marako Posted June 28, 2009 Posted June 28, 2009 Właśnie zakończyłam (po 34 godzinach pracy z 4 godzinną przerwą na spanko i kilkoma półgodzinnymi na oddech i jedzonko) pewną pilną pracę, coś w rodzaju wielowymiarowej łamigłówki. Dwa ostatnie tygodnie wyglądały podobnie - dobrze, że młoda ma wakacje i zajmowała się psami. W międzyczasie z rodzinką Marko wymieniliśmy maile, z których wynika, że jego dni są tu policzone. Trudno mi się z tym pogodzić. Teraz też mam gula w gardle i łzy mi się cisną do oczu, jak to piszę. Właściwie to Tajgę oddawałabym bez takiego żalu, jaki odczuwam co do Marko (Tajgusiu, wybacz!). Uspokoję się dopiero, jak on zapomni o mnie, zaufa i pokocha tych ludzi. Jutro /na życzenie właścicieli/ kupuję mu legowisko, które pojedzie z nim i zapachami Tajgi i Grace. Odrobaczyłam go znów i podaję mu preparat na stawy. Chciałabym, by był szczęśliwy i jak najmniej odczuwał tę dysplazję. Marzę o tym, by oni pokochali go bezwarunkowo takiego jaki jest (jest kochany, ale specyficzny, trzeba go rozumieć i umieć z nim rozmawiać). Marko mi ufa i otworzył się na mnie całkowicie, mamy wspaniały kontakt i życzę sobie, żeby ci ludzie też odgadli, odkryli klucz, który go otworzy na nich. Na pewno dozna wielkiego zawodu rozstając się z nami, ale cóż, tak musi być. Napiszę, jak tylko będę znała termin jego wyjazdu. Jutro po pracy wkleję parę nowych zdjęć /jak pije z bidetu, je itp./ (dziś padam i idę spać). Aha. Panicznie boi się burzy. A przedwczoraj Grace odgryzła mu kawałek ucha. (dzień wcześniej chciał odgonić ją od jej miski, bo on pędzi i zawsze zjada pierwszy, choć dostaje najwięcej. Starły się, po czym ona oddała mu resztę swojego jedzenia. Następnego dnia wymyslił sobie, że ona znowu mu ustąpi, a ta nie dała za wygraną i ścęły się już na poważniej i tym razem mu nie dała miski). Bardzo jej było żal później, lizała mu tę ranę wiele razy, ale od tej pory zawiązała się między nimi nić przyjaźni - wcześniej istniala dla niego tylko Tajga, a teraz często kładą się z Grace obok siebie na legowisku. Quote
malawaszka Posted June 28, 2009 Posted June 28, 2009 no nareszcie się odezwałaś bo juz zaplanowałam, ze jak w niedzielę nie napiszesz to będę jutro dzwonić bo się martwiłam czy Was nie podtopiło czy coś :oops: no to trzymam :kciuki: żeby się wszystko poukładało Marko w nowym domku!!! Quote
marako Posted June 28, 2009 Posted June 28, 2009 Mieszkamy na piaskach, do najbliższej rzeczułki kilka kilometrów w linii prostej. Podtopienie mało prawdopodobne. Bardziej - przywalenie dorodnymi sosnami (rok temu wiatrołom- padło około 10 tuż przy naszym domu, a w okolicznym lesie kilkadziesiąt). Quote
malawaszka Posted June 28, 2009 Posted June 28, 2009 [quote name='marako']Mieszkamy na piaskach, do najbliższej rzeczułki kilka kilometrów w linii prostej. Podtopienie mało prawdopodobne. Bardziej - przywalenie dorodnymi sosnami (rok temu wiatrołom- padło około 10 tuż przy naszym domu, a w okolicznym lesie kilkadziesiąt).[/quote] no to ulga - wiatrów nie będzie mam nadzieję ;) Quote
marako Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 Trochę martwi mnie brak kontaktu z ludźmi Marko (mamy tylko mailowy, bo po stracie komórki zniknęły mi kontakty, a chyba na nowej nie było rozmów telefonicznych - trudno mi to sprawdzić; chyba będę musiała podzwonić na wszelki wypadek na wszystkie niezidentyfikowane odpowiednio stare wyświetlone numery). Mam nadzieję, że to sprawa zamieszania przeprowadzkowego i że się odezwą, bo nawet nowe legowisko już na nich czeka. Ostatni tydzień burzowy to był horror - musiałam sypiać w salonie, bo Marko to straszny cykor, musi być w bliskim kontakcie z człowiekiem, nawet jak tylko błyska bez grzmotów. Sukom się udzielił ten strach i zgodnie też nie chciały wychodzić na siku -nawet rekordowo przez 16 godzin, kiedy burza zaczęła się wczesnym popołudniem, a przez całą noc kapało i błyskało raz dalej, raz bliżej! Nawet rano najpierw stały przez parę minut i obserwowały, czy na pewno już jest spokojnie, a dopiero potem było długie sikanko. Trzymajcie kciuki, żeby przyszedł wkońcu po 2 tygodniach milczenia jakiś mail od "rodzinki Marko". Nie liczę na to, że Ty malawaszko masz ich numer telefonu (ale cuda się ponoć zdarzają...) Quote
malawaszka Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 przeszukałam maile i niestety nie mam ich telefonu bo ja podałam im Twój od razu i dzwonili do Ciebie :( napisz maila - czy pisałaś juz i nie odpowiadają? Quote
marako Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 Pisałam (a ich ostatni mail jest z 22 czerwca). Wszystkie ich maile, a wcześniej telefony (głównie od pani) były bardzo ciepłe i wyzierała z nich troska i zaangażowanie w los Marko. Mieli dać znać do tygodnia od tegoż maila już z dokładnym terminem przyjazdu (ale nie mieli jeszcze wtedy w ręku klucza od nowego domu,a coż dopiero mówić o mieszkaniu tam). Z tego co wiem, nie mają w domu komputera. Muszę dokładnie umiejscowić w pamięci moment, kiedy przysyłali karmę, bo pisałam o tym tu na dogo. Dzień wcześniej był od tego pana telefon i może już miałam nową komórkę i numer został w pamięci. Jak znajdę, to tam zadzwonię. Dzięki za szybkie odezwanie się. Pomaga mi to, że nie jestem sama z różnymi takimi niepokojami. Quote
malawaszka Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 20 maja pisałaś o tym, że podali przez kogoś karmę Quote
zuzlikowa Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 Marako.nie jesteś sama,ja jestem cały czas,tylko po co gębę otwierać jak nic mądrego do powiedzenia! ...jestem ...i mam nadzieję,że rodzinka Marko szybko po niego przyjedzie. Quote
marako Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 Przed chwilą byliśmy w lesie na wieczornym sikanku, a tu... wysyp robaczków świętojańskich, czy jak ktoś woli świetlików. Nie widywałam ich od wielu lat, więc zawołałam rodzinkę. Córka (17 letnia) widziała je po raz pierwszy w życiu. Mąż twierdzi, że w Polsce nigdy nie widział, a syn, że raz, czy dwa razy kilkanaście lat temu. Nawet wzięliśmy Franka, który jeszcze nie zdążył zasnąć, a teraz gada przed zaśnięciem, że kocha latarkowe robaczki, a nawet coś mu się wymsknęło, że sam jest robaczkiem. Numer jakiś z 19 maja znalazłam w rozmowach przychodzących, ale nie odbierał telefonu. Spróbuję jutro. Quote
malawaszka Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 o WOW!!!! ale zazdroszczę świetlików - są cudowne, magiczne i w ogóle!! ja widziałam kiedyś - chyba z 12 lat temu jak nie więcej :placz: Quote
zuzlikowa Posted July 4, 2009 Posted July 4, 2009 Ja swietlików w mieście nie widywałam,ale od kiedy mieszkam nad Sołą,co roku na początku lipca,to miewam nawet w domu!...ujmujący widok. Powodzenia marako!:loveu: Quote
giselle4 Posted July 6, 2009 Author Posted July 6, 2009 ...Juz jestem marako. Tak sie zastanawiam marako moze dac nowe ogłoszenia Marko? moze coś nie wyszło? moze zrezygnowali? a jak zobacza ogloszenie moze sią odezwą szybciej nooo i zaczynam juz szalec:shake::crazyeye: Quote
zuzlikowa Posted July 6, 2009 Posted July 6, 2009 giselle4 napisał(a):...Juz jestem marako. Tak sie zastanawiam marako moze dac nowe ogłoszenia Marko? moze coś nie wyszło? moze zrezygnowali? a jak zobacza ogloszenie moze sią odezwą szybciej nooo i zaczynam juz szalec:shake::crazyeye: Jeśliby potrzeba nowych ogłoszeń...dajcie znać! Tak bym chciała,żeby nie były potrzebne...jednak,trochę za długo ta cisza trwa.:oops: Quote
marako Posted July 6, 2009 Posted July 6, 2009 Właśnie robię porządki na biurku i okolicach i natknęłam się na kilka karteczek z nieznanymi numerami telefonu. Na pewno jeden jest Kikou (kiedyś rozmawiałyśmy o obecnym Hektorze, żeby go przewozić do Trzebnicy z Koszalina), bo jest jakaś wzmianka go identyfikująca, jest też kilka bardziej niezidentyfikowanych, ale z podobnego okresu dziejów. Jestem okropną bałaganiarą, ale nie wyrzucam niczego, o czym nie wiem napewno, że jest niepotrzebne. Podzwonię jutro na wszystkie te numery (nie zdziwcie się, że usłyszycie mnie na linii, bo wasze telefony też zapewne mam zanotowane - z różnych wątków na dogo spisuję czasem takie dane na wszelki wypadek, czasem zapominam od razu podpisać kogo lub czego dotyczą zapiski. Mam przeczucie, że jednak to przeprowadzka zajmuje ich tak mocno, że się nie odzywają przez pocztę elektroniczną i że lada dzień jednak sprawy się wyjaśnią, jakkolwiek by wyglądały. 22 czerwca pisali, że nie mają jeszcze w rękach kluczy, ale, że sprawy się za parę dni sfinalizują i żebym kupiła im dla Marko legowisko, w którym spędzi parę dni przed wyjazdem i pojedzie, żeby było mu raźniej w podróży ze "swoim kawałkiem domu". Pewnie z tymi kluczami potrwało tydzień, a kolejny przeprowadzka z małym dzieckiem, rozpakowywanie itp. Może pani gorzej się poczuła (jest w ciąży), a pośpiech nie służy dobrze w takich sytuacjach. Myślę, że trzeba kilka dni jeszcze odczekać, żeby podjąć jakieś nowe działania. Dzięki, że jesteście czujni i gotowi mnie wesprzeć w razie jakiejś klapy. Quote
malawaszka Posted July 6, 2009 Posted July 6, 2009 dwa mies temu się przeprowadzałam, co prawda nie mam dzieci, ale dwa psy i kot i jestem w stanie zrozumiec, jeśli by nie znaleźli czasu na pisanie, a może nie mają netu w nowym miejscu? Quote
marako Posted July 6, 2009 Posted July 6, 2009 Jak byli u nas, mówili, że w domu nie mają nawet kompa. Trudno w takie herezje uwierzyć, ale tak chyba widocznie czasem bywa; nawet znałam rodzinkę z trójką dzieci w wieku szkolnym, którzy nie mieli komputerów z przyczyn zgoła nieekonomicznych (bardzo wysoki poziom dochodów pana domu robiącego w polityce wysokiego szczebla, żona niepracująca, wysoki standard życia) ale ideologicznych. Quote
malawaszka Posted July 7, 2009 Posted July 7, 2009 nam to trudno zrozumieć, ale niektórzy ludzie naprawdę tego nie potrzebują :lol::-o Quote
weszka Posted July 7, 2009 Posted July 7, 2009 Ja bym mogła wielu rzeczy w domu nie mieć ale musi być komputer z internetem i zmywarka ;) Mam nadzieję że to tylko zamieszanie przeprowadzkowe i się ludziska odezwą. Quote
marako Posted July 7, 2009 Posted July 7, 2009 Właśnie przyszedł mail od ludzi Marko. Czułam, że odezwą się lada dzień. Napisali, że przeprowadzają się 13 lipca. Pewnie wcześniej jakoś głupio im było, że to się tak przeciąga i woleli poczekać na konkrety, a nie znowu tylko odkładać w czasie. Zaraz w pierwszy weekend po przeprowadzce będą zabierać Marko (właśnie zaczęłam ryczeć). Marko za długo już jest tu, żeby go nie pokochać. Jest bardzo otwarty, szybko się uczy, a nawet już zamyka dziób, jak go o to proszę (żeby nie budził Franka). W ogóle, widać, że sprawia mu przyjemność bycie posłusznym, przywołany przybiega pędem. Tajga to też pieszczocha, ale o wiele bardziej zdystansowana i niezależna, jak kot. Przywołana przychodzi, ale bez pośpiechu. Grace i Marko to dwa raptusy i łakomczuchy, razem sępią, razem piją z bidetu, razem panikują przed burzą, mają podobne reakcje jakby byli spokrewnieni. Ale też okazują jakby więcej uczucia i dają się bardziej kochać. Quote
malawaszka Posted July 7, 2009 Posted July 7, 2009 ojjj marako wiem co czujesz, ale jak już bło pisane - taka nasza rola i jakoś to musimy przetrwać - dla nich, żeby były szczęsliwe :calus: cieszę się, że się w końcu odezwali :multi: Quote
zuzlikowa Posted July 7, 2009 Posted July 7, 2009 [quote name='marako']Właśnie przyszedł mail od ludzi Marko. Czułam, że odezwą się lada dzień. Napisali, że przeprowadzają się 13 lipca. Pewnie wcześniej jakoś głupio im było, że to się tak przeciąga i woleli poczekać na konkrety, a nie znowu tylko odkładać w czasie. Zaraz w pierwszy weekend po przeprowadzce będą zabierać Marko (właśnie zaczęłam ryczeć). Marko za długo już jest tu, żeby go nie pokochać. Jest bardzo otwarty, szybko się uczy, a nawet już zamyka dziób, jak go o to proszę (żeby nie budził Franka). W ogóle, widać, że sprawia mu przyjemność bycie posłusznym, przywołany przybiega pędem. Tajga to też pieszczocha, ale o wiele bardziej zdystansowana i niezależna, jak kot. Przywołana przychodzi, ale bez pośpiechu. Grace i Marko to dwa raptusy i łakomczuchy, razem sępią, razem piją z bidetu, razem panikują przed burzą, mają podobne reakcje jakby byli spokrewnieni. Ale też okazują jakby więcej uczucia i dają się bardziej kochać. Bardzo się cieszę!!!:lol: Marako...pięknie huncwota opisałaś!Niech pokochają go jego ludzie...tak samo jak Ty i nic więcej mu nie bedzie trzeba! Quote
marako Posted July 10, 2009 Posted July 10, 2009 Jeszcze tydzień, więc dopóki wątek trwa - aktualne zdjęcia: Przy okazji powojnik, który już w pierwszym roku wyrósł na 2,5 metra i cały jest w kwiatach. Drugi, posadzony obok - 40 cm i miał krótko tylko 3 kwiaty. Quote
marako Posted July 10, 2009 Posted July 10, 2009 A tu już więcej towarzystwa: Marko i Grace lubią popijać wodę z bidetu: Ale tak naprawdę Marko prawie zawsze towarzyszy Tajdze. Nie wiem, czy nie za duże są tym razem te zdjęcia (podmieniłam, bo poprzednie były za małe stanowczo). Ale przynajmniej coś widać, bo na poprzednich niewiele. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.