Nie mogły dziewczyny doradzić, że lepiej go wziąć do domu i nie wypuszczać przez jakiś czas? Żal mi bo, bo znał tylko kojec i wybieg przez ostatnie kilka lat. Gdyby mnie ktoś zamknął w kojcu w nowym miejscu i jeszcze przywiązał na smyczy, to też chciałabym uciec. Nasze dziczki jak Jimmy, Ada, Mela czy nawet lękliwa Tania przez kilka pierwszych dni nie wychodziły z domu. Daje wtedy podkłady do załatwiania się. One i tak zazwyczaj trzymają się jednego, bezpiecznego miejsca-legowiska/transportera/budki i stopniowo (najczęściej nocą) wychodzą i poznają otoczenie. Po kilku dniach otwieram drzwi i same wychodzą, kiedy są gotowe. Mela trafiła do nas przecież z tego samego kojcowego hotelu i pierwsze dni spędziła w gościnnym, gdzie miała schronienie w dużym materiałowym transporterze. Też za pierwszym razem wybiegła z domu i uciekła do budy w zagrodzie. On to zrobił, bo takie życie przez lata znał i uznał za najbezpieczniejsza opcję.
Jeśli uda się go znaleźć, to zasugerujcie Panstwu, żeby zaczęli, jak opisałam, bo uwięzienie na smyczy w kojcu to dla mnie nie był jednak najlepszy sposób. Mam nadzieję, że uda się go odnaleźć, bardzo mu kibicowałam, bo był tam jeszcze dłużej niż Artur.