Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja najstraszniejszą przygodę z moim cielakiem przezyłam parę dni temu...

Byłam z brutusem u rodziny. Mój pies to straszna przylepa, więc większość czasu był przy mnie. W pewnej chwili zauważyłam, że Brutusa nie ma. I teraz tysiąc myśli w głowie- że coś pożera, że niszczy, że sika na dywan, że poluje na kota itd. Chodzę, szukam psa nie ma.... i zamarłam. Weszłam do pokoju a tak wszystkie okna pootwierane na oścież, biorąc pod uwagę samobójcze zapędy Brutusa w wielkich nerwach podeszłam do okna i myślałam, że dostane zawału na miejscu- mój pies chodził sobie po dachu, na który wyszedł przez okno. Dach na wysokości 2 piętra, przylegający do ściany domu. Zawołałam bydle i to był chyba mój błąd, bo jak mnie zobaczył to dostał totalnej głupawki, ryj my się cieszył, zaczął wierzgać i dzikiem galopem przemieszczać się po całym dachu, łapy mu się rozjeżdżaly a mnie normalnie sparaliżowało. Na całe szczęście na widok szynki Brutus łaskawie wrócił ale co przezyłam to moje. ZAWAŁ BYŁ BLISKO:angryy:

  • Replies 156
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Teraz moja historia:
Parę dni temu zaspaliśmy i wszystko robiliśmy w ogromnym pośpiechu. Mycie, ubieranie itd. Jeszcze tylko z psem na spacerek!!! Szybko ubrałam buty chwyciłam smycz i wybiegłam z mieszkania. Na pierwszym piętrze (mieszkam na czwartym) obejrzałam się....:crazyeye: Wyszłam bez psa!!!! :oops::oops::oops: Szybki powrót na górę, otwieram drzwi, a w korytarzu stoi kompletnie osłupiały psiak.

Posted

fantka napisał(a):
Teraz moja historia:
Parę dni temu zaspaliśmy i wszystko robiliśmy w ogromnym pośpiechu. Mycie, ubieranie itd. Jeszcze tylko z psem na spacerek!!! Szybko ubrałam buty chwyciłam smycz i wybiegłam z mieszkania. Na pierwszym piętrze (mieszkam na czwartym) obejrzałam się....:crazyeye: Wyszłam bez psa!!!! :oops::oops::oops: Szybki powrót na górę, otwieram drzwi, a w korytarzu stoi kompletnie osłupiały psiak.


:megagrin::megagrin::megagrin: haha ale się uśmiałam...mnie się jeszcze nie zdarzyło wyjść na spacer z psem bez psa ale wszystko przede mną:evil_lol:

Posted

Środek nocy. Nagle słyszę "cholera jasna" (słowa mojego męża). Co się okazało? Z fotela stojącego jakiś metr od łóżka, skoczyła sobie moja jamniczyca (jamnik standart) i wylądowała prosto na brzuchu mężusia :evil_lol:

Posted

Dzisiaj rano tradycyjnie wyszłam z Nestorem na rower. Wracaliśmy już, Nes oczywiście coś zwąchał i biegł z nosem przy ziemi... Nagle usłyszałam huk i poczułam szarpnięcie smyczy... Okazało się, że mój geniusz wpadł łbem prosto na lampę:roll: Na szczęście nikomu nic się nie stało:lol:

Posted

despera napisał(a):
Dzisiaj rano tradycyjnie wyszłam z Nestorem na rower. Wracaliśmy już, Nes oczywiście coś zwąchał i biegł z nosem przy ziemi... Nagle usłyszałam huk i poczułam szarpnięcie smyczy... Okazało się, że mój geniusz wpadł łbem prosto na lampę:roll: Na szczęście nikomu nic się nie stało:lol:


Bardzo skupiony na pracy pies-tropiciel. :lol::lol::lol:

Jeszcze jedna historyjka:
Zdarzyła się parę lat temu. Nocny spacer z moim briardem Marcelem ('). Pies biegał po trawie i wąchał. Nagle wbiegł prosto na jeża. Pisnął, odbił się czterema łapami, odskoczył i ...... Wpadł na drugiego jeża!!!!

Posted

Despera - miałam bardzo podobną sytuację, kiedy Aris zagapił się na kolegę Beagla idącego drugą stroną ulicy z przeciwnego kierunku - uderzył w znak drogowy i pisnął tak, że się przestraszyłam coby ludzie nie myśleli, że się nad nim znęcam ;)

Ale i tak najszybciej serce mi waliło zimą, na spacerze, kiedy to Aris, siedmiomiesięczny może jeszcze, podleciał do dwóch wielkich amstaffów (jeden był na smyczy, drugi luzem), szły z napakowanym kolesiem w czarnej kominiarce i blondyną, wałem nad Wartą (ja byłam na dole i nie zauważyłam ich na czas). Wołałam dzieciaka, ale ten chciał się pobawić... Na górze się zakotłowało, facet zaczął któregoś (może wszystkie?) psy lać smyczą, usłyszałam skowyt Arisa i przyleciał do mnie z rozciętą łapą, na szczęście nie tak poważnie... Nie cytuję tu wszystkiego, czego się nasłuchałam, starczy ostatnie zdanie - "zaraz byś tylko skórkę z niego zbierała."
Byłam wściekła na siebie, że w porę psa nie złapałam, i do kolesia, za całokształt. Swoją drogą, tam się często takie 'towarzystwo' z amstaffami bez smyczy szlaja.

Posted

A więc tak śmieszne-
mój kochany owczarek zaplątał mojego brata smyczą do okoła,końcówkę wziął do pyska,więc powstało koło zamknięte.
Na koniec podskoczył i ściągnął mu czapkę z pomponem(była zima)
Straszne-
Moja mama uczyła pieska chodzić po chodniku bez smyczy-Brendzia(mój pies)
wyskoczył na ulicę ale auto zachamowało,na szczęście!!!

Posted

miałam taką samą sytuację!!!!
Fado jak był młodszy idealni trzymał się blisko mnie więc szłam z nim chodnikiem(dosyć szerokim)przy głównej ulicy Sopotu(bardzo ruchliwej)-ale ja głupia byłam:/nie mogę se tego wybaczyć:cry:
pies był spuszczony a z naprzeciwka szedł dziad...że tak powiem....niezbyt estetycznie wyglądający....a do takich starych,brzydkich,śmierdzących dziadów Fado ma uraz...i ani się obejrzałam jak ten się przestraszył faceta i chcąc go ominąć szerokim łukiem,wyskoczył na srodek Al.Niepodległości!!!!:cry:samochód zachamował z piskeim opon:ddosłownie ćwierć sekundy wcześniej w miejscu zahamowania znajdował się mój pies:cry:na szczęście zdeko odskoczył cały w panice,rozhisteryzowany i przerażony:cry:scenę widziałam w zwolnionym tempie,serce miałam w gardle,łzy mi napłynęły do oczu,już oczami wyobrazni widziałam najstraszniejszy scenariusz....a pies natychmiast przybiegł i z całych sił wtulił się w moje nogi:loveu:ja go zaczęłam ściskać i przytulać najmocniej jak tylko potrafiłam tak się cieszyłam,że nic mu się nie stało:loveu:dalej nie mogę sobie wybaczyć takiej bezmyślności:cry:

Posted

hyh ja dziś się przekonałam że mój pies jest niesamowicie wścibski...:cool1:...spacerujemy sobie po takim lasku i już powoli z niego wychodzimy i widzę że koło ścieżki stoi rower górski ale właściciela nie widać...zbliżamy się i co widzimy?w trawce leży sobie parka i hmmm powiedzmy "zajmuje sie sobą";)
udałam że nie zauważyłam i chciałam iść dalej...ale Neska stanęła jak wryta i ani myślała żeby iść dalej...ciągnę ją ale zaparła się łapami i ani myśli iść...to była taka kłopotliwa chwila...parka nie wiedziała czy ma kontynuować ekscesy i jak gdy gapi się na nich mój pies:evil_lol:..mi było głupio bo w gruncie rzeczy ich sprawa co robią chociaż mogli poszukać bardziej ustronnego miejsca...w końcu udało mi się zmusić Neskę do dalszego spaceru ale jeszcze przez najbliższe kilkanaście metrów się oglądała...:lol:

Posted

Ach każda matka tak mówi... A potem "wpadki" :diabloti:
wracając do tematu, dzisiaj szliśmy sobie z Nesem po spacerku, a tu nagle z trawy wyskakuje rozszczekany, wkurzony psiak! Na szczęście to był chihuahua czy cuś podobnego;) Nesik obwąchał, mały dumnie odmaszerował i po krzyku:D Ale wygladało cudnie, piesek wielkości samej paszczy Nesa na cieniutkich nóżkach... Swoją drogą, słodki:loveu:

Posted

Moja suńka, jak jeszcze była młodsza, ugrzęzła w bramie :cool3:
Na działce jest u mnie brama zrobiona z takich pionowych prętów, w odstępach ja wiem, może 15-20 cm. W każdym razie Baryła zawsze wystawiała między nimi tylko głowę, a reszta wydawała sie w ogóle nierealna do przepchnięcia. Do czasu kiedy postanowiłam przynieść wody ze studni :cool1:
Młoda dama została na podwórku, trochę kwiląc za pańcią. Nagle cisza.. Wracam z kubełkiem a tu pies cały uchachany stoi przodem za bramą a dupa na podwórku :crazyeye: Nie wiem jak ona się przecisnęła. Za chwilę zresztą już mniej jej się podobało bo postanowiła do mnie podbiec a tu doopka uwięzła :placz: Szczerze mówiąc spanikowałam, bo próby wyjęcia wydawały się nierealne - jak próbowałam ją cofnąć, to zahaczała łokciami, a z kolei kosteczki biodrowe na oko uniemożliwiały przeciśnięcie jej na zewnątrz :-o
Oczami wyobraźni już widziałam straż pożarna, która rozcina bramę i w ogóle zamieszanie nie z tej ziemi, ale jakos przekręciłam jej dupke bokiem (co z punktu widzenia anatomii i budowy stawu biodrowego wydaje mi sie zupelnie nierealne) i jakims cudem przelazla. Ale do dzis nie wiem jak to mozliwe bo to mi przypominalo przecisniecie parówki przez dziurkę w igle :evil_lol:

Posted

Martens miałam coś podobnego z moim ukochanym Toudusiem(za TM:-(). Kiedy miał ze 3 miesiące, zabrałam go po raz pierwszy na plażę, biegał podobało mu się, gorzej było, kiedy pancia przeszła przez falochrony... kilka kroków w bok i znalazłby niski kołek, żeby przejść, ale on wolał dziurę między falochronami:shake: utknął w połowie, zaczął głośno lamentować, wpadłam w panikę nie wiedziałam co robić, na szczęście po chwili jakoś sam się wyśliznął... Też od razu pomyślałam o straży ale oczywiście nie wzięłam komórki, na szczęście okazała się niepotrzebna:roll:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...