Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 4.8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

halcia napisał(a):
Nastrasz ją,ze jej te zmarszczki na gebie zostaną:diabloti::evil_lol:moze jako dama zrozumie i przestanie marszczyc pychola.A tych od sołtysa nie dziabnęła?

Nie dziabnęła, bo nie zdążyła. Adam się wmieszał między rozchodzących się imprezowiczów i dzięki temu cholerę znalazł - nawarczała na niego z krzaków, to zawołał i przylazła.
Poszukuję takiej kuli z łańcuchem, jakie w dawnych czasach były używane dla więźniów - jedyne wyjście to przytroczyć Łucji coś takiego. Myślałam, ze paskudna parówa przynajmniej trochę się stęskniła i jak wróci do domu to parę dni posiedzi na tyłku, a ona od razu ruszyła robić obchód wsi.

Posted

Koncert był przerewelacyjny, jeszcze się nie otrząsnęłam :)

Zapomniałam wcześniej napisać że Jego Wyskość ma super błyszczące jajka, na prawdę mistrzowskie ujęcie :)

Posted

majuska napisał(a):
Koncert był przerewelacyjny, jeszcze się nie otrząsnęłam :)

Zapomniałam wcześniej napisać że Jego Wyskość ma super błyszczące jajka, na prawdę mistrzowskie ujęcie :)

Ujęcie przypadkowe zupełnie, ale jak zobaczyłam zdjęcie to wreszcie zrozumiałam to powiedzonko!
Ja jej dam bar Gol !!! Nawiasem mówiąc - została opierniczona za ugryzienie Jego Wysokości w cenny i utytułowany nos i teraz jest słodziutka i skruszona - zobaczymy jak długo.
Wysokość też dziś był humorzasty skądinąd - na wystawie bronił miski z wodą ( musiałam kupić miskę na miejscu bo zapomniałam zabrać i w ten sposób Matylda dorobiła się nowej miseczki), bulgotał, chciał zgwałcić boksera i straszył chichuauy.

Posted

Piękne zdjęcia Florentynko, szczególnie mnie rozczuliło ,,Kłębowisko 2''
A Gjalpo serdecznie gratuluję, inaczej być nie mogło - toż on jedyny w swoim rodzaju.

Posted

Sama nie wiem jaki ten dzień dzisiaj...Z jednej strony rezultat kilku tygodni pracy grzmotnął nam dziś o ziemię z powodu źle zlutowanej linki stalowej...Z drugiej strony wyhamował na kinkiecie, więc straty nie są straszne - ze dwie nieprzespane noce i wyjdziemy na prostą.
Z trzeciej strony - jak na ogół jestem wolna od takich babskich paskudnych żmijowatości - dziś spotkałam jedno babsko co go serdecznie nie lubię i z satysfakcją stwierdziłam, że wygląda nader niekorzystnie.
A tak w ogóle - niektórym zdarza się trafić do raju za życia - byłyśmy z Dorotą na zakupach, takie piękne kosteczki dawali, nie mogłam się oprzeć, no i zobaczcie:





Posted

Łucja na takich kościach żyła przez lata i do dzisiaj jej pewnie zostało. W Orzechowcach psom nie gotowano, nie było suchej karmy, a jak ktoś podarowal to sprzedali. Dwa razy w tygodniu przyjezdżał facet z ubojni i zwalał kości na środek schroniska. Pracownik ładowal na taczki i przerzucal do boksów.
Potem zgniłe, niedojedzone, a raczej niestrawione z robalami walały sie po budach i boksach. Czasami psy tak zapchały nimi budy, że nie nie mogły wejść. Pamiętam ile tego wyciągałyśmy i to takich kilkuletnich pewnie....
Mam jeszcze zdjęcia z tamtego okresu...











Bywało i tak, że nawet tych kości nie dowieżli i psy zagryzały sie z głodu. Łucja naprawdę przeszła piekło w swoim życiu....

Posted

Beciu!!! Straszliwe te zdjęcia!
Tym bardziej muszę wyrazić uznanie mojej paróweczce - piekło jej nie złamało, jest ujmującą i słodką suczką - chyba, że w grę wchodzi jedzenie.
W tym bagażniku zagnieździła się, jak już zostały same mniejsze kostki - Gjalpo zabrał największą, Mati i Flo dostały swoje, a Łucja nie chciała iść do kuchni po swój przydział - wolała buszować po bagażniku.
Może kiedyś musiała biedna takimi gnatami żyć, ale dziś to dla niej atrakcja.

Posted

Oj Łucja ma za sobą wszystko złe, zdecydowanie. Trzeba ją było widzieć wczoraj - obżarta do rozpuku leżała na wznak na kanapie, a Adam siedział przy niej i głaskał po brzuszku. Łucja co jakiś czas wydawała z siebie ekstatyczne pomruki, zwłaszcza kiedy Adam nazywał ją ideałem psa. Zdjęć nie mam - nie chciałam zaburzać intymnej atmosfery.
Za to Gjalpo, który wczoraj uciekł ze swoim gnatem w głąb ogrodu, żeby mu baby nie przeszkadzały, dziś uznał że kość jednak trzeba przynieść do domu. Rano przylazł się do mnie przytulić - wpakował mi się do łóżka, razem z tą wstrętną kością! Czułości czułościami, a skarb trzeba mieć na oku.
P.S. Siostro - to w bagażniku obok kości to marchew - dla Twojej Lukrecji, oczywiście.

Posted

i ja pamiętam te zdjęcia.....:-(
najpierw Brajl bez oczu i zębów, potem historia Dzielnej...:-(
te kości porozrzucane wszędzie , nawet chyba cały świniaczek był...
matko , nie miałam bladego pojęcia ,że takie miejsca są , miejsca męki zwierząt i dzięki kilku dzielnym dziewczynom to się zmieniło , prawda Beciu , halciu , Albiemu?
historia Orzechowiec między innymi zatrzymała mnie na dogo
ryczałam jak bóbr...
a teraz patrzę BajkaB ma bana...
Dzielnej nie ma...

Posted

[SIZE="4"]Najserdeczniejsze życzenia urodzinowe dla kochanej Florentynkowei i Dziko-Figowej Pani Matki!!!
Przede wszystkim dużo, dużo zdrowia, cierpliwości i stalowych nerwów!!!
Posyłam 1000!! buziaków!!




To dla mnie wielki zaszczyt miec urodziny dzień tuż obok Pani Matki;):lol:

Posted

Powiedzcie mi co to jest - szósty zmysł, przenikliwa inteligencja czy co? Ale od początku... Oczywiście skoro leje, to psy wcale nie są skłonne wychodzić a przy tym nudzą się jak mopsy. Ileż ja się wczoraj naegocjowałam z parówami, żeby wyszły na siusiu. Rzucały mi udręczone spojrzenia, że niby ja okrutna chcę biedne maleństwa wygnać na deszcz. Dziś uznałam, że dość tego dobrego i postanowiłam przynajmniej po ogrodzie przegonić towarzystwo. W tym celu ubrałam się w sztormiak z kapturem - i to był błąd! Ta szara zołza nie wiem skąd, ale wiedziała, że ja mam w tym kapturze ograniczone pole widzenia...Znikła w pewnym momencie, jak to ona! Oczywiście musiałam zagnać resztę do domu i wyruszyć na poszukiwania. Biegałam po wsi, jak zwykle - jakieś 20 minut - w końcu zastałam zołzę pod kościołem, gdzie defekowała sobie na klombik przed plebanią ! Mokra na wylot, utytłana w błocie, a ja tym razem smyczy nie wzięłam...Jednocześnie z parówą spotkałam sąsiada, który wracał ze sklepu i przez całą dalszą trasę która nam wypadła wspólnie użalał się nade mną, że sobie upasłam psa a teraz muszę go nosić.
W efekcie naciągnęłam sobie mięsień w grzbiecie, przemoczyłam na wylot buty i nienawidzę parówy ( która suszy się właśnie na kanapie, zawinięta w kocyk).

Posted

P.S. nienawidzę jej tak bardzo, że przed chwilą właśnie smażyłam jej naleśniczki na obiad, bo uwielbia.
Inni też dostali. Wszystkie psy lubią naleśniki, bób i sernik. A jak któryś nie lubi - znaczy że nie pies.

Posted

Asiu ja Ci polecam zakup kaloszków, są idealne na takie wycieczki jak dziś miałaś, ja już sobie zakupiłam, nie żeby mi moje kundle uciekały ale sprawdzaja sie na spacerkach...no i jak ona ma nie uciekać, jak potem jest noszona na rączkach owijana w kocyk i smakołyki jej pańcia smaży:evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...