Jump to content
Dogomania
Joanienka

Załamana

Recommended Posts

Właśnie wróciłam od weterynarza. Mój biedny pies będzie miał dołączony kolejny lek - bromek. Teraz już bierze Luminal i Gabapentin. Jak bromek nie podziała to już w zasadzie koniec. Siedzę i płaczę. W ciągu 3 dni piesor miał 7 ataków. Jesteśmy bardzo zmęczeni...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Joanienko...bardzo mi przykro...biedny piesio,biedna Ty...Może bromek spowoduje zmniejszenie częstotliwości ataków,może...

Wiem,że to nie pocieszające,ale i u ludzi występują nieoperacyjne guzy mózgu.

Obserwuj piesia uważnie,nie pozwól na cierpienie......

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja już testowałam wszystko, oleje, witaminy, chyba już wszystkie leki... Ewidentnie to padaczka lekoodporna. Nic nie działa. Jeszcze się łudzę, że Pexion potrzebuje więcej czasu na działanie, Yoru bierze go 2 tygodnie dopiero. Jeszcze mam nadzieję, ale coraz słabszą. W ciągu ostatnich 2 dni miał 4 ataki. Między atakami bywały momenty, że mnie nie poznawał, był agresywny - nawet mnie ugryzł. Muszę z nim na spacery wychodzić w kagańcu, dla bezpieczeństwa innych i swojego. On ma ataki gromadne. Między ostatnią serią, a obecną nie minęło nawet 2 tygodnie, a więc częstotliwość zwiększa się zamiast maleć. Nie wiem co dalej czas przyniesie. Bardzo go kocham, a jednocześnie czasami się boję - wiem, że on w tych momentach nie jest sobą... Dwa psy w jednym ciele. To prawie na pewno guz mózgu. W swoich "lepszych" momentach, gdy nie ma napadów, Yoru przewraca się, ma niedowłady.... Ale to nie od leków, bo do Luminalu ma organizm przyzwyczajony (pozostało mu tylko drżenie nóg i to jest właśnie luminalowe), a te jego upadki są całkiem inne - tak jakby nagle mu bateria siadała i pies "wyłączał się", ale nie tracił przytomności.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tej chwili bierze Luminal, Gabapentin oraz Pexion. Do tego Neurovit. Orientowałam się jeśli chodzi o dr Wrzoska, bez MRI nawet nie ma po co iść na wizytę, a MRI razem z konsultacją 1100 zł. Mnie zwyczajnie na to nie stać, już teraz wydaje miesięcznie dużo na Yorusia,  a mam jeszcze inne zwierzęta pod opieką (nie mówiąc o własnych dzieciach), a nie zarabiam zbyt dużo niestety... Chodzę w moim mieście do najlepszej kliniki i ufam weterynarzom, którzy tam przyjmują. Jeszcze się nie poddaliśmy. gdybym przy każdej wizycie miała wydawać 100zł + kolejne 100 na dojazd to nie wiem jak bym dała radę (no i czasowo, bo nie bardzo mogę sobie pozwolić na to)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie, nie będzie dobrze. Było niecałe dwa tygodnie przerwy i wczoraj rano atak, później o 22.00 , dzisiaj nad ranem o 5.30 i teraz o 9.30. Ja zmęczona, pies zmęczony, okrwawiony bo poprzegryzał język, śmierdzi sikami wszędzie, a najbardziej od Yorusia, przecierałam go ale przy zimowym futrze to o kant d***, a kąpać go nie chcę, bo stres, z resztą bez sensu, bo za chwilę znowu się osika. Siedzi i piszczy, jak wstaje to się przewraca. Nie wiem jak długo damy radę... Obiecałam sobie, że będziemy próbować do stycznia ale opadam z sił... Wczoraj pies rzucił się na moją młodszą córkę, teraz młoda ma zakaz zbliżania się nawet do niego póki mu nie skończą się te gromadne ataki ale cholera wie ile to jeszcze dni potrwa... Boję się psa i boję się o psa. Patowa sytuacja, nie wiem co robić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chciałabym jakoś Yora pocieszyć, pogłaskać, te jego ciche popiskiwanie mnie dobija, wwierca mi się wręcz w mózg... Ale on nie chce, ucieka, wciska się w ściany, próbuje włazić za meble, jakby instynkt samozachowawczy mu nie działał... Patrzy na mnie ale chyba nie do końca mnie poznaje, mój dotyk znosi ale stara się uchylić, nie sprawia mu to przyjemności więc wolę zostawić go w spokoju. Dałam mu tabletki, może zaśnie i trochę odpocznie. Na razie jeszcze widzę w jego oczach przytomność, bo na porannym spacerze go nie było - szłam z ciałem psa, ale jego umysł gdzieś odleciał, musiałam założyć kaganiec na wszelki wypadek. Po siusiu nie miał już siły iść, dobrze że daleko nie odeszliśmy, bo chyba nie dałabym go rady na rękach dźwigać, tym bardziej, że nie współpracował...

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, Joanienka napisał:

te jego ciche popiskiwanie mnie dobija, wwierca mi się wręcz w mózg... Ale on nie chce, ucieka, wciska się w ściany, próbuje włazić za meble, jakby instynkt samozachowawczy mu nie działał... Patrzy na mnie ale chyba nie do końca mnie poznaje, mój dotyk znosi ale stara się uchylić, nie sprawia mu to przyjemności więc wolę zostawić go w spokoju.

Joanienko...Twój pies bardzo cierpi.popiskuje z bólu,ataki gromadne to tortura...zastanów się w którym momencie Yoru jest szczęśliwym,zadowolonym psem,kiedy korzysta z zycia...Zastanów się...pomóż mu,on Ci ufa,zabierz mu cierpienie,skróć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Psiaki nie pokazują nam ,że coś im dolega, boli.

Przykro mi ale jak już popiskuje to naprawdę musi mu choroba doskwierać.

Może to już czas dać mu odpocząć od bólu...

I jemu i sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pewnie macie rację ale jeszcze nie próbowaliśmy bromku potasu - sama nie wiem czemu wet tego nam nie zalecił, jest tańsze niż nowoczesny Pexion (za niego zapłaciłam ponad 350zl), tylko czas działania ma chyba ze 3 miesiące... ale nie umiem się jeszcze poddać dopóki jest jakaś alternatywa w leczeniu. Podobno 30% psów reaguje na pierwszy lek (najczęściej Luminal), kolejne 30% na drugi, 30% na trzeci dołożony lek, a 10% na nic... Mój Yoruś bierze już 3 lekarstwa, wątroba zadziwiająco dobrze się trzyma. Dzisiaj miał kolejne napady, to już będzie łącznie 6. Umówię się na piątek u weta albo dzisiaj jak się uda, moim zdaniem trzeba zmienić leki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 5.12.2018 o 11:20, Joanienka napisał:

Pewnie macie rację ale jeszcze nie próbowaliśmy bromku potasu - sama nie wiem czemu wet tego nam nie zalecił, jest tańsze niż nowoczesny Pexion (za niego zapłaciłam ponad 350zl), tylko czas działania ma chyba ze 3 miesiące... ale nie umiem się jeszcze poddać dopóki jest jakaś alternatywa w leczeniu. Podobno 30% psów reaguje na pierwszy lek (najczęściej Luminal), kolejne 30% na drugi, 30% na trzeci dołożony lek, a 10% na nic... Mój Yoruś bierze już 3 lekarstwa, wątroba zadziwiająco dobrze się trzyma. Dzisiaj miał kolejne napady, to już będzie łącznie 6. Umówię się na piątek u weta albo dzisiaj jak się uda, moim zdaniem trzeba zmienić leki.

I co po wizycie u weta?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze nie poszłam, postanowiłam poczekać 3 tygodnie, żeby sprawdzić czy okres między rzutami stanów padaczkowych się zwiększają czy są bez zmian, bo może działanie leku Pexion jest - ale po prostu niezbyt spektakularne. Muszę mieć pewność, chodzi o życie mojego pieska. Za 3 tygodnie będę wiedziała coś więcej i pójdę do weta, bo i tak muszę po recepty. Na chwilę obecną Yoruś wraca do siebie, zachowanie normuje się, szczęko-skurcze nieco rzadsze (ale one nigdy całkiem nie ustępują), pies może się znowu normalnie wypróżniać. Odetchnęliśmy, ale pewnie nie na długo. Jeśli kolejne ataki dostanie około 19 grudnia lub szybciej, to znaczy, że jednak pexion nic nie daje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Minęło 9 dni tylko i znów masakra. Pies wymiotował całą noc, rano dostał ataku padaczkowego, chwilę potem zrobił kupę na panelach zanim zdążyłam ubrać się na wyjście... Na dworze snuliśmy się z godzinę zanim udało mu się wysiusiać na chwiejnych nogach w pozycji "na suczkę", praktycznie usiadł w moczu bidula. Gorzej z powrotem, bo nie miał siły iść. Staliśmy na środku parku, śnieg padał i zasypywał Yorusia... Już myślałam że będę musiała go dźwignąć jakoś, ale stopa za stopą powolutku ruszyliśmy i doszliśmy do domu. Teraz śpi, bo wymęczony. Jedzenia nie chce za bardzo jeść.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 15.12.2018 o 16:03, bou napisał:

Joanienko,Ty zdajesz sobie sprawe z tego,że pies bardzo cierpi,czy nie jestes tego świadoma? Pomóż mu odejść i uwolnić sie od bólu...

Bou właśnie mam ogromny problem z podjęciem tej decyzji. Wszyscy piszą, że decyzję o uśpieniu podejmuje się gdy już wiadomo, że pies nie ma radości z życia. A u nas jest tak różnie, bo padaczka na chwilę odpuszcza i momentami odzyskuje Yorusia i on wtedy cieszy się na wyjście na spacerek. A potem znowu choroba złapie i albo śpi całymi dniami, nie je, nie pije, nie sika albo wpada w stany agresji (nawet autoagresji) i wtedy chodzi co chwilę w kagańcu albo popada w apatię, wychodzimy na dwór i on się zawiesza, stoi i patrzy w punkt gdzieś nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. To nie choroba ciała - gdy wiadomo, że to już psi koniec, tylko choroba mózgu - i tak ciężko jednoznacznie powiedzieć czy będzie bez zmian czy tylko gorzej (bo że nie będzie lepiej to już wiem na pewno). Tak strasznie go kocham i gdy będę musiała go poddać uśpieniu będę myślała o sobie jak o mordercy, bo wzięłam go ze schroniska, nie minął nawet rok i go usypiam? Tak bardzo nie wiem co robić...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przekopuję internet wzdłuż i wszerz i nie ma nigdzie informacji co robić w przypadkach beznadziejnych. Wszędzie piszą, że dali olejek cbd i było super, podali Luminal i epilepsja nie wróciła przez pół roku, że z padaczką można żyć, że po witaminie B to już żadnego ataku nie było. Im więcej to czytam, tym większy mam mętlik  w głowie, bo nasz największy sukces to było 3 tygodnie przerwy po wprowadzeniu gabapentin, ale to już dawno i ten lek też już nie działa. Witaminki i olejki jakby były obojętne dla jego organizmu. Jedna dawka Relsed doodbytniczo - zero reakcji. Po dwóch dopiero widać u niego spowolnienie ruchów... Może gdyby mu dać końską dawkę leków to by podziałało ale wątroba padnie i pies umrze (i to w gorszym bólu)...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 9.01.2019 o 10:55, Joanienka napisał:

Może gdyby mu dać końską dawkę leków to by podziałało ale wątroba padnie i pies umrze (i to w gorszym bólu)...

Przeczytaj kolejno swoje posty...Twój pies cierpi jak potępiony od pażdziernika !!! .Rozumiem,ze chcialas wypróbować wszystkie leki...nie działają,pies nadal cierpi,każdy atak jest okupiony ogromnym bólem,Ty sama widzisz ten ból...dlaczego na to pozwalasz,Joanienko?Miłość,taka prawdziwa -  godzi się na odejście,jeśli to jest najlepsze,co może spotkać tę drugą stronę (w tym przypadku Twojego piesia).

Pomyśl,co zostało temu psiakowi,jaka radość z zycia w jakiej proporcji do cierpienia...

"co robic w przypadkach beznadziejnych"...Jeśli chodzi o zwierzęta są w o wiele lepszej sytuacji niż ludzie,bo można im to cierpienie skrócić,pozwolić odejść z godnością.Pies który lezy obsiusiany - czuje poniżenie i upokorzenie,pies któremu zakladasz  kaganiec "na wszelki wypadek"...to makabra....

Podejmując decyzję o eutanazji okażesz mu miłosierdzie,a pozwalając tak cierpieć - wyrażasz na to zgodę. Powolne umieranie w bólu jest najstraszniejszą rzeczą,która może spotkać każdą żyjącą istotę.

Poproś weta o przyjście do domu..zaoszczędzisz biedaczynie stresu,zaśnie spokojnie na twoich kolanach,wreszcie uwolniony od bólu...

Poczytaj o tym,co sie dzieje w trakcie i po dużym ataku epi w ciele i duszy pacjenta...Pomogłoby Ci to podjąć dobrą decyzję dla przyjaciela,nie dla siebie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trudno nie zgodzić się z @bou, przecież tego psa nie wyleczysz, tutaj nie ma szans w ogóle na nic, tylko walczysz o kolejne dni kiedy pies nie jest sobą... całymi dniami nie je, nie pije, nie załatwia potrzeb fizjologicznych, atakuje was, atakuje siebie... to zwierzę cierpi fizycznie i psychicznie, są sytuacje kiedy człowiek musi się wziąć w garść i zrobić co trzeba.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się, pozwól mu odejść godnie, skróć cierpienie. Ja przechodziłam przez to już wiele razy ale zawsze jak widziałam, że pies zaczyna cierpieć podejmowałam tę jedynie słuszną decyzję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko wskazuje na guz mózgu. Tak mówiła pani weterynarz. Zgadzam się z wami, że nie ma innego wyjścia... Jestem umówiona na wizytę w piątek na 14.00... Nie wiem czy to od razu będzie czy dopiero jakaś kwalifikacja... nie byłam nigdy w tej sytuacji, Yoruś to mój pierwszy pies. Najkochańszy. Na zawsze będzie w moim sercu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×