Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
borysova

Ogródki przy blokach

Recommended Posts

Mieszkam w bloku, na osiedlu. Jakaś dziwna moda zapanowała ostatnio, że wiele mieszkańców parteru postanowiło zrobić sobie taki mini ogródek pod balkonem. Weźmy takiego faceta. Najpierw posadził jakieś kwiatki pod swoimi oknami i ogrodził je płotkiem. Jednak to mu nie wystarczyło i posunął się o krok dalej. Po drugiej stronie chodnika posadził jakieś drzewka, krzewy. Nie on jeden. Przy każdym bloku teraz są jakieś rośliny posadzone przez mieszkańców. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ludzie chcą wyjść z psami na spacer. Poznałam już kilku takich "maniaków ogródkowych", którzy mają pretensje do mnie, że przechodzę obok ich ogródka z psem. Tam gdzie jest ogrodzone, nie wchodzimy, ale okazało się, że taki pan posadzi sobie gdzieś na odcinku zieleni parę krzaczków, i już uważa to za swoją własność. Zawsze starałam się, żeby mój pies tam nie sikał, o kupie to już nawet nie było mowy. Ale przejść tamtędy chyba może prawda? Powąchać, pochodzić. Dzisiaj zrobiło mi się bardzo przykro, kiedy obstawił mnie facet za to, że chodzę z psem po "jego" ogródku. To nie jedyna taka sytuacja. Wcześniej, jak mój pies jeszcze byl szczeniakiem, uczepił się nas taki sąsiad, który twierdził, że mój pies "sra mu do ogródka" tak dokładkie się wyraził. Dowodem na to miały być zdjęcia zrobione jakieś 20 metrów od ogródka, na trawniku, gdzie bawiłam się z psem. Ogródek był ogrodzony żywopłotem, także nawet jakby mój pies chciał tam wejść i "nasrać" to by mu się nie udało. Facet nasłał na nas nawet straż miejską, pisał różne listy do spółdzielni. W końcu dał spokój, bo oczywiście okazało się, że nic złego nie robimy. Niestety co jakiś czas znowu spotykam się z takimi ludźmi. Kiedy mówię, że mój pies nic mu nie robi, idzie tylko, nawet nie sika (mimo że nie ma jakiegoś zakazu, że psy nie mogą sikać na trawniku...), to oni zachowują się jakby nic nie słyszeli. Do tej pory to olewałam, ale kiedy idę już w nie najlepszym nastroju i ktoś coś takiego mi powie (a nie są to miłe uwagi typu: proszę nie chodzić tędy, bo coś tam), to można się załamać. Paranoja jakaś, czy ja mam chodzić już tylko chodnikami z tym psem?

Ma ktoś podobne doświadczenia? Jak radzicie sobie z takimi typami?

Share this post


Link to post
Share on other sites
słuchawki na uszy, dobra muzyka i do przodu;)
albo załatw ich prawnie. dowiedz się w urzędzie miasta do kogo należą działki po których chodzisz i jeśli nie należą do tych konkretnie ludzi to spaceruj śmiało, a w momencie kiedy ktoś Cię zaczepi zapytaj spokojnym głosem, czy masz zadzwonić po policję czy sam z siebie ten człowiek przestanie Cię nękać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Słuszna rada. My kobiety mamy skrupuły. Mężczyźni po prostu wzruszają ramionami. Mój mąż dzisiaj rano skrócił sobie drogę pomiędzy blokami. Jakaś babka pod balkonem karmiła koty. Krzyknęła do niego, ze to nie wybieg dla psów.
Odpowiedział jej, że dla kotów też nie, a on po swoim psie to przynajmniej sprząta.
I poszedł dalej. :evil_lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Miałam takie jazdy, ale poprosiłam uprzejmie o pokazaniu aktu własności tego terenu i pani się zatkała. Jeśli ktoś ma mieszkanie własnościowe i wykupiony pod nie grunt (to są jakieś działki typu metr na metr i też niezbyt często), to teoretycznie ma jakieś tam prawo, ale zwykle te trawniki to własność spódzielni - wyjątkiem jest wspólnota.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Miałam podobny problem z psami na ogródkach przy bloku. Ode mnie jak się wchodzi i idzie w str. ulicy są w jednym ciągu ogródki.
Pai kochana sąsiadeczka zostawiała tam swojego psa na cały dzień. Pies wył, na wszytsko szczekała i rzucał się na inne przechodzące psy.
Chodziłam prosiłam żeby psa uciszyli albo go nie zostawiali samego. Pewnego razu moje nerwy nie wytrzymały. Zadzwoniłam do dzielnicowego i powiedziałam że sąsiadka zamyka psa bez opieki na ogrodzie itd.
Przyjechali, dali upomnienie i tyle. Sytuacja się powtórzyła więc stalam nie daleko ogrodzenia ze swoim psem. Darły się nie samowicie. Włascicielka wyszła zabrała psa, powyzywała i jest..... cisza.
Tak cena ze warto było poświecać się na stanie i czekanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wiem, że nie powinnam się tym przejmować, ale czasami po prostu nie wytrzymuję. Aż mnie korci żeby im coś z tymi drzewkami i krzaczkami zrobić :evil_lol: Najgorsze jest to, że jeden z tych czepiających się ludzi kiedyś sam miał psa i chodził z nim gdzie mu się podobało, przywiązywał go pod naszymi oknami a sam szedl do sklepu. A drugi miał kota, którego wyprowadzał pod swoje okno (i myślicie że po nim sprzątał?), potem kiedy kot zdechł zasadził tam jakieś roślinki i teren zakazany się zrobił. Przecież własny kot załatwiający się pod oknem to co innego niż czyiś pies...

Co do tych własności, to miałam już okazję (byłam zmuszona) przestudiować cały regulamin społdzielni podczas ataku pierwszego szurniętego sąsiada. Co prawda nikt nie wykupuje terenu na ogródki ale jest tam taki zapis, że popierane jest upiększanie terenu przez mieszkańców, czy jakoś tak... No ale to dalej jest teren spółdzielni, po którym mój pies ma takie samo prawo chodzić, jak właściciel ogródeczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
pies na ogrodki przy bloku (o ile sa przekazane mieszkancowi bloku),nie powinien wchodzic,o ile sa ogrodzone plotkiem bo jak ?plotek moze przeciez obsiusiac tego nikt psu nie zabroni,natomaiast kupki po psie nalezy tak czy tak sprzatc.
Ci co sadza kwiatki powinni zabezpieczyc rosliny przed przed psami ,kotami ,dziecmi , bo w innym przypadku moga byc rosliny zniszczone nie tylko przez psy.
Ja 17 lat mieszkalam w bloku na 8 pietrze i mialam do dyspozycji ogrodek przed klatka wejsciowa (zarzad bloku mnie oficjalnie przydzielil)Posadzialam roze i inne kwiatki (to bylo 20 lat temu) a zarzad osiedla umocowal plotek.Nawet moj piesek nie mogl tam wejsc gdyz byl plotek zrobiony z metalu byk dla psa za wysoki.Najgorszy byl sasiad z parteru nie psy bo wyrzucal niedopalki papierosow i puste buteli po alkoholach itd ,na te kwiatki.>Tak wiec nie zle sa zwierzeta tylko ludzie bo oni najwiecej niszcza rosliny i smieca.

Osiedla mieszkaniowe powinny pomyslec o psach i powinny wydzielc teren ogrodzony na wybieg dla psow i tzw toalete.

Idz do zrzadu spoldzielni i zapytaj sie jakie prawa maja te blokowe ogrodki i ich opiekunowie ,i jakie maja prawa opiekunowie psow ,gdzie psy maja spacerowac ,gdzie sie zaltwiac ,czy bez linki beigac.Przeciez obsusianie krzaka to nie jest nic zlego ,niech tych krzakow duzo posadza to nic sie zlego nie wydarzy.
zarzad spoldzielni powinien ta sprawe rozwiazac Edited by xxxx52

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja rozumiem porządny ogródek to jest coś...Nasza wspólnota ma wydzierżawiony teren od miasta na ogródki -trzy. Ogródki są ogrodzone płotkiem oraz żywopłotem a rośliny wybrane z sensem - piękne, dekoracyjne i zadbane. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć ogródkowej samowolki gdzie mieszkańcy osiedla nasadzają wstrętne, rachityczne rośliny, które w miarę upływu czasu marnieją i szpecą. Często są to jakieś "kije" mające udawać drzewa popodpierane ochydnymi deseczkami. Na osiedlu mieliśmy sporą polanę, na którą przychodzili ludzie z psami. Teren nieatrakcyjny dla spacerowiczów czy dzieci. Ja chodziłam tam z psami na frisbee. Komuś to jednak przeszkadzało. Pewnego dnia na polance "wyrosły" badyle mające udawać sadzonki klonów. Zostały nasadzone zupełnie bez sensu ale tak aby skutecznie uniemożliwić rzucenie dekla czy piłki. Klony oczywiście popodpierane deskami, plastikowymi rurkami, czym popadnie. W ciągu lata część roślin zmarniało bo zostały nasadzone w zacienieniu a pozostałe złapały szarą pleśń. Teraz cały teren upstrzony jest smętnymi "zwłokami" roślin i ich podpórek. Ja osobiście nie respektuję ogródkowej samowolki, jeśli coś jest nasadzone z sensem to ok. omijam. Jeśli jednak miałabym drżeć o każdego zdechłego badyla wetkniętego w osiedlowy trawnik to nie małabym gdzie spacerować z psem. W Warszawie są służby, które dbają o zieleń miejską, sadzą z sensem i tak aby rośliny zdobiły i nie przeszkadzały w rekreacji i tego należy się trzymać. Przykładem są Pola Mokotowskie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='borysova']
Co do tych własności, to miałam już okazję (byłam zmuszona) przestudiować cały regulamin społdzielni podczas ataku pierwszego szurniętego sąsiada. Co prawda nikt nie wykupuje terenu na ogródki ale jest tam taki zapis, że[B] popierane jest upiększanie terenu przez mieszkańców[/B], czy jakoś tak... No ale to dalej jest teren spółdzielni, po którym mój pies ma takie samo prawo chodzić, jak właściciel ogródeczka.[/QUOTE]
no ale przecież Ty im nie bronisz upiększać terenów:evil_lol: jeśli w regulaminie jest tylko taki zapis to nie ma to absolutnie nic do wyprowadzania psów. u mnie np. jest wyraźnie napisane, że psy mają być wyprowadzane na smyczy, nie wolno z nimi podchodzić do drzewek i krzewów, a nieczystości trzeba od razu sprzątać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='xxxx52']pies na ogrodki przy bloku (o ile sa przekazane mieszkancowi bloku),nie powinien wchodzic,o ile sa ogrodzone plotkiem bo jak ?plotek moze przeciez obsiusiac tego nikt psu nie zabroni,natomaiast kupki po psie nalezy tak czy tak sprzatc.
Ci co sadza kwiatki powinni zabezpieczyc rosliny przed przed psami ,kotami ,dziecmi , bo w innym przypadku moga byc rosliny zniszczone nie tylko przez psy.
Ja 17 lat mieszkalam w bloku na 8 pietrze i mialam do dyspozycji ogrodek przed klatka wejsciowa (zarzad bloku mnie oficjalnie przydzielil)Posadzialam roze i inne kwiatki (to bylo 20 lat temu) a zarzad osiedla umocowal plotek.Nawet moj piesek nie mogl tam wejsc gdyz byl plotek zrobiony z metalu byk dla psa za wysoki.Najgorszy byl sasiad z parteru nie psy bo wyrzucal niedopalki papierosow i puste buteli po alkoholach itd ,na te kwiatki.>Tak wiec nie zle sa zwierzeta tylko ludzie bo oni najwiecej niszcza rosliny i smieca.

Osiedla mieszkaniowe powinny pomyslec o psach i powinny wydzielc teren ogrodzony na wybieg dla psow i tzw toalete.

Idz do zrzadu spoldzielni i zapytaj sie jakie prawa maja te blokowe ogrodki i ich opiekunowie ,i jakie maja prawa opiekunowie psow ,gdzie psy maja spacerowac ,gdzie sie zaltwiac ,czy bez linki beigac.Przeciez obsusianie krzaka to nie jest nic zlego ,niech tych krzakow duzo posadza to nic sie zlego nie wydarzy.
zarzad spoldzielni powinien ta sprawe rozwiazac[/QUOTE]

Tak jak mówiłam miałam już okazję porozmawiać o tym ze spółdzielnią jak i ze strażą miejską, którą sąsiad na mnie nasłał. Skończyło się na tym, że uznali że nie ma żadnego zakazu żeby psy sikały na trawnik, bo o psich kupkach wszędzie jest zaznaczone, że trzeba sprzątać. Nie ma dokładnych przepisów gdzie wolno, a gdzie nie wolno. Nie wolno tylko tam, gdzie są tabliczki. Toaleta dla psów... marzenie. Może za 20 lat... przynajmniej w moim mieście napewno nieprędko...

[quote name='badmasi']Ja rozumiem porządny ogródek to jest coś...Nasza wspólnota ma wydzierżawiony teren od miasta na ogródki -trzy. Ogródki są ogrodzone płotkiem oraz żywopłotem a rośliny wybrane z sensem - piękne, dekoracyjne i zadbane. Nie jestem jednak w stanie zrozumieć ogródkowej samowolki gdzie mieszkańcy osiedla nasadzają wstrętne, rachityczne rośliny, które w miarę upływu czasu marnieją i szpecą. Często są to jakieś "kije" mające udawać drzewa popodpierane ochydnymi deseczkami. Na osiedlu mieliśmy sporą polanę, na którą przychodzili ludzie z psami. Teren nieatrakcyjny dla spacerowiczów czy dzieci. Ja chodziłam tam z psami na frisbee. Komuś to jednak przeszkadzało. Pewnego dnia na polance "wyrosły" badyle mające udawać sadzonki klonów. Zostały nasadzone zupełnie bez sensu ale tak aby skutecznie uniemożliwić rzucenie dekla czy piłki. Klony oczywiście popodpierane deskami, plastikowymi rurkami, czym popadnie. W ciągu lata część roślin zmarniało bo zostały nasadzone w zacienieniu a pozostałe złapały szarą pleśń. Teraz cały teren upstrzony jest smętnymi "zwłokami" roślin i ich podpórek. Ja osobiście nie respektuję ogródkowej samowolki, jeśli coś jest nasadzone z sensem to ok. omijam. Jeśli jednak miałabym drżeć o każdego zdechłego badyla wetkniętego w osiedlowy trawnik to nie małabym gdzie spacerować z psem. W Warszawie są służby, które dbają o zieleń miejską, sadzą z sensem i tak aby rośliny zdobiły i nie przeszkadzały w rekreacji i tego należy się trzymać. Przykładem są Pola Mokotowskie.[/QUOTE]

To prawda, że ludzie często bezmyślnie sadzą co im się podoba. Sąsiad próbował posadzić tuż pod oknem DĄB! Problem w tym że ja mieszkam piętro nad nim. Wcale mi nie leży za parę lat mieć widok z okna na kupę liści... Ale oczywiście po co pytać sąsiadów o zdanie.

[quote name='Beatrx']no ale przecież Ty im nie bronisz upiększać terenów:evil_lol: jeśli w regulaminie jest tylko taki zapis to nie ma to absolutnie nic do wyprowadzania psów. u mnie np. jest wyraźnie napisane, że psy mają być wyprowadzane na smyczy, nie wolno z nimi podchodzić do drzewek i krzewów, a nieczystości trzeba od razu sprzątać.[/QUOTE]

Naprawdę jest taki punkt w regulaminie? Nie wyobrażam tego sobie, przecież psy właśnie najbardziej lubią się załatwiać pod drzewkiem czy krzaczkiem i co to temu krzaczkowi przeszkadza...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='borysova']
Naprawdę jest taki punkt w regulaminie? Nie wyobrażam tego sobie, przecież psy właśnie najbardziej lubią się załatwiać pod drzewkiem czy krzaczkiem i co to temu krzaczkowi przeszkadza...[/QUOTE]
krzaczek, na który psy często sikają żółknie i usycha, dlatego jest zakaz. a nawet jakby zakazu nie było to psa bym tam nie prowadziła, właśnie ze względu na to, że roślinki niszczeją od częstego "podlewania". co wcale nie znaczy, że z psem po osiedlu nie spaceruje, bo owszem, zdarza mi się to, tylko że to wtedy jest powrót ze spaceru i pies jest załatwiony i jakby ktoś coś do mnie wtedy miał to po prostu bym olała.
a z tymi tabliczkami z zakazami to też nie taka prosta sprawa, bo to każdy mógłby postawić tabliczkę dowolnej treści, niekoniecznie tyczącej się psów i co wtedy?

Share this post


Link to post
Share on other sites
U nas są tabliczki ze spółdzielni. Kiedyś sąsiad narysował sobie własną :mad: potem wybłagał tabliczkę ze spółdzielni.
A gdzie chodzisz na spacer żeby pies się załatwił? Rozumiem, że krzaczek którego liście zwisają do ziemi usycha, ale czym się różni drzewko na terenie osiedla od drzewka poza? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='borysova']czym się różni drzewko na terenie osiedla od drzewka poza? ;)[/QUOTE]
tym, ze drzewka poza osiedlem nikt nie pilnuje;) poza tym jak jeden pies siknie sobie na krzaczek to nic się nie stanie, ale po tym jednym psie przejdzie całe osiedle psów, zapach wyczują i też będą chciały zostawić po sobie ślad i w ten sposób z jednego siknięcia zrobi się ich cała masa.
w sumie mój pies rzadko kiedy obsikuje drzewka, najczęściej są to jakieś słupki. chyba, że jesteśmy w lesie, wtedy i owszem drzewka są sikane, ale on czuje zapach innego psa i swój też chce zostawić. ja z osiedla wychodzę w ciągu niecałej minuty i jak już wyjdę to pies może się załatwić. na dobrą sprawę spacerki osiedlowe są po to, żeby mogła zobaczyć, czy nic się na osiedlu nie zmieniło i czasem zostajemy na kawałek po spacerze, żeby posłuszeństwo poćwiczyć.

a takiej tabliczce zawsze może się jakaś krzywda stać i np. wiatr mocniej zawieje, a ona odleci i już zakazu nie ma:evil_lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
U nas na przykład jest cała masa psów, które latają luzem i sikają gdzie chcą, także takich zapachowych kuszących śladów jest mnóstwo ;) Ale właścicieli takich psów nikt się nie czepia, bo ich nie widać, a jak ktoś idzie normalnie z psem na smyczy to jest na kim się zemścić :mad:
Oj niestety do tej pory żadna tabliczka nie ugięła się nawet przez wiatr ;) Swoją drogą te tabliczki powinny być ustawiane tam gdzie jest taka potrzeba, a nie np. ogromny teren zieleni, nic nie posadzone, aż by się chciało żeby pies tam polatał, ale nie, bo zakaz nie wiadomo po co :angryy:

Share this post


Link to post
Share on other sites
czasem trzeba wiatrowi pomóc:evil_lol: u mnie psy nie latają bez właściciela, osiedle ma zaledwie pięć bloków i jest ogrodzone więc łatwiej nad wszystkim zapanować, a i o wszelkie roślinki dba pracownik gospodarczy.
ale przy takim otwartym osiedlu, gdzie psy latają sobie do woli i załatwiają się gdzie chcą (a na pewno na sikach się nie kończy) zwracanie uwagi jednej osobie jest po prostu śmieszne i jasno wskazuje na to, że jest to czepianie dla samego czepiania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

Announcements

×