Jump to content
Dogomania

Tyśka)

Members
  • Posts

    35751
  • Joined

  • Days Won

    144

Everything posted by Tyśka)

  1. Zaglądam do Hiltonka,czytam i trzymam kciuki!
  2. Świetna z niej sunia. Miała ogromne szczęście, że spotkała Was na swojej drodze. Lizanie łapy mogło być na tle nerwowym, ale dobrze, że podróż minęła spokojnie. Widać, że Bajeczka jest przeszczęsliwa.
  3. wiolhelm, to się zastanów czy na 100% chcesz sunię, mimo że może niszczyć i będzie trzeba pilnować by nie uciekała. Ogłoszenia wiszą w necie, więc jakby co, mogę usunąć. Osoby, które zadeklarowały stałą dla Braszki... czy możecie przenieść deklaracje na Misia?
  4. W takim razie trzymam kciuki :)
  5. W takim razie trzymam kciuki bardzo mocno :)
  6. Marta! :D Uwielbia Nasturcję, jest świeeetna!
  7. Omg! Marta! Szmat czasu Cię nie było.
  8. No tak, to czasem nierealne ;) nic to, szukamy dalej coś psiakom.
  9. Oj smutny ten wątek... Tak czytam, oglądam filmiki i ciągle przed oczami mam "moją" Gandzię. Też trafiła do mnie w stanie agonalnym, więc zastrzyki, kroplówki, zaglądanie do wenfloonu, mierzenie temperatury, ważenie i masa innych czynności, które robiliśmy przy niej skończyła się rzucaniem zębami na nas. Ze strachu. Bo skojarzyła sobie nas z bólem. Z jednej strony widać było, że chciałaby, ale nie jest stabilna emocjonalnie. To powodowało agresję lękową, paniczny lęk separacyjny, terroryzowanie zwierząt, niszczenie.... Ona na miejscu Dudusia, gdybym tak podeszła z aparatem i mówiła do niej, to by piszczała z przerażenia i probowałaby uciec, ot choźby rozpaczliwie drapiąc w kanapę - ew dziabiąc zębami, ale przy gryzieniu trzęsłaby się jak osika... to tak...trochę na pocieszenie... Tak, jak pisałam - to był najtrudniejszy mój tymczas. Mój i moich rodziców. Mieliśmy wiele chwil załamań. Też wiele rzeczy niszczyła, zjadła nam wszystkie dywany, większość mebli i atakowała psa, znęcała się nad kotami. Wszystko wynikało z braku stabilizacji, ale nieraz rodzice mieli dość, mama w pewnym momencie powiedziała, że boi się suni...Pracowaliśmy dużo, efekty były mizerne, ale były. Jednak, po pierwsze - wiem, jakie to frustrujące, że mimo pracy, pies ma ciągłe cofki, że nie pozwala się dotknąc ni nic... dwa - sunia się odblokowała dopiero jak zmieniła miejsce, które nie kojarzyła z zastrzykami: DS poinstruowałam jak mają robić i u nich to zadziałało, niemal od razu było widać jakieś tam niewielkie sukcesiki.Tam praca trwała chyba rok, jak nie z 1,5 roku - taka intensywna. Teraz nadal trwa, choć sunia trafiła do siebie w 2013r. Sunia nadal jest lękliwa, ale... uważam, że gdyby u nas została, to byśmy nie osiągnęli tyle, bo nas sobie zapamiętała jako tych, którzy ciągle coś przy niej majstrują. Czasem ją odwiedzam, u siebie zachowuje się swobodnie, a jak raz przyszła do nas to była po prostu przerażona... Na początku się cieszyła, ale w pewnym momencie, po obwąchaniu wszystkich kątów, jakby sobie wszystko przypomniała. Nie bała się tylko mojej babci, bo babcia zawsze kojarzyła się jej jedynie ze smaczkami. I naprawdę, widok byłęgo tymczasa, który się Ciebie boi jest bardzo bolesny, zwłaszcza że nikt jej nie krzywdził, zwłaszcza że przez pierwszy miesiąc nie spaliśmy, robiliśmy dyżury, bo jej życie było zagrożone i wymagała opieki 24h/dobę. Na dworze czy w DSie cieszy się na mój widok, liże po rękach... ale w naszym domu - totalna cofka. Niektóre psy, zazwyczaj te najbardziej skrzywdzone są bardzo pamiętliwe. Przepraszam, że tak znowu ja o sobie i o Gandzi... ale chciałam tylko powiedzieć, że rozumiem decyzję i rozumiem Panią Ewę. Uważam, że zmiana dla Dudusia może być dobra, a wiem też że ta zmiana przyda się i Panie Ewie, bo powiem Wam szczerze, że jak bardzo lubię tymczasować, tak Gandzię z ulgą oddałam (tzn martwiłam się o jej los mocno i bałam się czy dadzą sobie radę, ale po prostu to był jedyny tymczas, który kosztował całą naszą rodzinę tak dużo - jak wracam pamięcią do tymczasowania małej to pamiętam moją jedną wielką rozpacz, bo nigdy nie widziałam tak skrzywdzonego szczeniaka, bezsilność i niemoc.... i bezsenność).
  10. U nas wszystkie krzaczki są zagrodzone siateczką (wokół drzewek) + polecałabym kastrację (nasz nie jest ciachnięty, ale uważam, że to błąd). Mój to maniak podlewania, ale wszystkie kwiatki żyją. Nawet wtedy, gdy przyprowadzę jakąś sunię i pies namiętnie z uporem maniaka sika jak najwyżej się da i jak najwięcej - jeśli widzę, że leje na drzewka to karcę i natyhcmiast próbuję ratować kwiatki intensywnym podlaniem wodą. Chyba najgorsze to jedynie to, że nauczył się od malamuta sąsiadów zdzierać trawę i to robi najmocniej i najbardziej wśród wszystkich psów, jakie znam. I co gorsza, nieźle uczy tego psiaki i moje niektóre były tymczaski też ten odruch przejęły ;). Jednak u nas trawy jako tako nie ma, tam gdzie pies przebywa to głównie kostka (niewielkie skrawek zieleni jest właśnie dla niego), a bardziej zatrawiona część to ogród owocowy, do którego pies nie ma dostępu, więc nie doradzę. Aaa, no i nasz kocha siadać na krzakach, robi to w tak genialny sposób, że niejeden krzak został zdemolowany doszczętnie. Już żadnych krzaczków nie mamy, drzewka i kwiatki żyją, ale krzaczki uśmiercił.
  11. Ale w sumie nie wiemy jak było... może za bardzo chcieli się spoufalać, może nie dali psu przestrzeni... stres robi swoje,w tej chwili Tropek znowu czuje się porzucony - nie rozumie, że poszedł na swoje... Mam nadzieję, że się nie zrażą i dadzą Tropkowi czas.
×
×
  • Create New...