Eruane Posted May 17, 2007 Posted May 17, 2007 Jeśli Inka zaakceptuje kanapę jako swoje miejsce, a będzie rywalizować (co jest nieuniknione w stadzie) z Bri-Bri, będzie swojego "legowiska" bronić, możliwe, że używajac zębów. Ustaliłabym w tym przypadku, gdzie jest miejsce którego psa. Jeśli Ince pozwoli sie na korzystanie z kanapy, kiedy chce, to w efekcie z racji swojej wielkości zupełnie może zabronić zbliżania się do kanapy Bri-Bri. Klapsy nie pomogą na dłuższą metę. Sytuację pogarsza fakt, że na kanapie odpoczywają również ulubieni ludzie Inki, co dopinguje ją do odganiania Bri-Bri. W takiej sytuacji starałabym się nie wpuszczać na kanapę żadnego z psów lub ewentualnie tylko Bri-Bri. Po jakiejkolwiek akcji ze srony Inki proszę z nią nie "dyskutować", skarcenie, przegonienie i chwila ignorowania psa. Potem można ją zawołać, pogłaskać. Inka nie zrozumie tłumaczenia, co zrobiła źle. Najlepszym posobem na uspokojenie psa i pokazanie mu, gdzie jego miejsce jest ignorowanie go przez jakiś czas. U mnie również był przypadek, z tym, że bardzo agresywnej reakcji jednej suki (właśnie broniącej kanapy) w stosunku do drugiej (uległej). Najlepszy rezlutat przyniosło ignorowanie złośnicy w znaczeniu nie głaskania, nie mówienia do psa przez jakiś czas. Poczuła, że jednak nie jest taka ważna i problem minął. Inka teraz może czuć, że jest w centrum zainteresowania, więc to dobry moment, żeby wygryźć Bri-Bri. Proszę pamiętać, że za tydzień mniej-więcej, Inka będzie wiedziała już, na co może sobie pozwolić. Pochwalam oddzielanie psów na czas nieobecności w domu właścicieli. :p W każdym razie to normalne spory między psiakami w nowo budowanym stadzie. Nic wielkiego. Życzę powodzenia w poskramiania kuchni. ;) Quote
betel Posted May 17, 2007 Author Posted May 17, 2007 Każda z psic ma swoje ulubione miejsca i tak terenem Bri - bri jest łózko Moni i jego broni przed Inką, terenem Inki jest tapczan Marcina, choć po karze akceptuje na nim także obecność Bryłki.Ta ostatnia, po nauczce ze strony wiekszej suki, nigdy nie siada na nim obok niej tylko w bezpiecznej odległości.Moje spanie należu do obu psic i tu pomimo mruczenia Bryłki , potrafią całkiem dobrze koegzystować. Nie ma tragedii, oddzielamy je kiedy zostawiamy je same , ponieważ ich więzi są jeszcze zbyt słabe a hierarchia nieustalona. Wiemy ,że trzeba duzo czasu na to, by w pełni się zaakceptowały i staramy sie im to ułatwić. Teraz Inka nie zaczepia Bri-bri , to raczej mała nadal chce być w domu szefem, dlatego czasem i ona musi odczuć ,że nie jest "jedynaczką".Między nią a Mikcią były bardzo silne więzi i mała przyzwyczaiła sie ,że Mikułka, choć duża, puszcza jej zaczepki płazem, teraz musi zrozumieć,że sytuacje uległa zmianie. Dlatego nie możemy jej na wszystko pozwolić , podobnie jak Ince. Obie traktujemy jednakowo bez wyróżnień czy nadmiernej ostrości w postępowaniu. Staramy się zachowac równowage w naszym zachowaniu wobec nich. Quote
Eruane Posted May 17, 2007 Posted May 17, 2007 Wszystko bardzo dobrze :p , tylko... chodziło mi o miejsce wydzielone dla każdego psa, jego legowisko. Łóżko to legowisko pańci, a nie teren czy legowisko Inki :p Szczególnie jeśli Ince nie podoba się, jeśli ktoś inny zajmuje miejsce na tapczanie Marcina. Co do pozostałych spraw - wszystko jak trzeba, widać w wypowiedzi doświadczenie z poprzednich psich stadek :p Quote
betel Posted May 17, 2007 Author Posted May 17, 2007 W naszym domu sunie maja swoje miejsca, są nimi: duża poducha w kuchni, amerykanka w kuchni i materac , który w razie potrzeby przenoszony jest w różne miejsca , choć najcześciej leży na balkonie.Nasze ogoniaste korzystają z nich na zmianę na zasadzie , kto pierwszy, ten lepszy i nie kłócą sie o nie. Natomiast kanapa w pokoju Marcina nie służy właściwie do spania , bo mój mąż ze względów zdrowotnych śpi na podłodze , ale do oglądania telewizji czy przyjmowania gości. Ponieważ teraz chętnie korzysta z niej Inka, więc okryta jest kocem podobnie jak amerykanka , żeby zachować czystość. My w ogóle jesteśmy podłogowcy i często sami schodzimy do "parteru" , by dotrzymac psom towarzystwa , czy się z nimi pobawić. Taka z nas dziwna rodzina. Lubimy też jak nasze czworonogi przytulają się do nas przez sen, obydwu stronom daje to poczucie bezpieczeństwa i komfort psychiczny. Dlatego w naszyn domu psy mają sporą swobodę ruchu oczywiście w granicach rozsądku. Oto Bri-bri i Incia łapa w łape obok Marcina , na dywanie w moim pokoju. ( ja jestem tuż tuz , ale mnie nie widać, bo cykam zdjęcia). pozdrowienia Beata Quote
erka Posted May 17, 2007 Posted May 17, 2007 Tak bardzo żałuję, że Elwira nie ma internetu i nie może tego wszystkiego przeczytać i przede wszystkim oglądać Inki w cudnych , zrelaksowanych pozach. :loveu: A wogóle , to Ineczka jest wielką szczęściarą, że trafiła do Was!:p :lol: Quote
saga_86 Posted May 18, 2007 Posted May 18, 2007 Czy ja już pisałam,że uwielbiam wchodzić na ten wątek?;) Inka byłą moją ulubienicą działkową, ona ma w sobie coś niesamowitego prawda? Quote
betel Posted May 18, 2007 Author Posted May 18, 2007 O tak z całą pewnością niesamowitego, na przykład, jak się zdaje potrafi latać. Dzisiaj znowu musiała zostać sama w kuchni. Po powrocie zastałem Ineczkę stojącą na stole:diabloti: :diabloti: :diabloti:.Pomiędzy talerzem z jabłkami i drugim z warzywami. A w kuchni widać było następujące ślady przestępstw. Z półki na wysokości 1.90 zostały ściągnięte: rzeźby w drewnie i słoik z kawą. Z kredensu tym razem nic bo zostawiłem pułapkę tzn na blacie postawiony nogami do góry stołek, ale stołek leżał na podłodze. Na zlewozmywaku były tylko poprzewracane szklanki i ślady jakby coś (ciekawe co) spacerowało tam sobie. A pomiędzy drzwiami i lodówką została napoczęta listwa wykańczająca boazerię. „Porozmawialiśmy” sobie poważnie przez chwilę tzn dostała dwa klapsy(lekkie) i przemowę:shake: (chodzi głównie o ton a nie o to co się mówi), a potem nie zauważałem Inki przez jakieś pół godziny, była bardzo nieszczęśliwa i zawstydzona:oops: . Za to potem, jak już wróciliśmy do normalnych relacji chodziła za mną krok w krok cały czas. Byłbym zapomniał, dzisiaj w nocy pieseczkowi zebrało się na zabawę około godziny 1. Zostałem zaatakowany znienacka:smhair2: , ugryziony w nogę, zabrano mi śpiwór , zaczęto obgryzać rękę a kiedy próbowałem opanować sytuację z wyrzutem obszczekano mnie. Po czym kiedy zabrałem rozbawionej suczce śpiwór po raz drugi i uciszyłem ją, :eviltong: obrażona poszła na tapczan i z głuchym jękiem uwaliła się spać. Natomiast na spacerach sprawuje się coraz lepiej. Panikuje :crazyeye: :crazyeye: już tylko w sytuacjach bezpośredniego kontaktu z nieznanymi ludźmi lub kiedy trzeba przejść blisko samochodów. Szczekające za siatką psy nauczyła się olewać, ewentualnie próbuje się nimi trochę interesować o ile nie są za duże. Na działce spuszczona ze smyczy przychodzi na wołanie prawie za każdym razem (ewentualnie czeka aż się do niej podejdzie), ale nie ucieka już. Prowadzona na smyczy sama pilnuje, żeby nie było niepotrzebnych napięć oczywiście o ile nie ma czegoś co by ją bardzo interesowało, albo czego by się bała. Ogólnie rzecz biorąc od początku całkiem dobrze chodziła na smyczy o ile nie spanikowała z jakiegoś powodu(dlatego kolczatka ponieważ w momencie paniki rzuca się jak ryba na haczyku i zwykłą obrożę albo by ściągnęła albo trzeba by zbyt mocno zapinać). W tej chwili sama przychodzi do drzwi kiedy usłyszy, że przygotowujemy się do wyjścia i nie próbuje unikać ani smyczy ani kolczatki. Dzisiaj kiedy siedziałem na wersalce razem z Bryłką przyszła i żałośnie :placz: pokazała, że ona też chce na wygodne miejsce. A kiedy przesunąłem Bri-bri kawałek natychmiast władowała się tam i dość długo razem spały obok mnie. Pozdrowionka M Quote
saga_86 Posted May 18, 2007 Posted May 18, 2007 Wow, Inusia to prawdziwa akrobatka, po prawie 2 metrowych meblach sobie chodzić:crazyeye: :evil_lol: No i z zabawą o 1 w nocy zdecydowanie przesadziła;) A Inka zaprasza do zabawy Bri Bri? Tak z ciekawości pytam... A jak reaguje na inne psy z ulicy? Quote
betel Posted May 18, 2007 Author Posted May 18, 2007 Do innych psów odnosi się z ciekawością ale i obawą. Do mniejszych próbuje podchodzić i obwąchiwać je. Pozwala też obwąchiwać siebie. Natomiast na każde zbliżenie się dużego psa reaguje paniką i próbą ucieczki. Bobikowi, który jest mniej więcej jej wielkości dała się obwąchać dopiero wtedy kiedy ukląkłem za nią i objąłem ją mocno. Zaczyna się interesować nawet dużymi psami, kiedy są za ogrodzeniem, jednego (owczarka berneńskiego)chyba nawet trochę polubiła. Prawdziwą próbę przeżyje kiedy pojedziemy do Konstancina, gdzie są trzy psy, w tym jeden bardzo duż i jeden duży. Oops, bym zapomniał. Z Bri-bri chwilami próbują się bawić, ale wyłącznie na działce albo jeszcze lepiej w trakcie biegania. Quote
betel Posted May 19, 2007 Author Posted May 19, 2007 Dziś po długim spacerze, na który poszliśmy z suniami, Marcin i Monia zabrali je jeszcze do lasu. Po powrocie czterołape padły. Najpierw jednak trzeba je było "obrać" z kleszczy (mimo że obie są nasmarowane preparatem na te paskudne insekty). Miały więc sporo wrażeń. Ineczka coraz bardziej zdyscyplinowana-"tfu, tfu, odpukać w niemalowane". Jest bardzo mądrym psem i szybko sie uczy , choć jej upór nieraz daje o sobie znać i czasem zachowuje się jak przysłowiowa mulica. W domu i na działce czuje się już zupełnie swobodnie, ale na spacery staramy się chodzic w miejsca w miarę odludne ,żeby nie narażać jej na stres. Powoli jednak trzeba będzie zacząć "wprowadzać ją miedzy ludzi" , to znaczy wychodzic na spacer po miescie i przyzwyczajac do obcych w domu. Ale to za jakieś 2 tygodnie, nie wczesniej. Obydwie ogoniaste są bardzo kochane, trochę do siebie przywykły, a na dworze są bardzo zgodne. Sądzę ,że mimo pewnych oporów ze strony Bri- bri , Ineczka lepiej sie u nas aklimatyzuje niż w domu, w którym nie byłoby psa. Widzi, że małej nie dzieje sie krzywda , uczy sie też od niej pewnych "społecznych" zachowań. Bryłka za to już nie jest taka smutna i powolutku zaczyna sprawiać wrażenie radej z towarzystwa. To tyle na dziś, trzymamy kciuki za Chawę. B. M.M Quote
Od-Nowa Posted May 19, 2007 Posted May 19, 2007 zale cudny spacer w krótkich spodenkach :loveu: na Tym wspólnym zdjęciu Inka taka mała. miałam obraz jej jako charcicy a to takie charciątko:lol: tylko jak to charciątko włazi na 2 metrowe szafy to nie wiem:evil_lol: pięknie się czyta te opowieści. pozdrawiamy Marcina, który ma zacięcie do dreszczowców jak widać,eghm czytać:razz: Quote
erka Posted May 19, 2007 Posted May 19, 2007 Czyli nie macie miejsca, gdzieby cos mozna było schowac przed psem:cool3: , bo jak widzę,to w górnych rejestrach porusza sie równiez doskonale :lol: . Ciekawe czy jak by zostawała razem z Bri-bri, to tez by jej przychodziły takie szalone pomysły do głowy?:razz: Dzisiaj do nowego domku zawiozłam jeszcze większego dzikuska od Ineczki, czyli Rudzię. Ciekawe, czy też tak szybko będzie robiła postępy jak Inka u Was . Quote
Eruane Posted May 20, 2007 Posted May 20, 2007 betel napisał(a):Na zlewozmywaku były tylko poprzewracane szklanki i ślady jakby coś (ciekawe co) spacerowało tam sobie. A pomiędzy drzwiami i lodówką została napoczęta listwa wykańczająca boazerię. „Porozmawialiśmy” sobie poważnie przez chwilę tzn dostała dwa klapsy(lekkie) i przemowę:shake: (chodzi głównie o ton a nie o to co się mówi), a potem nie zauważałem Inki przez jakieś pół godziny, była bardzo nieszczęśliwa i zawstydzona:oops: . Bardzo ostrożnie z tym karaniem po takich ekscesach. Pies nie rozumie, że to kara za zniszczenia. Bardziej odbiera to w ten sposób, że po powrocie właściciela z jakichś względów obrywa, co może wzmagać jego nerwowość w czasie tego "oczekiwania" na oberwanie i niszczy ze zdwojoną siłą. Nie ma też czegoś takiego, jak "zawstydzenie" po klapsach za zniszczenia. Ona po prostu się przejęła, nieco przestraszyła niezrozumiałą agresją ze strony opiekuna. Tak to niestety działa. Lepszym sposobem jest zabezpieczanie mieszkania przed zniszczeniami - jak nie będzie wyjścia klatką kennelową. Karcenie powoduje z czasem narastanie problemu. Wcześniej uczy się psiaka, że taka klatka to jego norka. Można też wydzielić jakieś miejsce, zabezpieczyć przed zniszczeniami - jeśli oczywiście jest taka możliwość. Z czasem często takie zachowania same znikają. Moje psy nie były wyjątkiem - przeszło im. Chociaż... czasami jedna sunia potrafi wejsć na stół, ale tam poprostu nic nie ma dla niej, a stół jest ustawiony tak, żeby z niego już nigdzie nie dostała. Zabezpieczyć boazerię i inne wartościowe rzeczy, których nie można usunąć, można smarując na przykład substancją, która nie wiem, jak teraz, ale kiedyś była dostępna w aptekach jako środek, którym smarowało się paluszki dzieciom obgryzającym paznokcie. Gorzkie paskudztwo. Na psy działa. jakby tego nie było w aptece, to poszukam czegoś innego. Pieprz nie działa :p Przynajmniej u mnie psy go zjadały razem z noga od stołu. Powodzenia w wychowywaniu dzikuski :p Quote
betel Posted May 20, 2007 Author Posted May 20, 2007 Nie zgadzam sie z tym ,że pies" nie czuje zawstydzenia" i że Inka"...przejęła się i nieco przestraszyła niezrozumiałą agresją ze strony opiekuna.." . Marcin nigdy nie zachowywał się w stosunku do niej agresywnie , klapsy były symboliczne , a surowy choć nie podniesiony ton sugerował,ze pies zrobił coś nie tak. Inka doskonale rozumie, kiedy robi źle , a nawet czasem droczy się z nami i celowo psoci. Tak np. ostatnio kiedy Marcin nie pozwolił jej wejść do dużej kałuży, przy najblizszej kolejnej kałuży z premedytacją się w niej wytaplała i z miną "no i co, kto postawił na swoim " czekała na jego reakcję , zupełnie bez lęku. Oczywiście było to tak zabawne , że "wygrała" bo nie sposób było się na nia gniewać. To bardzo mądry pies, doskonale wie ,ze czegoś mu sie zabrania , po jednorazowym skarceniu za agresję w stosunku do Bryłki , zachowuje sie wzorowo od ponad tygodnia. Z naszych wieloletnich ( 30 - letnich) doświadczeń z psami, a było ich sporo i w naszym współnym domu i wcześniej w naszych domach rodzinnych wynika,że psy doskonale "wiedzą" czego sie od nich oczekuję, potrafię sie wstydzić , gniewać, obrażać , podobnie jak ludzie. My traktujemy nasze czworonogi jak członków naszej rodziny i nigdy , nawet gdyby zniszczyły znacznie wiecej niż jakąś tam listewkę, i kilka drobiazgów( a bywały wczesniej takie przypadki), nie zamknęlibyśmy ich w klatce kennelowej. Traktujemy je jak czujace i myslące istoty , a nie jak obiekt do wytresowania. Zapewniam przy tym, że jak do tej pory nasze efekty wychowawcze były bardzo pozytywne. A nasze psy rozwijały się tak,ze nieraz wzbudzały wielkie zainteresowanie i podziw z powodu swojego posłuszeństwa i mądrosci. Mikułka, która niedawno od nas odeszła i o której nigdy nie zapomnimy, prowadziła np. na smyczy mała Bri - bri przez miasto, ponieważ doskonale wiedziała , co i kiedy może zrobić. Reagowała błyskawicznie na wszystkie polecenia , była uważna i troskliwa w stosunku do mniejszej i mniej bystrej suczki. Nieraz ten tandem połaczony jedną smyczą ( na której szedł luzem pozornie bez nadzoru opiekuna) wzbudzał uśmiech na twarzy przechodniów , tym bardziej ,że zawsze szły zgodnie i żadna nie ciagnęła w swoja strone. Tak więc sadzimy, że miłością, cierpliwością , a czasem lekką karą ( jest nie do uniknięcia, nawet przy wychowywaniu dzieci), można osiagnąć naprawde wiele. Wszystkie nasze psy "nie były łatwe" bo były to zwierzeta po przejściach, a dodatkowo miały silną psią osobowość i jasno stawiały granice swojej prywatności , których nawet nam , mimo,że bardzo nas kochały, nie wolno było przekroczyć, szanujemy to w nich i pozwalamy im zostać sobą. Na pewno są różne drogi , by osiagnać podobne efekty, my wybralismy sposób , o którym piszemy przedstawiajac historię Inki. Pozdrowienia Marcin i Beata:lol: Quote
betel Posted May 20, 2007 Author Posted May 20, 2007 Wczoraj Ineczka i Bri - bri po spacerze i pobycie w lesie, były tak zmęczone ,ze nie miały siły sie ruszyć. Ale dziś odzyskały energię i z samego rana , kiedy ja jeszcze słodko spałam, Marcin i Monia poszli z nimi na 2 godzinny spacer w pola. Po powrocie do domu Marcin oświadczył ,że jest o 2 lata starszy. Spytałam, co się wydarzyło. Okazało sie ,że Monia, która prowadziła Inkę, przypadkowo upusciła smycz. Kiedy ta upadła na ziemię, Inka spłoszyła się i zaczęła uciekać , a smycz razem z plastikowym kołowrotkiem była oczywiście cały czas trzy metry za mnią, co tym bardziej, ja niepokoiło.:crazyeye: Marcin podbiegł kawałek (żeby zmniejszyć dystans) , ale potem szedł za Inką i nawoływał ,próbujac namówić ją , by się zatrzymała. Udało się, psica zrozumiała, że nie da się uciec od stersujacej ją smyczy , zatrzymała się i poczekała na Marcina- za co oczywiście została pochwalona i wygłaskana. Reszta spaceru przebegła bez zakłóceń. Teraz nasze kudłaczki odpoczywają słodko i wygrzewaja swoje dupinki w domowych pieleszach. Jesli chodzi o dom, to zachowanie Inusi zmieniło sie diametralnie , przychodzi na wołanie , nie cofa sie, gdy chemy ja pogłaskać , nie obawia się , żadnych naszych ruchów , czy kontaktu. Oczywiście dotyczy to wyłacznie domowników. Bardzo nas cieszy,że zniknął smutek i niepokój z jej oczu. Na koniec jeszcze jedno stare zdjęcie, bo z 2 dnia pobytu w domu Inci , ale zabawne . Inka "zwiedza" na nim wannę. Pozdrowienia Beata Quote
Eruane Posted May 20, 2007 Posted May 20, 2007 betel napisał(a):Nie zgadzam sie z tym ,że pies" nie czuje zawstydzenia" i że Inka"...przejęła się i nieco przestraszyła niezrozumiałą agresją ze strony opiekuna.." . Marcin nigdy nie zachowywał się w stosunku do niej agresywnie , klapsy były symboliczne , a surowy choć nie podniesiony ton sugerował,ze pies zrobił coś nie tak. Inka doskonale rozumie, kiedy robi źle , a nawet czasem droczy się z nami i celowo psoci. [...] Na pewno są różne drogi , by osiagnać podobne efekty, my wybralismy sposób , o którym piszemy przedstawiajac historię Inki. Pozdrowienia Marcin i Beata:lol: Oczywiście, że nie obwiniam tu nikogo o zachowanie agresywne wobec psa. Piszę tylko, jak to odbiera pies. Pies to nie człowiek i nie myśli w ten sam sposób. Psa należy kochać, co robicie w sposób idealny wręcz, ale antropomorfizowanie go doprowadza bardzo często do problemów. Zapewniam na 100%, że Inka nie odczuła "zawstydzenia". Inna sytuacja (ale też nie występuje tu coś takiego jak zawstydzenie) to skarcenie (ale nie klapsem) w momencie, gdy pies popełnia właśnie "przestępstwo" ;) , a inna, gdy już jest po wszystkim. Nie wątpię oczywiście, że potraficie świetnie wychować psiaka :p Ale jeśli uważacie, że się mylę w tej kwestii, zapytajcie behawiorysty, psiego psychologa lub tresera. Odpowiedź będzie ta sama. Sposób karcenia psa po fakcie i klapsami był znany wśród speców psich jako działający negatywnie i niezrozumiały dla psów już wiele lat temu. Podam taki przykład, który zobrazuje jak pies działa w takiej sytuacji. Przykładowo moja suka miała tendencje do robienia kupy w pokoju. Oczywiście była karcona za to, ale po fakcie, bo nigdy nie robiła tego w mojej obecności. Potem była smutna i wyglądała na "zawstydzoną", a ja uważałam, żę osiągnęłam zamierzony efekt. Sęk w tym, że w ten sam sposób reaguje na kupę każdego innego psa, jeśli takowa pojawi się w domu. Bo ona nie rozumie, że została skarcona za załatwienie się w domu, tylko wie, że kupa w pokoju plus pani równa się kłopoty. Tak działa pies :p Stąd po częstym karceniu po fakcie, szczególnie w sposób fizyczny (który pies źle odbiera jako atak na niego), bardzo wiele psów ma potem problemy natury behawioralnej bardzo trudne do zdiagnozowania dla właścicieli. Staram się napisać to w miaręzrozumiale, żeby łatwiej było pojąć, o co chodzi w zachowaniu Inki i prezentowanych przez nią gestach. Pokaz tzw. "zawstydzenia", to nic innego jak prezentowanie całej gamy sygnałów wysyłanych do właściciela przez psa, mających na celu jego uspokojenie. Taki właśnie jest język tych naszych czworonogów :p Nieco inny niż nasz. Dlatego polecam karcenie jej, ale dźwiękowe lub słowne (dużo matreriałów na ten temat można znaleźć w internecie), ale w momencie, kiedy Inka broi. wiem, że to trudne, bo trzeba chodzic za psem, jak cień i to w sposób taki, żeby pies nie myślał, że jest obserwowany. Ale efekty są bardzo dobre i pojawiąją się szybko. A Inkai Bri-Bri wyglądają przesłodko spiąc na grzbiecikach.:loveu: Quote
betel Posted May 20, 2007 Author Posted May 20, 2007 Nie jesteśmy specjalistami i nie mamy też takich ambicji, nie podważamy też skuteczności metod stosowanych przez nich. Jednak sami lubimy uczyć się na własnych błędach, doświadczeniach i kierować się intuicją. Do tej pory nie zawiedliśmy się na tej metodzie. Nie uważamy też, że nasi pupile myślą identycznie jak ludzie, jednak na pewno odczuwają wiele emocji, uczuć i każde z nich jest zupełnie odrębne i wymaga indywidualnego podejścia. Dziękujemy za dobre rady i chęć udzielenia nam pomocy, sądzimy jednak, że pozostaniemy przy swoim sposobie wychowywania czworołapych. Może nie jest on najlepszy, ale zwierzęta są z nami szczęśliwe. Pozdrowienia B i M :painting: Quote
Eruane Posted May 20, 2007 Posted May 20, 2007 Tak, tylko to klapsy po fakcie to nie metoda, a najczęściej popełniany błąd, podobnie antropomorfizowanie psa. Dlatego o tym napisałam. W internecie jest wiele publikacji na ten temat, więc nie ma problemu, żeby się z nimi zapoznać w łatwy sposób i stworzyć swoją własną metodę, ale opierającą się faktycznie na znajomości psiej psychiki i sygnałów przez psa wysyłanych. Szczególnie polecam informacje na temat sygnałów, bo to ułatwia porozumienie z psem w sposób niesamowity wręcz. Wtedy wszystko będzie jasne. Bez względu na sposób szkolenia, wychowania, na metody prezentowane przez specjalistów o bardzo dużej renomie i doświadczeniu, klapsy po fakcie w każdej szkole uznawane są za błąd prowadzący do problemów. Quote
betel Posted May 20, 2007 Author Posted May 20, 2007 Nasze psy bardzo, bardzo rzadko dostają klapsy, raczej jako sygnał niż karę, i nie po fakcie tylko wtedy, gdy zbroją coś przy nas. Jeśli Inka otrzymała leciuteńkiego klapsa, kiedy rozrabiała w kuchni, to nastąpiło to w sytuacji, gdy została przyłapana na stole. Doceniamy Pani wiedzę, ale nawet specjaliści nie są nieomylni. Nie traktujemy psa tak jak człowieka, czyli dość daleko nam do antropomorfizacji. Ale dostrzegamy konieczność indywidualnego traktowania. Każdy pies jest inny i inczej (w pewnych granicach) reaguje na różne bodźce. Ince na pewno nie dzieje się z nami krzywda mimo tego, żę nasz sposób wychowania odbiega od propagowanego przez specjalistów. Nie jesteśmy odporni na wiedzę i wielokrotnie czytaliśmy książki i artykuły o wychowaniu psów i zachowaniu zwierząt, ale staramy się wyciągnąć z nich to, co wydaje się nam najistotniejsze. Również z uwagą przeczytaliśmy Pani posty, ale nie możemy skorzystać z rad z którymi się nie do końca zgadzamy. Jednak przyznajemy, że kilka Pani porad szczególnie dotyczących uczenia psa "bycia samym" i wyznaczania czasu na jego "ignorowanie" zastosowaliśmu w praktyce. Dziękujemy za te rady. Mamy nadzieję, żę Pani jako specjalistka zamiast martwić się na zapas, dostrzeże pozytywne zmiany w sytuacji Inki i będzie cieszyć się nimi razem z nami. Jesteśmy teraz na etapie (tak jak młodzi rodzice), że każda pozytywna zmiana niezwykle nas cieszy, a istniejące problemy nie są tak wielkie, by było się czym zamartwiać. Nam i naszym psom potrzeba trochę radości, by zapoomnieć o przykrtych chwilach i w spokoju "nauczyć się siebie" Z Inkowym pozdrowieniem i machnięciem ogonka. B i M i M Quote
Eruane Posted May 20, 2007 Posted May 20, 2007 Czyli innymi słowy przyznaliście Państwo rację :p Karanie tylko w trakcie popełniania przestępstwa przez psa. Bo psiak nie karałby po fakcie, nikt też nie zrozumiałby jego tłumaczenia, jeśliby ukarał, więc dlaczego jako pies jako mniej inteligentne stworzonko miałoby zrozumieć więcej niż my. Natomiast co do moich metod - to nie są moje metody, tylko metody wypracowane przez lata przez specjalistów, których nie nazywa się specjalistami bez powodu :p Natomiast moich metod nigdy nie ustalam bez oparcia ich na wiedzy nie tylko mojej, ale na i wiedzy zgromadzonej przez psich psychologów, inaczej mogłabym zrobić niechcący krzywdę psu. I to działa. :p W pełni się zgadzam, że każdy pies jest inny, z tym, że mają wspólny język i system sygnałów, jak my - ludzie, no i oczywiście mają swoje zasady postępowania i odczuwania charakterystyczne dla gatunku. Ineczka nie jest wyjątkiem pod tym względem. Ech, ona wygląda na tych zdjęciach jak prawdziwy rasowiec :p Quote
Eruane Posted May 20, 2007 Posted May 20, 2007 Acha, ja też bardzo nie lubię klatki kennelowej i nie stosuję jej u mnie w domu, choć nie będę podważać opinii speców w tej dziedzinie. Jednak ja mam taką możliwość, żeby jej unikać. Natomiast w przypadku, gdy pies demoluje dom, a właściciel nie ma na to wpływu będąc poza domem (chodzi o to, że pies juz wyrabia w sobie określone zachowanie) i pojawia się wybór - pies czy dom, to wtedy klatka jest dobrym wyjściem, szczególnie, gdy pies traktuje ją jak norkę. Ale Inka chyba jest tak kochana, że boazeria z nią nie wygra, więc klatka nie jest konieczna. ;) Aczkolwiek bez klatki później opanowuje się niszczenie domu. Chyba, że ma się dostosowany do psa pokój, gdzie nie ma jak i czego zniszczyć. Moment, kiedy zaczęłam poważnie myśleć o klatce nastąpił wtedy, gdy moje psy wyciągnęły ze ścian gniazdka elektryczne. Gołe kable wystawały ze ścian. Na szczęście udało się w pokoju zamontować specjalne zabezpieczenia metalowe, nie do zniszczenia. Inaczej zdecydowałabym się na klatkę - nie w ramach zemsty (zemsta to też częśc ludzkiej natury, nie psiej :p ), tylko w ramach zapewnienia bezpieczeństwa psa i oduczania niszczenia domu. Udało się jednak rozwiązać problem inaczej. I dobrze. Quote
erka Posted May 20, 2007 Posted May 20, 2007 Może nie jestem specjalistą od psiej psychiki, ale widzę diametralną zmianę w zachowaniu Ineczki, z opisów betel, ale przede wszystkim z jej zdjęć. To zupełnie inny pies. Taka radość w oczach, to juz nie jest to zastraszone stworzonko, które znałam . A przecież u nas była o wiele dłużej niz u betel i też w krótkich chwilach obecności z nią na działce starałysmy się o dać jej troche ciepła. A tu w tak krótkim czasie zrobiła takie postepy. Myślę, że miłość , którą jest otoczona, nawet jeżeli popełni się niewielkie błędy, jest gwarantem powodzenia.:loveu: A Ineczka z każdym dniem piękniejsza na tych zdjęciach, chociaż Bri-Bri tez niczego nie brakuje.:lol: Uwielbiam takie sunieczki, a ona przypomina mi moją nieodżałowaną Zuziulkę.:p Quote
Eruane Posted May 20, 2007 Posted May 20, 2007 Pewnie - miłość i bezpieczeństwo robi swoje :loveu: Quote
betel Posted May 20, 2007 Author Posted May 20, 2007 erka napisał(a):... To zupełnie inny pies. Taka radość w oczach, to juz nie jest to zastraszone stworzonko, które znałam . A przecież u nas była o wiele dłużej niz u betel i też w krótkich chwilach obecności z nią na działce starałysmy się o dać jej troche ciepła. A tu w tak krótkim czasie zrobiła takie postepy. Myślę, że miłość , którą jest otoczona, nawet jeżeli popełni się niewielkie błędy, jest gwarantem powodzenia.:loveu:... Dzięki za ciepłe słowa, my też widzimy zmiany i bardzo się nimi cieszymy. Aaaa... dodam, że nasz łobuziak wykazał się dziś przedsiębiorczością ukradł Marcinowi ,ze stołu w kuchni kanapkę, kiedy ten na chwilkę się odwrócił. Było 3 a tu nagle zrobiło sie 2. Co za skleroza!!!:lol: Quote
Od-Nowa Posted May 21, 2007 Posted May 21, 2007 Betel, ciotki tak długo troszczyły się o życie Inki więc wiesz sama dobrze,że chcą dla niej jak najlepiej ;) w końcu to oczko w głowie Sagi i pewnie drugie po Misi u Erki czy myślisz,ze przejać obowiązki można tak bez konsekwencji??:cool3: miłość nie wiatr ,nie mija tak szybko:loveu: czekam na wieści nowe o przygodach Inki z działkowego buszu :evil_lol: pozdrawiam Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.