Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Vasco napisał(a):
mam nadzieję, że Laura się nie obrazi, że się wygadam - niestety dziś rano nowa właścicielka poprosiła o szukanie Scoobiemu nowego domu....


Ehhhhhhhh nie wiem co sie dzieje z Ludźmi :( Scooby trzeba poszukiwania nowego domu rozpocząć. Czy psiak może być w aktualnym domu do czasu znalezienia nowego??

  • Replies 171
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

teoretycznie dziewczyna dała czas na szukanie mu nowego domu, ale przy jej ciągłym zmienianiu decyzji nic nigdy nie wiadomo.... Laura1108 na wszelki wypadek zaklepała kolejkę u omar na DT.

Posted

Nie wiem jaka jest sytuacja u obecnej właścicielki w domu ale przecież przygarniając zwierzę trzeba brać pod uwagę, że coś może być nie tak. A pies jest u niej zbyt krótko by się zadomowić. Jest zestresowany.... Czy na prawdę w tym domu jest tak źle ( a raczej czy tak zły jest Scoobi)? Przecież to nie jest rzecz, że się bierze a za chwilę odbiera... Czy była wizyta przedadopcyjna? Czy obecna właścicielka została zapoznana z sytuacjami jakie moga wyniknąć po adopcji psa? Bardzo mnie ciekawi co ta Pani powiedziała podczas rozmowy na temat problemów, które mogą wyniknąć.

Jak chodziłam na wizyty przed adopcyjne to zawsze mówiłam jakie mogą wystąpić problemy. I czy potencjalny dom jest w stanie z tymi problemami walczyć (a nie oddawać po kilku dniach psa). Pytałam czy byliby w stanie zapłacić np 500 zł na leczenie psa bo zachorował po miesiącu pobytu u nich. Jeżeli widziałam przeciwwskazania to potencjalny dom już nie bł pozytywnie rozpatrywany. Ludzie muszą sobie zdawać sprawę, że to żywe zwierzę (które czuje i potrzebuje tego jednego jedynego człowieka). To nie jest rzecz, na którą jest gwarancja i jak nie pasuje do mebli to można oddać lub wymienić...

Czy ze Scoobim są na prawdę tak wielkie problemy, że Pani zdecydowała go "zwrócić"? Czy problemem jest to, że koty fukają a Scooby nasikał podczas Pani nieobecności? (moje prywatne zdanie - adoptujesz zwierzę po przejściach weź kilka dni urlopu - ale rozumiem, że nie każdy ma takie podejście jak ja).

Przepraszam, że tak naskakuję ale coraz częściej są takie sytuacje... A na tym psy cierpią... A chętni by zaadoptować dziwią się, że są wizyty przed i po adopcyjne....

Posted

Laura1108 jst osobą, któa bardzo dokładnie sprawdza ewentualne domki., Na pewno nie miała podstaw do tego, aby nie wydać Pani psa. Niestety nikt za ludzi nie odpowiada. Po kilku rozmowach bardzo cięzko jest stwierdzić czy osoba, która chce psa nie zmieni zdania po miesiącu.

Posted

Ja nie mam nic do osoby będącej na wizycie przed i po adopcyjnej. Mój post mógł tak zabrzmieć ale nie miałam na myśli osobę sprawdzającą domek a właśnie potencjalnego przyszłego właściciela (dlatego napisałam co ja mówię takim ludziom na wizytach przed adopcyjnych).
Po prostu ręce mi opadają jak widzę jak podchodzą adoptujący... Często byle problem jest powodem oddania psa. A adoptujący już chcą oddać psa zamiast poczekać. Przecież pies się musi zadomowić, poznać zasady domu, dogadać się z innymi domownikami (zwierzęcymi także). Ale ludzie tego nie rozumieją.... Zresztą co ja wam będę gadać jak wy o tym doskonale wiecie.

Czy problemy w domku sa na prawdę duże? Czy tylko problemem jest fukanie kotów (które nie miały nawet kiedy przyzwyczaić się do większego czterołapa) i jego posikiwanie podczas nieobecności tej Pani w domu?
Bo koty potrzebują sporo czasu by się przyzwyczaić i dogadać z psem.

Posted

Problem chyba tkwi w psychice Pani. Ta kobieta raz chce oddac psa, a za kilka godzin pisze, iz nie wyobraża sobie życia bez Niego.

Tak więc trzeba zacząć szukać Sccobiemu nowego domku, w którym będzie mógł zostać na zawsze.

Posted

obraczus87 napisał(a):
Problem chyba tkwi w psychice Pani. Ta kobieta raz chce oddac psa, a za kilka godzin pisze, iz nie wyobraża sobie życia bez Niego.

Tak więc trzeba zacząć szukać Sccobiemu nowego domku, w którym będzie mógł zostać na zawsze.

Ehhh. Skoro taka niezdecydowana to trzeba go chyba zabrać od niej. Bo jeszcze za kilka lat się rozmyśli (jakby teraz został) i co wtedy?
Chyba, że sama nie wie jak ma postępować i się boi. Zapewne staracie się jej doradzać jak postępować ale czy ona słucha waszych rad? Bo może to niezdecydowanie nie wynika z egoizmu a ze strachu, że nie da rady... Sama nie wiem.

Czy dałoby radę by podjechać do niej i pogadać? Bo to nie może być tak, że ona sobie zmienia zdanie. Albo się podejmuje opieki nad psiakiem albo trzeba szukać domu. Musi się zdecydować. Bo pies (jak go odda) na tym ucierpi. Scoobie już ma sporo za sobą i trzeba uświadomić tej Pani, że ta zmiana lokum na psa psychikę na pewno w jakiś sposób wpłynie. Więc niech podejmie decyzję jak najwcześniej by pies się nie przywiązał i nie zaczął jej i jej mieszkania traktować jak swój prawdziwy stały dom....

Posted

Ta Pani jest naprawdę bardzo chwiejna emocjonalnie , jestem bardzo rozczarowana ponieważ byłam na wizycie razem z TZ i wydawała się być taka spoko kobitka obeznana w relacjach ze zwierzakami albo już sama nie wiem może ja miałam złudzenia :(

W każdym razie Pani opwoiadała o tym iż zawsze w jej domu rodzinnym były psy i wie co znacyz mieć psa . Na wizycie starłam się poinformować o wszystkim a zwłaszcza kładłam nacisk na relacje z kotami , infromowałam Panią , że ich stosunki moga być przyjacielskie ale nie muszą , mogą razem spać na posłania a równie dobrze mogę się nie tolerować przez długi czas , mogą się z czasem zaakcpetować ale nigdy przyjaźnić ... po za tym informowałam o tym , że Scooby to młody psiak i moga zdarzyć mu się wpadki . Jak widać informacje były chyba jakoś źle przekazane przeze mnie albo mało wiarygodnie sama już nie wiem :shake:

Praktycznie od drugiego dnia pobytu Scoobiego w Ds mam jakieś sygnały , że : koty nie tolerują psa , siedzą za meblami itp , Scooby rozwalił kocią kuwetę , zrobił siku , Scooby bardzo chce się spotkac z kotami a one nie bardzo tego chcą . Jak dla mnie to wszystko nie jest jakimś szczególnym problemem by poddawać się ale tak po prawdzie to półtorej tygodnia po wyadoptowaniu Scoobiego domyśliłam się , że będzie chciała go oddać jednak kiedy wypaliłam prosto z mostu ile mamy czasu na szukanie domku to Pani mi odpowiedziała , że nie jest tak niedopwiedzialna by oddawać psa itp a jak sie okazuje to co chwilę zmienia zdanie raz pisze , że chce go oddać za kilka godzin , że nie może się z nim rozstać a następnego dnia o 6 rano otrzymuję historię złożoną z siedmiu sms , że Scooby jednak musi szukać domku bo w nocy ganiał koty ( w celu pobawienia się z nimi ) i potłukli doniczki . W związku z poyższym nie chcę sobie wyobrażać co by było gdyby Scooby zjadł jakiś mebel wówczas musiałabym pewnie zwrócić jeszcze kasę za poniesione szkody :angryy: Aha i Pani jeszcze mi pisała , że ja tez straciłabym cierpliwość ... no i to już pozostawiłam bez komentarza bo chyba nie ma kobieta pojęcia ile mam cierpliwości dla zwierząt i dzieci ( bo dla dorosłych ludzi niestety nie posiadam nawet odrobiny wyrozumiałości i cierpliwości ) .

Jak zwykle nasmarowałam tyle , że czytać się nie chce.


Scoooby z całym przekonaniem szuka domu ponieważ mam poważne obawy czy Pani nie zechce go teraz zatrzymac a za pół roku znowu stwierdzi , że jednak nie może go mieć . Ja potrzebuje zając się też innymi psami a nie martwić się wciąż o Scoobiego czy nie wróci z adopcji.

Posted

Vasco napisał(a):
Bielsko Biała pomocy w wizycie. Scoobi musi w końcu "odczepić" się od Laury ;) bo nam cioteczkę za bardzo absorbuje.


Napisałam Kochanej Cioteczce Laurze info o osobie, któa może pomóc w wizycie ;)

Posted

Laura1108 napisał(a):
Ta Pani jest naprawdę bardzo chwiejna emocjonalnie , jestem bardzo rozczarowana ponieważ byłam na wizycie razem z TZ i wydawała się być taka spoko kobitka obeznana w relacjach ze zwierzakami albo już sama nie wiem może ja miałam złudzenia :(

W każdym razie Pani opwoiadała o tym iż zawsze w jej domu rodzinnym były psy i wie co znacyz mieć psa . Na wizycie starłam się poinformować o wszystkim a zwłaszcza kładłam nacisk na relacje z kotami , infromowałam Panią , że ich stosunki moga być przyjacielskie ale nie muszą , mogą razem spać na posłania a równie dobrze mogę się nie tolerować przez długi czas , mogą się z czasem zaakcpetować ale nigdy przyjaźnić ... po za tym informowałam o tym , że Scooby to młody psiak i moga zdarzyć mu się wpadki . Jak widać informacje były chyba jakoś źle przekazane przeze mnie albo mało wiarygodnie sama już nie wiem :shake:

Praktycznie od drugiego dnia pobytu Scoobiego w Ds mam jakieś sygnały , że : koty nie tolerują psa , siedzą za meblami itp , Scooby rozwalił kocią kuwetę , zrobił siku , Scooby bardzo chce się spotkac z kotami a one nie bardzo tego chcą . Jak dla mnie to wszystko nie jest jakimś szczególnym problemem by poddawać się ale tak po prawdzie to półtorej tygodnia po wyadoptowaniu Scoobiego domyśliłam się , że będzie chciała go oddać jednak kiedy wypaliłam prosto z mostu ile mamy czasu na szukanie domku to Pani mi odpowiedziała , że nie jest tak niedopwiedzialna by oddawać psa itp a jak sie okazuje to co chwilę zmienia zdanie raz pisze , że chce go oddać za kilka godzin , że nie może się z nim rozstać a następnego dnia o 6 rano otrzymuję historię złożoną z siedmiu sms , że Scooby jednak musi szukać domku bo w nocy ganiał koty ( w celu pobawienia się z nimi ) i potłukli doniczki . W związku z poyższym nie chcę sobie wyobrażać co by było gdyby Scooby zjadł jakiś mebel wówczas musiałabym pewnie zwrócić jeszcze kasę za poniesione szkody :angryy: Aha i Pani jeszcze mi pisała , że ja tez straciłabym cierpliwość ... no i to już pozostawiłam bez komentarza bo chyba nie ma kobieta pojęcia ile mam cierpliwości dla zwierząt i dzieci ( bo dla dorosłych ludzi niestety nie posiadam nawet odrobiny wyrozumiałości i cierpliwości ) .

Jak zwykle nasmarowałam tyle , że czytać się nie chce.


Scoooby z całym przekonaniem szuka domu ponieważ mam poważne obawy czy Pani nie zechce go teraz zatrzymac a za pół roku znowu stwierdzi , że jednak nie może go mieć . Ja potrzebuje zając się też innymi psami a nie martwić się wciąż o Scoobiego czy nie wróci z adopcji.

Ehhhh. No i rece opadają. Laura zrobiłaś wszystko co się dało. Ta Pani po prostu miała widocznie swoją własną wizję adopcji. Weźmie psa i od pierwszego spojrzenia zwierzaki się pokochają....
Z tego co wyczytałam to koty reagują normalnie, Scooby też. Po prostu potrzeba czasu i cierpliwości. Skoro Scooby ganiał w nocy koty to można bło je chyba rozdzielić na czas snu.... A to że sika... no cóż... szczeniaki też początkowo sikaja w domu. Mój staruszek też posikiwał często ale to nie był powód by oddać psa. Że doniczki stłukły? Dla mnie nie rzeczy są wazniejsze a zwierze. A przechodziłam przez dorastanie psa - zniszczył wszystko (drzwi, fotele, papier ksero, słuchawki do kompa, obgryzł ściany działowe na 2 cm głębokości, obgryzł okna, dywan, swoje cztery legowiska, buty ze skóry, itd. Był mega niszczycielem. Nawet krem nivea zjadł cały (i nic mu nie było) mydła obgryzał. Ale widząc tajfun jaki przeszedł przez mieszkanie nie przyszło na myśl by oddać psa. Mój obecny kot często wywala z kuwety żwir - nie ma dnia by nie wywalił poza kuwetę. Czasem i grubsze rzeczy zdarzy mu się wywalić. Jest długowłosy więc zdazyło mu się nawet na tyłku donieść kupona do wyrka i tam odpadł... Jest mega upierdliwy i ma charakter. Obecnie wypadają mu kłaki (zimowe), które w domu są wszędzie, odkurzać najlepiej codziennie. Tez lubi czasem podgryzać różne rzeczy. Ale nie oddam go przenigdy. Bo dla mnie jest najważniejszy.
Te problemy co opisuje ta Pani to dla mnie nic. Bo to nie są problemy, których nie da się rozwiązać. Ta Pani nic nie robi by było dobrze tylko ma wymagania by pies się wychował sam. A niestety tak się nie da. Szkoda tylko, że nie zastanowiła się jak to może wpłynąć na psa ta ciągła zmiana ludzi i mieszkań....

Ale nie ma co sie zastanawiac i zabierać Scoobiego od niej. Lauro zrobiłaś co się dało. Niestety Pani nie była całkowicie szczera.... I nie mierzyła sił na zamiary....

Posted

Franca Twój post 118 a dokłądnie to co wyczyniają Twoje pociechy to mistrzostwo świata w sprawdzaniu ludzkiej wytrzymałości ale przyznam , że czytałam to z uśmiechem na twarzy i oczyma wyobraźni widziałam te wszystkie demolki - cudowne przeżycia i mega wspaniałe wspomnienia :) Przeżyłaś to wszystko i jesteś szczęśliwa plus pomagasz psom charytatywnie widzisz a ta Pani twierdzi ja na jej miejscu też straciłabym cierpliwość więc nie chciało mi się już tego komentować bo Ona niestety nie ma pojećia ile osób z nas znosi sto razy gorsze problemy ale co tam .

Wiecie co tylko zastanawia mnie jedno , ta Pani od kilku dni milczy jak tak to pisała codziennie i codziennie było coś nie tak . Czyśby nagle Scooby się zmienił a Ona zechciała go zostawić ?? Ja nie mam juz przekonania by został w tym domu a Wy ? Doradźcie co robić gdyby Pani zechciała go zostawić , ja się boję że za miesiąc dwa pies narobi kupsko i znowu będzie do adopcji .

Posted

Jak znajde czas i fotki to pokarzę jak demolował mieszkanie (mimo, ze miał na głowie klosz - kołnierz). :D

Może milczy bo jest weekend i pies nie jest sam więc nie ma większych problemów. Przyjdzie poniedziałek, praca może wtedy się odezwie jak po pracy siku znajdzie... Ciekawa jestem jakby zareagowała jakby (odpukać) weszła do domu i zobaczyła to co kiedyś ja. Obrzygane całe mieszkanie (kilkanaście plam) i do tego koopy wodne... Smród nie do opisania.... A sprzątania jeszcze wiecej bo wszędzie był dywan i wykładzina dywanowa.... Bo piesek sie najadł kłaków z legowiska i mu osiadły we wnętrzu brzucha... Na szczęście wyszły sobie bo już była wizja operacji.
Ja się załamałam jak to zobaczyłam... ale załamanie bardziej wynikało z obawy, ze z psiakiem jest źle. No a dywan po wyczyszczeniu nigdy nie był chyba tak czysty jak po tej sytuacji. ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...