Jump to content
Dogomania

Pianka , Monia i Rafik - wszystkie trafiły do nowych rodzin :-)


Recommended Posts

  • Replies 189
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ania, miałaś rację, że relacja tych pań jest jak książka. Czyta się to wspaniale. I ten wierszyk:loveu:
Żeby wszystkie psiaki miały tak jak Monia, to świat byłby piękniejszy.

  • 2 weeks later...
Posted

Miłej lektury ;-)

Monia dzisiaj sprzątała ze mną całe mieszkanie. Największe zaangażowanie wykazała podczas zmywania podłóg. Na użycie mopa - odkąd Monia mieszka z nami - nie ma szans, więc "w kucki" ze szmatką w ręce wycierałam kurz z 20 m2 przez blisko godzinę. Najgorzej było w łazience. Tam na nas dwie nie ma miejsca, więc Monia próbowała złapać szmatkę raz nademną (przeskakując mi po plecach) raz podemną (wciskajac się mięzy nogi). Dawno się tak nie ubawiłam i nie zmęczyłam sprzątaniem.


poprawiła się pogoda więc dzisiaj spędziłyśmy poza domem wiekszą część dnia. Monia nadal z rezerwą podchodzi do wszystkiego co nowe. Do piesków też. Z jednej strony to bardzo dobrze i bezpiecznie, ale z drugiej wiele przez to traci. Jest nieśmiała i zanim pozwoli sobie na trochę poufałości - pieski zniecierpliwione odchodzą i jest już za późno na zabawę.
Monia ma fantastyczne uszy. Zwraca nimi uwagę prawie wszystkich którzy ją widzą pierwszy raz.
A mnie się one kojarzą z uszkami Prosiaczka opisanymi w Kubusiu Puchatku. Są takie mięciutkie i "powiewają na wietrze" (a u nas dzisiaj wiało solidnie). Poza tym Monia wyczynia z tymi uszkami cuda.Co chwilę są inne. Pisałam kiedyś, że są podobne do uszu Barda. Tak było przez chwilę. Dzisiaj z tego podobieństwa nic nie zostało.
Jutro dalsza poprawa pogody - bardzo nas to cieszy. Mimo wspomnianej nieśmiałości, Monia bardzo chętnie wychodzi z domu. Na widok szeleczek robi sie taka mięciutka i bardzo się stara pomagać przy ich ubieraniu. Jeszcze jej to nie wychodzi najlepiej ale jesteśmy na dobrej drodze.

Dzisiaj szczepiłyśmy się przeciwko wściekliźnie. Samo szczepienie Monia zniosła dość spokojnie. Ale była chyba jedynym psem w karierze kliniki który nie chciał z niej wyjść. Została wyniesiona
Jeżeli chodzi o tę "miłość która u nas się marnuje" to - być może. Ale drugiego psiaka wziąć nie możemy. Ja mam wątpliwości czy my wogóle powinnyśmy mieć psa. Ja do dzisiaj wspominając Kubusia z trudem powstrzymuję się od płaczu. Spacerując po parku z Monią do dzisiaj mam odruch "sprzątania ścieżki" i jestem zła na każdy dołek, wystający kamień czy sterczący patyk ... który groził jego niewidzącym oczom. Do dzisiaj na widok szyldu apteki mam odruch by do niej wejść i pytać (trudnodostępne) strzykawki i insulinę Lente ...
Tak nie powinno być. To zamęcza. Psa powinno się kochać !!!! ale my jesteśmy wariatki.
Pozdrawiam wszystkich WOLONTARIUSZY i pracowników Fundacji EMIR. Jesteście ostoją i podporą nie tylko tych zwierzaków które ratujecie ale też ludzi, którym dobro zwierząt nie jest obojętne

Do wyjazdu na wieś jeszcze tylko 8 dni a Monia boi się drobiu.
Byłyśmy dzisiaj za miastem. Po wyjściu z samochodu Monia nagle zobaczyła stadko kur.
Jedną kurę zapewne by obszczekała ale na widok ~15 - uciekła.
Przeniesiona na rączkach przez "teren niebezpieczny" i patrząc na stadko z góry, po chwili
oswoiła się z widokiem. Po chwili pozwoliła nawet postawić się na ziemi ale trzymała się bardzo
blisko nóg.
Przeszłyśmy tak spory kawałek drogi i... w t e d y ... za ogrodzeniem z siatki
Monia nagle zobaczyła... indyki!
Tego już było za wiele !!!!!
Takie zestresowane przyjechałysmy na "własne podwórko". Tu Monia "wyżyła się" na gołębiach i taka dowartościowana wróciła do domu.
Teraz szaleje.
Prawie codziennie mamy z naszą Monią jakieś "atrakcje".
Ona zastępuje nam książki, telewizor i całe ludzkie towarzystwo. Narazie.
Jest taka pocieszna, że trudno od niej wzrok oderwać. (i rękawy też)
Przy całym tym swoim rozbrykaniu jest mimo wszystko pieskiem bardzo zrównoważonym.
Wie już, że ze mną do pracy się nie chodzi więc nawet się nie wybiera.
W innych przypadkach, gdy usłyszy brzęk kluczy i przybiega (z nadzieją) do drzwi - wystarczy powiedzieć "ty zostajesz w domu". Odwraca się i idzie na kanapę.
Na widok szeleczek przybiega i już prawie bezbłędnie je wkłada (zapinane są na grzbiecie). Ubrana grzecznie czeka - najczęściej siedząc na pupie lub leżąc.
W samochodzie podczas jazdy - śpi. Po zatrzymaniu się nie próbuje za wszelką cenę wysiadać lecz spokojnie czeka na odchylenie siedzenia.
Ma zadatki na bardzo dobrego psa. Uczy się bardzo szybko wyciagając wnioski.
Jednego tylko nie możemy jej oduczyć. Chodzenia po stole i dzikich skoków do każdego garnka i talerza jaki widzi i bez względu na to co w nim jest. Mam wrażenie, że ona jadła by absolutnie wszystko i zawsze. Nie ma znaczenia czy sama jest przed czy też po posiłku.
Myślę jednak, że to się jakoś ustabilizuje. Nie chcemy Moni utuczyć.

Posted

dzisiaj w parku Monia zabrała piłkę owczarkowi niemieckiemu. Cud, że ten pies się z tym pogodził. Za to własciciel owczarka ochrzanił moją mamę, że Monia biega bez kagańca.Trzeba będzie Monię pilnować przed głupimi właścicielami mądrych psów.
W tej chwili moja mama w drugim pokoju je kanapkę (bo tam schowała się przed Monią), a Monia usiłuje zrobić dziurę w drzwiach. Mam wrażenie, że za chwilę jej się to uda.
I bardzo dobrze bo kto widział jadać o tej porze.
Zauważyłam pewną prawidłowość. Im dłużej Monia jest na spacerach w ciagu dnia, im bardziej się na tych spacerach wyszaleje, tym bardziej rozrabia po przyjściu do domu. A przecież powinna być padnięta. Choć przez chwilę. Ma niesamowitą kondycję. Waży 6,10 kg. (bardzo ładnie siedzi na wadze łazienkowej)

mamy dzisiaj ostatni dzień marca.
Zgodnie z tym co napisałam w pierwszym meilu, już nie będę zamęczać Pani codziennie.Powody są dwa. Pierwszy to taki, że wszystko ma swój koniec i w końcu może nas Pani mieć dość.
Drugi to taki, że po wyjeździe Moni na wieś bedę widywała ją tylko w dni wolne od pracy i podczas urlopów.( nie wiem jak to przeżyję bo 8 godzin w pracy to już mi bez niej za długo)
Obiecuję (czy Pani tego chce czy nie) pisać jeszcze rok o wszystkich ciekawszych epizodach z naszego wspólnego z Monią życia. Odpowiem też na każdego meila.
BARDZO DZIĘKUJĘ ZA DOGOMANIĘ.
Nie mam możliwości podziękowania za link który poleciła mi (fantastyczna zrzęda) - OSIOLEK.
Znalazłam tam wiele ciekawych informacji (mimo, że jezyk angielski znam raczej słabo)
W sprawie Moni.
Już chyba pisałam, że ona jest chyba inteligentniejsza niż ja. Są chwile, że aż się tego boję.
Wczoraj wieczorem, tuż po długim spacerze na którym załatwiła po kilka razy wszystkie swoje potrzeby przyszła do domu i zaczęła swoje codzienne szaleństwa przed spaniem.Nie udzielałam się w tej zabawie wyjatkowo bo miałam do zrobienia pilną pracę biurową. Mojej mamy nie było w domu. Siedziałam przy stole a Monia szalała między jednym pokojem a drugim.
Ona bardzo nie lubi bawić się sama, więc co chwilę próbowała mnie zaczepiać. Opędzałam się od niej jak od muchy ale w pewnym momencie zaczęłam spogladać na to co ona robi.Podchwyciła mój wzrok. Ja swój spuściłam widząc co się święci, że zaraz znowu zacznie się atak na mnie. Kątem oka zobaczyłam, że Monia przerwała zabawę, usiadła na pupie na środku pokoju i patrzy w moim kierunku. Popatrzyłam na nią. Przez chwilę patrzyłyśmy sobie w oczy, po czym Monia nie spuszczajac ze mnie wzroku (z tym swoim zawadiackim spojrzeniem) przeszła z pozycji "siad" do pozycji "siusianie" i zrobiła kałużę o średnicy 3 cm, po czym w dalszym ciagu nadal patrząc mi w oczy usiadła tuż obok. Zrozumiałam to tak: "nie chcesz się ze mną bawić to nie, ale i tak musisz się mną zająć".
Oczywiście zajęłam się nią jak zwykle a: "robota nie zając" - nie uciekła.


Ito na razie tyle z codziennych relacji Pani Ewy...Teraz czekam na specjalne wydarzenia z życia Moni i jej Pań. Oj pewnie będzie co czytać!

Posted

Ania , zbieraj to wszystko, wydamy książkę i na bazarek wystawimy!
z przeznaczeniem na Fundacje Emir.
To nie może zaginąć.:lol:

Posted

Napisałam , krótko co u Rafika - chyba został Kubusiem- ale mi post wcięło i się poddałam ;-)
Ale jeszcze raz!
Rafik z zahukanego malucha, płaczącego (ba! wpadającego w histerię!) z powodu każdego ludzkiego dotyku stał się rozbrykanym pieskiem, szalejącym po całym domu (ADHD ?). Na spacerach jest grzeczny i słucha się. Z relacji nowej rodziny wynika także Rafik ma właściwości lecznicze - jego opiekunom spadło ciśnienie!.
Rafik ma oczywiście także wadę...malutką. Nie chce siusiać na "niegazety". Myślę że jak zacznie podnosić nogę i znaczyć teren to to sie zmieni.


Niestety zdjęć nie mam ...jeszcze ;-)

Posted

A propos wlasciwosci leczniczych RAFIKA- cytuje krótki artykul z Reader’s Digest:

Znajdź sobie czworonożnego przyjaciela
Może to pora na nowego członka rodziny?
Dowiedziono, że opieka nad czworonogiem poprawia zdrowie i nastrój.
Z badan wynika, ze wlasciciele psow i kotow rzadzej chodzą do lekarza, mają niższe ciśnienie i mniej kłopotów ze snem niż ci, którzy takiego przyjaciela nie maja.


A co do Moni - az zal, ze nie bedzie tak czestych relacji :placz:

  • 2 weeks later...
Posted

Kto poznaje kto to ? ;-)








zdjęcia trochę niewyraźne ale jak napisała marie, która mi zdjęcia przesłała, najważniejsze widać - Kubuś ma bardzo czerwoną obrożę i swój własny fotel ;-)

Posted

To na czekałyśmy i doczekałyśmy się ;-)
Relacja p. Ewy z pobytu Moni w Szczawie:

Monia w Szczawie.


Po przyjeździe na miejsce Monia nie chciała wysiąść z samochodu. Później było bardzo dokładne obwąchiwanie całego terenu i wszystko, szybko zostało zaakceptowane.
Wieczorem tylko przez chwilę siedziała na fotelu z miną „fajnie tu ale chodźmy już do domu”.
Trwało to do momentu pościelenia pierwszego łóżka.
A następnego dnia (sobota) się - z a c z ę ł o !!!!

W tym roku nie będzie skalniaka bo na skalniaku Monia urządza polowania na jaszczurki.
Trawnik przypomina zaniedbane pole golfowe bo Monia zawzięcie kopie dołki i nie pozwala używać grabi.
Kwiatków też nie będzie bo przy Moni nie można nic podlewać – usiłuje wypić całą wodę jaka wypływa z węża lub konewki i wcale jej nie przeszkadza to, że przy tym moknie.
Poluje zresztą nie tylko na jaszczurki. Bardzo pociesznie wygląda np. biegając za motylami.
Zjada wszystkie mrówki spacerujące po tarasie. Doprowadza nas do rozpaczy kłapiąc zębami gdy widzi osę lub trzmiela.

Ale to jeszcze nic.
Z perspektywy czasu śmiejemy się, że Monia wybrała się w podróż do Warszawy Wisłą ale proszę wierzyć, że ta mała omal nie przyprawiła mnie o zawał serca.
A było tak.
W poniedziałek pojechałyśmy do Łącka nad Dunajec. Pogoda była ładna, ale wiał dość silny wiatr.
Monia spacerowała po kamienistej plaży, zbierała patyki. W pewnym momencie stojąc na kamieniach metr od brzegu dała susa do wody. Nad wodą zobaczyłam tylko jej uszy. Woda nie była w tym miejscu tak głęboka ale Monia przewróciła się w wodzie na śliskich kamieniach.
Nim zdążyłam zrobić dwa kroki znów była na brzegu, cała mokra.
Dunajec o tej porze roku jest bardzo zimny i w głównym nurcie bardzo rwący. Gdyby Monia straciła ze strachu orientację i nie zawróciła do brzegu ...
Na szczęście mama zawsze wozi w samochodzie koc. Opatuliłyśmy naszą pływaczkę i przyjechałyśmy do domu. Potem było kilka godzin oczekiwania na to co z tego wyniknie. Nic nie wynikło. Jest zdrowa.
Proszę sobie wyobrazić, że nawet nie nabrała awersji do wody. Mońka jedna.

Ze spraw przyjemniejszych.
Monia zakochała się w labradorze. To sąsiad – Tajfun. Kocha go tylko przez płot. Przy bezpośrednim spotkaniu robi taki raban jakby ją obdzierali ze skóry. A przez płot – owszem. Tylko kombinuje jakby
go polizać.
Poza tym ma już dwa nowe kły na dole i wszystkie zęby trzonowe, tylko górne igiełki jeszcze się trzymają.

Gości w domu nie toleruje. Wizyty przeczekuje na zewnątrz lub na kolankach. W zasadzie nie boi się niczego oprócz ludzi.
Ale z wiekiem jej to przejdzie.


Zdjęcia jutro ;-)

Posted

Ale wiecie , że czym więcej o tym myślę , tym bardziej wydaje mi się to dobrym pomysłem..." Z pamiętnika Moni" ...Dorzucić jeszcze kilka zdjęć...
Chyba muszę uporządkować maile Pani Ewy ;-)

  • 2 weeks later...
Posted

NIESPODZIANKA!!!! Mail od Pani Ewy :-)

27.04.2007 r.
Nie widziałam Moni dwa tygodnie.
Po dwóch tygodniach Monia powitała mnie bardzo serdecznie.
Biorąc pod uwagę jej nieśmiałość i nieufność w stosunku do obcych, spodziewałam się, że po tak długim okresie może nawet w pierwszej chwili mnie nie poznać.
Tymczasem to ja nie poznałam Moni. Urosła nie tak wiele, ale zmieniła się bardzo. Nawet nie wiem na czym ta zmiana polega. Niby ta sama Monia, a jednak inna.

Muszę przyznać, że nie poznałam też własnego ogródka.
Na trawniku przed domem zastałam wszystkie zabawki Moni, całą masę pogryzionych patyków, kawałków kory, strzępy gumowych rękawiczek, trzy potargane kolorowe gąbki, korzenie jakichś roślin
otrzepane z ziemi, szmatki, papierki itp. Zaścielony był równo cały trawnik.
Podobno Monia zrobiła to w dwa (ostatnie przed moim przyjazdem) dni, a moja mama nie sprzątała ogródka (za radą sąsiadki) specjalnie żebym mogła to zobaczyć.

W nocy Monia śpi oczywiście w łóżku. Ranne gryzienie łapek zostało jej do dzisiaj, ale ma nowy zwyczaj. Budzi się koło siódmej rano. Wystawia tą swoją wielką łepetynę na tej swojej cienkiej szyjce znad fałdów kołdry i czeka.
Pierwszy mój ruch i ... Monia robi skok w kierunku mojej głowy i zaczyna się rozrabianie z którego większość to skoki i lizanie mnie po twarzy. Opędzić się od niej nie można. Jak już poskacze, wyliże
i obudzi mnie dokładnie, sama zwija się w kłębek i szybko zasypia.
A ja ... no cóż. O spaniu mowy nie ma. Jak ranek jest pogodny to - pół biedy - ale jak jest zimno
i deszczowo to ... pospało by się jeszcze.

Gości w domu nadal nie toleruje.
Teraz podczas wizyt lokuje się na fotelu i śpi. Tak śpi, tak okropnie śpi, że nawet głaskana nie otwiera oczu - na wszelki wypadek. Ale za to po wyjściu gości najpierw dokładnie obwą****e miejsce gdzie siedzieli, a po stwierdzeniu, że poza zapachem nic już nie zostało wpada w szał radości.

Ma zwyczaj zakopywania jedzenia. Zakopuje wszystko czego nie może już zjeść, szczególnie niefortunne poczęstunki np. herbatniki którymi częstują ją przechodzące ulicą dzieci.
Znajduję to wszystko w różnych zakamarkach sprzątając mieszkanie, w doniczkach i skrzynkach
z kwiatkami, w dołkach na trawniku.
Od nas też czasem wyprosi coś „do schowania”. Chodzi wtedy po domu i szuka odpowiedniego miejsca.
Kiedyś obserwowałyśmy ją w tej akcji. Dostała precelka. Najpierw długo wędrowała po pokoju
i nie mogła się zdecydować na wybór schowka bo widziała, że ją obserwujemy. Wskoczyła nawet na kanapę i usiłowała wrzucić go za oparcie. Widok był do filmowania. Niestety sztuczka się nie udała bo naszej Moni brakuje jeszcze wzrostu. Zeskoczyła z kanapy stanęła bezradnie na środku pokoju
z precelkiem w pysiu i zaczęła piszczeć. W końcu położyła się i zaczęła jeść. Strasznie długo jadła
i męczyła się przy tym... okropnie.

Jest fanatyczką asystowania przy podlewaniu.
Nie ma takiej siły żeby podlać ogródek i żeby Monia po tej operacji pozostała sucha. Skacze do wody z węża ogrodowego, skacze do strumienia wypływającego z konewki. Ostatnio chciałam ją przechytrzyć i z wiadrem wody i garnuszkiem poszłam podlewać mniejsze kwiatki. Wypatrzyła mnie momentalnie i natychmiast zaczęła wypijać wodę, która nie zdążyła wsiąknąć w ziemię. Wyglądała jak taki pazerny chytrus żałujący kwiatkom wody. Tylko czekałam jak zacznie wołać; to moje, to wszystko moje.

Wszystkie zęby ma już nowe.
Waży 7,80 kg.
No i po kropkach – nie do rozpoznania bo skórka na brzuszku ciemnieje !!!
07.05.2007

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...