szafirkowa Posted June 24, 2009 Author Posted June 24, 2009 A więc... Jak pisałam obiawił się właściciel, a raczej właścicielka. Szukała suni i poprzez obdzwanianie lecznic udało się jej ją znaleźć. Pojechała, sprawdziła, upewniła się, że to jej pies. W lecznicy podano jej namiary na mojego TŻa (chyba nie powinni tego zrobić?). Pani zadzwoniła, podziękowała i UWAGA powiedziała, że w lecznicy przekazano jej, że to mój TŻ potrącił psa :angryy::angryy::angryy: No ludzie, ręce mi opadły............... Było wyraźnie powiedziane, że pies został potrącony przez taksówkę, w karcie leczenia psa było napisane, że mój TŻ wraz z ludźmi, którzy podrzucili go do lecznicy był ŚWIADKIEM tego wypadku. Pani właścicielka powiedziała, że skoro to mój TŻ potrącił psa, to ona nie zwróci mu pieniędzy, jakie wyłożył za leczenie suni. W tej sprawie nie mogę mieć do niej pretensji, została wprowadzona w błąd przez tych "lekarzy". Tylko czemu ci "lekarze" to zrobili? Dlaczego naopowiadali jej takich głupot? Może dlatego, że tamtego wieczoru śmiałam poprosić o podanie za co wzieli 200 zł.? Nieważne, sprawa jest po naszej stronie. Mamy świadków. Kiedy zapytałam pani właścicielki dlaczego piesek był puszczany samopas usłyszałam, że tak było przez wiele lat i nic złego się nie działo. Pani krzyczała na mnie, że mam jej nie pouczać jak ona ma się obchodzić ze swoim psem. Przez telefon nie dało się normalnie porozmawiać, więc jutro o 9tej mamy spotkać się w lecznicy z córką pani właścicielki. Na wszelki wypadek TŻ napisał dziś oświadczenie, że nie wyraża zgody, by pies został wydany komukolwiek bez jego obecności. W każdym razie pani jest zdecydowana, żeby odebrać psa i pokryć koszty leczenia. Na dziś tyle o właścicielach, teraz wrócę do lekarzy :p Już wcześniej pisałam, że nie zostało sprawdzone czy pies ma chip zaraz po udzieleniu mu pierwszej pomocy, że pani wet (?) policzyła o 80 zł. za dużo... Ale teraz będzie najlepsze. Pani, która przyjmowała pieska w poniedziałek twierdziła, że piesek jest młody. Wczoraj od innego lekarza usłyszałam, że "jej miednica szybko się zrośnie, bo sunia jest młodziutka".... Dzisiaj od pani właścicielki dowiedziałam się, że psinka ma........ 13 lat :p Prawda, fizycznie nie wygląda na swój wiek, wygląda dużo młodziej. Ja oceniłam ją na 2-3 lata. Ale... ja nie jestem wetem, nie zaglądałam jej w zęby, a lekarze utwierdzili mnie w moim przekonaniu. No to ja się pytam, co to są ku%$#a za lekarze??????? Jestem bardzo zniesmaczona.... Czy stan uzębienia psa 13sto letniego nie różni się od stanu uzębienia psa dwu czy trzyletniego??? Czy można nie zauważyć różnicy??? Czy psa w takim wieku nie powinno się leczyć inaczej niż młodego psa? Bardziej uważać na pewne rzeczy?? Nie wiem, może się nie znam, ale wydaje mi się, że taka różnica ma jakieś znaczenie........ Quote
szajbus Posted June 24, 2009 Posted June 24, 2009 Ja piernicze, to miałaś niezłą przepychankę. Czy ta pani bedzie leczyła sunię? Dobrze, że twój TŻ nie zgodził się na wydanie psa bez jego obecności. Matko, jaki cel mieli weci, żeby tak kłamać. Masz racje to chodziło chyba o zemstę za to, ze upomniałaś sie o swoje .Matko w jakim kraju my zyjemy? Szkoda, ze pani właścicielka nie jest świadoma ile zagrożen czyha na psa puszczonego luzem i to na dodatek psa w takim wieku. Quote
ewatonieja Posted June 24, 2009 Posted June 24, 2009 pozostaje pogratulowac cierpliwości ja bym porzadnie potrząsnęła jęzorem na tych "specjalistów" Quote
ludwa Posted June 24, 2009 Posted June 24, 2009 SIę scyzoryk otwiera. Weci....to brzmi dumnie:angryy: Quote
szafirkowa Posted June 24, 2009 Author Posted June 24, 2009 Niestety, smutne jest to wszystko. Mówię oczywiście o zachowaniu weterynarzy. Czy przeciętny człowiek po czymś takim pomógłby psu po raz kolejny? Wątpię... Idę na spacer z moim psiakami, a później uciekam spać. Jutro napiszę jak właścicielka zapatruje się na dalsze leczenie suni. Mam nadzieję, że nie rozmyśli się kiedy pozna całkowite koszty :roll: Dziękuję w imieniu psinki, swoim i mojego TŻa wszystkim, którzy zjawili się z chęcią pomocy :loveu:. Mam nadzieję, że w tym przypadku już nie będzie potrzebna :-) Dobranoc Quote
nika28 Posted June 24, 2009 Posted June 24, 2009 Nie no... Ci weci :shake: :angryy: Będę omijała szerokim łukiem :shake: Quote
reksio7 Posted June 24, 2009 Posted June 24, 2009 Ja proponuje podać nazwę tej lecznicy, żeby więcej nikt tam sie znowu nie naciął.:angryy: Quote
agata51 Posted June 24, 2009 Posted June 24, 2009 To chyba najdroższa lecznica w mieście. Do tej pory słyszałam, że droga, ale świetnie wyposażona i pracują tam fachowcy. Teraz mam wątpliwości. Może przenieść sunię gdzieś indziej? Poproszę o nr konta. Prześlę 50zł. Quote
dzodzo Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 czytam i nie wierzę... w tej lecznicy (zakladam że chodzi o ta na Składowej) weci na ostrym dyzurze całą noc walczyli o zycie mojej poprzedniej dobermanki przetaczając jej krew kilka godzin,dzieki czemu przeżyla kolejny rok. oczywiscie zapłcilam ogromne pieniądze ale w takich sytuacjach nie liczy sie kasa :shake: Quote
j3nny Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 ja bym tą lecznicę omijała teraz szerokim łukiem, po uprzednim poinformowaniu personelu, że są d...y nie lekarze :angryy: mam nadzieję, że właścicielka ochłonie i postanowi już psiaka nie wypuszczać samopas - to raz, a dwa, że nie postanowi oddać/uśpić jak się okaże, że leczenie długotrwałe i kosztowne Quote
ciapuś Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 W każdej lecznicy są i źli i dobrzy lekarze,więc nie ma co mówić że lecznica jest zła tylko że jakiś lekarz w niej pracujący to dorobkiewicz i trzeba go omijać Quote
j3nny Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 każdy robi po swojemu, ja jak się zrażę, to omijam i spokój Quote
Reno2001 Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 Napiszę tak ... jesli to rzeczywiście lecznica X przy ul. S ... , to ja leczyłam tam dłuuugi czas psy swoje i mojej siostry. Było tam OK, dopóki pracowała stara kadra. Teraz praktycznie nie uświadczy się tam nikogo z dobrą, wieloletnia praktyką. Klinika już jakis czas boryka się z brakami w personelu a na gabinety wrzucani sa stażyści i weci zaraz po stażu. Wet u którego ja leczyłam tam moje psiaki, przeniósł się do ... Wielunia. Widac, że dobre wyposażenie i wysoki standard lokalowy to nie wszystko :shake: a markowanie kliniki nazwiskami właścicieli nie wystarcza :roll:. W całej tej historii przeraziło mnie tak lekkie podejście do sprawy eutanazji. Ale takie tematy przerabiamy niestety na co dzień. Szafirkowa, dawaj znac co z sunią. Quote
szafirkowa Posted June 25, 2009 Author Posted June 25, 2009 Jestem, już piszę. Dziś o 9tej byliśmy umówieni w lecznicy z właścicielką suni. Przyszła niepełnoletnia córka pani, z którą wczoraj rozmawialiśmy. W gabinecie przyjął nas szef całego personelu, podejrzewam, że właściciel lecznicy. Ja do niego z pretensjami, że właścicielce psa podano nieprawdziwe informacje, że mojego TŻa podano jako winnego potrącenia suni, a tu nagle wtrąca się "młoda" (czyt. córka właścicielki). I co słyszę? Że zaszło nieporozumienie, że mama źle zrozumiała, bo, UWAGA - jej siostra widziała przez okno jak sunia została potrącona, powiedziała to mamie, a mama zrozumiała, że facet, który sunię potrącił zabrał ją do samochodu :cool1: Stąd to "drobne" nieporozumienie. Z dalszej rozmowy wyszło, że mama dała "młodej" 60 zł. na pokrycie kosztów za leczenie psa. Kiedy młoda usłyszała, jakie są rzeczywiste koszta, ile my wyłożyliśmy ze swojej kieszeni... zaczęła płakać. Dałam jasno do zrozumienia, że nie odbierze psa dopóki nie pokryje kosztów w lecznicy i nie zwróci nam naszych pieniędzy (możecie mnie potępiać, ale nie mam zamiaru sponsorować ich nieodpowiedzialności, bo po prostu mnie na to nie stać). Umówiłam się z nią na jutro, na godzinę 21. Ma być również jej mama. Tylko, że mnie bardzo nie podoba się cała ta sytuacja. Suczka wymaga dalszego leczenia, które kosztuje i nie jestem przekonana czy właściciele będą mieli środki finansowe i ochotę, by to leczenie kontynuować. Oprócz pieniędzy psu będzie trzeba poświęcić także dużo czasu, same zresztą wiecie... A najgorsze jest to, że ja nie mam pojęcia jakie rozwiązanie byłoby w tej sytłacji najlepsze. Chodzi przede wszystkim o dobro psa. Co będzie najlepsze dla tej biednej suni? Proszę, poradźcie.... Quote
szafirkowa Posted June 25, 2009 Author Posted June 25, 2009 Z tego wszystkiego zapomniałam napisać o najważniejszym. Sunieczka ma się dobrze, wszystko zmierza ku lepszemu, ale warunkiem dalszej poprawy jest kontynuacja leczenia. Trudne jest to wszystko :-( Quote
j3nny Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 a co z tym paralizem? bo chyba nie doczytalam co sie w koncu okazalo Quote
szafirkowa Posted June 25, 2009 Author Posted June 25, 2009 Podobno jeszcze za wcześnie na rokowania. Nie potrafili odpowiedzieć czy ten paraliż ustąpi. Wydaje mi się, że najważnieszym jest, że sunia będzie mogła normalnie chodzić. Miała dużo szczęscia, bo gdyby te tylnie nóżki zostały sparaliżowane, to byłby problem. Quote
Reno2001 Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 Kurczę, ale jesli oni teraz wypuszczali sukę samopas na ulicę, to jesli teraz nie daj Bóg, bęedzie miała problemy z załatwianiem się, to albo w ogóle ją wyeksmitują z domu, albo wybiorą eutanazję. Jakoś nie widzę realnych szans pokrycia przez opiekunów pełnych kosztów lecznienia, ani warunków na dalsze bytowanie tego psa w ich domu. Faktycznie, sytuacja bardzo ciężka :-(. Póki co musimy poczekac do jutra. Quote
szafirkowa Posted June 25, 2009 Author Posted June 25, 2009 Dziewczyna wyglądała jakby jej zależało, ale nie wiem na ile to było szczere... Płakała, ale może łzami chciała wzbudzić litość? Trzeba wziąć też pod uwagę uczucia psa. Jeśli mieszkała z nimi od 13 lat, to musi być z nimi na prawdę mocno związana. Rozwiązania są dwa; albo oddam właścicielom sunię mając na uwadze ryzyko, że może ją spotkać coś złego, albo psinki nie oddam, tylko, że wtedy ona (psinka) będzie tęsknić. Które zło jest mniejsze? Quote
majku33krakow Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 ja mysle ze drugie.to tylko moje zdanie Quote
szafirkowa Posted June 25, 2009 Author Posted June 25, 2009 majku33krakow napisał(a):ja mysle ze drugie.to tylko moje zdanie W takim wypadku pojawiłby się kolejny problem. Ciężko byłoby sunię gdzieś ulokować na czas leczenia, a jeszcze trudniej znaleźć jej później DS. Niunia ma 13 latek, więc nie jest młoda. Myślałam też, żeby przeprowadzić jakąś zbiórkę pieniędzy na jej leczenie w domu. Kupić leki, oczywiście nie dawać pieniędzy do ręki właścicielom. Wydaje mi się jednak, że to kiepski pomysł, bo nikt nie da nam gwarancji, że właściciele tych leków nie sprzedadzą, np. na Allegro. Tak ciężko zaufać ludziom... Quote
szafirkowa Posted June 25, 2009 Author Posted June 25, 2009 Dziewczyna pisze mi sms-y, że jest gotowa pokryć koszty, że jej zależy, że ten pies jest dla niej wszystkim...... Quote
j3nny Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 a co jesli sunia nie bedzie sie sama zalatwiac, badz nie bedzie tego kontrolowac? co dziewczyna na to? jestem sklonna uwierzyc, ze jej zalezy na psie, ale czasem to nie wystarczy - co jesli mama kaze sunie uspic? Quote
j3nny Posted June 25, 2009 Posted June 25, 2009 chyba troszeczke bedzie trzeba zdac sie na intuicje:shake: nie widze innego sposobu nie jestem zwolenniczka odbierania psa wlascicielom, ktorym zalezy Quote
szafirkowa Posted June 25, 2009 Author Posted June 25, 2009 Właśnie też o tym myślę. Boję się, że nie podołają finansowo lub, że nie będą mieli wystarczająco cierpliwości. Zostali poinformowani jakie konsekwencje mogą wynikać z tego wypadku, wiedzą, że sunia być może będzie robiła pod siebie. Nie przeraża ich to. Twierdzą, że nie będzie to problemem. Mają dobre chęci, ale wiemy co jest wybrukowane dobrymi chęciami.... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.