Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Kaluchny (zwany od dłuższego czasu Dzidziusiem Dziusiem) został w lecznicy na kroplówki. Przy nas pobrano mu krew do powtórki, by sprawdzić, czy nie ma pogorszenia. Tak naprawdę chciałam sama mu podawać kroplówki w domu, ale weci chcą tą poranną podawać sami, więc jeżeli nie będzie rozrabiał, zostanie do końca dnia i zabierzemy go już po drugiej kroplówce.

Gusiu, wczoraj w krwi wyszła tylko trzustka w górnej granicy, nerki i wątroba w porządku.

Co do jedzenia, dzisiaj jeszcze pości. Jutro możemy dać mu puszkę intestinala i tak przez pierwsze dni po głodówce ma być. Wetka powiedziała, że z kurczakiem zobaczymy. Na razie wygląda na to, że jest poprawa, ale na moje pytanie, czy krwotok już nie wróci, powiedziała, że nie wiadomo. Wszystko zalezy jak zareaguje na leki. W razie czego ja w pon i wtorek jestem w Warszawie u lekarza, więc jak będzie można gotować kurczaka, to mu kupię i ugotuję.

Puścilismy go na trochę na siku przed wyjazdem, zrobił kupę wodę w kolorze czekoladowym. Krwi raczej się tam nie dopatrzyliśmy. Pojechał oczywiście na sedalinie, ale do lecznicy wszedł na smyczy o własnych siłach i na stole w gabinecie też stał. Miał kaganiec i pozwalał się oglądać, kłuć i wsadzać termometr w tyłek:)

I dziękujemy bardzo za kciuki. Kochane jesteście.

Posted

Jakby go ktoś otruł albo by zjadł coś zatrutego to wyniki wątroby byłyby znaczenie powyżej normy.
Może więc złapał własnie jakiejś cholerstwo wirusowe?
No grunt, że jest lepiej.

Kciuków nie puszczamy;)

Posted

Jasne, że nie puszczamy!!!!:razz:
Kupa czekoladowa, bo jeszcze się resztki krwi wydobywają z wczoraj - ważne, że tej czerwonej, świeżej nie ma:multi:
Tak sobie myślę, czy Kaluchny się trochę nie "ucywilizuje" przez tę przykrą przygodę... skoro TAKIE RZECZY jak termometr w zadku powoli się stają dla niego codziennością:eviltong:

Posted

Ja przez te kciuki pracować nie mogę, ale trzymam;-)

Tak bardzo się cieszę, że z Kaluszkiem lepiej!!!

Ja też pomyślałam, że jak Kaluszek powyjeżdża kilka razy z domu i zawsze będzie wracał, to może przekona się, że nie taki diabel straszny. Tyle, że teraz to nie jest miarodajne, bo jest wykończony, osłabiony i do tego lekko śniety po sedalinie, więc kto wie, co zacznie wyczyniać jak już dojdzie do siebie.

Kocham tego łobuziaczka bardzo i od wczoraj nie przestaje o nim myśleć.

Marta, gdyby miał przejść z intestinala puszkowego na suchy, daj mi znać, żebym szybko mogła zamówić.

Posted (edited)

Kaluszek w domu. Zadowolony - to widać, że lepiej się czuje. W lecznicy był bardzo grzeczny, nie piszczał, nie wył, nie gryzł. Wyszedł z klatki przy wymianie podkładu, bo trochę popuścił i wszedł do niej bez problemu. Wetka go chwaliła bardzo. Nie dostał dodatkowego sedalinu. Wygryzł tylko trochę wenflon, a wetka została sama i nie chciała sama mu poprawiać. Jak Bartek go trzymał, merdał nawet ogonem w trakcie przeczyszczania wenflonu. Potem posiedzieliśmy z nim z pół godziny przy kroplówce z ranigastu. Był grzeczny jak nie wiem co:) Dla niedowiarków - zdjęcie.
Wyniki krwi lepsze, leukocyty podwyższone wczoraj zaczęły spadać.
Jutro jedziemy znowu.

Edited by ronja
Posted

Byliśmy dziś w lecznicy, ale kroplówki i zastrzyki wzięliśmy na wynos - na dziś dwie i na jutro (ranigast, metronidazol i taka zwykła wielka kroplówa). Dostaliśmy też puszkę intestinala, mamy dać łyżeczkę i zobaczyć co się będzie działo, wieczorem możemy powtórzyć dawkę. Na razie bez ryżu. Do lecznicy pojedziemy w poniedziałek rano.

Posted (edited)

Ale się martwiłam, zresztą stale się martwię... Kciuków nie puszczam.

Ale biedny na tym zdjęciu...

ps. Brunek też miał krwotoczne zapalenie i był okropnie biedny, ciągle kroplówki.
Co prawda nie lała się z niego tak samoistnie krew ale może każdy przypadek jest inny.

Będzie dobrze.

Edited by mysza 1
Posted

[quote name='ronja']metronidazol leci jako drugi, dopiero ranigast poszedł. wolno idzie. Dzidziuś spi pod kocem, bo się trzęsie.[/QUOTE]
Trzeba mu było lekko w mikrofali podgrzać. Biedaczek. Jeszcze tak dlugo nie je, opadł z sił :(

Posted

Dopiero dotarłam do internetu, ale wiedziałam od Marty, jaki grzeczny był Kajuś wczoraj... Jeśli Kaluszek pozwala sobie robić kroplówki w domu, to dla niego jest to na pewno dużo mniejszy stres. Na zdjęciu wygląda bardzo biedniutko, taka chudzinka kochana:-(
Myślę o nim cały czas i bardzo mocno trzymam kciuki, żeby szybko doszedl do siebie.

Posted

Zaraz zaczynamy wieczorne kroplówki. Ładnie zniósł 3,5 godziny poprzednich kroplówek. Trochę na początku nie chciało lecieć, musiałam stale pilnować, by nie podkurczał łapki. Już pod koniec lizał wenflon, ale się nie wyrywał. Duzo śpi, siusia na dworzu i od razu za mną wraca do domu. Dostał 2 razy po łyżce puszki i nastawiał się do kupy w domu, ale wydusił taki mały kawałeczek czekoladowego gęstego śluzu. Chyba więcej mu dziś nie dam jeść.

Posted

Na szczęście jest dostatecznie nawadniany, więc głodówka nie jest tak uciążliwa. Myślę, że skoro nie rzuca się na jedzenie, lepiej więcej dzisiaj nie dawać...
Całuski dla pięknego Kaluszka:-)

Posted

Kaluszek czuje się wyraźnie lepiej, bo w nocy wyrwal sobie naprawde dobrze zabezpieczony wenflon. Marta i Bartek musieli z nim jechać kawał drogi do czynnego weta. W klinice zalożyli mu nowy wenflon i dopiero niedawno Marta skończyła podawanie pierwszej porcji kroplówek, a drugą dostanie po 22-giej.

Bardzo Wam kochani dziękuję za opiekę nad Kaluchem i mam nadzieję, że wenflon wytrzyma do jutra...

Posted

ja też mam nadzieję, że wytrzyma. wenflon był obandażowany i obklejony taśmą, całość nie była naruszona, ale wenflon przeciekał, więc pojechalismy do Lasek na zmianę. zeszło się dużo czasu, więc dopiero skończyliśmy podawanie porannej kroplówki - bite 3,5 godziny. ja jestem wykończona, Kaluchny dostał werwy, zjadł trochę puszki, był na siku.
w nocy niestety polało się z niego na moją kołdrę - to samo co wcześniej, tylko jaśniejsze brązowe. bałam się, że to po jedzeniu i dziś dostał naprawdę niewiele dwa razy. martwi mnie, że nie pił dziś nic - dolewałam mu ciepłej wody do puszki. dostał kroplówkę, więc jest nawodniony, ale chciałabym, by zaczął pić i załatwiać się pod kontrolą. jutro znowu jedziemy do weta

Posted

Marta, martwię sie o Ciebie, czy Ty dajesz radę tak jeżdzić? Gdyby kaluch był mniej dziki, to pojeździłabym z nim ja, a tak niestety musimy liczyć na Was;-( Oby to się szybko skończyło.....

Posted

jeźdzenie jest najmniej kłopotliwe dla mnie (za to dla Bartka jest). dla mnie najciężesze są kroplówki. przez sedalin chyba to tak wolno leci, bo on ma zwolnione tętno. 3,5 godziny siedzę nad nim w niewygodnej pozycji. wieczorem dostał kroplówki bez sedalinu i to, co poszło poprzedniego dnia w sedalinie w 70 minut, wczoraj poszło w 30. raz chciał się wyrwać, ale przytrzymałam i został. zasnął.
po nocy czysto i wenflon wygląda nie nienaruszony.

Posted

Takie podkrwawianie z przewodu pokarmowego może trwać nawet kilka dni więc mimo, że wyglada strasznie to aż tak bym się nie przejmowała. Myślę, że z jedzeniem nie ma to wiele wspólnego - którędyś muszą wychodzić z niego skrzepy, sluź i łuszczący się wewnętrznie nabłonek.

A tym, że nie pije Martuś się nie martw. Po kroplówkach może my się zwyczajnie nie chcieć.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...