-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Ja też się nie znam - zupełnie! - ale właśnie czytałam regulamin innego typu psich zawodów, gdzie jeden z punktów wstępnych nakazuje sędziemu kasowanie zawodów w warunkach, gdy nie mozna zapewnić psom i przewodnikom pełnego bezpieczeństwa. Znów podkreślam, że się nie znam, ale możliwość poślizgnięcia się psa na mokrej kładce nie wydaje się temu laikowi bezpieczne. Na naszym szkoleniu posłuszeństwa, nigdy nie posyłam psa przez przeszkodę pochyłą, gdy jest śliska.
-
Eeee tam, Mokka. "Prawidłowo" to takie tam ludzkie wymysły. Kiedy był ostatni raz, jak Leon się na śladzie zgubił? A co do tych suń z IPO-FH, to ja myślę, że szkolone za granicą, albo właścicielka sama je szkoliła. Ty i ja też byśmy mogły. Nawet myślę, żeby napisać taki nowy poscik o tym...
-
INA, a czy on kupy robi? Bo jeżeli nie robi kup i wszystko wymiotuje, to może to być spowodowane jakimś zablokowaniem przewodu pokarmowego. Ostatnio kilka razy się z tym spotykałam i za każdym razem długo nie było odpowiednio zdiagnozowane... Więc wspomnij o tym wetowi, na wszelki wypadek.
-
INA, wiem, że to trudno, ale bądź dobrej myśli. To, że ma apetyt, to dobry znak, bo problemy z nerkami zazwyczaj objawiają się brakiem apetytu. Ale ja bym go nie karmiła, dopóki nie spotkasz się z wetem i nie ustalisz, co mu jest - a to im prędzej, tym lepiej. Przepraszam, właśnie zauważyłam, że u weta już byłaś i że wet uważa, że to nie nerki. Ale powinien dokładnie go przebadać i ustalić, co to jest, a nie tak na oko, szczególnie u psa z historią taką, jak ma Twój.
-
Szkolone mogły być oczywiście gdziekolwiek, natomiast tytuł musiały chyba zaliczyć za granicą, bo z tego co wiem, w Polsce takich zaliczeń jeszcze nie było. Właściwie tego jestem prawie pewna... Mokka, a co do Leona, to muszę powiedzieć, że się z Tobą zupełnie nie zgadzam: myślę, że Leon bardzo nadaje się do IPO-FH. Dlaczego tak myślę? Bo, jak już Ci mówiłam, uważam, że jego problemy w tropieniu (jeżeli to w ogóle można nazwać problemami) pochodzą stąd, że te ślady, po których chodzi sa dla niego za łatwe. Co do Misi, to nie mam pewności, że ona sobie z tym poradzi, bo ślady na IPO-FH sa bardzo długie, a ona sie szybko zniechęca. Natomiast Leon idzie po śladzie z pełnym zaangażowaniem, jeszcze nie widziałam, żeby mu się znudziło, a do tego jest jedynym psem jakiego znam, który przez cały czas podczas tropienia energicznie macha ogonem! Misia musi się tak bardzo koncentrować, że na ogon już nie starcza energii, ale Leon sprawia wrażenie, że dla niego to fraszka!
-
Np. tutaj. Będziesz musiała tylko dopasować rozmiar.
-
Ina, tak bardzo mi przykro! podrap go ode mnie za uchem. Trzymamy za Was kciuki.
-
coztego, niskie ukłony dla Ciebie za dobrą robotę. Karma dla takich maluchów koniecznie namoczona, bo z suchą jeszcze sobie pewnie nie poradzą. Widzę, że po weekendzie wszystko oki i bardzo się z tego cieszę.
-
Mokka juz Ci napisała z grubsza, o co chodzi, więc tylko drobne poprawki i dopiski. IPO-FH to bardzo trydny egzamin/zawody z chodzenia po śladzie (rewirowania za zgubą nie ma - jest tylko w PTT, a w IPO-FH jest wyłącznie chodzenie po śladzie). Egzamin składa się z dwóch śladów, każdy innego dnia, wietrzejących po trzy godziny. Każdy ślad ma 1800 kroków, 7 załamań, z których co najmniej dwa muszą być ostre kąty, jedno pólkole, dwa ślady zwodnicze pod kątami ostrymi, siedem przedmiotów i pewnie jeszcze inne rzeczy, o których zapominam. O ile wiem, w Polsce jeszcze takie zawody się nie odbywały, bo regulamin (który mam po angielsku z FCI) nie został jeszcze przetłumaczony na język polski. Natomiast wiem, że jest co najmniej jedna zainteresowana osoba, która chciałaby to u nas wprowadzić od przyszłego roku. O szkoleniach też nie słyszałam, no bo jak nie ma regulaminu... Zainteresowanym IPO-FH radziłabym zapisać się na związkowe szkolenia PTT, bo tam ślad jest co prawda łatwiejszy, ale i tak trudny, no i trzeba nauczyć się raczkować zanim zacznie się biegać... :wink:
-
No, raczej nie. Pies odpowiednio przyzwyczajony do klatki będzie ją uważał za swój bezpieczny azyl i będzie chętnie w niej przebywał. Ja też radzę poczytać o klatkach, jak równiez użyć wyszukiwarki do znalezienia innych postów o psach-niszczycielach, bo, jak już sobie łatwo wyobrazić, to było już często dyskutowane.
-
No te, na które normalnie zwracasz uwagę w wyborze reproduktora: chcesz, żeby "poprawił" jakiekolwiek wady czy słabe strony Twojej suczki, a tym samym nie wprowadzał innych ważnych, niewskazanych cech.
-
No, Wera, w dziwnym miejscu się pytasz... Ale: koszt szkolenia zależy od tego, gdzie szkolisz. Jak użyjesz wyszukiwarki, to znajdziesz chyba sporo topiców o tym z różnymi danymi, z różnych szkól i różnych miast. W Warszawie, koszt szkolenia PT prowadzonego przez ZKwP to 400 zł o ile dobrze pamiętam. Oczywiście warto również pytać, co ten koszt obejmuje. Związkowe PT w Warszawie obejmuje ok. 60 godzin zajęć i egzamin, do którego możesz podchodzić, aż zdasz. Związek również prowadzi bezpłatne zajęcia "doszkalające" dla swoich absolwentów, raz czy dwa razy w miesiącu.
-
Dokładnie tak. Genetyk tu Ci niewiele pomoże - powie Ci tylko bardzo ogólnikowe, oczywiste rzeczy, które znajdziesz w każdym podręczniku (prawdopodobieństwa, procenty). Dużo więcej poradzi Ci hodowca tej rasy, najlepiej hodowca, który zna tę powtarzającą się sukę. Ale ja uważam, że nie ma co sobie głowy zawracać, bo to pokrewieństwo jest zbyt niewielkie żeby miec jakiekolwiek znaczenie, zakładając oczywiście, że reproduktor pasuje do Twojej suczki z innych względów.
-
Ja nie mam zamiaru się z nikim kłócić, przedstawiłam tylko moje zdanie. Chciałam dla ciekawostki napisać jakiego ja bym szczeniaka wybrała i dlaczego, jeśli kogolwiek tym uraziłam to przepraszam. Hej, zachraniarka, nikogo nie uraziłaś! Z tą panią i tak nie można się już kłocić, bo ma Alzheimera i jest w zakładzie. Ale ja nie pisałam o kłóceniu się z nikim, tylko tak przenośnie - teraz sobie myślę, że pewnie po polskiemu się tak nie mówi, i że tłumaczyłam podświadomie z angielskiego łeeeee goooopia jestem. "It's hard to argue with her results" - czyli że jej wyniki były tak wspaniałe, że zmuszały do ufania jej metodom. Pewnie podobnie jak Ty z tym Szwedem! Przepraszam za nieporozumienie! Muszę przyznać, że od czasu fiaska z uczeniem aportu metodą przeciągania na PT, kiedy naprawdę próbowałam wszelkimi tłumaczonymi mi sposobami uczyć Misię bawić się aportem i wszystkie inne psy już aportowały, a Misia ani rusz, to dużo czasu już temu nie poświęcam, bo nie jest to dla mnie aż tak ważne, a uczę ją wielu innych trudnych rzeczy. Ona jest bardzo rozwinięta na punkcie socjalnym, więc najbardziej lubi się bawić z psami, a ze mną lubi się bawić w psy. Tylko nie pytajcie mnie jak się z Misią bawię w psy, bo Wam i tak nie powiem :oops: . Tak, ciągle to piszę, ale jak mi się za to dostaje! A co ciekawsze, to że najbardziej w szkolenie poprzez czytanie forum zdają się wierzyć Ci, którzy czytają najmniej uważnie. Sama nie wiem, o czym to świadczy...
-
pleg, brawo! Wszystko, co piszesz to świetne rady. Czy juz po egzaminie? Jeśli nie, to życzymy oceny doskonałej!
-
No ja też myślę, że pewnie na wyrost, jak już zresztą pisałam, ale faktem jest, że moje psy nigdy nie warczą na żadnych ludzi i prawie nigdy na psy (Misia zaczęła warczyć na psy jak próbowały ja molestować podczas ostatniej cieczki, ale to trochę inna sprawa). Misia jest naprawdę niesłychanie mało agresywnym psem - nawet jak inne się na nią rzucają, to ona nie reaguje agresją. I mnie się to podoba. Może to nie ma nic wspólnego z tym, że nie bawię się ze szczeniakami w przeciąganie, ale nie chcę ryzykować... bo ten absolutny brak agresji jest dla mnie najważniejszy. Nie chcę mieć psa, który mnie obroni; chcę mieć psa, któremu do głowy nie przyjdzie warknąć na człowieka, nawet jeśli ten człowiek miałby próbować skrzywdzić jej panią. I w tym się jednak różnię od większości osób, które tu spotykam.
-
Luna, ja nigdy nie słyszałam, żeby zabawa w przeciąganie miała powodować agresję u dorosłych, statecznymch pacyfistów. Dlatego tez teraz bez obawy - ale i bez większych skutków - mogę próbować bawić się z Misią w przeciąganie. Słyszałam jedynie, że taka zabawa ze szczeniakami i w ogóle psami mającymi skłonności do agresji może tę agresję prowokować. Nie wiem, czy w to do końca wierzę, ale ponieważ nie mam jak sprawdzić, a brak agresji jest dla mnie najważniejszy, to nie ryzykowałąm zabawy w przeciąganie ze szczeniakami airedalami.A Misię z braku metlowego koziołka nauczyłam już aportować metalową chochlę. Tylko problem w tym, że trudno toto podnieść z ziemi, bo takie płaskie... Koziołek byłby lepszy. Będe musiała coś wykombinować. Chyba że, Luna, Twoje kontakty obedience wiedzą, gdzie takie coś znależć?
-
Pokaż mi, gdzie ja napisałam, że z książek się nic nie wyciągnie. Pokaż mi gdzie napisałam, że samemu nic się nie zdziała. Czyli mam wnioskować, że każde szkolenie jest be, czy tylko to, które Ty wybrałaś dla swojego psa? Już nie mówiąc o tym, że poprzednio pisałaś, że przez te wszystkie lata słuchał się ojca, jeszcze zanim Ty się "wgłębiłaś".
-
Mnie się wydaje oczywiste, że uczenie psa, który przychodzi na zawołanie tylko jednej osoby, żeby przychodził na zawołanie innych, to zupełnie inna para kaloszy, niż uczenie psa, który nie umie przychodzić do nikogo.
-
coztego, jeżeli suka jest dobrze karmiona, to często dla szczeniąt w tym wieku zwróci nadtrawiony pokarm, żeby sobie podjadły. Więc może będzie ok. Oczywiście mnie cała sytuacja przerażeniem ogarnia, bo jestem przyzwyczajona do rozpieszczonych warunków z chuchaniem i dmuchaniem i nadmiarem opieki, ale rozumiem, że nie zawsze tak jest :( .
-
coztego, a kto będzie sunię-mamusię karmił przez weekend?
-
Luna, wspominasz grupę obedience., więc przyszło mi do głowy, że w regulaminie obedience (tym trudnym, międzynarodowym) pies aportuje koziołek ... metalowy :roll: ! Jeżeli ktoś próbował uczyć psa bawić się przedmiotami metalowymi, to gorąco zapraszam, żeby się tym pochwalił. A dopóki nie usłyszę o psach (nie o jednym psie, bo wariat zawsze się znajdzie), które z przyjemnością bawią się, biorąc metal do pyska, to będę tkwić w przekonaniu, że aportowania metalu raczej nie uczy się jako zabawy. Ale jeśli ktoś już tak uczył, to bardzo, bardzo proszę podzielić się doświadczeniami!
-
Zakładam, że nie możesz przez weekend ani sam ich odwiedzić, ani znaleźć kogoś, ktoby mógł? Ja też bym się bała o tak młode szczeniaki zostawione samopas na trzy dni, więc Ci się nie dziwie...
-
No nieee, Mokka, nie przesadzaj! Leon również przejawia chęć posiadania w stosunku np. do Rotora... Chociaż może "posiadanie" nie jest tu najlepszym słowem :lol: :lol: Może jeszcze powinnam dodać, że Misia teraz aportuje z wielkim entuzjazmem. Wyrywa się do aportu, cieszy się ogromnie na jego widok, leci po niego pełnym galopem, itd. Ale dla niej to jest, i w tej formie zawsze będzie, ćwiczeniem, a nie zabawą. Uczenie aportu jako zabawy wymaga zupełnie innego podejścia niż to, które opisywałam i dlatego w odpowiedzi na oryginalny post zaczęłam od pytania, dlaczego pies ma aportować.
-
Mnie osobiście trudno w tej sprawie mieć zdanie, bo nigdy takiego psa nie miałam - szkoliłam je tylko na zajęciach jako cudze psy (no, nie ja szkoliłam - ja prowadziłam zajęcia - szkolili właściciele). W USA, aportowania uczy się dopiero na drugim etapie, jak już pies umie pięknie przychodzić na zawołanie. Więc z uciekaniem z aportem wtedy na zajęciach raczej nie ma problemu, bo psy, które nie przychodzą na zawołanie nie dochodzą do tego etapu. (Oczywiście jestem pewna, że właściciele bawią się z psami w aportowanie wcześniej, ale ja widzę aportowanie na zajęciach dopiero na tym drugim etapie, kiedy z przychodzeniem nie ma problemu). Ale trudno się kłocić z wynikami osoby, której zdanie tutaj cytowałam, bo miała naprawdę najpiękniej pracujące psy, jakie kiedykolwiek widziałam. Możliwe więc np., że takiego psa jest, jak piszesz, trudno wyszkolić, ale jak już się to zrobi, to wyniki są lepsze niż z innymi psami. Wiem tylko, że takie było jej zdanie - pies bez chęci posiadania łatwiej odmówi pracy z aportem, niż pies, który chce go mieć. (Nota bene, szczeniaki, które leciały za zabaweczką, ale podnosiły co innego, też się nie kwalifikowały). A teraz o Misi: Misia w przeciąganie raczej się nie bawi, może dlatego, że jak była mała nigdy się z nią w to nie bawiłam. (Nie bawiłam się, bo airedale mają skłonności do agresji, a są ludzie, którzy odradzają zabawę w przeciąganie z psami, które mają jakąkolwiek predyspozycję do agresji. Tak naprawdę to nie wiem, czy to coś daje, czy nie, ale na wszelki wypadek nie bawię się ze szczeniakami w przeciąganie, bo najważniejszy dla mnie jest brak agresji. A w USA nie używa sie zabawy w przeciąganie jako element szkoleniowy, więc myślałam, że nic nie tracę pomijając tę zabawę. No i odkąd tak robię, rzeczywiście nie miałam agresywnego psa. Ale to jeszcze za mało psów, żeby wyciągać wnioski, a oczywiście grupa kontrolna jest jeszcze mniejsza... :wink: ). Teraz Misia potrafi się troszeczkę, czasami bawić w przeciągania, ale ciągle nie za bardzo - rzuca to, jak tylko jest coś ciekawszego, a o to nie trudno. Zabawki lubi po terierowsku: lubi wytrzepać, lubi pogryźć (szczególnie jak piszczą), czasem lubi sobie sama podrzucić. Ogólnie rzecz biorąc, zabawki interesowały ja dużo bardziej jako szczeniaka - teraz dużo mniej. Z reguły jak dostaje zabawkę, to kładzie się i gryzie, chociaż muszę przyznać, że w domu potrafi latać za pewną piłeczką (i jak poleci to ją do mnie przynosi). Natomiast na dworze jest zawsze o wiele więcej ciekawszych spraw niż piłeczka. Również nie ma tendencji, a la retriewery czy wodołazy, do noszenie rzeczy w pysku. Powinnam jeszcze dodać, że zabawek, które gryzie, nie niszczy - to gryzienie jest delikatne w tym sensie, że przyjemność jest w samym gryzieniu, a nie w rozpruwaniu na kawałki. Ale w sumie Misia bawi się zabawkami mniej, niż jakikolwiek poprzedni z moich psów.