomagały masaże. To trwało do niedzieli. W niedzielę Zuzi zaczął w błyskawicznym tempie ""wysiadać" nie wiadomo czemu przewód pokarmowy. Podjęliśmy kolejną walkę z nadzieją, że ja też wygramy pomimo, że nasza wetka nie dawała nam zbytniej nadziei mówiąc, że wiek zrobił swoje, a na to niestety leku nie ma. Widać było, że Zuzia też walczy, że chce żyć. Niestety przegraliśmy na całej linii. Tym razem starość była górą. Żegnaj nasza maleńka, nasz waleczny terminatorze w małym ciałku. Jak każdy z naszych psiaków masz swój własny pokoik w naszych sercach, do którego nikt nie ma wstęp i nikt nie wydrze nam tej miłości. O to możesz być spokojna. To pisze u każdego psiaka, bo taka jest prawda. Byliśmy razem ponad 18 lat i dlatego nasze serca krwawią bardziej niż kiedykolwiek, a oczy nie chcą wysychać. Nawet nie masz pojęcia jaką zostawiłaś po sobie nieznośną pustkę. Wiemy jednak jedno. Na pewno w naszym domu nie będzie innego psiaka. Dziś zdaliśmy sobie sprawę z tego, że życie z Wami jest cudowne, ale pożegnania zbyt bolesne. To nas po prostu przerosło. Twoim odejściem zamykamy rozdział "psiego" domu. To za mocno boli. Za mocno. Od 4 lat Twoja lekarka uświadamiała nas, że ten moment się zbliża, że musimy być przygotowani w każdej chwili na Twoje odejście, że pewnego dnia Twój organizm powie "dość". Niestety nie byliśmy. Byłaś wyjątkowa taka pozostaniesz w naszej pamięci. Kochamy Cię maluszku. Psonia odeszła w niedzielę Balbinka odeszła w poniedziałek Zuzia odeszła we wtorek.
×
×
  • Create New...