Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Przepraszam, że się włączam (czytałam cały wątek). Miałam w tym roku 4 tymczasy. Dwa domki czekały na sunie bardzo długo, ostatnia sunia miała już zaklepany domek na dwa miesiące przed wydaniem i pani przez cały czas liczyła się z tym, że możemy sunię zatrzymać i jej nie wydać. Czekała cierpliwie na sterylkę, która się przedłużała, bo trzeba było najpierw wyleczyć zapalenie tchawicy,żeby nie ciąć chorej suni. Jak domkowi zależy i ma dobre zamiary, poczeka. Jeden z domków kilka lat temu czekał 4 miesiące, przyjeżdżali 2 x po 300 km, żeby zapoznać się z psem, a po 4 miesiącach przyjechali już po niego. Rozumiem chęć uniknięcia kosztów hotelu i ryzyka, ale większym ryzykiem jest działanie pospieszne i wydawanie ludziom, którzy nie są skłonni poczekać i sytuacja nie jest do końca klarowna. Jak będzie jakaś wielka klapa z wpłatami - można liczyć na moją jednorazową, 100 zł, może więcej. Teraz mam sporo psich wydatków, przede wszystkim moje 3 ogromne "dziewczyny", ale też parę deklaracji, więc stałej nie mogę.
  2. Jedyna dobra strona mojej pracy: wyciskają na oczach kupującego soki według zapotrzebowania kupującego - dostępne składniki: marchew, jabłka, buraki, seler, a kosztuje toto 4 zł za szklankę 250 ml. I NIE TRZEBA MYĆ. (dla porównania w mieście cena za 200 ml to 8-9 zł, a soki już są w dzbankach, jako niby wyciśnięte świeżo (ale nie ma gwarancji, czy nie z dolewką i czy świeże).
  3. [quote name='Poker']marako, bardzo dziękuję za obszerną relację. Mam wrażenie ,ze część zachowań wynika z jej lęków ,a część z chęci rządzenia. [/QUOTE] Tu nie ma żadnej rozbieżności - chęć rządzenia, żeby mieć władzę i się nie bać, bo strachem jest podszyta. Jedne boją się i są uległe, kulą ogon, uciekają, inne reagują ze strachu atakiem i budują pozycję, która im nie zagrozi (w ich błędnym mniemaniu, bo strach i tak zostaje). Fryga może zostać i do przyszłej niedzieli, tyle, że w sobotę-niedzielę będą u nas 2 yorki, dość zadziorne, a także kilka (nawet do 8) nowych osób, w tym dwójka 6-latków. Może być sporo zamieszania, hałasy, pośpiech, zabawy obcych dzieciaków itp., więc raczej bałabym się o efekty. Proszę zdecydować, jaki termin oddania Frygi będzie najlepszy. Co do karmy, to jest jeszcze 150 g, więc na trzy posiłki (w międzyczasie podjadały trochę piersi z kurczaka, więc dawałam odpowiednio nieco mniej karmy). Nie trzeba jej podrzucać aż tu - ja jutro jestem w pracy (Popowice, Bobrza) i mogę wracać przez Kochanowskiego, a nie obwodnicą, albo odebrać gdzieś w pobliżu pracy. Fryga spała dziś z nami (tzn. ze mną, Grace i Hondą). Grzecznie zapytała, czy może wejść, więc dostała grzeczną odpowiedź twierdzącą. Jak nie pyta - zganiam. Znowu latają w pobliżu - tym razem motolotnie. Chyba gdzieś tu powstała jakaś baza balonowo-szybowcowo-spadochronowo-lotniowa, bo w tym roku często widzimy motolotnie i spadochrony. Balon wczorajszy był po raz pierwszy. Po długich spacerach, pełnych węszenia, grzebania, galopowania, gdy zostanie za długo i musi nas gonić, Fryga jest jakby łagodniejsza i bardziej przystępna - psy podchodzą blisko i nie buntuje się, leży w pozycji zrelaksowanej, bez ciągłego obserwowania otoczenia. Jak długo jesteśmy w domu, robi się bardziej drażliwa. Ale ogólnie - spokój.
  4. Podziwiam Waszą akcję z sunią i jej porodem. Też mi szkoda, gdy takie drastyczne rozwiązania muszą wchodzić w rachubę, ale niestety to jest konieczne przy takich problemach z bezdomnością zwierząt. Wieczór z Frygą można zaliczyć do udanych. Grace po jednej mojej stronie, Fryga, po drugiej, głowy w odległości 10 cm. Głaskałam obie bardzo długo, Grace sapała głośno wprost na nią, a Frydze to nie przeszkadzało, leżała wyłożona na całą długość, myła sobie w przerwach łapki, pyszczek, Jak Grace w pewnym momencie zaczęła Frygę obwąchiwać, ta lekko zawarczała, ale nie zmieniła pozycji. Później, gdy bawiłam się z leżącą na plecach na podłodze Hondą, Fryga podeszła i ją obwąchała, po chwili obwąchała też Tajgę, która leżała na plecach przy swoim Panu. Teraz leżą blisko siebie przy moim biurku. Za to, gdy czesałam Tajgę, a Fryga przyglądała mi się - pokazałam jej grzebień. Wystarczyło tylko zbliżenie grzebienia na odległość 20 cm od pyska Frygi, a już warkot i atak na grzebień. Więc tylko już czesałam po kolei wszystkie duże psy, a ona patrzyła na to. Podobnie - na przelatujący w pobliżu naszej działki balon i spadochrony - szczekanie zawzięte, nerwowe, przez długi czas, ale z drzwi na taras, a nie z działki, bo bała się wyjść. Fryga może bać się nie tylko sprzętów typu miotła, odkurzacz, grzebień, ale zupełnie nieoczekiwanych rzeczy, gestów, nawet niekoniecznie bezpośrednio przy niej. Jestem przekonana, że to strach. Może jakiś odcień głosu, gest, kojarzą jej się z czymś z przeszłości, czymś niemiłym i nieoczekiwanie tak reaguje, nie wiem. Przez całe popołudnie oprócz ataku na grzebień i lekkiego warczenia na zbliżające się psy, Fryga była bardzo spokojna i miła. Na pewno nie znam jej tak, jak Wy, nie wszystkie swoje możliwości mi zademonstrowała - w końcu u Was była pół roku, a u mnie 3 dni, tylko takie luźne skojarzenia i hipotezy przedstawiam, do rozważenia. Jeśli nie jest konieczne oddawanie Frygi jutro - może u mnie być jeszcze przez parę dni (do czwartku). Mój mąż jedzie na 3 dni w delegację, więc muszę i tak ograniczyć pobyt w pracy do minimum, a pracować też w domu. Będę więc wystarczająco długo w domu w tych dniach, żeby Fryga mogła odnieść korzyść socjalizacyjną z pobytu u mnie. Myślę, że moje suki mają na nią jednak dobry wpływ, może uczyć się przez naśladownictwo, bo one jej imponują - są silne, ona się ich boi, a są spokojne, ciche i nie urządzają żadnych scen z warczeniem, chyba, że w zabawie. Oczywiście, jeśli już za nią tęsknicie - mogę ją oddać jutro, jak było to planowane.
  5. [quote name='Anula']Marako wnosisz na wątku sam optymizm odnośnie Frygi.Masz anielską cierpliwość a to wspaniała cecha.Podziwiam Cię i pozytywnie zazdroszczę![/QUOTE] Anula, cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną. To psy wciąż mnie uczą zarówno cierpliwości, bo tylko spokój i opanowanie pozwala mi opanować nieraz tę hałastrę, jak i zarażają swoim optymizmem i chęcią życia, bardzo dzięki nim się zmieniam.
  6. Niestety dziś regres, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przynajmniej utwierdzam się w przypuszczeniach na jej temat. Jestem coraz bardziej przekonana, że wszystkie kłopoty Frygi są spowodowane panicznym strachem. Dziś wpadła w histeryczny strach (warczenie, krążenie wokół siebie za ogonkiem) na widok miotły, którą zamiatałam i chciałam pozmiatać piach w pobliżu psów. Gdy chciałam jej pokazać, co to miotła i zbliżyłam lekko koniec w jej stronę, rzuciła się na nią z dzikością, o jaką jej nawet nie podejrzewałam, wgryzła się w szczotkę, a jak pociągnęłam, żeby zabrać, zaczęła krążyć za ogonem jak wściekła. Już po tym, jak się uspokoiła, nie dala się pogłaskać - zapewne potraktowała mnie jak złą czarownicę, która posiada tajną broń i nie należy jej ufać. Tak przez godzinkę jakąś była rozdrażniona i nie dawała się głaskać (na początku wcale, później dopiero po chwili włączała warkocik). Myślę, że już jest spokojna - upłynęły ze 4 godziny, ja przez cały czas pracuję, ona leży obok. Podgłaskuję ją i jest spokojna. Odczulenie jej naprawdę wymaga wiele cierpliwości i czasu, ale jestem przekonana, że to jedyna droga. Nic na siłę. Oswajanie z dziwnymi przedmiotami, budowanie zaufania. Poker zrobiła w tym zakresie już wiele, ale wiele lęków pozostało i ona jednak do końca nie ma zaufania do Niej, jako do władczyni różnych dziwnych strasznych przedmiotów (grzebień, sprzęty gospodarskie itp.).
  7. Hondzia jakby mniej olbrzymkowa, trochę zazdrosna, niespokojna czasem (Fryga wciąż przy mnie leży, a dotychczas ona była moim cieniem). Ale to młodość! Z czasem dorówna mamusi. Ale rzeczywiście wzorzec nie kłamie, jeśli chodzi o charakter olbrzymów. Fryga to fajna sunia, trochę ją wyciszyć, żeby lepiej radziła sobie z emocjami, zazdrościami, a naprawdę ma szanse nie wrócić z adopcji. Mój mąż twierdzi, że jest całkowicie adopcyjna, ale on mierzy ludzi swoją miarą - jest cierpliwy i łagodny dla psów, niczego od nich nie wymaga i myśli, że wszyscy tak będą - oni sobie, pies sobie. Jak domem bierze pieska, zwykle chce go wpasować w swoje oczekiwania. A to może być trudne tak od razu w przypadku Frygi. Dziś nie było żadnego tańca wokół siebie, do ogona, a głaszczę ją długo i po różnych częściach ciałka, bawię się łapkami, uszkami. Jutro sobota i mimo, że wzięłam coś do zrobienia z pracy, będzie więcej czasu, więc popróbuję oswajać ją z przyrządami fryzjerskimi.
  8. [quote name='wilczy zew'][B]Marako[/B]​,jak wyleczysz ją z tych lęków to pójdzie z górki.[/QUOTE] Nie jest to takie proste. Przed chwilą z zazdrości o duże psy (chciały też się ze mną przywitać, bo na chwilę wyjeżdżałam na PKP), warczała jak opętana, szczekała, jeżyła się, jak któryś się zbliżał. No i mieliśmy próbę sił.... zawody w szczekaniu. Honda podjęła wyzwanie i pokazała, że też umie szczekać i to o wiele donośniej i groźniej. Mała nie ustępowała, zajadle na nią szczekała i się szczerzyła. Honda wpadła w trans szczekania. Na to Tajga - wzór opanowania, nie zdzierżyła i z warkotem podbiegła w stronę Frygi, na małą odległość. (sądzą, że chciała wesprzeć Hondę, żeby się nie ulękła i "zgasić" Frygę). W jednej sekundzie znalazła się Grace jako wsparcie, a jednocześnie obserwatorka, czy sprawy nie zaszły za daleko. Tylko ciałem zasłaniała Frydze drogę do ataku na Hondę (Fryga czuje, że Honda to szczyl i jest najbardziej "delikatna", więc na nią tylko ośmiela się warczeć). Fryga poczuła się osaczona i pisnęła rozpaczliwie. Na to psy się wycofały. Od tej chwili jest spokój. Fryga daje się zbliżać psom do mnie. Tylko lekko powarkuje, ale na mój cicho wypowiedziany sygnał, żeby przestała, przestaje. Teraz pędzę do Wrocka do weta z Grace. Odezwę się po powrocie, późno.
  9. Zalogowałam się w pracy na 2 minutki, więc tylko krótko: Sunia jak mi się wydaje jest spokojniejsza. Podczas głaskania podjęłam próbę podniesienia łapek, pokazała wtedy kły i zawarczała. Zaryzykowałam i nie przestałam jej głaskać, ale już mniej po łapkach, więcej po boczku głowy bardzo łagodnie przemawiając, że nie trzeba warczeć - przestała. Kolejna próba podjęcia łapek - płynnie po głaskaniu główki już spowodowała tylko leciutkie warczenie, więc przemawiałam, że nie trzeba, wtedy umilkła. Muchy mogę już tłuc tuż przy jej głowie, zero reakcji. Niedługo wracam do domu. Spróbuję ją kupić znowu długim spacerem (na wolności). Coraz spokojniej traktuje psy, więc na spacerze, wolna, będzie mogła węszyć tam, gdzie one, może ich spokój i wyluzowanie i na nią spłynie. Dla odmiany przy Frydze czasem szaleję z Hondą, bawimy się ostro, z warczeniem, skokami. Chcę, by poznała cale spektrum relacji człowieka z psami i może trochę też tego zapragnęła. Na dalszy plan na razie odkładam podporządkowywanie się (czesanie, mycie łapek), to po nabraniu pełnego zaufania, na to potrzeba więcej czasu. Ale oczywiście do tego chciałabym doprowadzić, by ona to akceptowała bez żadnych obaw, poddając się z pełnym zaufaniem i mam nadzieję na taki scenariusz. Mój mąż twierdzi, że ona jest całkiem adopcyjna już w tej chwili (niestety nie zna ludzi, którzy oddają o wiele łagodniejsze psy z adopcji - ona wróciłaby tego samego dnia). Niestety, tak lekko nie będzie, ale ja widzę nadzieję dla niej na wyleczenie jej z lęków (przyczyny nr 1 ogromnej chęci rządzenia). Jak ktoś szuka zajęcia, to zawsze znajdzie - to o suni, którą usiłujecie złapać. Życzę powodzenia w akcji.
  10. [quote name='malawaszka']oby tak dalej było bo póki co jest dobrze co? :kciuki:[/QUOTE] Czy dobrze - nie wiem, bo jestem bardzo powściągliwa, nie narzucam się jej, raczej leniwie płynie nam czas (trochę muszę pracować w domu, więc od czasu do czasu zaglądam na wątek, a tak, układam plan lekcji). Przed chwilą moje alarmowały, że chcą wyjść (poszczekać na kota, jak sądzę, bo go zapewne wyczuły na naszej działce, czasem wpada z wizytą). Wybiegły, Fryga została, ale już po chwili też zaczęła ujadać w domu, więc ją wypuściłam. Trochę poszczekała na zewnątrz, nawet jak moje się uciszyły, ona jeszcze ujadała. Po chwili Honda zapukała, żeby ją wpuścić, więc wpuściłam, a za nią zgodnie reszta, z Frygą na końcu, ale jakoś nawet tak w kupie weszły, jakby były już razem związane. Leżą znowu koło mnie, a ja piszę. Niby nic się nie dzieje, a jakoś mam wrażenie, że się zacieśnia znajomość i mniej już jest strachu. A, zapomniałam napisać, że jak szłam na spacer, to Fryga była na początku na smyczy, a Honda bardzo nie lubi, jak kogoś prowadzę uwiązanego i usiłuje go uwolnić, szarpie jego smycz i muszę interweniować. To kawał baby, więc zanim usłuchała, żeby puścić, a była bardzo nakręcona na uwalnianie, to wystraszyła Frygę tym szarpaniem, aż ta pisnęła zrozpaczona i wystraszona.
  11. Teraz spod mojego biurka przeniosła się pod biurko męża (mamy biurka obok siebie, wąskim bokiem się stykające, ale siedzimy po przeciwnych stronach. Nie da się być jednocześnie pod oboma - ja jej nie wiedzę teraz np.). A moje psy leżą w pobliżu mojego biurka. Czyli w malutkim pokoju my w dwójkę i 4 psy, zgodnie, ale z metr odległości każdy od każdego. Najedzone, po kolacji.
  12. Męża przywitała nie tak radośnie, jak myślałam. Chyba teraz mnie przełożyła na pierwsze miejsce. Bardzo gwałtownie zareagowała na Hondę, która z zaciekawieniem podbiegła do niej, gdy ona się tarzała wielokrotnie w tym samym miejscu na trawie (nic ciekawego nie zauważyłam w tym miejscu poza trawą). W każdym razie Fryga zawarczała i wyszczerzyła kły, zaszczekała groźnie i Honda się usunęła. Ona tak mają z Grace, że ustępują dziwakom, w czym utwierdzają je w poczuciu siły i władzy, niestety. Tak miałam z dwiema tymczaskami ostatnio. Dopiero, jak przebierze się miara, udzielają reprymendy. Złości mnie to, bo trochę musi potrwać, żeby nowe zrozumiały, że to nie przejaw słabości, ale po prostu unikanie niepotrzebnych spięć, bo próba sił zakończyłaby się naprawdę nieciekawie dla maluchów i duże to wiedzą.
  13. Właśnie wróciliśmy z godzinnego spacerku (szybkim krokiem) po polnej drodze, trawy po kolana, później już lepiej udeptaną polną, a później leśną drogą - takie kółeczko. Frygę uwolniłam ze smyczy - pięknie się pilnuje. Zapięłam ją już na drodze, którą zna, dobrze zrobiłam, bo jak już poczuła bliskość domu, to wyrwała mocno w stronę domu i do furtki. A w domu niespodzianka. Ponieważ zbiera się na deszcz, jest parno, do domu wleciało kilkanaście much. Niestety rozprawiam się z nimi nieludzko przy użyciu gazety. Fryga zareagowała na hałas trzepania gazetą swoim tańcem do ogona i warczeniem. Przerwałam, pokazałam, co robię i znów zaczęłam - sytuacja się powtórzyła - taniec i warczenie. I tak do trzech razy, ale coraz słabiej. Za czwartym razem już tylko patrzyła, co robię. W ten sposób jeszcze z 3-4 minuty powalczyłam, a Fryga już była spokojna. Po wszystkim pozbierałam muchy (przyszła zobaczyć, pokazałam jej, pogłaskałam ją.) Później poszłam dołożyć resztki kory i patyczków do ogniska, które się jeszcze tliło od przedwczoraj. Towarzyszyła mi. Ja pracowałam przy ogniu z 5-10 minut, ona leżała. Później zaczęłam ją głaskać, długo, również łapki. Żadnych protestów, otarła się o mnie i wsunęła mi się zupełnie pod nogi. Dawała się długo głaskać. Wstałam, poszłam do domu. Ona jeszcze chwilę została i teraz przyszła, leży obok biurka i patrzy na taras (drzwi są otwarte). Na tarasie obok drugich drzwi - inne psy. Spokój. Teraz jadę na stację po męża. Napiszę (za pół godziny), jak jego przywitała.
  14. No cóż - Fryga jest bardzo mądrym życiowo psem. Bacznie obserwuje otoczenie, moje duże suki omija szerokim łukiem. Ale też próbuje co jakiś czas sprawdzać granice (fotele, sofa, schody). Jeden fotel wyznaczyłam, że jest dla niej dostępny. Inne miejsca "na wysokości" nie (tak dla zasady). Wczoraj położyła się na legowisku "dużej". One sypiają i kładą się gdzie popadło, zamiennie, więc nie mają problemu, gdy ktoś im się położy, nie zwracają uwagi. Ale dla niej to miało znaczenie, bo jak tylko ja "w odwecie" położyłam się na jej legowisku, postawiła uszy i wnikliwie mi się przyglądała, po czym wstała i powolnym krokiem zaczęła zbliżać się w moim kierunku. Ja patrząc na nią najbardziej lekceważąco, jak umiałam, leżałam nadal, a ona w ostatniej chwili zmieniła kierunek i poszła sobie w inny kąt pokoju. Ja po chwili wstałam, a ona szybko podeszła do swojego łóżeczka i tam się ułożyła, nie ruszała się stamtąd co najmniej godzinę (nie spała, obserwowała). Nie chciała pić z miski dużych psów (mają jedną, wielką, wspólną). Jak dałam jej inną, w pobliżu jej legowiska, chętnie pije. Nie chciała wczoraj jeść za dużo, ale miski pilnowała. Nawet śmialiśmy się, że nie je dlatego, by mieć co pilnować. Jak usunęłam z domu duże psy, troszkę zjadła. Mojego męża bardzo polubiła, dużo ją głaskał, przemawiał, chodziła trochę za nim. Tylko 2-3 razy lekko zaczynała warczeć przy głaskaniu, ale on przemawiał do niej miło i przestawała. Do chłopaka córki się stawiała - warczała, pokazywała kły, mimo, że też łagodnie przemawiał i głaskał (zaczynał). Ale on mi się przyznał, że lekko się jej boi (po naszych opowieściach). Ja jeszcze nie wchodziłam zbytnio w poufałości, parę razy głasknęłam, a przy próbie dłuższego głaskania ona rzuciła się na swój ogon ze zmętniałym od szaleństwa okiem. Wszystko to na leżąco, bez dużej intensywności. Więc ja też łagodnie podeszłam do tego i przemawiałam, żeby się nie bała. Szybko się uspokoiła. To wczoraj. Próbowała wejść do pokoju, gdzie ułożyłam się do spania, ale posłuchała, gdy zabroniłam i poszła (chyba na swoje legowisko). Dziś żadnych sensacji - sympatyczny spacerek rano, a po pracy też mała wycieczka do lasu. Dalej omija psy, ale już nie tak szeroko, jak wczoraj. Razem z nimi czeka na smakołyki. Leżą kołem w podobnych pozycjach i czekają. One jedzą zawsze po nas. Nawet jak nie mają w planie posiłku, to po jedzeniu swoim zawsze daję po 2-3 smaczki. Duże wiedzą i czekają. Ona się też przyłączyła. Jest podszyta strachem. Nie jest swobodna - każdy tymczas nawet mały już na drugi dzień łaził, zwiedzał, integrował się z dużymi psami, a ona na pierwszy ruch dużego psa chowa się gdzieś z widoku. Ludzi niby się nie boi, ale woli ich mieć na dystans. Więc, gdy tylko może poczuć się "górą" zapewne dodaje sobie animuszu i pokazuje rogi. Ale moim zdaniem, choć krótko ją obserwuję, to to rzucanie się na ogon to jakaś utrwalona reakcja już chyba niezależna od jej woli - ona jest mocno zaburzona, bo próg, kiedy traci kontrolę jest bardzo niski, po prostu jest zaburzona i niestabilna. A taka posłuszna i ładna z niej sunia! Albo teraz: Moje psy leżały obok mnie pod biurkiem. Ona daleko na dystans. Jak pobiegły na ogród poszczekać na auto, ona zajęła miejsce przy mnie. Gdy one wróciły, Fryga zaczęła warczeć, żeby nie dopuścić ich do mnie. Ale one chyba się tych sygnałów nie wystraszyły i Honda położyła się obok z drugiej mojej strony. Inne dwa gdzieś poszły, one nie lubią awantur, albo po prostu znalazły lepsze zajęcie, tylko Hondzie zależało na mojej bliskości (zwykle leży pod biurkiem) i podeszła. Jak już Honda zlekceważyła ostrzegawcze warczenie Frygi, ta od razu się uspokoiła. Gdyby Honda okazała choć lekki strach, warczenie byłoby na pewno zdecydowanie silniejsze. (wczoraj przy przywitaniu z dużymi psami czuła bliskość swojej Pani i nieźle na nie się szczerzyła i szczekała). Teraz leży (za chwilę ja coś zadziałam, tak w ramach eksperymentu, choć wewnętrznie czuję, że w jej przypadku nie należy popędzać wydarzeń tak, by rytm życia stracił naturalność). Ona bardzo mocno opiera swoje istnienie na takich pojęciach jak "pozycja", "władza". Nie wiem, musiała mieć takie życie, że tak musiała walczyć o byt wywierając presję psychiczną, bo fizycznie jest przecież mała i słaba. Nie nauczyła się partnerstwa, współistnienia bez walki o władzę. Przenosi to w świat ludzi, którzy są dobrzy, mili, a więc może słabi? A w każdym razie można ich "osłabić", powalczyć. Ona nie jest po prostu "wyluzowanym psem". Jest wciąż napięta, jakby nie była przekonana, że jej życie jest już bezpieczne, po pół roku w dobrych rękach, u spokojnych, życzliwych ludzi. Popisałam, nie wiem, czy komuś się zechce przebijać przez to. Ale zależy mi na tym, żeby pomóc, jeśli w ogóle jestem w stanie.
  15. Ludzie nie są świadomi takich potrzeb, nawet jak dysponują czasem i są wrażliwymi ludźmi. Dopiero, gdy się jakoś przypadkiem zetkną ze schroniskiem, adopcjami, dt itp. to zaczynają widzieć skalę problemu. Przeciętny człowiek myśli, że schronisko to jakby hotelik dla zwierząt, no, może niewiele ma gwiazdek, kiepski hotelik, ale jednak. No i nic tam po kimś, kto tam nie pracuje (coś jak ZOO).
  16. Widzisz, Lika, Gajunia przysłużyła się do tego, że mogłam Cię poznać i to też po niej zostanie, że się znamy już osobiście, a nie tylko z postów. Poruszyła wiele serc, to też zostanie jako ślad po Niej. A tak już jest, że one odchodzą zbyt szybko, trzeba się z tym pogodzić.
  17. Płaczę razem z Tobą, Lika - mam Jej żywy obraz przed oczami. Ale tak lepiej dla Niej. Biedactwo, końca była z Tobą. Była z Tobą krótko, ale czuła się szczęśliwa, że ma Ciebie, kochała i była kochana. Zrobiłaś dla Niej wszystko, co możliwe i na koniec dałaś Jej spokojnie odejść. Żegnaj, Malutka [*]
  18. Lika, jesteśmy z Tobą. Jak z Gają źle - nie ma jej co męczyć. Sama widzisz najlepiej, jaki jest jej stan, nam trudno na odległość to ocenić. Dziś święto, ale jakaś lecznica chyba ma dyżury, albo prywatny wet jest w domu. Co do zostawiania psów w lecznicach, ja mam mieszane odczucia, zapewne wolałabym dojeżdżać, jeśli w promieniu 200 km, a gdyby dalej, to pojechać na kilka dni, mieszkać w pobliżu, a później rehablilitować sama. Ale jakby stan psa wskazywał, że jest np. 90% szansy na pełną sprawność, a potem pożyje jeszcze trochę i będzie tym życiem się cieszyć, a trzeba byłoby zostawić - kto wie, czy nie zostawiłabym. A co do dr Sekuli, to choć go prawie nie znam, to myślę, że nie wahałby się zakończyć cierpienia Gai (pytał Cię przecież czy nie uważasz, że tak byłoby najlepiej, dopytywał, czy na pewno chcesz ją próbować ratować z tego stanu, bo już jest zaawansowany i przedawniony). Ona ratuje psy, ale nie za wszelką cenę. Widział ją w stanie zupełnie innym, wpatrzoną w Ciebie, bez cierpienia na pyszczku, otrzepała się po zabiegu, jakby jej ulżyło, wsuwała jedzenie, piła.
  19. Lika, może wraca jej czucie, może unerwienie sięga dalej /widziałaś, jak skakały nerwy kilka cm dalej niż na początku/, dlatego te objawy bólowe, choć straszne, mogą być początkiem lepszego. Czy dostała antybiotyk na drogi moczowe? Jak zlikwiduje się zapalenie, to przestanie boleć, a wtedy ocenić możesz stan bardziej obiektywnie. Dawaj jej picie strzykawką, albo kroplówką nawodnić trzeba (ja się nie znam, ale tak miała Yorczka, jak już była na wykończeniu rok temu i teraz żyje cała i zdrowa). U dr Sekuły ratowane były też psy stareńkie - ta Yorczka miała 13 lat i wcześniej była zupełnie jak worek sparaliżowana, z zanikiem mięśni i nerwów, przednich łaperk też nie podnosiła, a widziałaś, jak przy nas zasuwała przez całe podwórko. Gaja też ma taką szansę, żeby tylko poprawił się stan dróg moczowych i nic nie bolało. Widziałam na jakimś wątku radę lekarza, że w przypadku paraliżu tylnej części, należy OPRÓŻNIAĆ pęcherz moczowy przez odpowiedni ucisk, a nie tylko, żeby ulewało się, jak popadnie. Wtedy mocz nie zalega w takich ilościach i nie dochodzi do zapalenia dróg moczowych. W ostateczności decyzję o eutanazji można podjąć, ale jeśli da się, by nie bolało Gajuni to, co bolało, to można jeszcze podjąć próbę tej rehabilitacji, która odwróci paraliż.
  20. Ja daję przeciwbólowy i przeciwzapalny Carprodyl na ten palec Grace (oprócz antybiotyku). Ale nie z apteki, tylko od weta. Biedna Gajeczka, cierpi, dzwoń do wetów, niech choć poradzą, co podać ludzkiego, np. Pyralgin (też kiedyś w kryzysie podałam, bo wet pozwolił). Serce pęka, gdy nie można pomóc.
  21. A tak w ogóle, co to za woda? Daleko od Ciebie? Może gdzieś w moją stronę.... to przy jakiejś kiepskiej pogodzie zapakowałabym futra i skoczylibyśmy popływać... Ach, rozmarzyłam się, a tu rzeczywistość skrzeczy.
  22. Po tym, co widziałam u Poker, mam poważne wątpliwości, czy zachowa się cokolwiek inaczej. Widziałam, jak kilka razy warczała i odsłaniała zęby (jak dla mnie naprawdę nie miała powodu). Po (celowym, dla demonstracji zachowania) zbliżeniu grzebienia Fryga natychmiast odsłoniła zęby i rzuciła się w kółko do swego ogona. W najlepszym scenariuszu: -Jestem zupełnie obca, moje duże psy mnie słuchają i ona to zobaczy (a nie uzna za przejaw mojej słabości, że na to i owo im pozwalam). Jeśli tylko będzie czuła respekt przed olbrzymami, może mnie uznać za autorytet. W najgorszym: - może wcale nie czuć respektu przed moimi sukami (one nie tykają mniejszych) i uzna je za cieniarzy, podobnie jak i mnie (jak zobaczy, że one czasem jednak zachowują się, jakby w domu rządziły).
  23. Biedactwo. Bardzo bardzo żal malutkiej, kochana psinka. Trzymam kciuki, żeby jej się polepszyło. Siki miały niedobry zapach, bo wylewało się tylko tyle, co się ulało przy zmianach pozycji, a reszta zalegała i od tego stany zapalne i też stąd na pewno pogorszenie. Próbowałaś strzykawką do pyszczka wodę po troszeczkę? Łapki słabe, sunia odwodniona, to może stąd nie podnosi się, a nie z powodu paraliżu?
  24. Ja moją Grace goliłam przez 5 lat, zaprzestałam niedawno (rok temu?) i ma włosy twarde jak druty. A Hondę tylko wyrywam, niestety nigdy nie doścignie twardością swojej mamusi. Nigdy co prawda nie rwę całkowicie, bo zawsze za późno się zabieram. Ale nie sądzę, że całkowite rwanie by coś zmieniło.
×
×
  • Create New...