Jump to content
Dogomania

Pianka , Monia i Rafik - wszystkie trafiły do nowych rodzin :-)


Recommended Posts

Posted

Monia ma w ogródku bardzo przyzwoitą budę w kolorze srebrny metalik. Wprawdzie buda ma
już 11 lat, ale nie była jeszcze używana w takim stopniu przez żadnego psa.
Monia ją zasiedliła w momencie, kiedy nastały chłodniejsze dni, a moja mama zajęta w ogródku
zostawiła na chwilę otwarte drzwi swojego auta. Zostawiła na chwilę i teraz już MUSI zostawiać, bo
buda stoi przed domem i Monia ma z niej bardzo dobry widok na drogę.

Monia grzecznie jeździ samochodem, ale woli tego nie robić i wsiadać do samochodu nie lubi.
Bardzo często trzeba ją długo przekonywać albo zwabiać jedzonkiem.
Jak zobaczyłyśmy pierwszy raz, że sama weszła na tylne siedzenie auta naiwnie myślałyśmy, że tak już zostanie. Niestety, Monia wsiada sama kiedy chce odpocząć ale jak tylko wyczuje, że zanosi się na jazdę - nie wsiądzie bez łapówki za nic na świecie.

Monia jest psem w zasadzie płochliwym.
Kiedy przed domem dzieje się coś czego nie rozumie lub czego się boi pędzi do drzwi wejściowych, wpada do kuchni, wskakuje na stół kuchenny stojący przy oknie, podnosi głową firankę i tak z za szyby bardzo dzielnie szczeka.
Niestety, nadal boi się obcych w domu. Nie pomagają żadne przekupstwa. Smakołyki porywa
z ręki, ucieka i albo zjada w bezpiecznej odległości, albo zanosi do ogródka i zakopuje.
Boję się, że to jej nie przejdzie choć inne nawyki często się zmieniają.

Ale za to nie boi się już kur !!!
Indyków tu nie widziała, ale po drugiej stronie potoku na łące pasą się czasem kozy. Monia przez wodę robi krótkie wypady, obszczekuje kozy i szybko ucieka na nasz brzeg. Jest bardzo dzielna, bo drogę do tych kóz ma bardzo wyboistą i w obie strony pod górę.

Jeszcze jedno.
Z obawą czekałyśmy na pierwszy wioskowy „odpust” i reakcję Moni na wystrzały petard.
Tymczasem wcześniej przydarzyła nam się burza jako zjawisko atmosferyczne. Burza nadeszła nagle
i pierwszy grzmot zastał Monię w ogródku samą bez „obstawy”. Huknęło strasznie i zaraz potem
rozległo się z ogródka potworne ujadanie Moni.
Moja mama wybiegła z domu i zastała Monię wściekle szczekającą na olbrzymią chmurę, która pojawiła się nad lasem.
„No to teraz nie wiadomo kto się kogo będzie bał” – skomentowała moja mama.
Proszę sobie wyobrazić, że następny raz zagrzmiało dopiero po bardzo, bardzo długiej ... przerwie.

Panna nam w maju niewiele urosła, ale zdecydowanie spoważniała.
Już nie tupta krok w krok za którąś z nas. Jest bardziej samodzielna i sama wyszukuje sobie zajęcia
dla siebie. Skutki tego są różne, ale łatwiej posprzątać „po niej” niż sprzątać „z nią” uwieszoną u rękawa lub nogawki spodni.


Kraków 22.05.2007 r.

  • Replies 189
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

:evil_lol: To nie moje zdjęcia tylko Pani Ewy, właścicielki Moni!
Ja Monię obfocę w lipcu ;-)
Pani Ewa chyba specjalnie dla uwieczniania szaleństw Moni dokonała zakupy aparatu:p
Oby przysyłała jak najwięcej!:multi:

Posted

Ania W napisał(a):
:evil_lol: To nie moje zdjęcia tylko Pani Ewy, właścicielki Moni!
Ja Monię obfocę w lipcu ;-)
Pani Ewa chyba specjalnie dla uwieczniania szaleństw Moni dokonała zakupy aparatu:p
Oby przysyłała jak najwięcej!:multi:

W takim razie obie się marnujecie. To wyczucie chwili...

  • 1 month later...
Posted

Po krótkiej przerwie ciąg dalszy szaleństw Moni.
Najpierw poinformuję , że z Olgą widziałyśmy Monią na żywo. Z przyjemnością wysłuchałyśmy jej codziennych przygód. Ale za nim o tym co słychać u Moni teraz, wkleję maila , w którym p. Ewa opisała pierwsze spotkanie z Monią. Tej historii mogę słuchac bez końca! :-)

Pani Aniu,
na Allegro o Moni było napisane: „ nie będzie duża – poniżej kolana”.
Na początku nie zwróciłam na to uwagi, ale po wstępnej telefonicznej rozmowie z Panią
w sprawie adopcji zaczęłam dociekać jaka też ta Monia będzie „na żywo”.
Pamiętam, że z gronem przyjaciół czytaliśmy wszystko dokładnie i oglądaliśmy zdjęcia.
Zdania były podzielone. Monia na tych zdjęciach prezentuje stosunkowo grube łapy i dużą głowę.
Upierałam się, że od znawców wiem, że Monia będzie poniżej kolana i wtedy mój wzrok padł na kolana kolegi z pracy, który ma 198 cm wzrostu. Fiuuu …

Później gdy odbierałam Monię już w Krakowie to szukałam jej w tym tobołku z kocyka
w kratkę i szukałam – takie to było maleństwo.
Dziś Monia waży już 9,50 kg. i nadal rośnie.
Widzę jak jej grzbiecik jest coraz bliżej kolan kolegi.


A z tym „odbieraniem Moni w Krakowie” było tak.
Z Panią która wiozła Monię z Warszawy umówiłam się na stacji benzynowej przy trasie wylotowej
z Krakowa do Warszawy.
Pół godziny przed planowanym przyjazdem, (zgodnie z umową) Pani zadzwoniła, że już dojeżdżają. Powiedziałam, że będę czekać, opisałam swoje auto i dowiedziałam się, że ich też jest czerwone.
Ok. godz. 20 wraz z moją mamą zajęłyśmy stanowisko w widocznym miejscu na stacji.
Po ok. 15 minutach oczekiwania, na pełnym gazie wjechał na stację duży czerwony samochód
i zaparkował równolegle do nas.
Zanim zdążyłam cokolwiek pomyśleć usłyszałam głośne szczekanie i szalejącego na tylnym siedzeniu, dość dużego psa.
Wpadłam w panikę.
Jeżeli „to coś” na siedzeniu ma ok. 12 tygodni to jakie to będzie jak będzie m i a ł o r o k ??????
Mój boże ... i jakie wściekłe ...
Poczułam się oszukana. Pierwszy odruch: u c i e k a ć !!!
Ale przecież dałam słowo, no i „to”: duże co prawda jest ... ale bezdomne ...
Wysiadłam z samochodu, żeby dokładnie zobaczyć co mnie czeka. Wysiadła moja mama i wtedy
z drugiego samochodu też wysiadła młoda dziewczyna z maleńkim tobołkiem w kratkę.
Dialogu nie pamiętam (szok). Zobaczyłam, że moja mama odbiera zawiniątko z rąk dziewczyny i wsiada do naszego auta. Młodzi odjechali razem ze swoim psem, a nam została w objęciach maleńka, wystraszona Monia.

Dziś Monia już nie jest taka malutka. Jest prawie tak duża jak tamten pies tylko nie szczeka tak odważnie.
Myślę jednak, że ta podróż odbiła się trochę na jej psychice.
To był dla niej koszmarny dzień.
Zabrano ją z wesołego, przyjaznego stada do którego już przywykła. Kilka godzin trzymano w miejscu buczącym, trzęsącym w towarzystwie obcych osób po to żeby w końcu oddać ją w kolejne obce ręce.

Został Moni strach przed obcymi. Za dużo było w jej krótkim życiu tego przekazywania z rąk do rąk
i chyba trochę potrwa zanim o tym zapomni.


A teraz z życia codziennego.

We wsi pojawiły się dwa bezpańskie koty.
Ponieważ buszowały po naszej działce i działkach sąsiadów głównie nocą i nikt dokładnie nie widział jak wyglądają więc początkowo myśleliśmy, że to kuny.
Tylko Monia nie dała się zwieść. Którejś nocy urządziła taką gonitwę, że zapędziła zwierzątko pod mój samochód i wtedy okazało się że to kot – prawdopodobnie czarny.
Od tej pory, (już kilkanaście dni) Monia wieczorem (ok. godz. 21.30) dostaje w domu szału.
Piszczy, skrobie w drzwi, biega pod nogami i całą sobą pokazuje, że na zewnątrz dzieje się coś szalenie ekscytującego. Wypuszczona biega z nosem przy ziemi po całym ogródku. Przełazi pod płotem do sąsiadów, włazi pod samochody, wbiega do domu i wybiega z niego z językiem na wierzchu i obłędem
w oczach. Prezentuje istne szaleństwo.
Zawsze sprawdzamy i kotów oczywiście nigdzie nie widać, ale Monia uspokaja się dopiero wpakowana na siłę do łóżka.
I tak jest co wieczór.

Przeżyłyśmy pierwszy odpust wiejski.
Monia huki petard znosi dobrze. Całe przedpołudnie tego dnia spędziłyśmy na wspólnej zabawie
ignorując wystrzały. Wieczorem głupole strzelały jeszcze, a Monia spała na trawce u moich stóp.

Jak już pisałam, Monia waży 9.50 kg ale jest bardzo chuda. Rano prawie nigdy nic nie chce jeść.
Apetytu nabiera dopiero po południu i wieczorem.
Najchętniej je gotowanego kurczaka. Za gotowanym mięsem wołowym generalnie nie przepada. Surowego zjada czasem trochę ale bez entuzjazmu. Suchej karmy (Royal) jeść nie chce chyba, że
z jakimś dodatkiem. Rzecz w tym, że to co smakuje Moni zupełnie nie jest dla niej zdrowe. Nie może przecież „żyć kurczakiem”.
Nadal wszystko czego nie chce zjeść zakopuje w ogródku. W różnych, śmiesznych miejscach.
Mamy z tym nie kończący się ubaw.

Codziennie wieczorem przed snem Monia odstawia rytualny spektakl po którym musimy podnosić z podłogi futrzak z kanapy, rozwijać zwinięty w harmonijkę pod ścianą dywanik i zbierać do koszyka wszystkie zabawki.
Bo Monia ma swój koszyk z zabawkami !
Koszyk jest dość spory, stoi na podłodze i mieści cały Moniny dobytek. Tym dobytkiem Monia gospodaruje przez cały dzień.

Jeszcze jedno.
Fascynują Monię ptaki. W niedzielę nad Dunajcem urządziła sobie polowanie. Niestety była tak szybka, że ja nie mogłam nadążyć za nią z aparatem i na załączonych zdjęciach nie bardzo widać na co poluje i że to w ogóle jest polowanie. Jedno widać dobrze. Monia nie boi się wody.

a teraz kilka zdjęć z polowania na ptaki :
















Posted

A teraz wynik kontorli poadopcyjnej ;-)
Żeby nie było, wolonatriusze Emira dotrą wszędzie!
Tym razem dotarłyśmy do Szczawy i nie pozostaje mi nic innego jak podumować całą sytuację jednym zdaniem:
Monia żyje sobie jak pączek w maśle!
Sunia jest otoczona miłością i pełna akceptacją dla swoich szaleństw.
Jak każdy szczeniak dokazuje ale chyba nie jest kłopotliwa ;-) Dużo czasu spędza na powietrzu, biega , spaceruje z paniami po lesie. Jednym słowem szczęśliwy pies.
Z resztą zobaczcie sami!


Monia jest tylko trochę nieufna wobec obcych, To znaczy nie daje się pogłaskać na początku ale z drugiej strony jest na tyle ciekawska, że podchodzi, przygląda się i "niucha" ;-) Panie już nad tym pracują i wierzę , że wkrótce będzie lepiej.







Najfajniejsze są głaski Pani :-)














No jak tu nie wierzyć w zauroczenie od pierwszej chwili???
Monia i p. Ewa



Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia Moni i p. Eli(mamy p. Ewy), która teraz przebywa z nią nawięcej. Może jeszcze kiedyś ? ;-)

Posted

[quote name='Ania W']A teraz wynik kontorli poadopcyjnej ;-)
Żeby nie było, wolonatriusze Emira dotrą wszędzie!
Tym razem dotarłyśmy do Szczawy i nie pozostaje mi nic innego jak podumować całą sytuację jednym zdaniem:
Monia żyje sobie jak pączek w maśle!
Sunia jest otoczona miłością i pełna akceptacją dla swoich szaleństw.
Jak każdy szczeniak dokazuje ale chyba nie jest kłopotliwa ;-) Dużo czasu spędza na powietrzu, biega , spaceruje z paniami po lesie. Jednym słowem szczęśliwy pies.
Z resztą zobaczcie sami!


Monia jest tylko trochę nieufna wobec obcych, To znaczy nie daje się pogłaskać na początku ale z drugiej strony jest na tyle ciekawska, że podchodzi, przygląda się i "niucha" ;-) Panie już nad tym pracują i wierzę , że wkrótce będzie lepiej.







Najfajniejsze są głaski Pani :-)














No jak tu nie wierzyć w zauroczenie od pierwszej chwili???
Monia i p. Ewa



Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia Moni i p. Eli(mamy p. Ewy), która teraz przebywa z nią nawięcej. Może jeszcze kiedyś ? ;-)

No cudne to miejsce , juz kiedys chyba pisalam ze brak mi slow.
wszystkie pieski na pewno sa/beda szczesliwe

Posted

Na deser zostawiłam sobie ten wątek i...umarłam ze śmiechu :megagrin:

Ania, jak przeczytałam o podjechaniu tego samochodu na pelnym gazie
i bestii miotajacej sie na tylnym siedzeniu i szoku Pani Ewy - po prostu padłam :lol: A już trauma Moni wynikająca z powodu całej procedury dotarcia do Krakowa rozlozyla mnie na łopatki. Ania- to trzeba naprawde poskladac do kupy i wiesz co :cool3:

Monia w pełnej krasie, ale Wam zazdroszcze tej kontroli ...
PANI EWO, JEST PANI WIELKA ! SERCEM OCZYWISCIE!

Posted

Będę bardzo nudna jak zwykle powaliła mnie ta historia na kolana.
Wiesz Mośka mnie, jak było o tym samochodzie, to łzy popłynęły, bo śmieszne i wzruszające, szczególnie jak tak ktoś o tym pisze.
Oczywiście się rozmarzyłam, bo tam tak pięknie.
Monia to szczęściara:loveu:

  • 1 month later...
Posted

Najpierw kilka zdjęć ilustrujących historię która tuż po nich ;-)
Ale przede wszystkim śpieszę poinformować, że Monia jest już po pierwszej cieczce !
Tytuły zdjęć oryginalne, nadesłane przez p. Ewę :-)
Świństwo zrobione Moni


W poszukiwaniu wyjścia


Pod okiem ochroniarza


Gdy ochroniarz śpi...


A może tak oknem...


Azorek przed atakami na siatkę


Nos w nos z Azrokiem



Zaloty do Tajfuna

Posted

A teraz do sedna! Jak zwykle gęba sama mi się śmiała :-)


Pani Aniu,
miło mi donieść, że z wielkim trudem udało nam się uchronić naszą Monię przed upadkiem moralnym
i utratą cnoty.

Oj ... b a r d z o ciężko było ... !!!!!!!!

Pierwsze dni cieczki były dość spokojne.
Monia dla wybiegania się wożona była do lasu samochodem więc za bramą nie było jej zapachów.
Pieski nawet jak się pojawiały to bez trudu udawało się je przegonić magicznymi tutaj słowami „do budy”. Wszystko wyglądało dość dobrze.

N i e s t e t y.
Nasza Panna okazała się wyjątkowo „temperamentna”.
Wcześnie, bo już pod koniec pierwszego tygodnia większość czasu zaczęła poświęcać na kombinowanie jak bryknąć z ogródka.
Ani przetrzymywanie w domu ani wyprowadzanie na smyczy nie wchodziło w grę więc trzeba było „uszczelnić” płot i „pozatykać” przejścia do sąsiadów.

To nie było trudne - wystarczyło kilka desek.
Spokój był przez jeden dzień.
Zaraz rano następnego dnia (a był to piątek) nasza Monia do sąsiada znalazła nową drogę i poszła ...
jak burza przez potoczek !!! - a ja z a n i ą !!!
Potem pod furtką do drugiego sąsiada ... zupełnie jakby znała drogę !!! - a ja za nią !!!
Z paniką w głowie i obłędem w oczach, kompletnie bezmyślnie, w piżamie, w rannych pantoflach,
przez wodę po kamieniach, później przez łopiany i pokrzywy w górę po kamienistej skarpie w której
od lat mieszkają autentyczne żmije.
Moni oczywiście nie złapałam.
Wiedziałam, że wpadła na działkę bez wyjścia więc wróciłam od strony ulicy do domu po smycz.

Po drodze, wszystkie okoliczne psy (na szczęście dość płochliwe) straszyłam profilaktycznie - wrzaskiem, a mieszkańców niechcący – swoim wyglądem.
Monię zastałam w naszym ogródku. Wróciła tą samą drogą którą uciekła. Wszystko trwało ok. 15 minut.
Usłyszała, że jest dziwką i została zamknięta w domu, a my pojechałyśmy do składu budowlanego po materiał na zasieki.

Pół piątku trwało montowanie profilaktycznej przegrody zamykającej Moni drogę przez potok w świat.
Po południu Monia wypuszczona wreszcie z domu przeżyła ogromne rozczarowanie, a my szczęśliwe
i wreszcie spokojne, w ogródku delektowałyśmy się kawą podziwiając nowe ogrodzenie.
Opadły emocje.
Nastał błogi spokój.
Do rana.
Rano okazało się, że w nowej siatce ogrodzeniowej jest dziurka, a w ogródku czeka na Monię
Azorek , najstarszy i najbardziej pokraczny pies z całej wsi.

Co było skuteczne na Monię nie zatrzymało amorów Azorka, bo Azorek to pies co prawda nie
z sąsiedztwa ale od dawna zaprzyjaźniony z nami i okrężną drogę przez potoczek zna doskonale.

Dziurkę w siatce i przegryziony kabel do którego była przypięta łatałam w sobotę przez 2 godziny,
a rano w niedzielę Azorek czekał na Monię przy schodach na taras.

W niedzielę wzmocniłam siatę w „ulubionym” przez Azorka segmencie drugą warstwą i stalową linką.
Pracowałam prawie 3 godziny w upiornym upale, a w poniedziałek rano Azorek czekał na Monię pod stołem na tarasie.





Oooo ...
Tego już było za dużo.
Azorek zaczął stanowić poważne zagrożenie. Wzięła mnie złość.
Nie tyle na Azorka co na jego właścicieli, którzy moje skargi kwitowali „a wlejciez mu to pódzie”.
Siatkę wzmocniłam deskami i co tam jeszcze było w domu, a na Azorka zaczaiłam się późnym wieczorem
w ogródku z kijem.
Do pierwszej w nocy nie przyszedł. Uznałam swoje zwycięstwo i poszłam spać.
Rano pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam była dziura w siatce, w miejscu tak niedostępnym, że nie miało prawa jej tam być.

Wściekłam się okropnie.
Tyle pracy, w okropnym upale i wszystko na marne ???
Złapałam kij i zaczęłam szukać Azorka.
Siedział pod samochodem mojej mamy, bo w nocy była burza.
Na widok kija zrobił zdziwioną minę, a mnie na widok tej miny kij wypadł z rąk.
„Skórę Azorka” wyciągałam spod samochodu dobre pół godziny.
14 lat przyjaźni zrobiło swoje - nie pogryzł mnie. Wyniosłam go za bramę.
Chyba czuł moją wściekłość bo uciekał jak nigdy w życiu do domu (na tych swoich krótkich, krzywych nóżkach) pod górę po rozgrzanym asfalcie. Taki znikający punkt.

Tej dziurki już nie łatałm tylko lekko zastawiałam kawałkiem deski.
Monia nie umiała z niej skorzystać, a Azor wchodził nią każdej nocy.
Codziennie rano przed wypuszczeniem Moni z domu wyrzucało się z ogródka Azora i później cały dzień był już spokój.
Inne wiejskie psy tej drogi nie znalazły. Pod koniec trzeciego tygodnia Azor też przestał przychodzić.
Może dlatego, że zjechali się na wakacje rasowi sąsiedzi, którzy sami bardzo nieruchawi
pomogli nam w odstraszaniu Moninych adoratorów.

Monia natomiast jeszcze kilka dni wdzięczyła się przez płot do sąsiada Tajfuna (widać na zdjęciu)
i do wszystkich innych psów przechodzących ulicą - nie zważając na ich pochodzenie.

Później sunia została wykąpana, kocyki poprane i Monia nam odżyła - to znaczy zajęła się znowu unicestwianiem ogródka.

********************************************************************************

Monia to pies zupełnie nietypowy.
Gdy zostaje w domu sama jest idealnie grzeczna - nie psoci i nic nie niszczy.
Ale gdy nie jest sama to wymaga ciągłego zainteresowania z naszej strony.
Zostawiona sama sobie nawet na chwilkę - psoci przeokropnie.
Z większych przedmiotów: „zjadła” już słomiankę z podłogi (f 130 cm) i aktualnie kończy „prucie” zastępującego ją dywanika.
Robi to bardzo delikatnie i tak cichutko, że stojąc do niej tyłem (np. przy kuchni) można niczego nie zauważyć.
*********************************************************************************

I jeszcze jedna ciekawostka.
Tchórzostwo Moni zmieniło swoje oblicze.
Już nie ucieka na widok obcych wchodzących do ogródka tylko za wszelką cenę stara się ich ugryźć.
To też jest nieco kłopotliwe, ale dla nas bardzo pocieszające bo z tym łatwiej będzie walczyć.
Z doświadczenia z Kubusiem wiemy, że łagodnością i spokojem można zdziałać cuda.

Posted

Ło matko!!!!!!!! No to pękłam :jumpie:

Oczyma wyobraźni zobaczyłam wysiłki Pani Ewy w celu wzmocnienia fortyfikacji i ich efekt... Azor, jako "wodz" okolicy chciał wprowadzić Monie w dorosły świat, uparty chlopak, nie powiem, ale upor Pani Ewy i obawa o morale Monie okazała sie nie do pokonania. Pani Ewo - gratuluję :-)

  • 5 weeks later...
Posted

To teraz najpierw tekst, a potem obraz ;-)

W sierpniu Monię w Szczawie odwiedziły dwie koleżanki.
Obie na co dzień mieszkają razem i mają bardzo kochający domek.

Kasia starsza, dostojna - ponad wszystko ceniąca spokój i dobre papu.(zabrana z krakowskiego „azylu”)
Pusia młodsza, szalona - prawie rówieśnica Moni.(zabrana z ulicy z urazem nogi prawdopodobnie po wypadku samochodowym)I z tą Pusią ...

Monia szalała przez dwa tygodnie z krótkimi przerwami na sen i posiłki.

W zasadzie o „Moni w sierpniu” nie mam co pisać.Można to bowiem ująć jednym słowem: „szaleństwo”.Mała nie miała czasu dla nikogo za wyjątkiem Pusi.Z Pusią jadła, z Pusią spała i z Pusią bawiła się całymi dniami.Po wyjeździe Pusi „przyszła do siebie” dopiero po dwóch tygodniach.

Myślę, że ta wizyta trafiła nam się w odpowiednim momencie.
Monia była taka zajęta koleżankami, że pomogło jej to przetrwać i złagodziło wszystkie „dolegliwości pocieczkowe”, bo podejrzewam, że nie obyło by się bez urojonej ciąży.
A tak ... Monia po prostu nie miała czasu na bzdury ...

*******************************************************************************

Teraz Monia jest zdrowa, ma apetyt i dobry humor. Ustabilizowała jej się waga na poziomie 10,5 kg. Ma niespotykaną kondycję.
Po sześciu godzinach w lesie, spędzonych głównie na bieganiu w tempie takim, że jej własny ogon nie może za nią nadążyć – przychodzi do domu, odwala krótką drzemkę, zjada conieco
i zaczyna gonitwy po ogródku, demolkę mieszkania albo ataki na nasze kończyny.
Zauważyłyśmy pewną prawidłowość: im bardziej Monia wyszaleje się w lesie i na łąkach, tym bardziej rozrabia wieczorem w domu.



Natomiast wszystkie psie obowiązki są jej obce !!!

Czujna jest tylko wtedy kiedy idzie o jej osobistą skórę.
To co jej pasuje potrafi fenomenalnie wywęszyć i usłyszeć.
W pozostałych przypadkach jest zupełnie głucha.

Gdy wieczorem ktoś puka do domu najpierw trzeba obudzić Monię (żeby nie robić jej wstydu) później otwierać drzwi.
W końcu niech ludzie wiedzą, że w tym domu jest PIES.
No nie ????

Posted

Fotki z wyżej opisanych szaleństw :-)




Monia spakowana do wyjazdu z Pusią


Przed telewizorem


Psi zaprzęg


W co się bawić...


W czasie deszczu dzieci się nudzą ...

Posted

Monia - co ty biedaczko teraz zrobisz...wakacje sie kończą, nadeszła jesień i czas wracać do miasta....nie wiem jak Ty tam wytrzymasz po tak pełnym przygód lecie!!!

Posted

:lol: No i znowu tlumaczylam sie w pracy czego tak rechoczę::megagrin:

Jak zobaczylam zdjecie: "w czasie deszczu dzieci sie nudza" - kapitalna ta fotka, wszystkie sunie taaaakie znudzone :evil_lol:

No i oczywiscie peklam, po komentarzu, ze wizyta Moni kolezanek odbyla sie w najbardziej wlasciwym z wlasciwych momentow :lol: Bede wredna, ale troszke zaluje, ze nie przeczytamy relacji z urojonej ciazy MOni. To by dopiero byl hardcore :evil_lol:

NO faktycznie, biedna Monia, co ona teraz pocznie???Ale w jeszcze gorszej sytuacji bedzie teraz ambicja Pani Ewy, by zapewnic Moni godziwa rozrywke w okresie jesienno-zimowym :razz:

Posted

Mnie natomiast rozbroił teks, że najpierw Monię trzeba obudzić jak ktoś puka, żeby jej wstydu nie narobić.
Zdjęcie przed telewizorem:ylsuper:
Tak sobie myślę jak Monia się przestawi do życia w bloku. Nie będzie łatwo.

  • 1 month later...
Posted


Donoszę, że spędziłam z Monią pierwszy dłuższy urlop.

Jako towarzysz urlopowy Monia jest wspaniała:
zawsze w dobrym humorze i zawsze gotowa na każdą formę rozrywki.
Już pisałam, że ma niezwykłą kondycję i tak pozostało.
Patrząc na nią jak biega po łąkach ma się wrażenie, że prawie nie dotyka łapkami ziemi.
W lesie nie ma dla niej żadnych przeszkód. W pędzie potrafi przeskoczyć nasz potok
nawet w miejscach gdzie ma on ok. 2 m szerokości i znaczną różnicę wysokości brzegów.
Te uzdolnienia wykorzystuje też wskakując do łóżka.

Z Monią bardzo źle się śpi.
Najczęściej lokuje się w nogach łóżka na kołdrze, ale czasem nad ranem gdy robi się chłodniej
wchodzi pod kołdrę i robi to na ogół przechodząc po mojej głowie.
Poza tym potrafi kilkakrotnie sprawdzać co się dzieje w drugim pokoju i jak wraca do łóżka
to nie lekko i delikatnie jak każdy normalny pies, ale skokiem ze środka pokoju.
I nie ważne gdzie wyceluje. W puste miejsce czy w mój brzuch. A waży 10,5 kg.
Na początku października znowu odwiedziły Monię koleżanki: Kasia i Pusia.
W czasie sierpniowej wizyty Monia szalała z Pusią przeokropnie, ale tylko w granicach ogródka i na spacerach.
Tym razem, dziewczynki rozszerzyły terytorium działania.
Monia choć najmłodsza pokazała Pusi rozrywki, którym uległa nawet staruszka Kasia.
Wszystkie trzy latały po działkach sąsiadów i efekt był taki, że Monia przylatywała w końcu sama , Kasię trzeba było wabić jedzonkiem, a Pusię przynosić na rękach.
Cały tydzień upłynął nam na wzajemnym zadawaniu sobie pytań:
Gdzie Kasia ?
Gdzie Pusia ?
Gdzie Monia ?
i szukaniu: Kasi ...
Pusi ...
Moni ...
Wyjątek stanowiły (dość częste zresztą) chwile kiedy drogą przechodzili ludzie lub psy.Wtedy my wiedziałyśmy i cała wieś wiedziała gdzie jest Kasiapusiamonia.


Sezon kończymy 28 października. Zamykamy chałupę na zimę i wracamy do Krakowa.
Zaraz potem robimy badania. Szykują nam się dwa zabiegi bo Monia niestety ma małą przepuklinkę pępkową.


O wszystkim będziemy pisać krótkie „notki” na bieżąco. Oj ciężko będzie.

Pani Aniu,
Zdjęcia prześlę w kilku załącznikach – ułożone „tematycznie”.
Nie wiem czy uda mi się to zrobić dzisiaj w całości, więc ewentualnie dokończę jutro rano.

Posted

Monia i jej dobytek w koszyku :





Monia i Pusia






Monia w lesie






W późniejszym terminie wkleję jeszcze Monię wyglądającą przez okno i Monię poranną ;-)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...