Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Wind, co Ty bierzesz na pamięć? Bo ja sama nie pamiętam, że o kocyku kiedyś pisałam, ale kocyk mam i używam, zielony. Więc widocznie pisałam!Mały piesek - mało krwi. Duży piesek... krew niemalże od podłogi do sufitu. Nie przepadam za majtkami, bo jakoś wydaje mi się, że tworzą raj dla bakterii i utrudniają psu zachowywanie higieny przez wylizywanie. Tak że majtki używam tylko w skrajnych przypadkach (np. jak idziemy z wizytą). W domu wolę myć sufity :( .
  2. Co to znaczy "szkolił metodą szarpnięcia"? Jak juz pisałam, szarpnięcie nie jest "metodą"... Żeby można przeanalizować, dlaczego AST się nie nauczył, musiałabyś co najmniej napisać dużo więcej, a tak naprawdę, to musiałabym poobserwować tego psa i jak ten członek rodziny z psem pracował.Jak już wielokrotnie pisałam, nie ma żadnej metody, która podziała na każdego psa. Można policzyć ile osób tu na forum chwali metodę "drzewa", bo po pół roku już "prawie" nauczyła ich psa chodzenia na smyczy i też powiedzieć - nie działa. Ja tego nie robię, bo nie obserwowałam tych ludzi, a ZaHoryzontem dopiero co opisywał, jak trudno jest zatrzymać się z ciągnącym psem w taki sposó, żeby psa nie szarpnąć. Natomiast mogę powiedzieć, że metody, której ja używam uczyłam (nie przez internet tylko osobiście) już wiele osób z różnymi psami (łącznie z ASTami), nie jest trudna w opanowaniu, a co więcej, ponieważ działa bardzo szybko, to wymaga konsekwencji na krótko i dlatego często jest bardziej wskazana dla ludzi, którzy mają z konsekwencją problemy. Na początku tej dyskusji, Justa pytała, co zrobić z ciągnącym psem. Moja odpowiedź była "kup łańcuszek zaciskowy i idź na szkolenie". To "idź na szkolenie" powtarzałam kilkakrotnie, bo moim zdaniem żadnej metody przez internet dobrze nie nauczysz. (Ci "drzewowcy", których psy ciągle ciągną właśnie pewnie "nauczyli" się tej metody na forum albo z książek.)Niemniej macie rację, że posyłając Justę na szkolenie powinnam była zaufać szkoleniowcowi, którego wybierze jeśli chodzi o wybór sprzętu, a nie od razu polecać łańcuszek. Łańcuszek poleciłam, bo tu w Polsce nie jest do szkolenia wymagany (w USA w większości miejsc jest), często nawet nie jest zalecany, a w moim przekonaniu pomoże niemalże każedej metodzie, a żadnej nie zaszkodzi (i tu się z ZaHoryzonten nie zgadzamy). A do Justy, jeżli jeszcze to czyta: nie zwracaj uwagę na bzdury, które tutaj wypisujemy, bo teoretyczne spory mało maja wspólnego z Twoim psem, tylko idź z nim na szkolenie.
  3. Przeciwnie, pisałam, że Napisałam również, że ja używam łańcuszka, ale to dlatego, że wolę go z innych powodów (łatwiejszy w zakładniu i lepszy dla typu sierści mojego psa). Mój pies chodzi równie dobrze w obroży. Więc jeżeli według Twojego zrozumienia, metoda, którą używam warunkuje psy od łańcuszka (jak już kilkakrotnie pisałeś), to mamy jeszcze jeden dowód, że nie do końca rozumiesz tę metodę.
  4. Nie, Ty tego nie mówisz, bo myślę, że Tobie się wydaje, że rozumiesz. Natomiast ja to mówię, bo na podstawie Twoich komentarzy, jest dla mnie zupełnie jasne, że nie rozumiesz. Również, oczywiście, nie używasz - to też rozumiem. :) Moim celem w uczeniu psa nie ciągnięcia na smyczy jest żeby to zrobic metodą, która jest dla mnie do przyjęcia pod względem humanitarnym, ale również jak najszybsza. Szarpanie stosowałem na fachowym kursie organizowanym przez ZK, 16 lat temu, metodę rozumiem, bo widziałem, że działa - wiele metod działa, tylko co z tego... Samo "szarpanie" to nie jest metoda... Więc może metoda, którą stosowałeś na tym kursie jest podobna do tego, co ja robię tylko przez to, że używa tego samego słowa? Albo może nawet podobnego gestu, ale w innym celu? Czy tam też używali szarpania, żeby uczyć psa komendy "nie ciągnij"? Podejrzewam, że nie, bo też znam metody z tamtej epoki. Podejrzewam, że tam używali szarpania do uczenia chodzenia przy nodze, a ja juz pisałam, że ja szarpania do tego nie używam. Więc to, co tam stosowałeś to jednak nie jest metoda, którą ja używam...
  5. wytłuszczenie moje A czy pies podziela Twój pogląd na humanitaryzm? :) Możesz się jej zapytać, ale myślę, że tak.Piszesz, że wolisz brak nagrody od kary. Dla niektórych psów, na przykład dla moich, brak nagrody, szczególnie w postaci aprobacji właściciela, jest dużo gorszą karą niż szarpnięcie łańcuszka. Więc nawet jeżeli uwierzę, że potrafisz zatrzymać się z szarpiącym się psem w taki sposób, żeby on się nie szarpał :roll: , to ciągle nie znaczy, że go nie karzesz. Mnie chodzi o to, żeby szarpanie zmniejszyć do minimum. W tym celu uczę psa komendy "nie ciągnij". Najszybszy sposób, jaki znam na nauczenie tej komendy to przez szarpnięcie łańcuszka. Dla bystrych psów wystarczy kilkakrotne. Dla innych potrzeba trochę więcej. Ale jak już umieją tę komendę, to szarpać dalej nie muszę i tego nie robię. Ty starasz się malować to, co ja robię tym samym kolorem, co Twoje Związkowe doświadczenia sprzed lat. Robisz tak chyba dlatego, że kojarzy Ci sie tak słowo "szarpnięcie". A to co ja robię ma naprawdę bardzo mało wspólnego z tym, co opisujesz. Moim zdaniem lepiej szybko nauczyć psa komendy, która zapobiegnie zachowaniu, które nie jest dla psa przyjemne (ciągnięciu), niż czekać, aż sam to wykombinuje, w międzyczasi ciągnąc, ile się da. Ale to nie ma nic wspólnego z uczeniem innych komend, tych, których uczę dla mojego widzimisię (siad itd). Ja nie piszę o rzucaniu się, po prostu o ciągnięciu do czegoś ciekawego. Ale w każdym razie, jak pies zna komendę "nie ciągnij" - sprawa rozwiązana, nie muszę robić nic innego. Mnie mało obchodzi dlaczego pies ciągnie - mój pies ma wiedzieć, że w obroży nie ciągnie się w żadnym przypadku (na szelkach np. w czasie tropienia może ciągnąć).
  6. ZaHoryzontem, Ja też oczywiście nie używam smyczy do uczenia chodzenia przy nodze czy też komend typu "do mnie". Ponieważ uczęszczam na szkolenia grupowe, to początkujący pies ma smycz zapiętą, ale nie jako narzędzie szkolenia, tylko jako ubezpieczenie, żeby nie poleciał rozpraszać kolegów. Dyskusja w tym topicu nie dotyczyła używania smyczy do uczenia innych komend, tylko uczenia psa nie ciągnięcia na smyczy. Ja Cię chyba trochę zbiłam z tematu, kiedy napisałam, że czytałam, że nie używasz smyczy ani obroży. Nie kwalifikowałeś tego w tamtej wypowiedzi pisząc, jak piszesz tutaj, że oczywiście w mieście smyczy używasz, i muszę powiedzieć, że jak to wtedy przeczytałam, to mi włosy na głowie stanęły. Więc bardzo się cieszę, że w mieście jednak smyczy używasz. :wink: Ja też. :) Jeżeli uczysz nie ciągnięcia za pomocą szarpnięcia, to bodziec pojawia się bez względu na to, czy pies nosi obrożę, czy łańcuszek, ale jest trochę słabszy i opóźniony w przypadku obroży. Jeśli stosujesz metodę drzewa, dokładnie to samo: bodzieć jest mocniejszy i szybszy w łańcuszku, wolniejszy i lżejszy w obroży. Więc i jednej i drugiej metody można używać w obroży albo w łańcuszku, i obie metody podziałają szybciej z łańcuszkiem. Jak pies jest już naucziny, żeby nigdy nie ciągnąć na smyczy, to nie ma znaczenia, czy go prowadzisz na łańcuszku, czy na obroży. Ale najpierw musi być naprawdę nauczony - bo jeśli nie jest, to, tak jak mówisz, szybko się nauczy, że w obroży ciągnięcie mniej kosztuje. Z drugiej strony, ja nie widzę powodu, żeby psa, który nie ciągnie nie prowadzić zawsze na łańcuszku i tak robię z moimi. Masz rację, że to osobny temat. Ale chcę dodać, że moje psy takiego zagrożenia nie odczuwają, bo chodzenie na smyczy nie kojarzy się im z niczym nie przyjemnym.
  7. Marta Chmielewska, 1. Nie mam żadnych wątpliwości, że nie wolno dopuszczać do tego, aby pies z zapaleniem czy innym urazem krtani ciągnął w obroży. Ale moim zdaniem, nie należy dopuszczać do tego, aby żaden pies ciągnął na smyczy i to bez względu na to, czy ma obrożę, czy szelki. 2. Jeśli pies, który nie umie chodzić na smyczy bez ciągnięcia dostanie zapalenia krtani, to jedyny sposób, żeby nie naciskać na bolącą krtań jest założenie mu szelek. Ale fakt, że krtań boli jak ją nacisnąć kiedy jest chora nie znaczy, że robi się chora od każdego naciśnięcia. Może powiem tak: jeżeli masz siniaka i go naciśniesz, to boli. Ale nie każde naciśnięcie powoduje siniaka. Żeby spowodować siniaka potrzeba naciśnięcia odpowiednio silnego. Tak jest z większością urazów. Więc nikt mnie nie przekona, że urazy krtani są powodowane przez samo noszenie obroży - musi na tę obrożę być nacisk i to spory - pisałaś, że tak właśnie było w Twoim przypadku. Poprzez szybkie nauczenie psa chodzenia na smyczy bez ciągnięcia, ja staram się zapobiec temu naciskowi. 3. Wydaje mi się, że to albo przypadek, albo specjalnie niezwykła psychika Twojego psa, że przestał ciągnąć w momencie założenia szelek. Ponieważ zaczynam działać jako wolontariusz w schronisku, więc mam ewentualnie dostęp do wielu psów, żeby to przetestować i byłoby super, gdyby szelki sprawdziły się jako metoda, żeby przeciętny pies nie ciągnął :) , ale muszę powiedzieć, że nie mam wielkich nadziei. :( No i dzięki za miłe słowa. :)
  8. Nie, Ty tego nie mówisz, bo myślę, że Tobie się wydaje, że rozumiesz. Natomiast ja to mówię, bo na podstawie Twoich komentarzy, jest dla mnie zupełnie jasne, że nie rozumiesz. Również, oczywiście, nie używasz - to też rozumiem. :) Moim celem w uczeniu psa nie ciągnięcia na smyczy jest żeby to zrobic metodą, która jest dla mnie do przyjęcia pod względem humanitarnym, ale również jak najszybsza. Przeciętnego (młodego) psa potrafię nauczyć, żeby nie ciągnął w przeciągu jednego dnia -- bardzo wiele psów w przeciągu kilku kilka minut. Czytam tutaj ludzi obstających przy innych metodach, którzy jednocześnie dumnie donoszą, że ich roczne czy półtoraroczne psy, które mieli od szczeniaka, już "prawie" nie ciągną. To jest dla mnie nie do przyjęcia, bo właśnie ciągnący pies, szczególnie pies duży, jest niebezpieczny dla siebie samego i dla właściciela. Ja rozumiem, że w tych przypadkach najprawdopodobniej winna jest nie metoda, ale jej zastosowanie, jednak fakt, że ludzie uważają tego typu osiągnięcia za sukces mnie zdumiewa. Ty piszesz Brr na to, że ja szarpię psa za każdym razem, jak pies pociągnie, ale: 1. przez to, że to robię, pies przestaje ciągnąć po bardzo niewielu szarpnięciach. Potem nie muszę już szarpać. 2. przy metodzie "drzewa" też następuje szarpnięcie w momencie, w którym się zatrzymujesz, z punktu widzenia fizyki nie do odróznienia od mojego. Niektóre psy w tym momencie zatrzymają się razem z Tobą, inne będą dalej szarpały. 3. moje szarnięcia nie są mocne, napewno nie mocniejsze od tych, na które potrafi się skazać sam pies, kiedy Ty stajesz, a on szarpie. Więc tak naprawdę, to mnie się wydaje, że różnica w tych dwóch metodach nie jest tak wielka, jaką ją czynisz. Jednak u mnie reakcję "brr" wywołuje widok stojącego jak mur właściciela, którego pies wyrywa się, szarpie i ujada na końcu smyczy, bo po drugiej stronie ulicy widzi kota czy innego psa. Może w tej sytuacji stosujesz coś innego, niz metodę "drzewa", ale jeśli tak, to tego nie opisałeś.
  9. Flaire

    ciaza urojona

    Ja wiem, że jak suka ma już urojoną ciążę, to zabawki (albo, kiedy brak zabawek, cokolwiek jest dostępne) stają się jej szczeniakami. Natomiast nie jestem przekonana, że sam fakt, że suka ma dostępne zabawki zanim powstanie urojona ciąża przykłada się do jej powstania. Słyszałam kiedyś, że ciąża urojona występuje z taką samą częstotliwością w kennelach, gdzie suki zabawek nie mają, jak u suk domowych. Ale nie mogę znaleźć odnośnika do tych badań. Niemniej czytając to, co jest dostępne po angielsku na temat przyczyn ciąż urojonych, nie znalazłam ani jednego odnośnika do zabawek jako czynnika w tym zjawisku.Natomiast jak sam zauważyłeś, czy pies powinien mieć zabawki dostępne, czy nie, to oddzielna sprawa. Mój pies ma zabawki dostępne zawsze. Ja, nie ona, decyduję, kiedy ona będzie się bawić ze mną, ale nie widzę najmniejszego powodu, dla którego ona nie miałaby się bawić sama, nie przeszkadzając mi wypisywać bzdury na dogomanii :wink: , kiedy jej się żywnie podoba.
  10. Pisałam że 1. Łańcuszek jest pomocny przy szkoleniu. 2. Na łańcuszku nie powinno się pozwalać psu ciągnąć, tj. nie używać łańcuszka jako oboroży dla psa ciągnącego, kiedy psa nie szkolisz Skąd z tego wywnioskowałaś, że jak pies już jest nauczony, żeby nie ciągnąć, to nie można go wyprowadzać na łańcuszku? Ja mojego psa zawsze prowadzę na łańcuszku. Jak pies nie ciągnie, to nie ma znaczenia, czy jest na łańcuszku, czy nie, bo łańcuszek się nigdy nie zaciska.
  11. Ale masz proste rozwiązanie: nie przerzucaj jej! Jak już chodzi na luźnej smyczy i nie ciągnie, to nie ma żadnej różnicy, czy chodzi w łańcuszku, czy w obroży. Ciągnącemu psu nie powinnaś pozwalać ciągnąć na łańcuszku, ale jak już nie ciągnie, to możesz go śmiało wyprowadzać na łańcuszku.
  12. PALATINKO, żadna tępota: patrzysz na to, co masz i wyciągsz wnioski. A że można mieć co innego to osobna sprawa. Byłam pewna, że potrafię wytłumaczyć :wink: . A teraz muszę wziąć mojego czarnoszyjca na spacer :wink:
  13. PALATINA, moim zdaniem kolczatki, tak jak i łańcuszka, należy używać wyłącznie do szkolenia, a nie do prowadzenia mocno ciągnącego psa. Wyszkolony pies nie ciągnie. A do szkolenia kolczatka prawie nigdy nie jest potrzebna (nigdy jeżeli zaczynasz od szczeniaka; "prawie" bo mała osoba może jej potrzebować żeby nauczyć dużego, dorosłego dzikusa, który nigdy nie był szkolony).
  14. Flaire

    ciaza urojona

    PALATNIA, łatwiej tyją bo mniej się ruszają albo więcej jedzą, albo i jedno, i drugie. A obie te rzeczy są pod Twoją kontrolą. Jak nie będziesz psa przekarmiać, to nie utyje. A co do urojonej ciąży to się nie przejmuj. Większość suk nie ma z tym problemu, więc po co z góry panikować. Nie mówiąc już o tym, że pierwsze słyszę o tych zabawkach itp., a wydawałoby się, że o takich rzeczach w USA powinni wiedzieć. :niewiem:
  15. Może jeszcze napiszę tak: ja nie polecam używania łańcuszka jako obroży do wyproadzania ciągnącego psa na spacer. Polecam go wyłącznie jako narzędzia to bardzo szybkiego i efektywnego uczenia, żeby pies nie ciągnął na smyczy (chodzenia przy nodze na smyczy czy bez uczę inaczej).
  16. Tu masz rację, ale tylko jeżeli używamy łańcuszka niepoprawnie, pozwalając psu chodzić na zaciągniętym łańcuszku. Ja NIGDY nie pozwalam psu chodzić na napiętej smyczy czy też zaciągniętym łańcuszku, ani przez chwilę. Każde napięcie, nawet słabe, kończy się szarpnięciem, które powoduje, że pies jest spowrotem na luźnej smyczy. Taki trening daje rezultaty po kilku minutach, a nie rozumiem jak nie pozwalanie na jakiekolwiek ciągnięcie nigdy miałoby uczyć psa, że ciągnięcie jest ok jeżeli nie jest mocne.Jest dla mnie całkiem oczywiste, że Ty i ja używamy zupełnie innych metod. Ty nie całkiem rozumiesz moją, a ja zupełnie nie rozumiem Twojej. Dlaczego nie rozumiem? Bo kiedyś czytałam, że Ty nie używasz obroży ani smyczy w ogóle, a tu nagle -- proszę, jednak owszem. Więc już wszystko mi się pokiełbasiło. Ale może mylę Cię z Jackiem&Husky :wink:
  17. Dobra, postaram się wyjaśnić. Czy jest różnica, czy nie zależy oczywiście między innymi od tego, jak dopasowany jest taki łańcuszek, tj. jakiego rozmiaru są jego dwie części, ta stała i ta zaciskowa. Wyobraż sobie skrajny przypadek, gdzie "nie do końca zaciskowy" łańcuszek jest "prawie do końca zaciskowy", tj. zacisk zatrzymuje się, gdy średnica obroży jest, powiedzmy, 2cm. W takim przypadku jest chyba jasne, że ten łańcuszek zaciska się tak samo, jak normalny jednostronny - bo czy ostateczna średnica w pozycji maksymalnie zaciśniętej jest 2 cm, czy 0 cm, przy średnicy psiej szyi, powiedzmy, 10- centymetrowej, nie robi różnicy. Więc jeżeli łańcuszek obustronny jest dopasowany tak, że jego średnica w pozycji całkowicie zaciśniętej jest dużo mniejsza od średnicy szyi psa, to działa tak jak normalny jednostronny. Natomiast jeżeli średnica w pozycji całkowicie zamkniętej jest większa niż średnica szyi psa, to wtedy taki łańcuszek działa, jak pisałaś, tak jak normalna obroża, która też ma średnicę troszkę większą od średnicy szyi psa.Jest jeszcze jedna różnica takiego obustronnego lub jednostronnego łańcuszka od normalnej niezaciskowej, ale nie umiem jej dobrze w tej chwili wytłumaczyć, więc Ci daruję :wink: Obustronno-zaciskowe widziałam i łańcuszki, i nylonowe (czy też skórzane) obroże (które nie brudzą sierści).
  18. jeszcze jedna rzecz, bo może nie wyjaśniłam do końca jasno: ja bym nawet tych (pojedyńczych) sesji nie powtarzała więcej niż raz, najwyżej dwa razy dziennie. Misię nauczyłam aportować rzucając jej aport raz na dzień i nadal staram się nie robić tego częściej (może nawet zauważyłaś na szkoleniu, że czasami powiem, że nie chcę aportować, bo już z Misią to wcześniej robiłam).
  19. Aaaa, Mokka, no to ja zaczynam rozumieć jeden problem: NIE POWTARZAJ WIĘCEJ JAK RAZ CZY DWA! Ćwicz to w zupełnym odosobnieniu od jakichkolwiek innych ćwiczeń. Wołaj psa do siebie, wyciągaj koziołka z szuflady jakby to miała być jakaś wielka, uroczysta, specjalna rzecz, próbując przekonać psa, że tak jest, podniecając go ("no co, Leonku, chcesz aportować??? Chcesz???") Potem RAZ podaj aport (w jaki sposób podajesz zależy od tego, gdzie jesteś w szkoleniu), każ oddać i od razu wielkie pochwały i duży smakołyk albo trzy. A potem chowaj aport spowrotem do szuflady do następnego dnia i zwalniaj psa - już nic innego w czasie tej sesji z nim nie ćwicz. Chcesz go przekonać, że aport to rzecz zupełnie specjalna! Gosiu, wytłumacz mi na czym polega różnica pomiędzy klikerem a pochwałą, bo ja tkwię w przekonaniu, że tak jak ja używam pochwwał to różnice sa nieznaczne.
  20. Justa, gratuluję! Już kilka osób (np. exoda) mi pisało, że łańcuszek zrobił cuda. :wink: Ja widzę dwie podstawowe różnice: 1. łańcuszek 2. zaciskowy Zwykła obroża nie jest ani 1. ani 2. Wiesz co, nie wiemczy są niebrudzące łańcuszki, bo moje psy zawsze mają czarne szyje! :lol: :lol: Ale wiem, że są zaciskowe obroże skórzane i nylonowe. Z powyższych zalet, nie mają 1, ale mają 2, a to zawsze coś :wink: . Przez wiele lat szkoliłam z dobrymi wynikami w zaciskowej nylonowej obroży, ale z Misią zaczęłam od razu od łańcuszka, już nie pamiętam dlaczego.
  21. Flaire

    ciaza urojona

    Jak już przelotnie wspomniałam, normalna sterylizacja to naprawdę kastracja, tak jak pisze Krystynah. Natomiast słyszałam, że w Polsce również robią sterylizacje (które nazwałam poprzednio "częściowymi"), gdzie jajników nie usuwają; w USA takie częściowe sterylizacje nie są stosowane, bo kastracje mają dużo więcej zalet, w postaci znacznego zmniejszenia przypdków niebezpiecznych nowotworów. Ale po takiej częściowej sterylizacji jajniki zostają, hormony są nadal produkowane i suka może przechodzić urojone ciąże. Może o tym właśnie mówił Twój "gość". tufi: no to się zgadzamy :) . Leczenia hormonalne przypadków urojonej ciąży niestety nie zawsze nawet działą, a większość przypadków sama ustępuje, więc na pewno nie należy od hormonów zaczynać.
  22. Bo Kenia to bardzo mądry pies! Super! Bardzo się cieszę. :D
  23. Flaire

    ciaza urojona

    ZEMAT, takie najwidoczniejsze objawy ciąży urojonej występują właśnie ok. 2,5 miesiąca po cieczce, bo wtedy suka rodziłaby i zaczynała odkarmiać szczeniaki, więc u Twojej suki wszystko przebiega według planu :) . Natomiast może zabieg suki teściowej był właśnie takim częściowym zabiegiem? Również jeżeli zabieg był robiony dopiero co i niedługo po cieczce, to objawy ciąży urojonej mogą wystąpić jako następstwo tej ostatniej cieczki, ale przy standardowym zabiegu, więcej już wystąpić nie powinny. Ale ja jestem ostrożna i nie używam słowa "nigdy" -- byłoby to po prostu bardzo niezwykłe. W normalnych przypadkach, sterylizacja to koniec problemów z urojonymi ciążami.
  24. Flaire

    PTT

    popuś, ja wszystko piszę tutaj, nie na priv. Raz posłałm DeDe jedną wiadomość na priv, ale to były jakieś tam specyfiki Misi i opis metod, którymi próbowano ją uczyć rewirowania za zgubą, a które i tak nie działały. Jeżeli chcesz i jeżeli jeszcze to mam, to też mogę Ci przysłać na priv, ale wydaje mi się, że tam nie było nic ważnego, a teraz już i tak uczę inaczej, więc to wszystko nieaktualne. DeDe wtedy akurat nie miała czasu, więc nie skomentowała tego, tylko odpowiedziała, że nie ma czasu. I na tym skończyła się nasza korespondencja na priv. :)
  25. I jeszcze jeden przypadek, który warto by tutaj opisać, więc to zrobię, bo Mokka ma ostatnio problemy z dostępem do dogomanii (Mokka, jak dojdziesz tutaj, to popraw co pokręcę!). Otóż jej pies, Leon, też był psem nieaportującym: jak rzucała mu cokolwiek, to on nawet za tym nie leciał, również nie bawił się żadnymi zabawkami. Ale po pewnym czasie, upodobał sobie pewną piłeczkę. Bardzo ją pokochał. I teraz, dla tej piłeczki zrobi wszystko, łącznie z aportem. Tylko że teraz zmieniły się regulaminy IPO i okazało się, że Leon na egzaminie będzie musiał aportować koziołek i to nie własny, tylko cudzy. Uczenie Leona aportowania koziołka składało się z wielu elementów i było robione na wiele sposobów, z których każdy miał jakieś tam pozytywne działanie, ale wszystko posuwało się bardzo powoli. Więc np. ponieważ Leon jest Mocce bardzo podporządkowany, to o przeciąganiu się z nią w ogóle nie było mowy. Mokka poprosiła więc pozoranta, żeby się z Leonem targał, najpierw zabawkami, a potem aportem. Jak Leon już porządnie targał się z pozorantem, to powolutku zaczynał rozumieć, że może spróbować pozwolić sobie na targanie się z Mokką. O ile wiem, jest to ciągle jeszcze w początkowych stadiach, ale postęp jest. Osobno, Mokka używała mojego sposobu, którym powolutku nauczyła Leona brania koziołka do pyska i trzymania go w pysku, przychodzenia do niej i oddawania. Ale nie doszła z tym jeszcze do momentu, kiedy Leon podnosiłby koziołek z ziemi -- brał go tylko z jej ręki. Natomiast przełomowym, dla Leona (przynajmniej moim zdaniem) okazał się pomysł naszej pani szkoleniowiec (która w ogóle jest super, bo do każdego psa podchodzi indywidualnie i nikogo nie traktuje szablonowo). Pomysł polegał na nadzianiu ukochanej piłeczki Leona na środek koziołka. Więc teraz aportując piłeczkę, aportuje koziołek. Oczywiście robota jeszcze przed nimi, bo na egzaminie na koziołku nie będzie piłeczki, ale wydaje mi się, że synteza wszystkich używanych metod daje dobre rezultaty i Leon robi już bardzo wyraźne postępy w aportowaniu koziołków.
×
×
  • Create New...