Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Czasem tak bywa że plany biorą w łeb i wszystko się przesuwa :roll: Wiem coś o tym. Oby z Marko tak właśnie było, a nie chodziło o coś zupełnie innego.

  • Replies 445
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Miesiąc zleci szybko.
Szkoda tylko, że ostatnio mam mało czasu (i samozaparcia), żeby poszkolić pieski. Trochę mi zdziczały i coraz trudniej je przywołać, jak sobie coraz dalej odbiegają ode mnie w lesie. A Marko ma zapędy do nadmiernej gorliwości w pilnowaniu terytorium i nie daje się uspokoić, jak ktoś się pojawia w pobliżu. Muszę to jakoś nadrobić, bo dzikus może wykręcić jakiś numer nowym ludziom i się zniechęcą do niego. Ma wielką chęć dominacji, ale dziewczyny mu nie dają rządzić i jest dość niestabilny w zachowaniu.
Za to coraz łatwiej mi idzie wyjmowanie kleszczy. Pierwsze kleszcze wyjmowaliśmy w 3 osoby - 2 musiały trzymać a ja też jedną reką przytrzymywałam, a drugą wykręcałam. W ogóle Marko nawet na głaskanie nie był gotowy - kręcił się i podgryzał.
Wczoraj wyjmowałam kleszcze już zupełnie na spokojnie, bo Marko teraz bardzo lubi głaskanie (nawet po feralnym ogonku pozwala) i jest o wiele spokojniejszy (jeśli nikogo obcego nie ma w pobliżu).

Posted

Byłam dziś na klinikach i jestem zdołowana.
Po pierwsze - Marko ma dysplazję prawego stawu biodrowego, stąd to drżenie i "dziwny" chód, który mi się nie podobał.
Po drugie - chirurg ortopeda, do którego poszłam ze zdjęciem po poradę, co z tym robić dodatkowo pooglądał go dokładnie, a zęby szczególnie, bo Marko był bezwolny po medykamentach i dał ze sobą wszystko robić. Wet stwierdził, że Marko jest znacznie starszy, niż ocenił go pierwszy weterynarz (tamten od kastracji i szczepień dawał mu rok). Na nic były moje zapewnienia, że zachowania ma szczeniackie, ma pełno młodzieńczej energii, lubi zabawy w podgryzanie, itd.
Tak więc jestem w rozterce - Marko może mieć według tego ortopedy nawet 5 lat, ma dysplazję, a w tym wieku trudno o korektę tej wady.

Zaproponował, żebym rozważyła ewentualnie zabieg - pektinectomię, która nieco odciąży nasisk na wypadanie kości poza panewkę (rzeczywiście miał mięśnie przywodzące okropnie napięte i tak jak widzę po jego chodzie ściąga nogę do środka).
Nie bardzo wiem, co teraz robić, a zwłaszcza jak postąpić wobec tych ludzi, którzy mają po niego przyjechać za 3-4 tygodnie. Gdybym miała gwarancję, że zabieg coś pomoże, to na pewno bym się zdecydowała (podczytałam wątek o tym i nie mam zdania na temat tego zabiegu). Poza tym z kasą kiepsko. O zabiegu musiałabym pewnie powiedzieć tym ludziom, bo byłoby widać, że był krojony i nosiłby kołnierz, a nie wiem, czy to nie odstraszyłoby od adopcji.

Biję się z myślami - proszę pomóżcie mi podjąć jakąś decyzję. Co robić? Jak rozmawiać z ludźmi od adopcji Marko? Gdyby to nie był trzeci pies NA PEWNO bym go zostawiła u nas, ale nie jestem w stanie, więc musi zostać zaakceptowany przez nowych ludzi takim jaki jest (jak już go pokochają, to z pewnością tak będzie, ale początki są trudne, a on może z tęsknoty być na początku okropny).

Posted

nie wiem co zrobić kurcze - najpierw wg mnie porozmawiać z tymi ludźmi - powiedzieć im o tym, jaka jest sytuacja - czy ta dysplazja jest dużego stopnia? czy pies może żyć bez operacji - bez bólu? bo jeśli jedynym objawem jest to drżenie a go nie boli to nie wiem czy operacja jest potrzebna - a może nowi opiekunowie zdecydują się na przeprowadzenie operacji? No i ważna rzecz - jakie są koszty? po czym określił że może mieć 5 lat? po zębach - złe żywienie, gryzienie kamieni może duużo zmienić w takiej ocenie - chyba, że po kościach?

Posted

Jak to los potrafi płatać figle:shake:...bolesne figle!
Kochana,bardzo chciałabym Ci coś mądrego poradzić,ale...jeszcze nie umiem pozbierać myśli.
Na dziś powiem ,że jestem z Tobą i psiurą...pomyślę też,może coś ranek przyniesie.
Marako...spokojnej nocy!

Posted

Wiek ocenił po zębach. Starte mocno siekacze. Inne też pościerane (ale mówił, że może też od gryzienia kamieni). Ale też po kolorze sierści (nie jest czarny, tylko jakby siwy, zwłaszcza na pysku), a niby powinien być czarny (tu się nie zgadzam, bo to przecież nie czysty sznaucer, ale ma dużo z wyżła a te nie są czarne.
Koszt zabiegu nie taki zawrotny (300 zł) + antybiotyk, kołnierz. Prawie od razu pies sprawny, tyle, że ma nie lizać rany.

Nie sądzę, żeby go bolało (jeśli już to nieznacznie, nie daje poznać tego po sobie). Szaleje, biega za zającami, bawi się. Jedyne, to drżenie i chód taki z blisko siebie nogami, chwiejny (ale bieg już nie - bardzo ładny). Lekarz mówił, że kulawizna wyjdzie w starszym wieku.

Jest tylko 1 staw - prawy. Nie będzie tak źle jak przy dysplazji obu stawów.

Boję się, że jak takich rzeczy się dowiedzą, to wystraszą się i rozmyślą się (a wyglądają na dobrych ludzi i myślę, że będą o niego dbali, a jak już się przywiążą, to nie będzie to problemem, że trzeba zwierzaka leczyć itp.). Mimo, że bardzo pokochaliśmy tutaj tego urwipołcia, to jednak od początku wiadomo było, że jest u nas tylko czasowo i tej wersji musimy się trzymać. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej.

W zasadzie tylko moja nadgorliwość spowodowała, że wiemy o tej dysplazji i ewentualnie o innym wieku Marko (ale tu bym dyskutowała, bo nie chce mi się wierzyć w ten wiek). Gdybym nie zrobiła dziś rtg, to byłoby po staremu - o drżeniu i czułym ogonku ludziska wiedzą i jest OK. Zresztą ogonek ma się dużo lepiej, już mogę go głaskać i lekko czesać po ogonku, a przedtem nie dał się dotknąć.

Posted

łomatko - jesteś pewna, że to dobry specjalista skoro wiek psa ocenia po siwiźnie na pysku? :roll: nie był trymowany, nie był zadbany o nawet jakby miał być czarniutki to może mieć posiwiałe włosy nieusunięte - to nie jest nic nadzwyczajnego

nie wiem - nie robiłabym operacji teraz, przed adopcją - możesz dać tym ludziom rtg i jak będą chcieli to pójdą gdzieś na konsultację - sami powinni decydować czy chcą robić zabieg czy nie skoro nie jest konieczny, a koszt 300 zł to faktycznie nie jakiś kosmos - tak mi się wydaje, no mam nadzieję, że się nie rozmyślą - tego o wieku nie brałabym w ogóle pod uwagę bo wg mnie to bzdurka jakaś ;)

Posted

Przychodnia na klinikach Akademii Rolniczej (tzn. Uniwersytetu Przyrodniczego) ma świetną opinię, przyjeżdżają tu ludzie z innych rejonów Polski po diagnozę i na leczenie.
Wczoraj to już był wieczór, prawie zamykanie przychodni, ale jeszcze mnie w biegu tuż po zrobieniu zdjęcia przyjęli. Były tam 3 osoby, co najmniej 2 lekarzy, w tym chirurg ortopeda z dużym stażem pracy. Wszyscy byli zgodni co do wieku Marko (nawet padały sformułowania "stary pies").

Przyglądałam się dziś temu biedakowi. Mimo ponad 2 miesięcy dobrego jedzenia (Royal Canin, wzbogacany i urozmaicany zdrowymi dodatkami, witaminki) i wyczesywania podszerstka (też trymerem), sierść ma bardzo byle jaką, jakąś poszarzałą - słabiutki rachityczny włos, tylko na ogonie mocny i czarny. Wyobrażałam sobie, że na dobrym jedzeniu będzie miał szatę coraz ładniejszą, a raczej mu się chyba pogorszyła. To nie tak, że ma pojedyncze siwe włosy na pysku - on po prostu ma siwoszarobrązowy kolor wszystkich włosów na pysku - taki melanż włosów powyższych kolorów.
Chodzi też byle jak, jakoś tak jakby się miał przewrócić za chwilę. Dziewczyny zupełnie inaczej się poruszają. Dopiero jak biegnie lub galopuje, to to wrażenie "paralityczne" mija, choć kłus ma bardzo krótki i sztywny (drobi krok). Zastanawiałam się, czy może jednak przy chodzeniu wolnym krokiem, zwłaszcza po śliskiej podłodze nie odczuwa jakiegoś bólu, że jest taki spięty. Ale może nie, bo zachowuje prawie normalnie - bieg do drzwi i szczekanie, jak coś jedzie drogą, tarzanie się i podgryzanie Tajgi i ustawianie się do sępienia jak ludzie jedzą. "Prawie" normalnie, bo jak głupi łazi za mną krok w krok (teraz leży pod nogami pod biurkiem).

Chciałabym mu pomóc i gdyby ten zabieg miał przedłużyć okres sprawności i braku bólu, to wolałabym to zrobić (boję się, że nowa pani mając małe dziecko i w zaawansowanej ciąży, nie będzie biegała po chirurgach już na wejściu i raczej zrezygnuje z psa wymagającego takiej dodatkowej opieki). Dlatego rozważam opcję zabiegu mimo perspektywy poniesienia kosztów w obecnej trudnej sytuacji.
Równolegle rozważam pozostawienie tego wszystkiego losowi w nadziei, że pierwsze oznaki choroby ujawnią się nieprędko, a wtedy wszyscy będą kochać Marko tak, jak my go już kochamy i udzielą mu każdej pomocy, jakiej się da.

Rozpisałam się, ale nie wiem co robić i każdy post od Was jest mi pomocny, bo jakoś porządkuje sytuację i pozwala nie zamotać się we własnych myślach.

Posted

Marako - myślę, że powinnaś porozmawiać z tymi ludźmi - opisać sytuację szczerze i powiedziec, że jest opcja wykonania zabiegu jeszcze u Ciebie - kurcze no nie wiem, ale tak mi się wydaje - jeśli zdecydujesz, że trzeba zrobić zabieg to z finansami nie zostaniesz sama na pewno

opcja pozostawienia wszystkiego własnemu losowi - no to było odpoczywać w domu po pracy, a nie latać po Klinikach ;) - a tak serio to jest to też jakieś wyjście, ale łatwiej byłoby po prostu nie wiedzieć o tych problemach :shake: bo teraz dochodzi problem natury moralnej - mówić/nie mówić :roll:


co do sierści i jej kolorów - może po prostu taki jego urok - przeciez nie wiemy jak wyglądali jego rodzice i czy powinien być smoliście czarny?

Posted

Tak też zapewne zrobię- powiem jak jest. W końcu to świetny psiak, bardzo potrzebujący człowieka i pięknie potrafiący okazać przywiązanie i psią miłość (będzie mi tego brakowało, bo mnie wybrał do kochania, a on biedak też będzie w rozpaczy bo zawali mu się to co zbudowaliśmy i na nowo będzie uczył się ufać i kochać).

Kochany psotnik na szczęście już coraz mniej psoci i coraz więcej potrafi pojąć - nie pcha się po poleceniu "psy zostają" tylko patrzy smutno, na żądanie siada, podaje łapę, a nawet podchwycił polecenie "głos" wydawane Grejsi i odzywa się zaraz po niej jak echo. Jest o wiele bardziej otwarty i chętny do współpracy niż Tajga (też posłuszna, ale bardzo skryta), ale nadpobudliwy, mało uważny, okropnie łapczywy na kąski i to utrudnia szkolenie "na smakołyki".

Najważniejsze, żeby u nowych ludzi był miły dla dzieci (a nie zawsze wykazuje cierpliwość dla Franka - czasem powarkuje i to profilaktycznie, a nie po nagabywaniu). W tym weekendzie nareszcie mam wolne 2 dni i popracuję trochę nad tym, by zminimalizować ryzyko takich zachowań, bo jednak nie całkiem to odpowiada wekreowanemu wizerunkowi Marko.

Muszę go chyba też powozić do Wrocka między ludzi, albo kogoś tu pozapraszać (choć obie rzeczy trudne do wykonania - czas), bo odwykł od innych kontaktów i strasznie oszczekuje spacerowiczów.
Szczeka też w domu jak coś usłyszy na zewnątrz. Przy małych śpiących dzieciach jest to denerwujące - w weekendy to przerabiam: jak wstanę, to drze ryj z radości, że będzie wyprowadzany i muszę w piżamie lecieć po schodach do drzwi i wypuszczać psy na ogród, a dopiero wtedy zarzucam kurtkę i buty, biorę smycze, obróżki i zakładam na zewnątrz. W międzyczasie (jak grzebię się więcej niż 15 sekund) podlany jest już jakiś iglak co mnie złości.

Posted

po tym co piszesz to zupełnie nie wiem co myśleć - przedstawiasz Marko w nie najlepszym świetle i teraz się boję czy tamci ludzie będą go takiego chcieli, a może wyolbrzymiasz to wszystko bo mocno go obserwujesz?

Posted

[FONT=Verdana]Może i przedstawiam w nienajlepszym świetle, może też i wyolbrzymiam, ale kieruje mną niepewność co do spełniania w 100% oczekiwań tych jego ludzi a bardzo zależy mi, żeby go zaakceptowali.[/FONT]
[FONT=Verdana]Mam porównanie do 2 innych piesków, w tym schroniskowej Tajgi. [/FONT]
[FONT=Verdana]Z nich trzech Marko jest najmniej cierpliwy, i najbardziej szczeka na obcych. Nie lubi jak ktoś mu za długo trzyma rękę na karku, albo obejmuje (czytaj: więzi). Nawet mi okazuje jeszcze czasem, że mu to nie odpowiada, ale mnie bardzo kocha i czuje respekt, więc nie pozwoliłby sobie na ostrą reakcję. Ale gdy np. Frankowi (naszemu weekendowemu 2,5 latkowi) nie pozwala za długo się "więzić", muszę interweniować, bo się boję. Dla porównania Tajga jest niezwykle uległa i spokojna do ludzi i Frankowi pozwala na wszystko (do psów za to bardzo bojowa). Grace z kolei uległa do ludzi nie jest, ale Frankowi też pozwala na wszystko, najwyżej wstaje i odchodzi jak jej coś nie pasuje. [/FONT]
[FONT=Verdana] [/FONT]
[FONT=Verdana]Poza tym Marko jest wspaniałym psem, jest mu dobrze z nami, my też go już zdążyliśmy pokochać i gdyby nie był już trzecim, w dodatku trzecim dużym - nie oddałabym go nikomu. Żałuję, że w tygodniu mam tak mało czasu, bo na pewno te jego zachowania szybciej możnaby skorygować. Pod koniec weekendu zawsze jest o wiele spokojniejszy niż w tygodniu, bo może wtedy więcej mieć pieszczot, kontaktu z nami i o wiele, wiele więcej ruchu. Mam nadzieję jutro oraz w "długi" weekend ponadrabiać trochę zaległości w wychowaniu psiaka (dziś znów praca).[/FONT]

Posted

[FONT=Verdana]Mam też wiadomości od weta.[/FONT]
[FONT=Verdana]Wczoraj odwiedziłam tego, który go kastrował i szczepił (powtórka szczepienia). Obejrzał też zdjęcie bioder i powiedzial, że nie jest tak źle z tą jego dysplazją (nie jest duża) i że według niego nie ma wskazań jeszcze teraz do tego zabiegu. Ma pięknie rozwinięte mięśnie na zewnątrz, a przy dużej dysplazji ponoć takie nie są. Na ten zabieg nie będzie za późno i za rok-dwa, więc on na ten moment nie doradzałby tego. [/FONT]
[FONT=Verdana]Co prawda trochę inaczej mówili na klinikach, ale ten też pracuje dokładnie tam jako chirurg i nie mam podstaw choć trochę mu nie wierzyć. Najlepiej, gdyby nowi właściciele skonsultowali to jeszcze przy okazji u jakiegoś specjalisty, ale ja nie będę chyba w tej sytuacji nic robić. Jutro zbiorę się i zadzwonię do nich. Dziś padam.[/FONT]
[FONT=Verdana]Wolę spożytkować czas, jaki mi pozostał z Marko na podszkolenie gamonia w posłuszeństwie, a w kołnierzu byłoby to utrudnione.[/FONT]

Posted

Jeden chłopiec ma 11 lat, drugi 2 lata, a we wrześniu będzie jeszcze jedno dziecko.

Bardzo trudno mi przychodzi myślenie, o tym, że nie możemy zostawić Marko, nie jestem w tym odosobniona - wszystkim jest bardzo szkoda się z nim rozstawać. Powody są jednak 2, różnego rodzaju.
T[FONT=Verdana]rudno wyprowadza się trójkę dużych psów na spacery, bo napędzają się wzajemnie do złego, a mniej więcej co trzeci dłuższy spacer to spotkanie z jakimiś spacerowiczami, biegaczami lub rowerzystami. Jeśli my nie zobaczymy ich pierwsi i nie zdążymy upiąć - biegną jak szalone, żeby oszczekać i nie dają się przywołać. Potem sto tłumaczeń, przeprosin itp. i okropny kac. A będzie jeszcze gorzej, bo w pobliżu buduje się parę nowych domów. [/FONT]
[FONT=Verdana]Doszło już do tego, że wstaję o 4:00, bo już o 5:00 boję się iść z trzema psami - czasem ktoś idzie do rannego autobusu. Po południu wychodzę tylko na drogę blisko domu na kilkanaście minut, takie mam lęki. Dopiero wieczorem, po 20:00, jak wraca z pracy tz, idziemy jeszcze na spacerek, bo z nim czuję się pewniej (najwyżej on zbierze za szczekanie).[/FONT]
[FONT=Verdana]To może jeszcze dałoby się jakoś przepracować i może udałoby się dużym nakładem pracy nauczyć je posłuszeństwa .[/FONT]
[FONT=Verdana][/FONT]
[FONT=Verdana]Druga, trudniejsza sprawa koszty - przy dużym psie duże. Już wydatki związane z Tajgą nasza córka okupiła rezygnacją z jakiegokolwiek wyjazdu wakacyjnego w tym roku (my od lat żyjemy niezmiernie oszczędnie, nie wyjeźdżamy od 15 lat nigdzie, jedynym naszym wyskokiem ponad skromną codzienność była nasza Grace i teraz Tajga, jednak córkę zawsze choć na 2 tygodnie wysyłaliśmy na jakiś obóz z dziećmi z klasy lub z teatru). Możliwości innych cięć nie mamy, budowanie domku mimo 2 lat katorżniczej pracy przy jego samodzielnym wykańczaniu (i niewykończeniu) + parę perturbacji rodzinnych postawiło nas w trudnej sytuacji na kilkanaście lat. Trzeciego psa po prostu nie udźwignęlibyśmy finansowo. [/FONT]
[FONT=Verdana][/FONT]
[FONT=Verdana][/FONT]
[FONT=Verdana][/FONT]

Posted

szkoda bardzo no ale tego nie przeskoczymy :shake: ja też mimo, że miałabym miejsce na więcej psów to na razie nie mogę bo chorowanie Pepy bardzo dużo mnie kosztuje co miesiąc i następny to byłoby niemądre, chociaż serce się rwie to staram się być rozsądna, tym bardziej, że mnie ciągnie do przygarnięcia kolejnego staruszka, a takie pieski to niestety bywają kosztowne:-(

Posted

[FONT=Verdana]Końcówka roku szkolnego, więc siedzę po 14 godzin w pracy i mało się widuję z psami. Jeszcze tak z tydzień, a później więcej luzu, ale ... chyba już bez Marko.[/FONT]
[FONT=Verdana]Marko coraz kochańszy - daje spokojnie wyjmować kleszcze z każdego miejsca, lubi głaskanie i pieszczoty. Nie jest już tak niecierpliwy i namolny (choć nadal chodzi krok w krok za człowiekiem - nie licząc podążania za zwierzęcym tropem).[/FONT]
[FONT=Verdana]Odkryliśmy jego dziwną stronę (wygląda na traumę) - panicznie boi się piłki. Za pierwszym razem, jak zobaczył toczącą się piłkę, chciał w panice wejść na ścianę i cały się trząsł. Trochę jest już lepiej, bo widzi, jak inne psy traktują piłkę (Grace się bawi, Tajga ignoruje), ale i tak chowa się w najdalszym kącie i odgradza jakimś człowiekiem. Chyba miał jakieś przeżycia związane z kopnięciem piłką. [/FONT]
[FONT=Verdana]To kochany pies, ale zbudowanie poczucia bezpieczeństwa wymaga więcej jeszcze czasu i stabilizacji. Nie ma w nim uporu takiego jak np. u Tajgi, która jak poprzedniego dnia była na smyczy odciągnięta od jakiegoś interesującego miejsca, to następnego dnia już bez smyczy tam konsekwentnie (wolnym krokiem) idzie i jest głucha na odwoływanie. Marko w tym wypadku zawróci, bo nie realizuje postanowień z takim uporem, jest bardziej posłuszny. Grace różnie - raz zwycięża upór, a raz posłuszeństwo i to widać w jej oczach, zanim jeszcze podejmie postanowienie. Trzy podobne psy, a charakterki mają jednak inne. Marko nie zraża się niepowodzeniami, próbuje wciąż nawet, jak mu coś nie wyjdzie. Grace się demonstracyjnie obraża lub wpada w depresję (ale widać, że jej bardzo zależy). Tajga najmniej się przejmuje , bo uważa, że tu rządzi, więc jej się należą różne rzeczy bez łaski i nie musie się obrażać, ani o nie się dopominać.[/FONT]
[FONT=Verdana]Rodzinka od Marko nie daje znaku, a ja jeszcze nie dzwoniłam. Ale do końca czerwca raczej Marko będzie jeszcze z nami. Dobrze, że jest po kastracji, bo Grace ma cieczkę.[/FONT]

Posted

Nie kontaktowaliście się od czasu jak dostarczyli karmę? Czy potrzebujesz jakichś pieniązków na utrzymanie Marko?

dziwne to co piszesz o piłce - bo wydawałoby się, ze powinien się bawić piłką skoro gdzieś tam z dzieciakami pod szkołą urzędował - ale nie wiemy co się z nim działo wcześniej

Posted

...marako,zajęta chartem,dobremanką i podhalanka
na chwilke zapomniałam o Marko
dobrze ze ma Cibie
za nauczylas jego zaufania bo to najwazniejsze
Jest wspaniała kobieta i on to wie
marako dziekujemy Tobie:loveu:;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...