Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

pawel_wrl napisał(a):
Super, bardzo się cieszę :multi: Teraz uciekiniera Fiodora to będą musieli na jakiejś grubej linie na spacer zabierać :lol:


polecam powlekaną linkę stalową ... przy niej chłopak będzie się mógł wykazać

nigdy nie dowiemy się gdzie spały i gdzie sobie biegały ale pewnie dowiemy się czy dla Sary to jakaś nauczka, bo dla Fiodorka to chyba raczej nie :roll:

  • Replies 3.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Dobrze, że cały czas były razem i nie przemieściły się zbyt daleko. Polecam linkę alpinistyczną / żeglarską na małej kauszy z szeklą. Taka smycz jest nie do zdarcia :) Z tego, co kojarzę to już druga ucieczka Fiodora :diabloti:

Posted

[quote name='agaga21']fiodor w mgnieniu oka przegryza każdą smycz. może łańcuszek by się sprawdził albo właśnie jakaś stalowa linka...albo kaganiec na spacerach.

Dlatego wspomniałem o lince alpinistycznej, najlepiej z dodatkiem kevlaru. Nie tnie się na skałach to i Fiodorowi nie będzie łatwo. Trzeba kupić z 5-6 metrów, z jednej strony węzłem zrobić rączkę, z drugiej oczko na kauszy do zapięcia np. karabinkiem. Wszystko można kupić w sklepie alpinistycznym lub żeglarskim. Pewnie będą mieli sporo rodzajów i grubości do wyboru. Sama plecionka z drutu może łatwo poprzecinać ręce i żeby cokolwiek z tym zrobić trzeba mieć zagniatarkę do lin stalowych. Łańcuch byłby ciężki i niewygodny w trzymaniu. Najlepsze rozwiązanie to coś na zasadzie przeponu w wędkarstwie, czyli: karabinek, metr łańcucha, szekla i dalej odpowiednia długość liny.

Posted

Wspaniale,że się odnalazły!:multi::multi::multi:
Teraz to mi się nawet z tego śmiać chce,ale jak przeczytałam wiadomość Agi to się podemną kolana ugięły.:shake:

Ojj Fiodor,Fiodor...zdemoralizowałeś Sarę tym wypadem `za miasto`.:evil_lol:

Posted

trzeba zmienić tytuł bo jak się go widzi to znowu skóra cierpnie

a tak swoją drogą ciekawe co u psiaków ... i co u Agi przede wszystkim, bo się strachu najadła że jej na najbliższą dziesięciolatkę starczy

Posted

fioneczka napisał(a):
trzeba zmienić tytuł bo jak się go widzi to znowu skóra cierpnie

a tak swoją drogą ciekawe co u psiaków ... i co u Agi przede wszystkim, bo się strachu najadła że jej na najbliższą dziesięciolatkę starczy


no włąsnie ...już też pisałam a cioteczki śpią :mad:

Posted

aga ma okropne problemy z dogomanią ostatnio, jak nawet uda jej się w pracy zalogować to zaraz połączenie znika, poza tym w domu nie ma kompa bo popsuła a informatyk pogubił jej śrubki od laptopa:mad:
aga ostatnio miała urlop i w domu nie miała kompa, biedaczka czuje się odcięta od świata:shake: mam nadzieję że już jutro odzyska laptop

u psiaków była pani wet.mają tydzień odpoczywać bo są wycieńczone fizycznie i psychicznie.fiodor ma paskudnie ropiejące oczy ale już sie goją.dochodzą do siebie powoli.

Posted

dochodzą do siebie sądząc po wielkości nowej dziury na trawniczku, jaką dziś wykopały:evil_lol::diabloti:
no i jak gadałam z agą to ciągle krzyczała na te biedne psinki, żeby się przestały gryźć na kanapie:diabloti:

Posted

dogomanka_ napisał(a):
Wybaczcie cioteczki,że tytułu jeszcze nie zmieniłam,ale kompletnie mi to z głowy wyleciało.:oops: Zaraz go zmienie.;)

z banerka też możesz wywalić:evil_lol:;)

Posted

Kochani, wybaczcie, że tak długo nic nie pisałam, ale nie mam dostępu do Internetu – mam zepsutego laptopa (już ponad 2 tygodnie się naprawia), a w piątek, kiedy byłam w pracy, zalogowałam się na dogo i już po chwili mnie wylogowało i nie mogłam się dostać przez cały dzień (mam takie problemy z logowaniem już ok. miesiąca)

Jestem niesamowicie wzruszona Waszymi słowami pociechy, radami i pomocą - aż się popłakałam, kiedy przeczytałam Wasze posty. :loveu::loveu::loveu:

Co do samych uciekinierów - jeszcze nie mogę w to uwierzyć, co się stało :shake:.
Fiodor to dziwny pies, w domu jest niesamowicie grzeczny, posłuszny, skupiony na nas, wykonuje każde polecenie, pies zupełnie bezproblemowy. Niestety, na spacerach nie zawsze tak jest – często się po prostu „zawiesza” i na nic nie reaguje. Mieszkamy poza miastem, to właściwie zupełne odludzie, choć do centrum Szczecina mam 15 minut drogi. Poza naszym osiedlem dookoła ciągną się setki hektarów pól, łąk, sadów, niedaleko ok. 500 metrów od osiedla płynie Odra. Poszukiwania były bardzo utrudnione, bo podejrzewaliśmy, że psy pobiegły za zwierzyną, więc teoretycznie mogły być wszędzie. Zawiadomiliśmy policję, koło łowieckie, TOZ, schronisko, hotel dla psów, hycla (osobiście), straż graniczną. Plakaty rozklejałyśmy gdzie się tylko dało (jedynie w Auchanie dostałyśmy zakaz - nigdy nic tam nie kupię :angryy:), rozdawałyśmy sołtysom, pracownikom ochrony, stróżom, rybakom, dzieciom, żulkom, młodzieży, wszystkim sąsiadom, we wszystkich sklepach, stacjach benzynowych, przystankach autobusowych, hotelach i pensjonatach, wkładałyśmy plakaty do skrzynek pocztowych, itd. Zawiadomiłam znajomego myśliwego, który zorganizował z innymi myśliwymi poszukiwania, właścicieli dużych zakładów pracy, którzy powiadomili swoich pracowników, itd. Mąż jeździł Jeepem po polach, ale ich ogrom, wiele zapadlisk, dołów, starych studni bardzo poszukiwania utrudniały.
Spotkaliśmy się z ogromną życzliwością ludzi, wszyscy chcieli pomóc. Niedaleko nas jest wioska, w której jest kilku właścicieli amstaffów, zorganizowali oni grupę poszukiwawczą i razem z psami ruszyli na pola.

Tak naprawdę to ja już straciłam wszelką nadzieję na odnalezienie psów - myśliwi postraszyli mnie, że na tych polach jest wiele starych głębokich studni, w których ginie bardzo wiele zwierząt. Więc już wyobrażałam sobie, że może oba, albo jedno wpadło do takiej studni i nie może się wydostać, że może zginąć w męczarniach. Poza tym, to są nie tylko tereny łowieckie, ale też obszar grasowania kłusowników :-(Żaden z myśliwych jednak psów nie widział, ja już im nawet powiedziałam, że wolałabym wiedzieć, jeśli któryś z nich moje psy zastrzelił, niż żyć w niepewności - ale zapewniali mnie, że nikt ich nie zabił i nie zabije.
Cały czas w dniu ich ucieczki mieliśmy nadzieję, że wrócą do domu, Sara zna te tereny od szczeniaka, więc może przyprowadzi Fiodorka, no i cały czas szukaliśmy - mąż chodził po polach, ja jeździłam po okolicach. Ale kiedy nastała noc, załamaliśmy się, przepłakaliśmy całą noc, wychodząc co chwilę przed dom na każdy szelest. Aż myśleć nie chciałam, co one muszą przeżywać same w nocy, gdzieś w polu, przerażone :placz::placz::placz:O 5 rano pojechałam do pracy wydrukować plakaty, które zrobiła agaga21, a tam się okazało, że nie ma internetu (jakieś fatum normalnie). Pojechałam więc do rodziców, zgrałam na płytę plakat, zabrałam mamę bo zwolniła się z pracy i pojechałam je do pracy wydrukować. Rozklejenie i rozdanie ich zajęło nam kilka godzin, od 15 znów poszłyśmy w pola szukać, dołączyła do nas moja siostra i koleżanka Ania z Przecławia, miłośniczka bullowatych.
Mąż pojechał do schroniska osobiście, był też w hotelu dla psów, ale naszych psów nigdzie nie zauważył.
Najgorsze było też to, że one są nieufne do ludzi, Sarunia poza domem wszystkiego się boi, a Fiodor ma gdzieś innych ludzi, one tylko w domu cwaniakują, wszystkich obszczekując. Wiedziałam, że będą ludzi unikać, a ludzie ich też się będą bali (i tak też generalnie było - np. dowiedziałam się wczoraj, że amstaffy mają w genach agresję do ludzi, bo były szkolone i hodowane w celu wyłapywania i zagryzania uciekających niewolników :angryy::angryy::angryy::crazyeye::crazyeye::crazyeye:).
Zaczęłam otrzymywać telefony, że ktoś widział w Szczecinie dwa amstaffy i się tym zainteresował, jak w radiu usłyszał ogłoszenie (dziękuję p. Grażynko :loveu:), ale to nie były one :-(
Ta bezsilność mnie dobijała, nie wiedziałam co jeszcze mogę robić. Późnym popołudniem pojechałam do Szczecina dodrukować plakatów i wtedy zadzwoniła do mnie Pani, że widziano takie psy w miejscowości Siadło Górne (od naszego miejsca zamieszkania ok. 10 km), niedaleko autostrady i granicy z Niemcami i że do męża też już dzwoniła. Natychmiast ruszyłam w tamtą stronę, ale za chwilę już zadzwonił mąż, że ma je już w samochodzie i wiezie do domu - płakał jak małe dziecko ... a ja jechałam tak szybko jak się da i ledwo przez łzy drogę widziałam, dzwoniąc po drodze do rodziny i przyjaciół, że koszmar już się skończył.

Jak dojechałam, oba psy leżały na tarasie na posłankach, Sarunia nie miała siły nawet wstać, nie miała nawet siły patrzeć na mnie :-(, Fiodorek miał rozdrapane oczy całe w ropie i strupach, popuchnięte, wytartą sierść na całym ciele i utykał na lewą przednią łapkę. Oba trzęsły się z przerażenia.
Przemyłam im oczy i uszy, napiły się troszkę wody i spały tak aż do samego rana.
Następnego dnia zamówiłam wizytę wet. do domu. Weterynarz dokładnie je przebadał, stwierdził jedynie odwodnienie, dostały wzmacniające i przeciwbólowe zastrzyki, Fiodor leki na alergię, krople do oczu. Mają teraz dużo odpoczywać, leżeć, mało biegać i się regenerować. Sarunia dużo lepiej zniosła tą ucieczkę pod względem fizycznym, niż Fiodor (który wygląda na tak wycieńczonego, jakby się przez kilka miesięcy błąkał), jednak pod względem psychicznym sunia jeszcze do siebie nie doszła. Wciąż się przytula, jest niesamowicie zagubiona i zalękniona, boi się dosłownie wszystkiego :shake:, Fiodor zaczął szczekać na sąsiadów, więc dochodzi już do siebie :evil_lol: No i wykopały mi dwa razy w tym samym miejscu dziurę w trawniku, więc już im się chyba naprawdę polepsza :diabloti:

A co znalazców, to okazały się nimi dzieci - 7 letni chłopiec i 13 letnia dziewczynka, które powiadomiły o "psach z ogłoszenia" swoich rodziców, a ci do nas zadzwonili. Psiaki podobno przebywały w tej miejscowości już od rana, ja wielokrotnie tam przejeżdżałam, ale one prawdopodobnie się ukrywały na placu budowy domku jednorodzinnego. Zostały znalezione na nowym osiedlu, podobnym do naszego, więc sądzę, że szukały drogi do domu, tylko się im kierunki pomyliły :shake:.
Obiecałam dużą nagrodę za znalezienie psów, jednak dzieci nic nie chciały, mąż dał im jednak 100 zł, a ja zadzwoniłam do ich rodziców, z prośbą o spotkanie w celu wypłacenia nagrody. Nie chcieli jednak słyszeć o żadnych pieniądzach. Kupię więc dzieciakom jakieś prezenty, same mi dadzą znać, co chciałaby dostać.

Nie wiem, jak teraz będą wyglądać nasze spacery, najchętniej bym w ogóle Fiodora nie wypuszczała poza posesję, choć wiem, że to nie jest żadne rozwiązanie. Teraz mamy kilka dni spokoju, bo psy muszą dojść do siebie, później pomyślimy o kagańcu i specjalistycznych nie do przegryzienia, linkach.
Jestem wyczerpana, takich przeżyć jeszcze nie miałam, przerażała mnie myśl dalszego życia bez Saruni i Fiodorka i bez jakichkolwiek wieści na ich temat - dostawałam spazmów, kiedy sobie pomyślałam, że może je ktoś bije, przegania, krzyczy, a one biedne nie wiedzą, gdzie jest ich dom i pańcia. Boże :placz::placz::placz:

Jestem taka szczęśliwa, że tak się to wszystko skończyło, zła że w ogóle do tego doszło, ale też i dumna z moich psiaków, że przez cały ten czas trzymały się razem - teraz też leżą obok wciąż obok siebie, przytulają się do siebie, Sara co chwilkę zerka na Fiodorka - jego przeżycia i doświadczenia na wolności na pewno były dla niej "podporą", jak i on sam.

Jeszcze raz ogromnie Wam za wszystko dziękuję :loveu::loveu::loveu:

Za chwilkę wstawię ostatnie zdjęcia psiaków.


P.S. Agaga21, nie popsułam laptopa, tylko sam się popsuł :eviltong:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...