-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Robull, może ja jakoś źle patrzę, ale nie widzę na stronach, do których mnie odesłałeś materiałów mi pomocnych. Znalazłam jedynie bardzo podstawowy historycznie nastawiony wstęp, a potem regulamin FCI (który zresztą przeczytałam, ale chyba przyznasz, że nie jest to odpowiedni tekst do nauki podstaw). Poza tym tylko mapki różnych torów i ćwiczeń, ale ponieważ mapki nie mają legend, jak również brak jest opisów indywidualnych przeszkód oraz rodzajów torów (A1, Open, Jumping), więc mapki te nie są dla osoby początkującej bardzo pomocne. Ja chciałabym coś w postaci podręcznika dla kogoś, kto zaczyna interesować się tym sportem. Jak będę miała chwilkę czasu, to poszukam po necie i może coś znajdę (może być po angielsku).
-
No to czy mogę oficjalnie zapisać Misiołka Matołka poczynając od 13 grudnia? Już nie możemy się doczekać, ale również nie chcemy opuszczać kolegów ze szkolenia przed końcem kursu, a zostały nam jeszcze właśnie ten weekend i następny. Dla niewtajemniczonych, Misiołek Matołek posłuszeństwo ma niezłe, ale pomimo że jest terierem, to straszna z niej gapa i zbyt skoczna też nie jest. Za to tunele ma, jak na teriera-norowca przystało, w małym pazurku :wink: (chociaż takiego zamkniętego jeszcze nigdy nie próbowała). Jak ją znam, to jak już załapie o co chodzi, to będzie "biegała" powolutku, z pełnym skupieniem i raczej bezbłędnie. Ale nacisk na "powolutku". A doświadczenia z agility mamy zero; ja nawet teoretycznego nie mam. Może byście nam jakąś pracę domową zadali, jakiś taki bardzo wstępny tekst do poczytania? Bo już się nie możemy doczekać! Pozdrawiamy razem z Misią wszystkich biegaczy!
-
Warszawskie szkolenia na lotnisku na Bemowie
Flaire replied to Justa's topic in Szkoły, kursy, seminaria
No, nie wszystkie grupy mają w ten weekend egzaminy :wink: , chyba tylko grupy PT... -
Warszawskie szkolenia na lotnisku na Bemowie
Flaire replied to Justa's topic in Szkoły, kursy, seminaria
Justa, na lotnisku na Bemowie prowadzi szkolenia chyba nie jeden zakład szkoleniowy, ale jednym z nich jest Związek Kynologiczny. Ja właśnie tam uczęszczam na te związkowe szkolenia. Więcej informacji możesz uzyskać w warszawskim oddziale związku. I miałaś rację, że pytanie o to w topicu o szkoleniu w Lublinie było nie na miejscu, więc pozwoliłam sobie przenieść i troszeczkę zmienić. -
hmmmm... tak dobrze, żeby zastrzyki mogły działać jak dializa to chyba jeszcze medycyna nie wymyśliła.... Ale nie będę Cię męczyć, co to za zastrzyki... :wink:
-
sic!, a na co choruje Twoja sunia? (Tzn. wiem, że "na nerki", ale czym spowodowane? Jaka diagnoza?) I drugie pytanie, do sic! i do innych: Gdzie w Polsce jest możliwe robienie dializy u psów? To tak na przyszłość się pytam.
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
czapluniu, ciągle jeszcze próbuję przebrnąć przez sterty zaległych papierów powstałych na skutek choroby... Ze studentami, z 14 skasowanych godzin na razie odrobiłam 6 (wszystkie w tym tygodniu!). Jak tylko wypłynę na powierzchnię tego bałaganu to się odezwę. Wniosek jest prosty: nie chorować! A Lusi życzę szybkiego powrotu do zdrówka. Airedale też mają skłonności do chorób skóry, na szczęście Misia na razie jest ok (odpukać!), poza łysą dziurą na ogonie w czasie cieczki, gdzie czasami robi się łojotok. Ale po cieczce wszystko szybko spowrotem zarasta. -
INA, to jest cechą rasy: airedale w ogóle nie pokazują, ze im coś dolega aż są trzy ćwierci do śmierci :( . To ma i swoje dobre strony - rzadko długo sie męczą przed śmiercią - ale złą stroną jest to, że często pierwsze widoczne znaki, że psu cos dolega przychodzą zbyt późno, by mu pomóc. :( Ja niestety nie pamiętam wyników badań moich suń, bo to już było dawno. Ale wyniki były bardzo kiepskie, no i straciłam te sunie właśnie z powodu nerek (ale były już bardzo stareńkie, więc nie było w tym nic nadzwyczajnego - jeśli do psa nie przyczepi się wcześniej jakieś inne choróbsko, to bardzo często właśnie niewydolność nerek powoduje śmierć).
-
Chyba nikt nie kwestionuje tego, że suka przeżywa stres. Życie psów, tak jak i ludzi, jast pełne stresu i nie da się tego uniknąć. Ważne jest więc jak reagujemy (i my i psy) na stres, a to jest do wytrenowania, tak u ludzi, jak i u psów. Niektóre psy reagują na stres chowając się za właściciela, a w tym przypadku pies reaguje na stres rzucając się na właściciela. Ja więc zgadzam się z przedmówcami, że problemem jest nieodpowiednio ustawiona hierachia. lideczqa, pies nie ufa, że może na Tobie polegać w niebezpiecznych chwilach, więc próbuje bronić się sam. Gdy jest obecny Twój mąż, nie ma takiej potrzeby. Nie czytałam odnośników podanych przez moich przedmówców, ale na podstawie opisanych wyników ufam, że mogą Ci pomóc.
-
Nikaa, albo czegoś tutaj nie rozumiem, albo metoda, której używałaś nie była metodą "drzewa"... Bo w metodzie drzewa, jak tylko smycz jest luźna, to nie czekasz (bo na co???) tylko idziesz dalej... Więc na co tyś czekała jak stałaś, a piesek sobie czekał na luźnej smyczy???Jacku, na Twój poprzedni post nie odpowiedziałam, bo prawdę mówiąc wkurzyłam się i miałam Ci odpowiedzieć na priw, mając nadzieję, że ten topic umrze śmiercią naturalną. Ale ponieważ nie umarł, to jednak odpowiem tutaj, przynajmniej częściowo. Ostatnia rzecz, którą robisz w tym poscie to podajesz cytat z mojej wypowiedzi (zresztą wyrwany z kontekstu) i oskarżasz mnie, niezbyt uprzejmie ("No widzisz jak to łatwo") o krytykowanie metody drzewa, której, według Ciebie, nie znam. Pomijająć już czy tę metodę znam, czy nie, przeczytaj, proszę, raz jeszcze to, co napisałam, ale tym razem również ze zdaniem poprzedzającym to, które cytujesz. Wtedy mamy: Zwróć uwagę również na interpunkcję w tym zdaniu, a w szczególności na cudzysłów obejmujący słowo "nauczyli". Czy nadal brzmi to dla Ciebie jak krytyka metody drzewa???? Bo jeżeli tak, to odbierasz to, co napisałam w sposób odwrotny od zamierzonego. Fakt, że tak to odebrałeś podkreśla, oczywiście, to co zamierzałam powiedzieć w tym cytacie - że trudno nauczyć się szkolić psa poprzez lekturę, bo zbyt łatwo o błędną interpretację, czasami, jak w powyższym przykładzie, prowadzącą do wniosków odwrotnych od zamierzonych.
-
Ale ja jestem durna! Oczywiście masz rację - czytałam tę ksiązęczkę, Mokka mi ją pożyczyła, łącznie z regulaminem IPO-FH po polsku. Sorki, przechodziłąm tymczasowe zaćmienie mózgu. A co do użytkowości, to mogę Ci powiedzieć jedną rzecz: co uprawnia do wystawiania w klasie użytkowej zależy od rasy. Tak że w takiej ogólnej książeczce tego nie znajdziesz. Np. najrozmaitsze rasy myśliwskie mają próby pracy myśliwskiej w tym celu, ONy i rottweilery i dobermany itp. mają IPO-1 (i może FH???), a airedale mają do wyboru: albo pracę myśliwską, albo IPO-1 (może FH???). Więc najlepiej zapytać się na Twojej sekcji, tam pewnie nie będą wiedzieli, zadzwonią do pana Abłamowicza (kierwonika głównej komisji szkolenia) i on im powie. Tak przynajniej stało się ze mna kiedy pytałam o airedale. Przy okazji może go zapytają, kto jest tym sędzią... Ja mogę spróbować się dowiedzieć z tej strony, szczególnie jak mi podasz o jaką rasę Ci chodzi.
-
Hehe, moja Misia zdawała egzamin z pięcioma szwami w łapie... Lało jak z cebra, a pan weterynarz pozwolił podchodzić do egzaminu pod warunkiem, że nie zmoczymy opatrunku. Więc Misia na opatrunku miała najpierw jedna skarpetę, potem torbkę foliową, druga skarpetę, druga torebkę, a wszystko razem owinięte przylepcem. Egzamin był tylko na PT, ale pomimo tej łapy dostała 196 punktów, złoty medal i jedyną ocenę doskonałą. Łapa kosztowała ją jeden czy dwa punkty :D . Nie żebym polecała wdeptywać na rozbitą butelczynę na kilka dni przed egzaminem...
-
Więc powtarzam: jestem niemalże pewna, że regulamin IPO-FH nie jest przetłumaczony na j. polski i że nie odbywały się jescze w Polsce takie egzaminy czy też zawody. Natomiast interesuje mnie ten "regulamin użytków". Co w nim jest?
-
Ja miałam podobną sytuację, gdy mieszkał u nas mój młody kuzyn. Mieszkał tutaj tylko tymczasowo, więc nie było ważne, żeby hierachia była wyraźna, zresztą jemu to nie przeszkadzało. Misia traktowała go jak kolegę-psa - bawiła się z nim tak, jak bawi się z psami, czyli skakała na niego, podgryzała itp. Kochała go bardzo, ale jako kolegę.Tak było jak ja byłam w domu. Natomiast Paweł twierdził, że jak mnie nie było (podczas jego pobytu musiałam kilka razy wyjechać), z Misi robił się zupełnie inny pies i była w stosunku do niego super grzeczniutka i posłuszna! Moja teoria była taka, że dopóki ja byłam, Paweł był "zastępcą przewodnika stada", więc dla Misi do niczego nie potrzebny. Natomiast kiedy mnie nie było, jego ranga podnosiła się i trzeba go było traktować z szacunkiem. Ale ciekawe jest to, że jak ja się pojawiałam, to wszystko zmieniało się spowrotem... Niemniej Pawłowi udało się nauczyć Misię komend. Najpierw ja go musiałam nauczyć, jak to robić, ale potem poszło bardzo szybko. Misine podejście do ich wykonywania było inne, niż gdy to robiła dla mnie, ale robiła dla Pawła też.
-
Czyli "gentle leader" (pewnie teraz występuje również pod innymi nazwami - to była nazwa oryginalnego produktu, gdy był wprowadzony na rynek). Pozwala nawet bardzo wątłej osóbce wyprowadzać nawet bardzo silnego psa. Rotti, czy wiesz, gdzie te urządenia są dostępne w Polsce? Bo jeszcze nie widziałam (ale również nie szukałam specjalnie, bo mnie nie jest potrzebny), a przydałoby się wiedzieć. Nasza pani szkoleniowiec hoduje dwie rasy: owczarki niemieckie i teriery szkockie. Z ONami startuje w mistrzostwach polskich psów obrończych, bo szkoty raczej nie mogą :wink: . Natomiast mówi, ze woli szkolić szkoty, bo jest to po prostu ciekawsze - nigdy nie wiadomo, co taki pies wymyśli, trzeba byc na wszystko przygotowanym. I właśnie ze szkotami nasza pani startowała w mistrzostwach psów towarzyszących. I chyba właśnie z podobnych powodów ja lubię airedale. Z airedalem nie ma rutyny. Misia niby jest już super grzeczniutka i wyszkolona, a wczoraj znów poderwała się z warowania, bo kolega ON obok niej (duuużo mniej doświadczony pies, z mniejszymi osiągnięciami szkoleniowymi) wyglądał na dobrego towarzysza do zabawy. Obskoczyła go raz i drugi, a kolega ani drgnął. W końcu (ja byłam daleko, a progóżki nie skutkowały) wskoczyła na niego wszystkimi czterema łapami , tak że kolega musiał się już poruszyć, nie miał wyboru. Wstał więc, w którym to momencie Misia uznała, że zrobiła już swoje, więc zaczęła mnie słuchać i zostawiła kolegę w spokoju. Po czym kolega ON, bez słowa od swojej pani, wrócił dokładnie na miejsce, z którego przepędziła go moja wybitnie wykształcona suka i położył się spowrotem. Misia zresztą też, ale z moją pomocą. No i to jest różnica pomiędzy airedalem i ONem. Jak Misi nic do łba nie wskoczy, to pracuje super, lepiej od każdego ONa. Tak się złożyło, że jak dotąd dni egzaminów były szczęśliwe... ale z takim wariatem NIGDY nic nie wiadomo i dla mnie w tym jest cały ich urok.
-
Jednego jestem pewna: dwa lata temu, kiedy przyjechałam tutaj z Misią, żaden dokument, na którym byłoby napisane "export pedigree" w AKC nie istniał. Mogło się to oczywiście od tego czasu zmienić i mogło się zmienić w taki sposób, że nie podaliby tego na stronie internetowej. Wszystko to jest możliwe. Ale najbardziej prawdopodobne jest że dostaniesz po prostu "pedigree", czyli rodowód, który ZKwP i FCI uznaje (a przynajmniej uznawał dwa lata temu), więc hodowca może go z powodzeniem nazwać "export pedigree" jeżeli tak odpowiada jego klientom. Zresztą Ty będziesz wiedziała napewno już za kilka tygodni, a jak komus innemu jest ta informacja potrzebna wcześniej, to łatwo do AKC zadzwonić i zapytać. A jeśli rzeczywiście jest nowa wersja, to ciekawe czy to znaczy, że ZKwP nie uznałby juz zwykłego "pedigree" z AKC (takiego, który uznawał dwa lata temu).
-
A w kagańcu też byś się bała? Bo jeżeli nie, to mogłabyś zacząć go szkolić w kagańcu. Myślę, że po kilku lekcjach (a może już w trakcie pierwszej) uznałby Cię z autorytet i problem byłby z głowy.
-
Dobrze rozumiesz. Są szkolenia prowadzone przez prywatnych trenerów i są szkolenia prowadzone przez Zwiąek Kynologiczny (a właściwie jego oddziały w poszczególnych miastach). Płacisz i za jedne, i za drugie. Związkowe uchodzą za tańsze, ale osobiście nie mam doświadczenia z prywatnymi szkoleniami, więc nie potrafię powiedzieć napewno. W Związku, ok 60-godzinny kurs PT kosztuje w Warszawie 400 zł.A dlaczego pytasz?
-
Mysza, Moja rada będzie inna od poprzednich... Pamiętasz jak uczyłaś tego psa posłuszeństwa? Jak uczyłaś ją, żeby przychodziła na zawołanie, dawno, dawno temu? Jeżeli pamiętasz, to powiedz TZ jak to robiłaś i niech on zrobi dokładnie to samo. Od początku. Od podstaw. Od zera. Tak jakby ona nic nie umiała - no bo z nim, nie umie. Jeżeli nie pamiętasz, jak to robiłaś, to wybierz dowolną metodę szkoleniową, która odpowiada TZ i niech on sunię nauczy posłuszeństwa - od podstaw. W każdym razie, ta nauka powinna skutkować dużo, dużo szybciej, niz za pierwszy razem, bo sunia już to wszystko umie - chodzi o to, żeby zrozumiała TZ. W moim doświadczeniu to, że pies słucha się jednej osoby wcale nie znaczy, że będzie słuchał się drugiej, nawet jeżeli hierarchia jest ustwiona poprawnie. (Oczywiście jeżeli nie jest, to powinna być poprawiona, ale samo poprawienie hierarchii nie musi, według mnie, spowodować, że sunia zacznie się słuchać TZ). Wydaje mi się, że dla nas ludzi, "do mnie" od jednej osoby brzmi tak samo, jak od drugiej, bo my reagujemy głównie na słowa, których znaczenie rozumiemy. Natomiast psy reagują raczej na inne rzeczy, najbardziej na optyczne, na ton, na dzwięk itp., więc Twoje "do mnie" może dla niej brzmieć zupełnie inaczej, niż jego. Nie wyjaśniasz szczegółów sytuacji, ale to, co piszę byłoby bardziej prawdopodobne, jeżeli sunia zaczęła u Ciebie, a TZ dołączył do Was jak już była Tobie posłuszna. Jeżeli natomiast próbowaliście ją wychowywać oboje od początku i zawsze słuchała tylko Ciebie, a TZ olewała, to wtedy zgadzam się, że to raczej kwestia tylko hierarchii.
-
A może ofiaruj się, że Ty pójdziesz z nim na szkolenie? Ja tak kiedyś zrobiłam, dokładnie z powodu, który podajesz: szkoda mi było psa. Efekt był taki, że pies zachowywał się dobrze ze mną, a z właścicielem - tak jak zawsze. Jemu zrobiło sie głupio, więc wziął psa kilkakrotnie na szkolenie. Pomimo, że był bardzo mało konsekwentny i poszedł tylko kilka razy, poprawa była spora, bo pies juz był w zasadzie "wygrzeczniały" - musiał tylko zrozumieć, że z właścicielem też powinien być grzeczny. Oczywiście z właścicielem nigdy nie był tak grzeczny, jak ze mną :) .
-
Święta prawda! Na naszych szkoleniach związkowych, ONy stanowią drobny ułamek szkolonych psów. Reszta to psy najrozmaitszych ras, z belgami włącznie. Jeżeli nie zapomnę, to postaram sie jutro wziąć aparat i zrobić zdjęcie jakiejś grupce :) .Osobiście szkoliłam różne psy i grupowo, i indywidualnie, i do tej pory, przez wiele, wiele lat nie zdarzył mi się jeszcze pies dla którego nie polecałabym szkolenia grupowego, choć niektóre psy musiały do niego najpierw "dojrzeć". Na dobrze prowadzonym szkoleniu grupowym, psy nie powinny się nudzić, nawet belgi (czy tez airedale :wink: ). Ale zdarzało mi się uczęszczać na szkolenia, gdzie dla mojego psa zbyt mało się działo (sama staram się tak szkoleń nie prowadzić). W takich przypadkach po prostu robiłam z moim psem dodatkowe rzeczy, niejako wpatając je w prowadzone zajęcia. Ale może powinnam jedną rzecz wyjaśnić: moim zdaniem, każde szkolenie grupowe to głównie szkolenie indywidualne... Bo grupy spotykają się raz, dwa razy w tygodniu, a psa szkoli się codziennie. Więc dyskusja, tak naprawdę, nie jest "grupowe czy indywidualne" a raczej "indywidualne z dodatkiem odrobiny grupowego, czy bez?" Wyjaśniwszy to, bardzo łatwo jest uzasadnić, dlaczego polecam grupowe: psa powinno się szkolić w jak największej ilości rozmaitych sytuacji; grupa jest jedną z nich i to jedną z trudniejszych dla psa do opanowania.
-
Rotti, co to jest kantarek? Czy taka "obroża" na pysk (po angkielsku "gentle leader")? Ja miałam kiedyś (dawno) afgany na szkoleniu i nie zauważyłam, żeby były jakoś bardziej oporne czy trudniejsze do szkolenia niż inne duże psy. Ale moze to były pojedyńcze przypadki, nie wiem. Z drugiej strony, ja do szkolenia zawsze podchodzę z wiarą, że pies to pies i każdy może się nauczyć.
-
Ja, jak zwykle, polecam dobre szkolenie :wink:
-
Hej, Wind, a w jakim tempie szłaś :wink: ? A tak na poważnie, to gratulujemy i daj Majce od nas dodatkowy kawałek wątróbki!
-
Mnie się wydaje, że efekt genetyczny, jeżeli w ogóle istnieje, jest bardzo niewielki. Natomiast zdecydowanie zaobserwowałam efekt, o którym pisze Madziara: szczenięta wychowywane ze starszymi psami bardzo dużo od nich się uczą i szybciej kumają załatwianie się na dworzu.