figa33 Posted November 17, 2010 Posted November 17, 2010 o rany , ale biedactwo .... możemy go ogłaszać , ale ludzi to chyba będzie odstraszać , chyba ,ze można porobić zdjęcia tak raczej bez widocznego gipsu.... nie wiem , tak sobie myślę , ludzie to najlepiej młode i zdrowe pieski i kotki... tylko ,ze dla niego im szybciej tym lepiej szukać domku... Quote
Florentynka Posted November 17, 2010 Posted November 17, 2010 Wiesz, może nie odstraszy a wzruszy właśnie? Nie mam lepszych zdjęć na razie. Nie wiem nawet kiedy ten gips będzie do zdjęcia. Poproszę o lepsze foty. Pies ma dobrą opiekę i jest u dobrych ludzi, ale nie może zostać. Jest w okolicach Warszawy, więc może dobrze by było jakoś tamte tereny "pokryć" ogłoszeniowo. Quote
figa33 Posted November 17, 2010 Posted November 17, 2010 a w jakich okolicach W-wy piesek przebywa ? Quote
majuska Posted November 17, 2010 Posted November 17, 2010 Asiu może trzeba mu właśnie założyć wątek, prosic o pomoc dogomaniaków z Wawy, może jakieś DT mu załatwić inne, wyadoptować psiaka w takim stanie graniczy z cudem, chociaż spróbowac można ( Azja - haszczka z Boguchwały jeszcze jako świeży połamaniec trafiła na swoich ludzi , może i jemu się uda.....) Quote
Florentynka Posted November 17, 2010 Posted November 17, 2010 figa33 napisał(a):a w jakich okolicach W-wy piesek przebywa ? Szeroko pojętych - miejscowość nazywa się Grabnik i składa z dwóch bodajże chałup. Najbliższe coś widoczne na mapie to Jaktorów, a w ogóle to niedaleko od Grodziska Mazowieckiego. To nie jest tak, że on musi zniknąć z dnia na dzień, nikt go nie wyrzuci i nic mu nie grozi - chodzi o to, żeby szukać domu, bo to nie jest miejsce na stałe. Quote
Florentynka Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Absolutny szczyt bezczelności!!! Parówa bije wszelkie rekordy! Parę dni temu miała miejsce ekscytująca nocna ucieczka - bo jak się okazało w dolnym narożniku ogrodu ktoś zrobił dziurę w siatce. Po długiej pogoni i poszukiwaniach parówa została odnaleziona. Bodajże dwa dni później została przyłapana na kombinowaniu przy tej samej - już zatkanej - dziurze. Tkwiła tam i myślała jak by tu dziurę odnowić, łapą grzebała, ryj wtykała w siatkę. Została oczywiście objechana i odesłana do domu. A dziś przeszła samą siebie. Bo zazwyczaj parówa ucieka tak mimochodem. Ot, bawią się pieski grzecznie w ogrodzie, chodzą sobie, węszą, parówa raz czy drugi znika z oczu, ale zawołana zawsze okazuje się być za jakimś krzakiem - powolutku, dyskretnie znosi ją w stronę dziury i myk! Ale nie dziś. Dziś psy już były po porannym bieganiu, ja właśnie chciałam zjeść śniadanie, ale Gjalpo zaczął drapać w drzwi ogrodowe. Otworzyłam mu te drzwi, a on jak zwykle utknął w nich oddając się głębokiemu namysłowi. Drzwi się nie da zamknąć, bo pies stoi - zad w domu, łeb na zewnątrz - i się zastanawia. Ja tkwię z ręką na klamce i czekam, co pies zdecyduje. Łucja przemyka pod brzuchem Gjalpa. Wychodzi, rozgląda się tymi lemurzymi oczyskami, dla niepoznaki obwąchuje jakiś listek i ...galop! W oczach obłęd, kierunek - dziura w dolnym narożniku...No to pędzę za nią. Jest głucha na wołanie, ma mnie gdzieś - pędzi do dziury i mało łap nie pogubi! Zreflektowała się dopiero parę metrów przed tą dziurą. Nagle wyhamowała , zmieniła kierunek i zmieniła taktykę - ruszyła w moją stronę z miną urażonej godności, że niby czemu porządny pies nie może sobie wyjść na spacer, jak chciał tylko pooddychać troszkę świeżym powietrzem ( łapanie górnego wiatru), sprawdzić te kretowiska ( nos w ziemię), obwąchać to i owo ( nos w liście). Jaka dziura? W życiu bym nie pomyślała o żadnej dziurze! Bardzo mi przykro, że mnie o to posądzasz, o zobacz jak mi przykro, o całkiem smutna jestem i wlokę się do domu, skoro mi nic nie wolno i wpadnę w depresję bo mi nie ufasz. I tak wróciłyśmy sobie do domu z parówą - w samą porę, żeby zobaczyć jak Gjalpo kończy moje śniadanie... Quote
Andzike Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Ach ta Łucja!!! A może ona na powitanie Balbiny już tak wybiega ??? ;) Quote
Dzika_Figa Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Uciekaj, Łucja, uciekaj! Ty nawet nie wiesz, co oni Ci szykują, te człowieki! Balbinę szykują, co ma jeszcze bardziej krzywe łapki, jeszcze bardziej zakręcony ogon i jeszcze bardziej wyłupiaste oczki... Quote
Florentynka Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Dzika_Figa napisał(a):Uciekaj, Łucja, uciekaj! Taaa, namawiaj ją, namawiaj, torbo. Przyjedziesz, to Ci z Łucją będziemy codziennie marszobiegi terenowe urządzać. Pobiegasz sobie za parówą to Ci przejdzie ochota do żartów! Quote
Dzika_Figa Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Florentynka napisał(a):Taaa, namawiaj ją, namawiaj, torbo. Przyjedziesz, to Ci z Łucją będziemy codziennie marszobiegi terenowe urządzać. Pobiegasz sobie za parówą to Ci przejdzie ochota do żartów! I tak planuję bieganie, więc prosze bardzo! Quote
figa33 Posted November 23, 2010 Posted November 23, 2010 Balbina ?:-o parówka w kropki ? wow ! :loveu: ależ ta Łucja to inteligentna bestyjka ! ( i wkurzająca:evil_lol: ) Quote
halcia Posted November 24, 2010 Posted November 24, 2010 Łucja dba o to,by na wątku nie było nudno.No i Tobie dostarcza rozrywki,a my tu mamy ubaw!Łucka,tak trzymaj!!! Quote
Becia66 Posted November 24, 2010 Author Posted November 24, 2010 strasznie mnie ciekawi jak Łucja przyjmie Balbinę....tzn. czy będzie jatka....:diabloti: Quote
Florentynka Posted November 24, 2010 Posted November 24, 2010 jej,może nie??? Mi się wydaje, że ona potrzebuje drugiej parówy do towarzystwa Quote
Florentynka Posted November 27, 2010 Posted November 27, 2010 Dość, dość, dość!!! Spadł śnieg i ma to swoje konsekwencje. Pierwsza konsekwencja jest taka , że tybetaniszczu dobrze. Siedzi w ogrodzie, ryje w śniegu, tarza się i za cholerę nie chce do domu. Mogłoby niby zostać w ogrodzie, w takim razie,prawda? Otóż nie, nie mogłoby. Jak tylko mi taka myśl przemknie przez łeb to Gjalpo, który niewątpliwie czyta w myślach, przychodzi walić łapskiem w drzwi. Jak otwieram drzwi, okazuje się że ostatnią rzeczą o której on myśli jest wejście do domu - to ja mam wyjść i się z nim bawić. Jak nie wyjdę to wali łapą w drzwi. Jak wyjdę - ucieka. Ja mam go gonić. No to gonię, z czołówką na łbie. Rzecz dzieje się mniej więcej o północy, a ja bardzo chcę go zwabić do domu bo wiem dobrze, że jak tego nie zrobię i pójdę się kąpać to skończy się to lataniem po schodach i do drzwi w przyodziewku z ręcznika, żeby wpuszczać tybetaniszcze. To ja już wolę się trochę pobawić... Pół hektara ogrodu pogrążonego w mroku, ja i tybetan. Tybetana nie widać, cisza, ciemność. Tkwię w ciemnościach, łbem kręcę omiatając krzaczory światłem czołówki i nagle coś wpada na mnie od tyłu i podcina mi nogi. Teraz już leżę - czołówka na chwilę oświetla uśmiechniętą paszczę - tybetaniszcze tarmosi mnie zębami za rękaw i oddala się w podskokach. Wstaję i udaję się w pogoń - wyskakuje zza krzaka, z podwiniętymi łapami skacze i łbem wali mnie w żołądek. Z drobnymi wariacjami bawimy się tak jakieś 15 minut, po czym, ku mojej radości, możemy wrócić do domu. Tybetaniszcze instaluje się na balkonie, ja wreszcie idę do wanny. A potem, kiedy już umoszczę się w łóżku ( oczywiście walcząc o skrawek miejsca z dwiema sukami), kiedy już leżę wygodnie, na sekundę przed tym zanim zasnę na dobre - słyszę jak coś wali łapą w szybę od balkonu. Wstaję i wpuszczam mokrego i zimnego Gjalpona, który natychmiast pakuje się do łóżka i każe się drapać po szyjsku. A rano mam do czynienia z kotem który umiera z głodu. Też przez śnieg. Amelia na widok zimy ma gwałtowną potrzebę przybierania na wadze - robi się z niej koci odkurzacz. Wczoraj kradła masło, żurek ( wegetariański), jogurt kokosowy, ser, ryż oraz zieloną pietruszkę. Dziś zjadła już pierwsze śniadanie i drugie śniadanie i była w trakcie trzeciego, kiedy ja postanowiłam sobie zrobić poranną kawę. Usiadłam z tą kawą, a ta zołza skończyła jeść swoje i skoczyła na stół - prosto w moją filiżankę. To była ostatnia porcja kawy w tym domu...Jest strasznie. Kawa się skończyła ( a tego gatunku nie sprzedają wszędzie), śniegi dookoła, Adam z grypą, letnie opony... Na wieczór zaplanowałam sobie duszenie zwierząt. Quote
Becia66 Posted November 27, 2010 Author Posted November 27, 2010 Na wieczór zaplanowałam sobie duszenie zwierząt. hahaha....no to wieczór będzie rozrywkowy !!! Ja swoich nie musze gonić po ogrodzie bo same patrzą żeby jak najszybciej do domu. I pomyslałby kto, że takie delikatne, schroniskowe panienki. Quote
majuska Posted November 27, 2010 Posted November 27, 2010 Aśka jak ja Cie kocham za te opowieści:loveu::evil_lol::evil_lol: To koniecznie trzeba zebrać w jakiś "tomik " i wydać:lol: Ja mam wreszcie zmienione opony Quote
Dzika_Figa Posted November 27, 2010 Posted November 27, 2010 No w każdym razie nie możesz narzekac na nudę. Wiem, małe pocieszenie, ale... Quote
Andzike Posted November 27, 2010 Posted November 27, 2010 Do takiego stada to Ci jeszcze tylko parówkowej Balbiny brakuje ;) Quote
Florentynka Posted December 5, 2010 Posted December 5, 2010 Niektórzy lubią zimę: [URL]http://picasaweb.google.com/florentynka.psy/20101205#[/URL] Edit: a mały połamaniec, którego tu wklejałam, znalazł dom! Quote
majuska Posted December 5, 2010 Posted December 5, 2010 No bosko, u mnie Maja po 5 minutach ciągnie do domu, a Poldziowi łapki na mrozie odmawiają po chwili posłuszeństwa i sie przewraca, na ręce sie nie daje wziąć i mamy cyrk na spacerkach. Ja zimy nienawidzę Quote
Florentynka Posted December 5, 2010 Posted December 5, 2010 Ja też nienawidzę zimy - źle znoszę niskie temperatury. Ale cieszę się szczęściem Gjalpona - on jest zachwycony. Mniejsze psy wychodzą do ogrodu jak Gjalpo przetrze szlaki - łażą wydeptanymi przez niego ścieżkami. I tak co chwilę muszę wydłubywać lodowe kulki z łapek. Gjalpo ma jakieś inne łapy - nigdy mu się nie robi lód między poduszkami. A parówa jest świetna - zasuwa jak czołg w śniegu po pachy. Quote
majuska Posted December 5, 2010 Posted December 5, 2010 No tak, w końcu parówa zna siarczyste mrozy z autopsji, troche się w schronie wysiedziała :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.