Jump to content
Dogomania

PROMOCJA!! 4,5kg prawie PINCZERA/SZCZENIĘ + obroża GRATIS *Gdańsk* -MA DOM!!-


Recommended Posts

Posted

KONICZYNKA ta osoba podpisała umowę adopcyjną a ja zapowiedziałam się z wizytą jeszcze w grudniu, gdyż przez Malbork jeżdżę do rodziny. Inne metody uporania się z "psim problemem" zostałyby baardzo szybko przeze mnie rozpoznane. Pies ma czipa na moje nazwisko, więc to też w jakimś stopniu zwiększałoby jego szansę na powrót do mnie.

A fakt, iż dziewczyna wysłała mi sms'a z info o wysłanym mailu też wiele mówi o człowieku. Nie miała nawet odwagi zadzwonić i w ten sposób mnie poinformować o swojej decyzji. Nie obsmarowuję nikogo personalnie - to wciąż anonimowa dziewczyna. Zresztą w ogóle nie mam poczucia, że kogoś obsmarowuję - przedstawiam Wam fakty i tyle.

  • Replies 104
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Dobra ,,dobra,,i tak czeka mnie rozga,,to juz nieuniknione:)Ja jestem wiewiorka-dzialaczka pelna geba,,,(sorki nie mam polskich liter),,,kilka chlost i moze spokornieje,,:):):)moze:)
Dobrej nocki ,,,,i fajnych ludziakow dla rudego,,,hej:)

Posted

W piątek byłam u pewnej rodziny z Rudym - trawią przez weekend a jutro mają się odezwać i poinformować czy chcieliby go adoptować.
Dzisiaj dzwonił też pewien Pan z Kwidzyna w jego sprawie.
Zobaczymy:)

Posted

Chyba nie będę miała komu o tym wspominać, ponieważ rodzina z Gdańska najwyraźniej przestraszyła się kosztów - mały po 1 szczepieniu więc czekają go jeszcze 2 tury, a każda to 60zł + kastracja. Mili ludzie ale widać było, że skromnie żyją. Dzisiaj rozłączali się kiedy dzwoniłam, nie odpowiedzieli na sms'a.. Ich strata:)

Oddzwoniłam natomiast do Pana z Kwidzyna, którego to żona przebywając w Niemczech wypatrzyła Rudego w necie i podobno suszy Panu głowę:) Rudy miałby tam dobrze - mieszkałby w domku, oprócz wspomnianych Państwa mieszka z nimi córka z wnusią, więc w domu zwykle ktoś przebywa. Myślą docelowo o 2 pieskach-szczekaczach. Jakiś czas temu odszedł ze starości ich spaniel. Pan godzi się na wszystko właściwie, ma jedynie wątpliwości odnośnie kastracji argumentując to tym, że ich posesja jest ogrodzona a poza nią pies będzie na smyczy. Poradźcie - upierać się przy kastracji? A jeśli nie znajdzie się domek, który zdecyduje się na ciachnięcie Rudego..
Pan razem z żoną przyjadą w czwartek porozmawiać i jeśli wszystko pójdzie dobrze to zabiorą małego. Boję się tylko, że znowu źle ocenię sytuację tak jak w przypadku Malborka. Chociaż wielopokoleniowa rodzina mieszkająca w domku, piesek który odszedł od nich ze starości, wspomniane 2 lecznice w okolicy przez Pana (w kontekście rozmowy o kastracji) - wygląda to zachęcająco.

Posted

wiesz,zaraz mnie tutaj wszyscy ochrzanią,ale wg mnie nie ma co się upierać przy kastracji.Gdyby to był piękny w typie typowy przedstawiciel rasy,to OK,nie ma w ogóle o czym gadc,wydac trzeba juz wyciętego.
Poza tym,co zrobisz,gdyby ludzie się zgodzili na kastracje,a potem tego nie zrobili? przecież nie odbierzesz psa.

Ja uważam,ze głownie trzeba się skupic na sukach-bo to one rodzą szczeniaki.A suka z cieczka zawsze znajdzie psa,który ja zapłodni i nieistotne,czy nasz wycięty,bo to niczego w ogólnym rozrachunku nie zmieni.

Wszpasiu,sytuacje,jak z tą babą zdarzaja się zawsze,nie jesteśmy w stanie nigdy ocenic adopcji na 100%,Tak naparwde możemy ja uznac za udaną,gdy pies odejdzie ze straosci w tym domu,do którego został wyadoptowany.

w jakim wieku jest wnusia? czy pinczerek ma tendencje do zabaw z chwytaniem rąk,podszczypywaniem?

Posted

pinczerek:eviltong: hahaha. To Ty Brazowa to wymyśliłaś i nawet ja to przejęłam, Ale to co pisałam o zbieżności charakterków między pinczerem średnim a Rudym jest faktem. Natomiast nie wiem czy nie są to czasem cechy, które ogólnie można przypisać małym pieskom..nie znam się - gustuję w większych:loveu: Chociaż w takiej sytuacji jak teraz - kiedy chwilkę u mnie jakiś malkontent koczuje zawsze chodzi mi po głowie, że może mógłby ze mną zostać.. ale ani budżet, ani warunki lokalowe, ani plany życiowe, ani zapatrywania TZ.. nic nie działa na korzyść takich pomysłów:shake:

Wnusia jest w wieku przedszkolnym, dokładnie nie dopytałam. A Rudy niestety chwyta za dłonie jak się zapomni.. Uczę go oczywiście, że nie wolno tak robić ale czasem kiedy jest mocno rozbawiony po prostu nie jest w stanie się oprzeć pokusie:evil_lol:
Uprzedzałam w rozmowie telefonicznej o tych i innych niedogodnościach jakie mogą wynikać z adopcji psa. Zobaczymy co wyniknie z czwartkowej rozmowy.
Odnośnie tej kastracji to mi również wydaje się, że jeśli domek jest fajny to nie warto go wypuszczać z rąk tylko dlatego, że nie będzie chciał kastracji. Moja Dorka nie została nigdy poddana sterylizacji - na początku z braku świadomości, a potem ze strachu przed operacją..

Posted

Sluchajcie czy w przypadku tych państwa z Kwidzyna robicie wizytę przed? Mam chętnego pana na moją tymczasowiczke właśnie z Kwidzyna... I szukam kogoś kto by mógł taką wizytę przeprowadzic

EDIT: już doczytałam, ze nie, państwo przyjeżdżają sami, no ok

Posted

jeśli Rudemu dopisze szczęście to niedługo będziemy zamykać wątek a mnie wciąż strasznie intryguje to o co pytałam chyba w pierwszym poście - czy jest tu ktoś związany z gdańskim schronem? Dziwię się nie widząc tu aktywnych działaczy związanych z tą placówką.. Czy tam kierownictwo nie sprzyja wolontariuszom? Jeśli to delikatna kwestia to może na priv ktoś by mi to przybliżył?? Ja zdecydowanie wbrew TZ przygarniam czasem cósie i podejrzewam, że kiedyś przegnę ale myślałam nad wolontariatem tam żeby może chociaż tak pomoc.

Posted

Chyba najprosciej zadzwonic do schroniska i tam się dowiedzieć,jakie są warunki wolontariatu i co mozna robić.

Wszpasiu,najbardziej bałabym sie dziecka-przedszkolaka i niesfornego szczylka-najgorsze połączenie.
Niech oni przyjadą z wnusią o ile to możliwe.Jak wnuczka bedzie piszczec i uciekać,to średnio rokuje.Bo nie pozbędą sie dziecka,tylko psa.
Ale tfu,tfu,nie kraczę!!!!!!!

Posted

Masz rację - zapytam czy mogą przyjechać z dziewczynką.

A co do wolontariatu w Gdańsku to wiem jakie warunki trzeba spełnić, tak jak mówiłam - interesuje mnie relacja osoby, która już tam jest. I nie chce mi się wierzyć, że nikt z tu "obecnych" nie wie nic na ten temat.. Zacznę podejrzewać, że to jakaś zmowa milczenia..:diabloti:

Posted

Nie chcę być skrajnie monotematyczna ale co to znaczy "do dupy"??

Nie mam żadnego doświadczenia w wolontariacie więc niczego też nie oczekuję tylko chciałabym wiedzieć jak to wygląda w "zdrowej relacji" między wolontariuszami a władzami schronu, a co jest praktyką "dupną"..

Posted

W zdrowej relacji :) masz dobry i bezproblemowy przepływ informacji pomiędzy wolontariuszami a pracownikami schroniska. Tzn Ty możesz się dowiedzieć jaka jest historia danego psa, jaki jest jego stan zdrowia, itd., z kolei pracownicy chętnie wysłuchają Twoich sugestii na temat jego charakteru i osobowości, jeśli spędzasz z nim dużo czasu. Pozwolą na ogłaszanie psa w internecie, być może nawet z kontaktem na Ciebie, jeśli naprawdę dobrze znasz psa i jesteś w stanie weryfikować chętnych na jego adopcję (ale to już kwestia b.indywidualna). Nie będzie problemów z np. robieniem zdjęć w schronisku, samodzielną "obsługą" psów (tzn. np wyprowadzanie ich z boksów), o ile oczywiście umiesz w bezpieczny sposób to robić.

W dupnej sytuacji jest na odwrót - tzn.wszyscy mają gdzieś Ciebie i Twoje sugestie i spostrzeżenia, nie masz żadnych praw oprócz wyprowadzenia na spacer akurat tego psa którego wybierze i przyprowadzi pracownik, o ogłaszaniu samodzielnym możesz zapomnieć, itd.

Oczywiście nie mówię teraz jak jest lub nie jest w gdańskim schronisku, to takie ogólne uwagi ;)

Posted

pinkmoon napisał(a):
nie masz żadnych praw oprócz wyprowadzenia na spacer akurat tego psa którego wybierze i przyprowadzi pracownik, o ogłaszaniu samodzielnym możesz zapomnieć, itd.

Oczywiście nie mówię teraz jak jest lub nie jest w gdańskim schronisku, to takie ogólne uwagi ;)


Pinki podała optymistyczna wersje "dupnej" sytuacji.Pesymistyczna jest wtedy nie masz żadnych praw do wyprowadzania psów ,do jakiegokolwiek ogłaszania,wszyscy mają w dupie nie tylko Twoje spostrzeżenia,ale całą Twoja osobę,a Twoim jedynym prawem jest mozliwośc sprzątania kociarni.

Posted

Państwo z Kwidzyna nie mogli się doczekać jutra i będą u nas za godzinę. Mi już smutno się robi, że tego małego gluta muszę oddać ale taki był plan od samego początku. A myślę, że Dorka jednak odetchnie zamiast się smucić po jego wyprowadzce, bo straszny z niego dominator a ona jest uległa i doszło do tego, że obszczekana przez szczeniaka odchodzi od pełnej miski, schodzi ze swojego legowiska itd.
Mały od kiedy zaczęłam wychodzić z domu bez niego cofnął się jeżeli chodzi o naukę - nie wiem czy to reakcja na stres związany z pozostaniem w domu beż człowieka.. Codziennie od jakiegoś czasu zwierzaki zostawały same na 3-4 godz. i od tego momentu mały przestał sygnalizować, że chce kupkę, jakby zapomniał, że mata jest do siusiania na nią a nie wykładzina. Jeśli ci ludzie w rzeczywistości są tacy fajni jacy zdają się być w rozmowie tel. to Rudy dobrze trafi.

Posted

Witam serdecznie.
To co tu przeczytałem bardzo mnie zdruzgotało. Chce powiedzieć że pani Joanna która adoptowała szczeniaczka a po chwili go oddała nie udziela się i nie przychodzi na spotkania Malborskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt "REKS". Jest to osoba która złożyła podpis pod dokumentami założycielskimi stowarzyszenie, potrzebnymi do rejestracji stowarzyszenia w KRS.
Pani Joanna zgłosila się do nas z prośbą o pomoc w adopcji małej suni która przebywa w malborskich kojcach.

http://www.dogomania.pl/threads/175172-Sunia-od-miesiaca-czeka-w-kojcu-na-nowy-dom-Niezapomnijmy-o-niej

W obecnej sytuacji nasza pomoc nie ma już racji bytu. Jutro zadzwonię do UM w Malborku z prośbą o niewydanie tej pani suni. Choć moja prośba może nie odnieść skutku proszę wszystkich o pomoc w znalezieniu jej dobrego domu.

Przemysław Wojtacha

Malborskie Stowarzyszenie Przyjaciół Zwierząt "REKS"

Posted

Nie chciałam się chwalić zbyt wcześnie, żeby nie zapeszać jak w przypadku nieudanej malborskiej adopcji - RUDY MIESZKA OBECNIE W KWIDZYNIE:)

Państwo bardzo mili, przyjechali z wnuczką, która bardzo się bała Rudego ale babcia tłumaczyła jej z czego wynika to, że mały dziewczynkę obszczekiwał. Naprawdę widać było, że babeczka jest przekonana do tego psiaka i wie jak się z psami postępuje. Kiedy poprosiłam o zwrot kosztów szczepienia (bo to też taka próba dla nowych właścicieli - jeśli już na wstępie szkoda im 60zł to nie wróży najlepiej) z pełnym zrozumieniem i bez kręcenia nosami zgodzili się. Pan natychmiast sam z siebie powiedział, że pójdzie psa do gminy zarejestrować, więc poprosiłam tylko o to, żeby zrobił to w przyszłym tygodniu - tak żebym miała czas na przerejestrowanie psa. Podpisali umowę adopcyjną, natomiast nie chcą go kastrować. Przywiźli smyczkę i obróżkę więc przygotowali się do spotkania. Mam nadzieję, że tak jak deklarowali - Rudy będzie miał u nich domek do końca swoich dni:)

Jak Rudy troszkę podrośnie planują wzięcie jeszcze jednego małego pieska i tutaj postaram się im wówczas pomóc, ale to zgodnie z planem ma nastąpić dopiero za ok. rok.

Dziękuję wszystkim za pomoc i mam nadzieję, że to tylko jedna z wielu udanych adopcji niechcianych zwierząt.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...