Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

marta1624 napisał(a):
Ehh nie zazdroszczę babci :roll: Moja mama z babcią też się często kłócą, bo babcia ma ciężki charakter i czepliwość :roll: Ale jak o psy chodzi to wspólny front (że truję Kaję surowym, one wiedzą lepiej co dawać, i jak nie widzę to dają gotowane lub suche :angryy:). Na szczęście tylko 2 razy na 2 tygodnie tak robią ;)

Zawsze mnie zastanawiają żarty o teściowach i zięciach. Uważam, że matki właśnie synów są najgorsze (wybacz Magda :evil_lol:). Nie wiem, na żadną normalną nie natrafiłam jeszcze. Może źle szukam, ale te które znam ciągle próbują skłócić rodzinę z żoną swojego syna. Mnie od dziecka powtarzała z kpiną, obelgą, że jestem jak własna matka albo że tak skończę jak ona. Zawsze jej dziękowałam za komplementy. :diabloti: U mnie nie ma żadnego punktu wspólnego, o wszystko idzie się pokłócić. Babcia jest tak wkurzająca, że człowiek psychiczne wysiada. I choć może wychodzę na wyrodną wnuczkę, ciężko mi powiedzieć, że super mi się żyje z babcią. Aż przykro to mówić, ale byłaby to wierutna bzdura...

kalyna napisał(a):
Jakbym spotkała te psy na ulicy to wątpię, żebym wiedziała, ze do SH :lol: jestem przyzwyczajona do tego, co chodzi po ulicach. Moi sąsiedzi kiedyś mieli SH, z niebieskimi oczami, piękny był, ale niewybiegany i przez to sprawiał wiele problemów to oddali go. I dobrze, bo ten pies marnował się tylko u nich. Ale nie jest to mój ideał i mam nadzieję, ze mi się to nie zmieni.

Właśnie niektóre mają taką wilczą urodę :loveu:

Kaukaza osobiście nie znam, a jedynie z opowiadań to się nie wypowiem. Ale ja Soniulę daję radę podnieść i nie protestuje :evil_lol: Gandzia panikarz, gorzej. W ogóle z nim to jak z przysłowiowym facetem...

Nie pisz takich rzeczy publicznie, o glebie itp, bo zaraz zleci się grupa i będzie, że za wszystko psa gnoisz :diabloti:
Teraz mi się przypominały rady (z innego forum), jak z Sonią miałam problem.. bo S. jak maszerowała w polach i zawiał wiatr to wsio (wysokie trawy, zboże przy drodze, obok niej) szeleściło i się dziewczyna płoszyła. Huki, fajerwerki w oddali nie były takim problemem, jak właśnie ten szelest. I jak miałam ją odwrażliwiać :loveu: :diabloti:

Faktycznie gdy ktoś nie siedzi w rasie często nie wie, że pies obok nich to rasowiec. Dlatego ja ostrożnie podchodzę z tym "o jaki ładny kundelek", bo zaraz mogę obrazić czempiona :eviltong:. Dla mnie husky są genialne, tak czy inaczej jakiś czas temu doszłam do wniosku, że bym się z nim męczyła. Tzn. nie spełnia do końca moich oczekiwań i choć za niektórymi się ślinię jak mantrę powtarzam, że nie są dla mnie. A husky z niebieskimi oczami dla mnie są fuuuj, pomijając kwestię że nie są praktyczne (m.in. w zimie na ostrym słońcu mocno razi je światło i mrużą oczy) to po prostu mi się nie podobają.

W ogóle z tychfacetów teraz panikarze. :diabloti: Nie no, żartuję, ale już sam fakt, że miałaby mi kaukaz odstawiać cyrki przy kąpieli takie, jak Morus to chyba bym długo nie pożyła :evil_lol:.

A gnoję psa, kundla se mogę :eviltong: Wiesz, pewnie miałaś jej najpierw puszczać cicho, potem coraz głośniej szum traw, a potem po X czasie zaprowadzić ją na pole. A jak się nie daj Boże wystraszy lub zaCSuje okazałoby się, że jesteś zła i okrutna, bo źle przeprowadziłaś odwrażliwianie. U mnie ignorowanie lęku szczerze mówiąc szybko przyniosło efekt. Piesek się wystraszył a ja na to w śmiech "co durny się boisz" i po chwili pokazywałam mu czego się wystraszył. Za spokój nagradzałam, ale jakoś ominęły pieska lekcje odwrażliwiania na zasadzie tysiąca sesji i jakoś okazał się pojętnym uczniem, nie rozpacza. Co prawda, nie powiem, w niektórych strachach logiczne, rozsądne odwrażliwianie z barowaniem przyniosło nam efekt, ale i tak pomijałam kilka, dla mnie bezsensownych sesji, bom człowiek niecierpliwy jest ;).

rashelek napisał(a):
To widzę Babcię szaleństwo ogarnęło... A do starszego pokolenia żadne argumenty nie trafiają. Musicie postawić na swoim, nawet kosztem awantur.
No a psa musisz mocno pilnować, ćwicz z nim odmawianie jedzenia najlepiej :P

Wiesz, nadchodzi taki czas, kiedy człowiek nie chce się już awanturować, obojętnieje... tylko w środku się gotuje.
Morus jest pojętny, ja mu nie ujmuję inteligencji. Jednak jednocześnie cholernik szybko się uczy i już czeka rano aż babcia coś mu da. I wieczorem. I wtedy, gdy chodzi po podwórzu. Wie, że wystarczy zapiszczeć i babcia leci na łeb na szyję, by pieska nakarmić. On generalnie przy mnie nie zje tego, ew. odda. Nie piszczy przy mnie, ładnie leży w budzie i nawet na babcię nie spojrzy na zasadzie "ja cię kobieto nie znam". Od nikogo innego zresztą świństwa nie weźmie, na spacerze sam tego też nie zrobi... ale co zrobić jak wychował babcię... :roll: Powtarzam sobie, że jeszcze tylko dwa lata.

Baski_Kropka napisał(a):
Ah ta Anana Amarok :P
Ciekawe czy Ada wie, że ma taką zagorzałą fankę :P

I żeby to jedną. Jest nas, fanatyków Pięknych Wilków więcej :evil_lol:

marta1624 napisał(a):
Ale biedna sunia :(

No strasznie... :shake: Na szczęście koleżanka obiecała przytrzymać sucz aż nie znajdzie domu, ale ona mieszka przy tym psychopacie, który odgraża się, że sukę wywiezie do lasu... :shake:

Posted

[quote name='Ty$ka']Zawsze mnie zastanawiają żarty o teściowach i zięciach. Uważam, że matki właśnie synów są najgorsze (wybacz Magda :evil_lol:). Nie wiem, na żadną normalną nie natrafiłam jeszcze. Może źle szukam, ale te które znam ciągle próbują skłócić rodzinę z żoną swojego syna. Mnie od dziecka powtarzała z kpiną, obelgą, że jestem jak własna matka albo że tak skończę jak ona. Zawsze jej dziękowałam za komplementy. :diabloti: U mnie nie ma żadnego punktu wspólnego, o wszystko idzie się pokłócić. Babcia jest tak wkurzająca, że człowiek psychiczne wysiada. I choć może wychodzę na wyrodną wnuczkę, ciężko mi powiedzieć, że super mi się żyje z babcią. Aż przykro to mówić, ale byłaby to wierutna bzdura...

Ja, póki co jestem miła dla moich synowych :eviltong:

Posted

Ty$ka napisał(a):
Faktycznie gdy ktoś nie siedzi w rasie często nie wie, że pies obok nich to rasowiec. Dlatego ja ostrożnie podchodzę z tym "o jaki ładny kundelek", bo zaraz mogę obrazić czempiona :eviltong:. Dla mnie husky są genialne, tak czy inaczej jakiś czas temu doszłam do wniosku, że bym się z nim męczyła. Tzn. nie spełnia do końca moich oczekiwań i choć za niektórymi się ślinię jak mantrę powtarzam, że nie są dla mnie. A husky z niebieskimi oczami dla mnie są fuuuj, pomijając kwestię że nie są praktyczne (m.in. w zimie na ostrym słońcu mocno razi je światło i mrużą oczy) to po prostu mi się nie podobają.

W ogóle z tychfacetów teraz panikarze. :diabloti: Nie no, żartuję, ale już sam fakt, że miałaby mi kaukaz odstawiać cyrki przy kąpieli takie, jak Morus to chyba bym długo nie pożyła :evil_lol:.

A gnoję psa, kundla se mogę :eviltong: Wiesz, pewnie miałaś jej najpierw puszczać cicho, potem coraz głośniej szum traw, a potem po X czasie zaprowadzić ją na pole. A jak się nie daj Boże wystraszy lub zaCSuje okazałoby się, że jesteś zła i okrutna, bo źle przeprowadziłaś odwrażliwianie. U mnie ignorowanie lęku szczerze mówiąc szybko przyniosło efekt. Piesek się wystraszył a ja na to w śmiech "co durny się boisz" i po chwili pokazywałam mu czego się wystraszył. Za spokój nagradzałam, ale jakoś ominęły pieska lekcje odwrażliwiania na zasadzie tysiąca sesji i jakoś okazał się pojętnym uczniem, nie rozpacza. Co prawda, nie powiem, w niektórych strachach logiczne, rozsądne odwrażliwianie z barowaniem przyniosło nam efekt, ale i tak pomijałam kilka, dla mnie bezsensownych sesji, bom człowiek niecierpliwy jest ;).


w widzisz nie miałam bladego pojęcia o tych oczach, choć są przepiękne, to widać, ze nie praktyczne.. No jakbyś widziała jaki szał na wystawie zrobił czeski użytek wśród eksterierów :diabloti: oj działo się, działo... nawet wystawca musiał się zarzekać, że ma na niego papiery :eviltong:

Ja mam wrażenie, ze do większych psów to ja mam mniej titania i rozczulania niż do Ciaposława. To małe, rude jest rozpieszczone okrutnie. A ja sobie nic nie dam na niego powiedzieć :roll: Za to Owczarom wszyscy współczują bo tu mają warować przed jedzeniem, muszą coś zrobić, aby dostać jakiś smaczek i inne :D

Miałam odczulać tak jak na odkurzać, pominę fakt, ze nawet na odkurzacz psa nie odczulałam.
Weź, ja nie ogarniałam tego i ani razu nie zastosowałam. Bo jak o tym pamiętałam to wiatru nie było :diabloti: fakt, że sama sobie z tym o wiele lepiej poradziłam niż takie cackanie się z psem. Owszem smaczkami też przepracowuję niektóre rzeczy.

Posted

Ty$ka napisał(a):
Nie chcę straszyć, ale z opowiadań mojej mam i ich znajomych teściowe stają się straszne właśnie po ślubie :P


To z moją teściową jest odwrotnie, bo po ślubie zrobiła się fajna :)

marta1624 napisał(a):
No właśnie to trzeba poczekać aż Theo dorośnie :D Wtedy lepiej się do Magdy nie zbliżać :D


:siara::siara:

Posted

kalyna napisał(a):
w widzisz nie miałam bladego pojęcia o tych oczach, choć są przepiękne, to widać, ze nie praktyczne.. No jakbyś widziała jaki szał na wystawie zrobił czeski użytek wśród eksterierów :diabloti: oj działo się, działo... nawet wystawca musiał się zarzekać, że ma na niego papiery :eviltong:

Ja mam wrażenie, ze do większych psów to ja mam mniej titania i rozczulania niż do Ciaposława. To małe, rude jest rozpieszczone okrutnie. A ja sobie nic nie dam na niego powiedzieć :roll: Za to Owczarom wszyscy współczują bo tu mają warować przed jedzeniem, muszą coś zrobić, aby dostać jakiś smaczek i inne :D

Miałam odczulać tak jak na odkurzać, pominę fakt, ze nawet na odkurzacz psa nie odczulałam.
Weź, ja nie ogarniałam tego i ani razu nie zastosowałam. Bo jak o tym pamiętałam to wiatru nie było :diabloti: fakt, że sama sobie z tym o wiele lepiej poradziłam niż takie cackanie się z psem. Owszem smaczkami też przepracowuję niektóre rzeczy.

Dla mnie nie sa piękne, wiele osób na nie leci, jak kiedyś też szczerze mówiąc, ale tak się naczxytałam, nasłuchałam, naoglądałam i mi przeszło. Z wystawami w ogóle są czasem jaja. Np. znajoma dostała wpis "brak jąder" - dotyczył ten opis suki :eviltong: Albo pomylenie przez sędziego ozzika z borderem. Jeszcze przy pracusiach jestem skłonna zrozumieć ten błąd, ale w przypadku tego, co jest na wystawach człowiek nie wie czy śmiać się czy płakać. Zresztą "szczury wyścigowego" u husky nie raz były kierowane przez kogoś na charty, a nie na V grupę, ale już nie przez sędziego ;).

Mnie właśnie rozczulają duże psy. Szczególnie jak się wywalają do góy kołami, ciamkają zabawkę czy śpią z ulubioną zabawką. Co prawda czasem łapię się na tym, że Morusa gilgoczę jak dziecko, bo sam ma takie zachowania jak niemowlę, do szczęścia wystarczy mu z rana pieszczenie, titianie, a po długiej rozłące siada mi na kolanach i się wtuuula przez dłuuuugą chwilę :loveu: ale tak naprawdę jestem podobno rygorystyczna. ;) Z naciskiem na podobno, bo uważam, że i tak czasem mu za bardzo pobłażam, choć ja lubię jak wszyscy chodza jak w zegarku, więc moja opinia nie jest obiektywna. Zresztą na Morusa trzeba czasem huknąć, a w innych przypadkach obchodzić się z jajkiem, można rzec, że jest dość ciekawym psim przypadkiem. Na szczęście przez te 5,5roku poznaliśmy się na tyle, że automatycznie działam w różnych sytuacjach i pieska nie krzywdzę.

U nas odwrażliwianie przyniosło efekt, nie powiem że nie, ale wymaga ode mnie duuużo czasu, cierpliwości i ćwiczeń, a tak jak już pisałam jestem w gorącej wodzie kąpana i zawsze wybieram tą metodę, której wynik widzę niemal od razu (albo po chwili), a nie po wieczności. Z drugiej strony uważam, że sukces w przezwyciężeniu paniki (bo lęku jeszcze nie do końca) podczas huków i burzy zawdzięczam przede wszystkim właśnie odwrażliwianiu, barowaniu i cierpliwości, ale nie są to - moim zdaniem - jedyne przyczyny zmiany nastawienia. Jednak przed nami jeszcze długa droga, by piesek czuł się zrelaksowany, a przynajmniej spokojny podczas sylwka czy burzy. Pewnie będę robiła to, co do tej pory, czyli mieszając wszystkie znane mi metody, łącząc je i wybierając te fragmenty, które mogą dać nam rezultat. Przyznam się, że nigdy nie stosowałam czystej jednej metody i dobrze na tym wychodzę na razie.

chounapa napisał(a):
Ja teściową mam fajną ;-) .. Za to moja mam jest paskudną teściową dla mojego nieszczęścia.

magdabroy napisał(a):
To z moją teściową jest odwrotnie, bo po ślubie zrobiła się fajna :)



:siara::siara:

TO idzie Wam pogratulować :p

Posted

Suczka jest cudowna, ale DT niepoważny. Kazał mi odwołać alarm o szukaniu drugiego DT, bo zaopiekują się Kruszynką aż nie znajdzie domu... tylko myśleli chyba, że im dom wyczaruję i w ciągu doby znajdzie DS. Dzisiaj do mnie piszą, że oni wyjeżdżają na wakacje, a jak ja psa nie zabiorę to psa uśpią (akurat nikt im nie uśpi). Czekam na odp. ile mam czasu :/ Mamy możliwy DT w Poznaniu i jeden niepewny, czekam na odpowiedź od dogomaniaczki (hyhyhy) - na śląsku. Tylko ta odległość... cholernie daleko...

Posted

agutka napisał(a):
bez kitu ludzie sobie robią jaja...:angryy:

Od początku sam nagły pomysł "słuchaj, jednak przytrzymamy małą aż znajdzie dom" mi śmierdział, ale myślę sobie... okej, i tak nie mam w sumie gdzie ją umieścić... I odwołałam ten alarm :roll: Trzeba było słuchać się swojej intuicji, a nie zasranego widzi-mi-się DT. Zwłaszcza, że akurat po tej osobie nigdy nie spodziewałam się odpowiedzialności i jakiejkolwiek pomocy innym, więc musicie mi wierzyć, że mocno się zdziwiłam, gdy mnie poinformowała, że uratowała psa i prosi mnie o pomoc... I ja naiwna miałam poczucie żalu, że źle tą osobę oceniałam.
Próbuję się dobić do DT dzisiaj i bez rezultatu :angryy:

Posted

Wczoraj za to spędziłam dość miło dzień. Najpierw spotkałam się ze swoją nieudaną klasą w gimnazjum. Doszliśmy do wniosku, że się bardziej integrujemy już po niż przez te 9lat :diabloti:. Okazało się, że nie było tak tragicznie i szło się dogadać, choć trochę sie nudziliśmy, bo w sumie przy pomyśle "spotkanie" nie wymyśliliśmy, co będziemy robić. Jednak jakoś szło i pod koniec nie umieliśmy się rozstać, a przecież tylko chodziliśmy bez celu po mieście i gadaliśmy tylko dla samego gadania, by nie pojawiła się krępująca cisza. Trzeba przyznać jedno... pierwszy raz dobrze się ze sobą czuliśmy, dziwne to uczucie. :evil_lol: Potem pojechałam do Cioci. Tej od Scottusia, swego czasu opowiadałam o nim. Jamniczek nic się nie zmienił, dalej myśli, że jest najlepszym dzieckiem w rodzinie i pcha się pod nogi. Jak tylko ktoś sie zatrzyma, to on bach! i już do góry kołami. Mam jego fotki. Kocie i królicze też się znajdą. Wróciliśmy dzisiaj o 1 w nocy, a wstałam po 10 (ale ja w łikendy dłuuugo śpię) i padam na pysk. Gorąco okrutnie, a jeszcze na spacerek i ogarnąć kwestię tego szczeniaka. No i obiad przydałoby się zjeść.

Kilka fotek z wczorajszego grillowania:

Scottuś... :p


Ukradł wiśnię :p


A potem tylko było tak... :p




Posted

"NO weeeeź mnie ciotka na ręęęęceeeee"




Królicek wolał żarcie od sławy na dogo


Więc mamy kotecka, leci na pieszczoty :loveu:


Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...