Jump to content
Dogomania

malagos

Members
  • Posts

    44557
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    27

Everything posted by malagos

  1. Witaj, Maryniu :) Alma ma swoje lęki, ale jestem dobrej myśli, bo to jeszcze gówniarka młodziutka. Wczoraj zdjęła sama sobie kaftanik, uznała, ze dość tego dobrego. Dziś zdejmiemy jej szwy z brzusia, a jak pozwoli za jednym zamachem, też z łapek po pazurkach wilczych. Ta nasza głupiutka Diana nadal jej nie lubi, ale już nie robi takich cyrków jak kilka dni temu. W kojcu gminnym mała czarna suczka z obróżką na szyi.... :(
  2. Ja też poproszę i numer konta, mam pieniądze po zamojskiej Rayce - na prośbę Toli mam przeznaczyć pieniądze na Julkę
  3. Śliczny jest :)
  4. Tak jest! Bo spotykać się trzeba, bo to jest bardzo fajne!
  5. Ojej, biedne psiątko, że stracił pana. Jak dobrze, ze jesteś, Maryś!
  6. To poproszę numer konta Murki :) Problem Diana-Alma-Kenia powiększył się o mojego syna - Pawła, któremu raczej lekarz zabronił przyjazdu do nas z powodu tych wrzodów rogówki i potwornego kłopotu z okiem, a jednym z alergenów jest sierść kota i psa (a Paweł przyjechał wczoraj, dziś wraca do Warszawy). Trudno powiedzieć dziecku: nie przyjeżdżaj, bo mamy 6 psów w domu... Dom wysprzątany, zmyte wszystko na mokro, 2 razy dziennie odkurzacz. Święta, rodzina i atmosfera jest ważna, więc: Almę wywieźliśmy wczoraj rano do gminnego kojca, w kubraczku, z miską jedzenia. Diana została w naszym kojcu. Kenia zamykana w pokoju gościnnym, gdzie mieszka teraz Ania, by nie dziadowała przy stole i nie kręciła się przy Pawle. Do Almy jeździmy 2 razy dziennie, jeszcze raz jutro do południa, i zabierzemy do domu. Zawozimy jej jedzonko. Kojec jest zadaszony, więc nie moknie. Diana spokojnie siedzi w kojcu, wychodzimy kilka razy dziennie na spacery, sama wraca do siebie. Unikamy kontaktu z Kenią, ale z Pyzą wariują po ogrodzie jak zawsze. Kenię Ania zabiera na pola, albo do sadu ze wszystkimi "domowymi" psami i Pyzolem. Ania z Kenia i Michał wracają jutro po 14.00 do Warszawy, sytuacja wraca do normy.
  7. Jak dla mnie, to lepszy termin majowy :) Bo w weekend 22-23 i Tomek musi być w Warszawie, a i wiem, ze Mazowszanka nie mogłaby być z nami tego dnia. Przełóżmy!
  8. A tak sie prezentuje Alma w kaftaniku od cioci konfirm, ze ślicznymi fioletowymi nogawkami :
  9. O mamo, to sie biedaczysko nie nacieszył tym życiem.....
  10. Zadzwoniła ta pani, której się suczynka spodobała ze zdjęcia, z pytaniem: kiedy może przyjechać po psa? Ale ja spokojnie, powoli, zaczęłam wypytywać o warunki, czy pies byłby w domu, czy na podwórku. Na podwórku, pani chłopak nie zgodzi się na psa w domu. Maja już psa owczarka, w kojcu, a dla Almy by zbudowali drugi. A mimochodem jeszcze wyszło, że jest tez mała suczka, która się oszczeniła i ma 3 szczeniaczki....Oczywiście też nie w domu. Czyli Alma by była w kojcu, cały dzień, bo państwo pracują. E tam, nie tego chcemy dla tej ślicznotki! Ranka się ładnie goi. Zdjęłam jej majtasy do prania i trochę chodziła na golasa. Teraz ma zapasowy kaftanik , od Konfirmowej :) Nadal trwa akcja: pies na spacer, Tomek trzyma Dianę, Diana na spacer, pies do kuchni. Cyrk... A tak sobie odpoczywamy:
  11. A jak! Może im kupię coś do jedzenia, a nie tylko chleb na wodzie ;)
  12. Wygląda, jakby z rozpędu wpadł na drzewo, nie wyhamował biedaczek... :)
  13. Witaj, Nadziejko, i dziękuję Wam, że zaglądacie do naszej suczynki :)
  14. Dziękujemy! Jak dobrze, Dog Design, ze jesteście z nami dogomaniakami! Kochani, ze składkowych pieniędzy na Rayę - Diankę zostało 389, 49 zł. Pies jest zaopatrzony we wszystko, i nawet inne biedaki skorzystały. Tę nadwyżkę, w zaokrągleniu 390 zł przekażę Toli na potrzeby innego biedaka z Zamościa. Mam jeszcze na koncie 300 zł z bazarku Mazowszanki na potrzeby tymczasowiczów, to skorzysta Alma i Pyzol.
  15. Te oczy...taakie smutne, niepewne... Teraz już będzie dobrze!
  16. Dziś zdejmiemy opatrunki z łapek, zobaczymy, jak się goją. Koszulka wcale Almie nie przeszkadza, ale po południu weźmiemy ją na stół w gabinecie i obejrzymy rankę, popryskamy i znów założymy ubranko.
  17. Też tak myślę, ale na pewno człowiek jej nic złego nie zrobił, oczywiscie oprócz wyrzucenia :( Nie boi się, jest raczej potulna, podchodzi do ręki, by głaskać i tulić. I nie śmierdzi, jak potrafią te wiejskie burki, trzymane w oborze, czy chlewie. Ona pachnie wiatrem i ma ryjek do całowania - idealny :) I nie wiem, czy to przypadek, ale na widok smyczy podchodzi do mnie i siada. Wczoraj już była żwawa, zjadła i obiad, i trochę chrupek na kolację. Bardzo jej wszystko smakuje :) Kawałek suchej bułeczki też był bardzo okej. Wieczorem zadzwoniła pani, której córka znalazła Almę. Żeby Almy nikomu nie oddawać, bo jest chętna osoba z Przasnysza, koleżana z pracy starszej córki. Bo ta pokazała zdjęcia i któraś z pań się zakochała. Poprosiłam o telefon i spokojnie czekam.
  18. No to chłopaczek odmłodniał, he, he :) cholercia, bardzo to jest wzruszające, jak "stary, przegrany, zniszczony" pies zaczyna nowe życie, i odkrywa zabawki :) Rewelacja!
  19. A u nas popularne papużki nazywało się "falliczne" :)
  20. Noc Alma przespała w kuchni - cisza nocna zaległa o 22.30 i była do rana :) Rano w kuchni sucho (choć weszłam z przyzwyczajenia z mopem i ścierką). Dałam Almie śniadanie, pół małej puszki. Bardzo chętnie zjadła. Rano wypuściłam wszystkie "moje" psy do ogrodu na 10 min, kot niedbałym krokiem tez wymaszerował (w sumie nie wiem po co, bo i tak siusiu wraca zrobić do kuwety), a jak wracały, przechwyciłam Dianę na smycz. Tomek ją przytrzymał, a ja drugimi drzwiami wyszłam z Almą na smyczy. Pochodziłyśmy kilkanaście minut po ogrodzie, ale nie zrobiła siusiu. Zostawiłam ją na czas mojej nieobecności w kojcu :( Wyszłam do pracy kilka minut po 7.00, wrócę po 15.00. Na obiad wezmę ją do domu. Mam ugotowane rankiem mięsko z ryżem, obiadek będzie dobry :)
  21. I nadal siedzi sobie w kuchni, całe stadko przyjeło ja normalnie, Pyza powachała delikatnie i odeszła. Niestety, z Dinką nie poszło tak łatwo - Dina na sztywnych nogach, napięta, sztywna, jakby miała się rzucić :(. Wyprowadziłam ją z kuchni :( Teraz czatuje pod drzwiami kuchni wpatrzona w klamkę...
  22. Alma "dochodzi" do siebie w kuchni. Obandażowane ma tez łapki tylne, bo na moja prośbę lekarz usunął tez wilcze pazaury, a miała je podwójne (!). Cichutka, potulna, spokojna, ale to dopiero kilka godzin po operacji. Stopniowo wprowadziłam do kuchni psy - nasze dwie małe starowinki oczywiście nie zwróciły uwagi, kot też ze spokojem przyszedł na obiad, Pyza na sztywnych łapkach podeszła i powąchała to dziwne zwierzę w dziwnym ubranku, dziwnie pachnące cierpieniem i krwią. Teraz wzięłam Dianę na smycz i weszłyśmy do kuchni. Zbystrzała, zobaczywszy Almę w kątku kuchni. Ta tylko podniosła łepek i popatrzyła, ale Diana spięta, uszy i ogon na sztorc, spojrzenie jak kiedyś na kota... Odciągnęłam ją do pokoju, kuchnię zamknęłam, a Diana leży pod drzwiami nieruchomo.
  23. Jutro, zamiast Perełki, którą zajmie się już tymczasowo pani Kasia, pojedzie z Konfirmem i Jej Tomkiem właśnie Alma. Przywieźliśmy ją z Tomkiem do naszego kojca - szukała wyjścia, a ja się bałam, ze da sobie radę w tymi naszymi metalowymi sztachetami. Ale na razie łazi, zwiedza kojec, nie uciekła. Wypuściłam nasze psy... rany, ale piekło! Diana i Pyza biegały jak oszalałe dookoła kojca, z zębami, szczekaniem, charkotem, a ta bidusia nie była dłużna, odgryzała się przez sztachety...Wrzask na pół wsi! Wróciłam biegiem do domu po obrożę i smycz, przechwyciłam pędzącą Dianę, złapałam ją za skórę, a ją aż zamurowało. Dała założyć sobie obrożę, i odciągnęłam ją od kojca z wielkim trudem. Uuuu, a w piątek przyjeżdża Ania z Kenią, już się boję... Kolejny spacer już na smyczy (Pyza luzem, bo nie aż tak zaangażowana na w tę pyskówkę), Diana ciągneła do kojca, ledwie ją utrzymałam. Pokazały sobie z Almą z warczeniem zęby i poszłyśmy do sadu. Wieczorny spacer tak samo się odbędzie, jutro rano też. Alma po operacji będzie w domu do wtorku, o ile się mój plan uda....
  24. Dziekuję, Andziu, bardzo dziękuję :) Dopisałam tam: To młodziutki psinka, ma śliczne białe ząbki i bardzo ciekawe umaszczenie. Szyja i łopatki króciutka sierść, tył ciała, jakby od innego psa, kręcone loczki   Sięga pod kolano, i nie jest to owczarek, chyba że daleka kuzynka. Kundelek mazowiecki, ale przesympatyczny. Nasza ONka Diana o mało jej nie pożarła, tak się wkurzyła na tę małą w kojcu. Jutro sterylizacja - nie ma na co czekać, brzuszek dość duży :(
×
×
  • Create New...