2010 Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 do mnie proszę teżprzesłać koniecznie . adres prześlę na pm. Dopóki Molly nie cierpi możemy przecież jeszcze szukać rozwiązań. Narazie ją przecież nic nie boli. Może można jeszcze coś wymyśleć aby mogła żyć ?.....nie sugeruje ale .....głośno myślę.... Teraz trzeba szybko działać...DZIEKUJE dostałam RTG. Jestem w kontakcie ze świetnym wetem . Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Dzisiaj pisałam z dr Janeczkiem, pytał się co postanowiłyśmy. Odpowiedziałam, że jeszcze nic, pytałam czy kiedykolwiek słyszał o zabiegach w podobnych przypadkach, powiedział, że nie. Pytałam się, co on sądzi o terminie eutanazji, on też sugeruje, że już. Powiedział, że jeśli podejmiemy decyzję - przyjedzie do mnie do mieszkania i zrobi to w komfortowych dla Molly warunkach. Też chcę odwlekać tą chwilę. Też chcę mieć ją jak najdłużej. Tylko ta świadomość, że ból i tak czy siak przyjdzie. Że może pojawić się w takim momencie, w którym mnie przy niej nie będzie. Tego się boję. Quote
Ra_dunia Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 też dopiero nadrobiłam zaległości... Nie takich informacji się spodziewałam, nie na takie miałam nadzieję... Teraz napiszę coś, za co możecie mnie zlinczować, ale... Uważam, że nie należy dopuścić aby Molly cierpiała. Nigdy. Nie mamy takiego prawa... Tak jak napisała Naa - ból może przyjść w każdej chwili. Sądzę, że rzeczywiście dobrze jeszcze maleństwo skonsultować z innymi specjalistami, ale jeśli i ich opinia będzie podobna - nie powinniśmy kierując się jedynie naszym egoizmem być okrutni dla tej małej księżniczki. Bo dopuszczenie aby choć chwilę cierpiała, byłoby według mnie okrucieństwem. Quote
majqa Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Naszła mnie pewna refleksja i nią się z Wami dzielę. Zresztą, podobne głosy już tu się pojawiły. Molly teraz nie cierpi, dlaczego więc odbierać jej życie już, natychmiast? Czy nie warto podarować jej choć paru chwil szczęścia? Piszę chwil, bo nie wiemy, czy to będą godziny, dni, czy tygodnie. Oczywiście im ich więcej, tym lepiej dla biedactwa. Rozumiem punkt widzenia Naa i nie podważam opinii weta, że Molly nie można pomóc. Naa obawia się, że Molly może stać się coś złego pod jej nieobecność i będzie umierać w męczarniach. Tak istotnie może się stać. Czy nie warto jednak spróbować znaleźć Molly taki tymczas, gdzie miałaby stałą opiekę, nadzór człowieka? Będzie trudno, nie przeczę, ale nie jest to niemożliwe. Jaki zysk z tego? Maleństwo pożyje dłużej, a z chwilą, gdy jego organizm wyśle sygnał, że jest źle, pozwoli mu się godnie odejść. Potraktujcie ten post jako duże uproszczenie sprawy (chodzi mi o przekazaniu tropu, jakim idę, a nie wytycznych), bez sensu jest pisać elaborat. Wiadomo, że tak opisany tymczas musi mieć w przysłowiowym pogotowiu weta, który pospieszy z pomocą w każdej chwili etc. Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Tak, też o tym myślałam. To trudne zadanie - ja niestety studiuję i nie będę mogła Molly towarzyszyć w każdej chwili, a na zajęcia też nie mogę też jej non stop zabierać, bo to dla niej duży stres. Ona jest bardzo delikatna, boi się odrobinkę mężczyzn, szuka mnie i płacze jak wychodzę. Bardzo potrzebuje mamusi. Taka osoba musi też umieć poradzić sobie ze stresem i odpowiedzialnością jaka na niej spocznie. Jedno jest pewne - ta decyzje i tak będzie musiała zostać podjęta. Tylko świadomość, że umrze już cierpiąc, krótko bo krótko, jest strasznie przygnębiająca.. Quote
Wisełka Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 O matko :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: Dopiero przeczytałam tą okropną wiadomość...... Molly dlaczego spotkał CIĘ taki straszny los :-( :-( :-(???? NaamahsChild trzymaj się dzielnie... ja w takiej chwili bym zwariowała :-( Quote
Ra_dunia Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 majqa napisał(a):Wiadomo, że tak opisany tymczas musi mieć w przysłowiowym pogotowiu weta, który pospieszy z pomocą w każdej chwili etc. W każdej chwili... ale zdajesz sobie sprawę, że może to się wydarzyć w środku nocy i nim weterynarz dojedzie, Molly może cierpieć kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt minut... Myślę dokładnie tak jak Naamahs Quote
majqa Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Ra_dunia napisał(a):W każdej chwili... ale zdajesz sobie sprawę, że może to się wydarzyć w środku nocy i nim (...) Tak, dokładnie zdaję sobie z tego sprawę, dlatego też napisałam, że poddaję trop myślenia, nie narzucam konieczności podążania tym tropem. Są wybrańcy, którzy mają weta o rzut beretem i na każde, wybaczcie weci określenie, skinienie. Mają więc tę komfortową sytuację i wyłącznie o kimś takim myślałam. Mam też świadomość, że potencjalnie zdrowy pies lub chory (nie w takim stopniu jak Molly) może nagle umierać, a nim zakochany w nim człowiek, dotrze z biedakiem do weta upłyną minuty lub godziny. Tego tematu nie rozwijam, bo wiesz Ra_duni, jak i inni, co mam na myśli. Quote
nescca Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Zgadzam sie w 100% z Majgą..... :loveu: Nie mozna uspic malej sobie ot tak....bo mozeprzyjsc bol. Trzeba poszukać domku gdzie bedzie miala zapewniona opieke. Jestem po rozmowie z dok.Fabiszem. Obiecal ,że bardzo dokladnie zapozna sie ze zdjeciami RTG . Mam dzwonic za godzinke. Dam mu wiecej...... trzymajcie kciuki. Bardzo wierzę tej klinice. Już kilka razy dokonali cudow. Pojawię się....jak tylko poznam opinię doktora. Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Trzymam kciuki i czekam na wieści. Chcę wierzyć, że da się pomóc. Quote
truskawa144 Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Ra_dunia napisał(a):W każdej chwili... ale zdajesz sobie sprawę, że może to się wydarzyć w środku nocy i nim weterynarz dojedzie, Molly może cierpieć kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt minut... Myślę dokładnie tak jak Naamahs Tylko, że kiedy Naa będzie na zajęciach i to się zdarzy to wyjdzie na to samo jakby zdarzyło się w nocy, wet nie dojedzie w 5 sekund bez względu na porę. Ja nadal jestem za tym żeby Molly żyła tak długo jak długo jest szczęśliwa,nie cierpi i nic jej nie boli. Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Tylko, że wtedy wyznacznikiem terminu śmierci Molly będzie jej cierpienie. To jest okrutne. Poza tym, ból może pojawiać się cichutko, tzn objawić się osowiałością, brakiem apetytu (szczególnie jeśli będzie uporczywy, niesłabnący), a potem dopiero manifestować bardziej charakterystyczne objawy. Gdzie zacznie się granica pomiędzy bólem - kierującym do eutanazji, a kiedy bólem - do niej nie kierującym? Quote
truskawa144 Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Idąc tym tropem okrutne jest usypianie psa którego w tej chwili nic nie boli i który nie cierpi. Przecież my go nie chcemy uśpić dla zabawy tylko dla jego dobra (jakkolwiek głupio to brzmi) więc czym się mamy kierować jak nie jego cierpieniem? Quote
majqa Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 truskawa144 napisał(a):Idąc tym tropem okrutne jest usypianie psa którego w tej chwili nic nie boli i który nie cierpi. Przecież my go nie chcemy uśpić dla zabawy tylko dla jego dobra (jakkolwiek głupio to brzmi) więc czym się mamy kierować jak nie jego cierpieniem? Dobrze powiedziane. Naa, przecież wiesz, że objawy wstępne, o jakich piszesz, to już sygnał, że należy pędzić do weta po pomoc, poradę, nie koniecznie uśpienie, choć i tak być może. Nikt nie oczekuje, że tymczas będzie czekał do tzw. ostatniego gwizdka, aż pies zacznie się wić w cierpieniu. Posłużę się jeszcze przykładem. Atak serca, z relacji ludzkich, tych, co go przeżyli, to potworny ból. Czy wiedząc, że dany pies, poważnie chory na serce tak właśnie może umierać należy mu tego w wiadomy sposób oszczędzić? Podobnie ma się sprawa z psami chorymi na nowotwory (przykłady można mnożyć, na co szkoda czasu). Zawsze może zdarzyć się im atak bólu, niewyobrażalnego (ot, przełom choroby), kiedy zabraknie przy nich właściciela, który pospieszy z psem do weta lub ściągnie weta. I co wtedy? Czemu je ratujemy, a dopiero w wiadomym momencie (zależnie od świadomości opiekuna - mniej lub bardziej wiadomym/ oczywistym) kończymy tę nierówną walkę? Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Truskawo, czy byłabyś gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za taką sytuację? Molly jest psem, który jest zdiagnozowany, tym różni się od zdrowego psa. Na zdjęciach RTG widać to, co dzieje w jej wnętrzu. Ja nie chcę uśpić zdrowego psa i wierz mi, że dużo kosztuje mnie pisanie tych słów. Kocham Molly i chcę dla niej nic więcej jak szczęśliwego życia. Jeśli dr Fabisz powie inaczej, na pewno się z kim skontaktuje, co więcej, skontaktuję z nim weterynarzy, którzy diagnozowali Molly we Wrocławiu. Ale nie pozwolę jej cierpieć. Bo trudności napotyka w swoim życiu od samego początku, samo wypróżnianie to dla księżniczki spory wysiłek. Quote
nescca Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 nie ujela bym tego lepiej Majgusiu..... Sami ratujemy nasze psy....w przeroznych chorobach. Częto rownież te nasze psy odczuwaja bol...... mimo to nie usypamy ich natychmiast...... chcemy aby jak najdluzej były z nami. Czekamy do ostatniej chwili..... Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 majqa napisał(a):Dobrze powiedziane. Naa, przecież wiesz, że objawy wstępne, o jakich piszesz, to już sygnał, że należy pędzić do weta po pomoc, poradę, nie koniecznie uśpienie, choć i tak być może. Nikt nie oczekuje, że tymczas będzie czekał do tzw. ostatniego gwizdka, aż pies zacznie się wić w cierpieniu. Posłużę się jeszcze przykładem. Atak serca, z relacji ludzkich, tych, co go przeżyli, to potworny ból. Czy wiedząc, że dany pies, poważnie chory na serce tak właśnie może umierać należy mu tego w wiadomy sposób oszczędzić? Podobnie ma się sprawa z psami chorymi na nowotwory (przykłady można mnożyć, na co szkoda czasu). Zawsze może zdarzyć się im atak bólu, niewyobrażalnego (ot, przełom choroby), kiedy zabraknie przy nich właściciela, który pospieszy z psem do weta lub ściągnie weta. I co wtedy? Czemu je ratujemy, a dopiero w wiadomym momencie (zależnie od świadomości opiekuna - mniej lub bardziej wiadomym/ oczywistym) kończymy tę nierówną walkę? Naprawdę, cieszę się, że jesteś na tym wątku, majqo. Ale psom chorym na serce lub mającym nowotwór zazwyczaj podaje się leki i stosuje się odpowiednie postępowanie mające opóźnić owe zdarzenia w czasie. A i tak w drastycznych przypadkach usypia się zwierze przed wystąpieniem objawów. Myślę, że wszelkie wątpliwości powinien rozwiać dr Bieżyński/dr Janeczek, jeśli Fizia lub clo będą chciały z nim porozmawiać, na pewno im to umożliwię, by same podjęły decyzję. Quote
majqa Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 W żadnym razie nie naciskam z decyzją Naa. :shake: Za skarby świata nie zamieniłabym się na miejsca z Tobą i osobami, które mają głos decyzyjny w sprawie. Łatwo jest gdybać na odległość, mam tę świadomość. Asekuracyjnie napisałam jednak, że przykłady jednostek chorobowych (innych niż podane w przykładzie) można by mnożyć, wchodząc choćby w urazówkę, ortopedię, chirurgię, neurologię. Piszesz z kolei Naa, że: "Ale psom chorym na serce lub mającym nowotwór zazwyczaj podaje się leki i stosuje się odpowiednie postępowanie mające opóźnić owe zdarzenia w czasie. A i tak w drastycznych przypadkach usypia się zwierze przed wystąpieniem objawów." - masz rację, jednakże...na własnej skórze już przecierpiałam drastyczność i nagłość pogorszenia, ból, niemoc i czekanie na weta. Opóźnienie zaś samego faktu w czasie nie umniejszy jego drastyczności i nie da gwarantu, że ów fakt zajdzie w dogodnych (dyspozycyjnością weta) momencie. Swoimi wypowiedziami nie chcę nikogo urazić. Piszę, co wiem (z własnych psich i, niestety, ludzkich przykładów), co czuję. Decyzja jednak nie należy do mnie. Quote
truskawa144 Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 NaamahsChild napisał(a):Truskawo, czy byłabyś gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za taką sytuację? A myślisz, że w takiej sytuacji nie byłam? U mnie przez DT się przewinęło setki zwierzaków (psy,koty,gryzonie itd) i nie raz trzeba było podejmować ciężkie decyzje. Podobnie w schronisku. Niestety osoba która chce się zajmować zwierzętami musi mieć miękkie serce ale twardą d***. Każdy zwierzak, którego mamy na dt/ds nawet dziś super zdrowy jutro może być bardzo chory. U Molly jest ta różnica, że od początku wiemy,że jest chora i że nadejdzie moment w którym trzeba będzie zakończyć jej cierpienia. Chciałam tak tylko w kwestii formalnej nadmienić (jakkolwiek może to źle zabrzmieć) ze decyzja nie należy ani do Fizi ani do Clo ani do mnie. Molly nigdy nie została adoptowana, oficjalnie jest pod opieką schroniska i jedyną osobą uprawnioną do podjęcia decyzji jest kierownik. Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Wiem, majqo, wiem.. Masz duże doświadczenie w ciężkich psich przypadkach.. Moje jako tymczasowiczki jest podejrzewam skromniejsze niż Twoje. Z innej perspektywy natomiast - jako weterynarza - na swoje już się napatrzyłam i asystowałam przy eutanazji wielu zwierząt. Dlatego staram się prócz swoich ludzkich uczuć mieć w sobie rozsądek lekarza, którym w przyszłości chcę być. W przypadku Molly jest to zadanie szczególnie ciężkie.. Pragnę dla niej śmierci, podczas której będzie odchodziła jako szczęśliwy, radosny a przede wszystkim kochany pies. Ciężko. Quote
NaamahsChild Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Truskawo, ja również usypiałam zwierzęta, które były u mnie na tymczasie i te, które po prostu gdzieś znalazłam. Ja dostosuję się do decyzji, która zostanie podjęta, po prostu wyrażam to, co czuję. Quote
majqa Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 NaamahsChild napisał(a):Wiem, majqo, wiem.. Masz duże doświadczenie w ciężkich psich przypadkach.. Moje jako tymczasowiczki jest podejrzewam skromniejsze niż Twoje. (...). Nie sądzę, bym miała większe, zresztą to nie licytacja, komu kiedyś było ciężej. Bardzo współczuję maleństwu, Tobie, bo je tulisz i, jak wspomniałam, osobom/ osobie, do której należy decyzja. :-( Quote
truskawa144 Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Może ja nie jestem i nigdy nie będę weterynarzem ale nie jestem też laikiem. 3 lata różnych historii schroniskowych i lata tymczasów nauczyły mnie wiele i staram się podejmować przemyślane decyzje. W moim przekonaniu Molly jest w tej chwili psem niepełnosprawnym ale nie cierpiącym. Każde zwierze czy osoba niepełnosprawna ma gorzej i niestety więcej musi wycierpieć, często jej stan zmienia się z minuty na minutę ale nie usypiamy wszystkich niepełnosprawnych "na zapas". Molly chce żyć, dobrze sobie radzi, jest u Ciebie szczęśliwa. Czemu JUŻ mamy jej to odbierać, niech żyje tak długo jak długo jest szczęśliwa i nie cierpi. Quote
Kaaasiaaa Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 tez jestem tego zdania, nie ma co za wczasu decydowac o takich rzeczach. narazie jest ok i niech tak zostanie. moze bedzie cud i przezyje cale zycie w szczesciu i spokoju, pozniej bedzie ktos plul sobie w twarz ze wcale to nie bylo konieczne ... mysle ze trzeba poczekac na rozwoj sytuacji Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.