Się dzieje.
Wyróżnienia dają efekt - wczoraj dwa telefony z Warszawy. Oraz wreszcie decyzja państwa z Warszawy "znalazców" szczeniąt.
Do domu pojechała Lejdusia - największa z suczek oraz malizna z charakterystyczną strzałką na pysiu. Utulone wkocykach, z zabawką na wynos, karmą, książeczką zdrowia i umową adopcyjną.
W czwartek cała rodzina, która niedaleko nas kupiła dom, i już po remoncie stwierdzili, że brak psa. Zabrali dwie suczynki, w tym Jaśminkę z białymi plamkami na łapkach.