GrubbaRybba Posted July 7, 2008 Posted July 7, 2008 Muszę wam opowiedzieć pewną historię... otóż w sobotę przeżyłam chwile grozy. Zrobiliśmy ze znajomymi grilla na polach mokotowskich. Andzia oczywiście była z nami. Na początku biegała za frisbee i patykami rzucanymi przez ludzi. Potem żebrała o kiełbaski z grilla, a potem położyła się na kocyku i poszła spać i wszystko było wspaniale, aż w pewnym momencie, a było już ciemno, rozglądam się, a Andzi nigdzie nie ma. Wpadłam w panikę. Wszyscy rozbiegli się po parku wołając Andzię. Nikt jej nie znalazł. Szukaliśmy wszędzie. Byłam załamana. Bałam się, że ona gdzieś pobiegła, a ktoś ją zabrał. Ona jest taka ufna i otwarta. Wita się ze wszystkimi. I tak to trwało chyba ze 40 minut ogromnego stresu. Poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Ja ryczałam i zaczęłam tracić nadzieję. Dopiero po dłuższym czasie zadzwonił kolega i powiedział, że Andzia jest u niego. :crazyeye: Okazało się, że mój "wierny" pies poszedł za kolegą, który wracał do domu. Kolega zorientował się, że Andzia za nim idzie, gdy był już z kilometr od parku. Więc zabrał ją do domu. Nie miał jak zadzwonić, bo baterię miał rozładowaną, więc zadzwonił dopiero, gdy dotarł do domu. A Andzia, gdy weszła do niego (a widziała go ze dwa razy w swoim życiu), wlazła do łóżka i najnormalniej na świece poszła spać. :diabloti: A ja biegałam, szukałam, wołałam, zdarłam gardło, wylałam litry łez. Myślałam, że już jej nie zobaczę, że zginęła, ktoś ją ukradł. Nawet jak teraz o tym myślę, mam gęsią skórkę. No i zakończenie historii. Jak się dowiedziałam, że Andzia jest u kolegi, zamówiłam taksówkę i co tchu pojechałam po nią. A ten niewierny zwierz nawet się nie ucieszył. Taka była zaspana. :diabloti: Zdziwiła się tylko, że jestem i że budzę ją i wyciągam z łóżka. :shake: Brak słów. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że mój pies postanowi sobie iść do domu i pójdzie wszystko jedno z kim i gdzie, tylko dlatego, że tak sobie wymyśliła. Moja wina też jest ewidentna. Wiedziałam, że jest zmęczona, bo sporo czasu biegała. Rozłożyłam jej więc kocyk, ona chętnie się położyła. A to było zaraz koło miejsca, gdzie siedziałam. Nawet nie wiem, kiedy ona zniknęła. Nie zauważyłam. To był ułamek sekundy, a jej już nie było. Ona wiele razy chodziła z nami na grille. Zawsze brałam kocyk, a ona, gdy się zmęczyła, usypiała. Nigdy się nie oddalała. Szczególnie, że ona lubi być przy ludziach. Nigdy się nie oddala. Nigdy nie uciekała. Ona jest bardzo karna i pięknie się słucha... Uff... dobrze, że wszystko dobrze się skończyło. Quote
Elurin Posted July 7, 2008 Posted July 7, 2008 No nieźle... Dała Ci czadu mała. A zdjęć nie ma? Quote
papudraczek Posted July 7, 2008 Posted July 7, 2008 To mala niewdzięcznica, no:evil_lol: poprostu miała już dość swiezego powietrza:lol: dobrze że się szczęśliwie skończyło Quote
GrubbaRybba Posted July 7, 2008 Posted July 7, 2008 Elurin napisał(a):No nieźle... Dała Ci czadu mała. A zdjęć nie ma? Mam zdjęcia z poprzedniego weekendu. Teraz nie zabrałam aparatu. Wstawię, jak tylko net mi przyśpieszy. Quote
GrubbaRybba Posted July 7, 2008 Posted July 7, 2008 i dalej w rzece... Burgund i Andzior Burgund Andzior Quote
GrubbaRybba Posted July 7, 2008 Posted July 7, 2008 Aha i jeszcze jedna sprawa, od kilku tygodni chodzimy z Andzią na treningi flyball. Andzi się podoba, mi też. :) Jak się futrzak więcej nauczy, porobię zdjęcia i wstawię. A po wakacjach zapisujemy się na frisbee. Ale będę mieć psa sportowca. :evil_lol: Quote
Korenia Posted July 7, 2008 Posted July 7, 2008 Fajnie, że Andzia tak chce sporty uprawiać, moja Amy to leniuch, a planowałam z nią agility... ;) Quote
GrubbaRybba Posted July 8, 2008 Posted July 8, 2008 Karena napisał(a):Pięknie wyrosła. :loveu: Dziękuję! :loveu: Quote
kasia_r Posted July 8, 2008 Posted July 8, 2008 Andziorek jest fantastyczna, kruszyna jedna. A Burgund to mój faworyt. Quote
GrubbaRybba Posted July 9, 2008 Posted July 9, 2008 Wczoraj byłam z Andzią na pierwszym treningu frisbee i Andzior oszalała z radości. Skakała, biegała, aportowała. Była przeszczęśliwa. :loveu: Quote
GrubbaRybba Posted July 11, 2008 Posted July 11, 2008 Słuchajcie, może wy pomożecie, bo ja nie mam już siły. Andzia niedawno skończyła 11 m-cy. Jest więc już dużą dziewczynką. Zachowuje się jednak karygodnie. Codziennie, gdy wychodzę do pracy, ona wyje przez 8 godzin, skacze na drzwi, szczeka, załatwia się w domu, zrzuca rzeczy w wieszaków w przedpokoju i tarza je w moczu. Wczoraj nawet wygryzła dziurę w podłodze w przedpokoju i czeka nas zmiana wykładziny. Nie pisałam o tym wcześniej, bo miałam jeszcze pomysły, jak z tym walczyć. Teraz już nie mam. :-( Najpierw kupiłam klatkę, przyzwyczaiłam Andzie do klatki, ale to, co ona tam robiła, przechodziło najśmielsze oczekiwania. Pogryzła fotel, który znajdował się obok klatki, pogryzła x posłań i misek, które jej wkładałam do klatki. Właściwie codziennie coś było kompletnie pogryzione. A co najgorsze, ona tam się załatwiała, a potem te miski i posłania tarzała w odchodach. Gdy przychodziłam, dom śmierdział niemiłosiernie, a pies był codziennie kąpany. Więc miesiąc temu uznałam, że zrezygnuję z klatki, bo może to zamknięcie tak na Andzią działa. No i jest gorzej. Andzia sika codzienie w domu, gdy mnie nie ma. Poza tym wygryzła dziurę w wykładzinie w przedpokoju. Odgryzła obicie ściany. Pogryzła taboret i dwa swoje łóżka. Przegryzła kabel od telefonu i wygryzła dziurę w rogu ściany. Nie mam już siły. Codziennie jest gorzej. Sąsiedzi się skarżą, że ta małpa całe dnie wyje. Ja zostawiam jej zajęcia. Jakiej kule smakule, karton do pogryzienia, nowe zabawki, rozsypuję suche po mieszkaniu, aby się zajęła wyszukiwaniem i wyjadanie. A potem wracam. Suche nietknięte. Posłanie wyniesione, pogryzione i umoczone w moczu. Ciuchy pourywane z wieszaków i całe w moczu. Zabawki nie ruszone, bo przecież są ciekawsze zajęcia. :angryy: A do tego wszystkiego Andzia zaczęła ponad miesiąc temu sikać w nocy. Po prostu wstaje, idzie, sika w kuchni i wraca, jakby nigdy nic. Przecież, jak może tam sikać, gdy mnie nie ma, dlaczego nie w nocy. No i zrobiła sobie toaletę z kuchni. Przecież tak nie może być. Wstyd zaprosić kogokolwiek do domu. Ja po pracy siedzę, jak w więzieniu, bo przecież nigdzie nie mogę pójść, bo ta małpa będzie wyła i znowu coś pogryzie. Imprezy odpadają. Do znajomych nie zawsze mogę psa zabrać, więc w ogóle do nich nie chodzę. Próbowałam już następujących rzeczy. Najpierw okazywałam obojętność, jak wracałam. Nie patrzyłam na nią, nie witałam się z nią. Nie pomogło. Potem zaczęłam krzyczeć. Nie skutkowało. Zabierałam miski i zestawiałam tylko na posiłek, to pogryzła miskę od wody, bo innej nie miała. Zaczęłam chodzić z nią na treningi flyball i frisbee, aby miała dużo ruchu. Nie pomaga. Codziennie funduję jej jeden długaśny spacer połączony z zabawą, aby się wybiegała i wybawiła. Nie działa. Czy pójdzie na taki spacer, czy nie (bo pada), niszczy tak samo. Nie dawałam jedzenia po 20, aby nie siusiała w nocy. Nie pomaga i tak sika. Wszystko jedno, czy ostatni spacer jest o 22, czy o 1 w nocy i tak jest nalane. Właściciel mieszkania jest wściekły. Powiedział, że jak się Andzia nie uspokoi, mam ją przywiązywać i zostawiać w kagańcu, żeby nie gryzła i nie wyła. Miałam wiele psów. Wszystkie, jako szczeniaki gryzły i siusiały w domu. Ale wszystkie mając około 6 m-cy zostawały juz spokojnie same i grzecznie spały, gdy mnie nie było lub bawiły się zabawkami. Najlepsze jest to, że gdy jestem w domu, Andzia przesypia 8 godzin. Spokojnie wytrzymuje. Nie siusia. Nie niszczy. Nawet nie szczeknie. A wystarczy, że pójdę do sklepu, zaraz jest się drze. Nie mam już siły. :-( Jeśli ktoś z was ma jakiś pomysł, piszcie, bo ja nie wiem kompletnie co zrobić. Quote
Korenia Posted July 11, 2008 Posted July 11, 2008 Eria przed każdym wyjściem z domu idzie wybiegać tak na maxa swojego 10cio letniego sznupa, bo inaczej ma niespożyte pokłady energii i wyje cały czas. Kup jej kaganiec maszera i poprostu zostawiaj ją w nim - Ulv musi tak robić, bo inaczej by nie zastała mieszkania - Aksa m.in. wygryzła ścianę - dogryzła się do cegieł. Dziwne, że klatka nie pomogła, bo zazwyczaj pies nie robi sioo i koo w swoje posłanie. A jak nie - to zadzwoń do psiego psychologa - jest teraz taki program na TVP1 - może pomogą ;) Quote
eria Posted July 11, 2008 Posted July 11, 2008 to jest udręka z takim psem :-( niestety wiem co mówię bo sama przeszłam przez coś podobnego, z tym ze mój nie niszczy, tylko drze morde. Ale opanowałam problem , jak Korenia napisała wczesniej - żeby móc wyjść z domu pies MUSI być wybiegany za piłka na maksa. Po spacerze odczekuję aż opadną emocje, aż pies zaśnie w pozycji 'relax' na boku, wtedy włączam radio , szykuję się normalnie do wyjścia, zamykam mu drzwi z pokoju żeby nie widział momentu mojego wyjścia z domu. Ponoć psy czują się bezpieczniej własnie zostawione w jednym pokoju a nie w całym mieszkaniu. Często też zasłaniam rolety -jest ciemno, czyli jak w norze - też działa uspokajająco. Na koniec odkładam słuchawkę od domofonu, żeby jak najmniej bodźców pobudzało psa w trakcie mojej nieobecności. Aha no i przez te około 20 minut aż po spacerze pies zaśnie, to w ogóle nie zwracam na niego uwagi -nawet nie patrzę na niego. no i wychodzę również bez emocji. Po przyjściu normalnie witam się z psami radośnie ale nie zbyt entuzjastycznie :lol: i jakoś minęły nam już z Kreonem 2 lata . Ale na początku był koszmar...dostawał sedalin...Sąsiedzi to już się prawie w kolejkach ustawiali :shake: nie wiem co by było gdyby mi się nieudało go opanować.Myślałam już nawet o obroży elektryczej antyszczekowej w chwilach totalnego załamania..... U Ciebie trochę inaczej bo masz szczeniaka, wybieganie go i zmęczenie 'psychiczne' zajmie Ci więcej czasu niż mi przy moim 10 latku który męczy się ,jakby nie bylo, już coraz szybciej... aha, deszcz nie gra roli - nawet w ulewie idę wybiegac psa, bo inaczej nie da mi wyjść z domu. Quote
GrubbaRybba Posted July 11, 2008 Posted July 11, 2008 Dziękuję wam dziewczyny. Niestety wybieganie też nie pomaga. Andzia ma specyficzny charakter. Potrafi na przykład 6 godzin bez przerwy aportować i wracając do domu wcale nie idzie spać. Ona nie usypia nigdy sama. Nawet po męczącym spacerze chodzi za mną krok w krok. Dopiero, gdy ja się położę, ona kładzie się koło mnie i usypia. Ale wystarczy, że wstanę, ona wstaje i idzie za mną. Ona się zachowuje, jak uzależniona ode mnie. Jeśli chodzi o mieszkanie. Mieszka w kawalerce. A Andzię zostawiam w kuchni i przedpokoju, gdy wychodzę. Więc zbyt dużo przestrzeni nie ma. Jedynie jakieś 10 m2. A w deszcze Andzia nawet nosa z domu nie wyściubia. A jak ją wyciągnę na siłę niemalże, to chodzi tylko po chodniku. Na trawę już nie wejdzie, bo jest mokra. To księżniczka. Bywa, że w deszczu ja chodzę po trawniku, a pies po chodniku. A bieganie uskutecznia wtedy tylko do domu. W drugą stronę ciągnie się za mną 5 metrów, bo na tyle pozwala smycz i nie chce się bawić. Piłka i frisbee nie skutkują. :evil_lol: Jutro spotykam się ze szkoleniowcem. Zobaczymy, co powie. Quote
Elurin Posted July 11, 2008 Posted July 11, 2008 Ze szkoleniowcem, który, czysto przypadkowo, jest równocześnie moim ojcem ;) W krótkich żołnierskich słowach - należy się przygotować na ciężką i długą pracę z małą. Może uda się znaleźć jakiś prosty sposób, ale to raczej mało prawdopodobne. Quote
GrubbaRybba Posted July 11, 2008 Posted July 11, 2008 Elurin, zrobię co w mojej mocy i to, co poradzi twój tata. Quote
kasia_r Posted July 11, 2008 Posted July 11, 2008 Oj Andzia Andzia :shake:. Rybko kochana ni jak mogę Ci pomóc, bo zawsze miałam odchowane (znalezione) psy. Jak zostawisz Andzie w miękkim kagańcu, to nie zdziw się, jak i on będzie rozdarty na strzępy. A z takim drucianym to strach zostawiać psa samego. Tu potrzeba kogoś, kto się psami zajmuje, fachowo. Myślałam, że klatka załatwia sprawę. Będę trzymać kciuki za Andziora, a może jej towarzystwa potrzeba??? Quote
Karena Posted July 12, 2008 Author Posted July 12, 2008 Ojej, Rybbo, już myślałam, że Andzia się uspokoiła. Napisz co po spotkaniu z fachowcem, czyli tatą Elurina. Quote
Elurin Posted July 21, 2008 Posted July 21, 2008 Ponieważ Rybba milczy, to ja napiszę. Metody były dobre, tylko za krótko stosowane. Sunię trzeba wymęczyć szkoleniem. To tak w skrócie. Rybbo, czemu nic nie piszesz? Jak tam nasz ulubiony łobuz? Quote
GrubbaRybba Posted July 28, 2008 Posted July 28, 2008 Jestem, już jestem, choć z doskoku... Byłam na urlopie na rejsie, więc trochę mnie nie było. Odpoczęłam od internetu, Warszawy, tłumówi hałasu. Andzior za to na czas mojego urlopu wypoczywała na wsi u rodziców. Jest teraz brudna, bo całe dnie biega po podwórku, kopie doły i kąpie się w oczku wodnym. Gdy wyjechałam, przez kilka dni była spokojna, a przedwczoraj zdemolowała łazienkę. :eviltong: Łobuzica. :shake: Na szczęście mama jakoś to przełknęła. Ufff... Jak przyjechałam w nocy, Andzia z tej radości wlazła mi na głowę. Nie mogła uwierzyć, że jestem. Od razu zapakowała się do mnie do łóżka, a dziś nie odstępuje mnie na krok. :evil_lol: Stęskniony łobuziak. Nawet jak to piszę, ona śpi na mojej stopie. :) Zresztą, co tu dużo pisać, ja też się za nią stęskniłam. Quote
GrubbaRybba Posted August 25, 2008 Posted August 25, 2008 Mam dla was wieści od Andziorka... Kosztowało mnie to wiele wysiłku, ale Andzia w ciągu ostatniego tygodnia ani razu nie nasiusiała w domu podczas mojej nieobecności, nic nie zniszczyła i nie wyła. :multi: Nie chce zapeszać, ale mam nadzieję, że to krok ku lepszemu. A tak z innej beczki, Andzior ma się dobrze, biega i szaleje jak zwykle. Nadal chodzimy an treningi flyball, kupiłyśmy też frisbee i chcemy od września iść na zajęcia. Poza tym ćwiczymy posłuszeństwo i idzie nam coraz lepiej. Aha, założyłam też blog. Jeśli ktoś z was ma ochotę pooglądać moje psiaki i kociaki, zapraszam: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=119233 Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.