Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Na początku zawsze się burzy, więc i tak trochę było. No i głośno przewidywał, jak będę rozpaczała oddając ją, bo bardzo miła istotka z niej. Ale dziś mąż miał urlop, był na długim spacerze i usłyszałam wiele miłych zdań na jej temat, więc jest dobrze.
  2. [quote name='malawaszka']hihi nooo marako czy to w tym samym dniu napisałaś, że na razie nie będziecie brać tymczasów, a zaraz potem zobaczyłaś Szilę??? :loveu:[/QUOTE] Dokładnie tak, aż się zdziwiłam, jaka jestem niekonsekwentna...
  3. Czy jest jakiś termin podpisania? Bo dziś już padam.
  4. Dzięki wszystkim za zaglądanie i miłe słowa. Poker, nie chodzi o Frygę. Ja po prostu z różnych względów postanowiłam przez jakiś czas nie brać dodatkowych psów. A to był jakiś głos serca (odzew po Bajce, którą do dziś serdecznie kocham i mam wątpliwości, czy dobrze zrobiłam oddając ją, a nie mam żadnych wątpliwości jeśli chodzi o 3 inne wyadoptowane w tym czasie). No i koniec, wpadłam. Teraz może jeszcze morelka ugoszczę, bo jak już, to jeden, czy dwa nowe nie robi dużej różnicy, a wsparcie będę miała wielu zacnych osób.
  5. OK, Szila, bo lepiej usłyszy ze względu na sz, choć murzynka Mea też z niej niezła by była. Elinki głos dla mnie b. ważny, bo to ona ją wynalazła. Bardzo dziękuję, malawaszko, za wątek. Ja dopiero wróciłam po 15 godzinach poza domem i padam na twarz. Szila już skumplowana z dużymi - leży na jednym z ich legowisk. A na tym, które dostała i na początku zajmowała - Honda czasem się kładzie. Ona na spacerach czekają na nią, jak dłużej zatrzymuje się na niuchaniu. Czyli jest już w sforze. Dziś sraczysko. Czarne jakieś i rzadkie zupełnie, lekko śluzowe. Ale tak mają u mnie zawsze drugiego-czwartego dnia wszystkie, które przychodzą ze schronów - w końcu zmiana karmy, wody i innych warunków. Jakby nie przeszła to zobaczymy - w sobotę podjadę z nią do weta (jadę z Grace, to ją też wezmę). A jakby trzeba było wcześniej to wcześniej.
  6. Zaraz założę, jak będę umiała.
  7. Nie mierzyłam, ale jest chyba ciut wyższa od Bajeczki, która chyba miała 46, nie pamiętam dokładnie. Albo tak mi się wydaje, bo jest masywniejsza. Pomiary, zabiegi, itp. chyba jutro, tylko dziś nasmaruję te sutki - wczoraj nie miałam gliceryny, nie zdążyłam kupić, bo wróciłam od weta o 23:00 i zaraz po męża na stację. Dziś wracam po 15 godzinach, będę o 22:00 w domu dopiero, a wyjechałam o 7:00.
  8. Pokazał mi, jak duży jest zapas skóry i jak to wyciąć, (a sunia jest gruba raczej, grubsza nie powinna być, tylko mieć mięśnie, a nie tłuszcz, czy sama nie wiem co). Aż się dziwił, że taka grubaska w schronie. Waży 24 kg. Jutro coś wymyślę z imieniem (moja córka ma czasem dobre pomysły), ale też czekam na propozycje od Was.
  9. Już zwątpiłam, czy jestem na właściwym wątku, tyle się dzieje... To krótko: ciąża urojona, zwykła na szczęście nie (USG pokazało też stan nerek -OK, śledziony- OK, pęcherza- OK, trzeba sutki na razie smarować, a jak nie uda się, to ldostanę leki p/laktacji. Uszy zdrowe. Wet ocenił ją na max 4 lata, raczej bliżej 3-3,5. Kupiłam odpchlenie i odrobaczenie (dobrze, że moich nie odpchlałam i nie odrobaczałam, choć czekają zakupione środki już od miesiąca - równocześnie zakropię wszystkie, ale już jutro). Przy okazji sterylki polepszymy stan tej blizny, bo jest paskudna - musiała być ogromna, głęboka rana i ziarninowała tak nieciekawie i byle jak się pozrastała. Czekam na propozycje imienia.
  10. [quote name='farmerka63']Mhm...Mój Farmer mówi, że my wszystkie jesteśmy DOGOWARIATKI ...ale toleruje 48 brudnych łapek w naszym domu ....no bo co może innego uczynić , biedak ? :cool3:[/QUOTE] 48 łapek? Mam nadzieję, że liczysz też koty, chomiki, jeże itp.
  11. Chłopak naprawdę olbrzymi jest, chyba nawet ponad wzorzec. U mnie na dt chłopaki, duże zwłaszcza, odpadają - mamy ustaloną hierarchię i nie chcę detronizować moich starych suk, bo naprawdę poczciwe z nich dziewczyny. Nie chcę im tego robić po prostu. Zresztą jak duży chciałby porządzić, to w pewnym momencie moje dwie duże się postawią i może być rozlew krwi. Mniejszym od siebie wybaczają wiele głupich pomysłów i mam do nich zaufanie, bo Grace jest bardzo opiekuńcza, a tamte przez naśladownictwo też nie fikają. Elinko, czy sunia ma jakieś imię? Bo nie wiem, jak do niej się zwracać. Biedna nie opuszcza wiatrołapu, najwyżej zrobi 2 kroki w stronę przedpokoju i koniec. Nie chcę nic na siłę, bo i tak do domu muszę troszkę ją wciągać. Chodzimy na 5-metrowej taśmie - ona uwiebia węszyć, wije się poomiędzy krzaczorami i drzewami, a ja za nią. Albo muszę przekładać taśmę. Kocha las, zapachy śladów zwierząt. Ale bez linki (na ogrodzonym moim terenie) łazi za mną i pilnuje się. Moich suk się trochę boi, bo one lubią się przepychać, robią czasem trochę hałasu, są duże, mocne, a ona przy nich delikatna i słaba. Ale stopniowo ośmiela się już troszkę podchodzić do nich. Zaraz jedziemy do weta (niestety to 2-3 godziny z bańki, bo sam dojazd prawie 2). Pogoda do bani do jeżdżenia, sypie wciąż, a na jezdni breja.
  12. Przyznam, że i ja lepiej się czuję z większymi psami, choć miałam ostatnio też i miniatury. Ale zachowania większego są dla mnie przejrzystsze i bardziej zrozumiałe - mały jest o wiele trudniejszy do rozszyfrowania. No i jak dziś mój mąż zobaczy 4 psy zamiast 5, to chyba jednak lepiej dla nas wszystkich ...
  13. Myślę, że pies, który był przyzwyczajony do samodzielności, czuł się odpowiedzialny za swoje dzieci i sunię, może wymagać w nowym domu innego nieco traktowania na początku, zanim nie ustalą się relacje i nie powstanie więź między nim, a opiekunem. Jak dla mnie błędem było od razu go wpuszczać na łóżko. Może należałoby ludzi adoptujących psiaki uprzedzać, że na przywileje takie jak łóżko przyjdzie czas, bo niejednemu pieskowi może to trochę zawrócić w głowie. Jeśli ktoś ma doświadczenie z psami, to niech i pozwala wchodzić na poduszkę od początku. Ale co innego dom, który miał jednego psa wcześniej i to uległą sunię. Powinien oprócz miłości dawać też jasne komunikaty, kto w domu jest kim i na co może sobie pozwolić, a na co nie.
  14. [quote name='elinka']Ojej! maraco, zapomniałam Ci dać odpchlenie, które wczoraj dostałam dla psiaków w podarku od fryzjerki Pani Marleny. Gdybyś poczekała parę dni to doślę Ci je pocztą razem z dowodem szczepienia.[/QUOTE] Odpchlenie jednego średniaka to nie jest wielki wydatek, zostaw na jakiegoś innego w potrzebie. Dowód szczepienia - OK, jak będziesz miała chwilę, to wyślij. Dzięki,farmerko, za aromatyczną kawusię - postawiła mnie na nogi. Z a pół godziny kończę pracę, więc za 75 minut powinnam być u czterech czarnulek z pełnymi pęcherzami (i jelitami). (o ile czekają cierpliwie z pełnymi brzuchami).
  15. Jesteśmy już. Psy zapoznane. Tajga jak zwykle straszyła, że chce zagryźć intruza, ale po chwilce jej przeszło. Zostawiłam na wszelki wypadek w wiatrołapie samą, a moją trójcę oddzielnie. Odwiozłam Radka do Wrocławia. Jak wróciłam, nakarmiłam psy. Sunia cudna, nieśmiała, troszkę wystraszona, ale ogonkiem (kikucikiem) macha już jak szalona. Nie chciała wyjść z auta, zapierała się, musiałam brać na ręce. Zmiotła makaron z mięsem (tylko to miałam prócz kulek, których nie ruszyła). Musiała mieć niezłe przejścia, biedaczka, Ta blizna po gryzieniu jest ogromna, szeroka (i nie wiem, czy ma szanse zarosnąć sierścią). Jutro zrobię i wrzucę fotki małej. Wezmę ją też do weta, bo jadę po pracy z Grace. Pokażę uszy, bo drapie się, i kupię odpchlenie i odrobaczenie. Elinka bardzo ciepła, wrażliwa i dobra dusza - nie dała się przekonać, żebym wzięła malutkiego. Więc mamy tylko suńkę. Jutro wieczorem założę jej wątek, na razie idę spać. Pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz Elince i Myngey. Przeczytałam o kąpieli! To dlatego nie śmierdziała specjalnie, jak zwykle schroniskowce. Boże, dwa lata w schronie! To w takim razie jest cudowna podwójnie, kochana i grzeczniusia, wcale nie dzika. Dziękuję też tym, którzy trzymali kciuki za pogodę - myślałam, że będzie gorzej, bo sypał śnieg na wielu odcinkach. W dzień odwilż, w nocy -5, sypiący śnieg - nie wróżyło to najlepiej. Ale w zasadzie jechało się nieźle i już o 1:30 byliśmy w domu (tyle, że później pojechałam odwieźć Radzia). No i zawsze to o 40 km mieliśmy mniej, bo cała rodzinka Elinki wyjechała po nas (masz super córkę, a i męża nadzwyczajnie cierpliwego - w końcu jednak jesteś szalona, jak większość nas tutaj, a on to znosi ze spokojem). Dzięki za wyjechanie po nas, to nie tylko te 2 x 20 km, ale nie musieliśmy też dzięki temu błądzić po Inowrocławiu, więc w sumie zyskaliśmy sporo czasu.
  16. Może uda mi się jednak jakoś z trasy zadzwonić, żeby wyjechał nawet i 20 km, a 50 to już w ogóle byłoby cudownie. Krążenie po Inowrocławiu to też dodatkowy czas. Każda chwila na wagę złota, bo może uda mi się wtedy choć trochę zdrzemnąć przed wtorkową pracą (dojeżdżam do pracy 30 km, więc po pracy będę okropnie padnięta po nieprzespanej nocy i ciężko będzie kierować).
  17. W pracy szaleństwo, tłumy chorych, nie ma kto pracować, godziny schodzą na przeorganizowanie zajęć. Nie wiem, kiedy uda mi się wyjść. Psy oba są. Na początku nie było średniaczki i dylemat, czy po samego małego jechać - zapewne w tych warunkach ponad 10 godzin za kierownicą, ale sunia znalazła się. Teraz pędzę zająć się pracą, żeby jak najszybciej móc się wyrwać. Ale jak pisałam, chyba najwcześniej dopiero za 2-3 godziny będę mogła jechać do domu. Elinka chyba długo poczeka, do nocy (a ja jutro chyba bez spania do pracy będę musiała wyrywać, bo jeszcze przecież muszę obrócić w drugą stronę.
  18. Lika, jest pięknie, ale nie znoszę wychodzić z psami z powodu Grace. Przed każdym wyjściem muszę zakładać jej 2 buty, po czym jak pobiega po śniegu, to opatrunek schodzi razem z butem i muszę znów odkażać i bandażować łapę - mam już dosyć tych bucików. Pozostałe dwie szaleją, jak bawię się zakładaniem bucików, liżą mnie, zasłaniają, muszę się opędzać, bo nic nie widzę jak zapinam rzepy (a zawzięłam się, że nie wypuszczę ich na działkę na sikanie i muszę być konsekwentna, muszą poczekać). Sam spacer - super, ale początek i koniec okropne z tymi opatrunkami. No i siebie też trzeba opatulić, to minusy zimy.
  19. Też się boję jechać w taką pogodę (dziś zasypało okropnie, chyba dlatego, że zazdrościłam śniegu). Niestety w pracy muszę być długo, potem dojazd do domu, wyprowadzenie psów choć na 5 minut, więc wyjechać mogę o 17:30 najwcześniej. Przy takiej pogodzie nie liczę na zawrotną prędkość na trasie - latem byłyby to 3 godziny, teraz może być nawet 5-6 w jedną stronę. Trasa prowadzi długo przez lasy, dość krętą wąską drogą. Tak pierwsze 100 km, później trasy nie znam, bo nie jechałam. Na szczęście Radek pojedzie ze mną, będziemy w razie czego kierować na zmianę. On ma auto niesprawne, gdyby było OK, to pojechałby w dzień, zawsze o łatwiej kierować, jak jest jasno, przynajmniej w jedną stronę. Muszę więc być ja, bo auta mojego męża nie dam mu - muszę mieć dojazd do moich psów po pracy (mamy jedno auto).
  20. 603 569 417 Moi już chyba śpią, bo nie odpowiedzieli na sms-a. To dziwne... Zawsze chodzą spać o wiele później. Jutro będę wiedziała, co i jak. Daj znać, elinka, jak przebiegło wyjęcie psów, czy się wszystko udało. A ja wtedy dam znać, jaka wersja ostatecznie ich odbioru, w razie czego późno (między 21 a 22) byłabym po nie.
  21. Jutro będę po 8 godzinach pracy + 2 godzinach dojazdu do i z pracy, wyjechać mogłabym dopiero wieczorem, ok. 18:00, w tych warunkach jazda aż do Inowrocławia i z powrotem może zająć z 6-7 godzin, a najgorzej, że ja jak jestem zmęczona, okropnie lubię zasypiać za kierownicą, bo jestem niskociśnieniowcem (kiedyś nieźle mnie to kosztowało). Dlatego wyjechanie naprzeciw i zaoszczędzenie mi tych choćby 2 godzin to byłoby wykonalne, a tak, boję się. Chyba, że chłopak mojej córki pojechałby ze mną i przy moim kryzysie on kierowałby. Spróbuję to jakoś przemyśleć, no i pogadać z nim. Rzeczywiście wolałabym mieć psy w domu już już jutro.
  22. Jak jutro je wyciągniecie, to rozważam jeszcze inną opcję - o dowolnej porze wieczornej jutro, gdyby Twój mąż je podwiózł mi do Kalisza (130 km od Inowrocławia), wieczorem, to wyjechałabym ja tam po nie; byłabym tak ok. 19:30 - 20:00 w Kaliszu. Nie trzeba by było przetrzymywać. A jak mój mąż wróci z delegacji, to będzie trudno mi go przekonać do tego, by wtedy wziąć psiaki. Muszę go po prostu postawić przed faktem dokonanym. Dlatego zależy mi na czasie.
  23. elinka, za minutę będziesz miała odp na pw
  24. A może mógłby po pracy? Albo załatwić, że z pracy wyjdzie szybciej. Ja w domu jestem po pracy i tak ok. 17:30 (pracuję we Wrocławiu). Jakbym wyjechała naprzeciwko to zdążyłabym tylko do Międzyborza, ok. 30 km przed Oleśnicą dopiero na 18:30-19:00. Twój TZ miałby tam 188 km z Inowr., mógłby obrócić w obie strony w 5 godzin. Wystarczyłoby, żeby wyjechał z domu o 16:30. We wtorek wieczorem muszę jeszcze jechać do weta do Wrocławia z moją sunią, a później odbieram męża z Oleśnicy z PKP, z delegacji. Więc dalej niż do Międzyborza nie dam rady. No, bo przecież jutro (w poniedziałek) nie ma szans tego pozałatwiać - zgrać wyjęcie psów, przejazd. Ale jutro możnaby późniejszą porą jeszcze przyjechać tu z psami, a ja mogłabym wyjechać nieco dalej na spotkanie.
  25. Popatrzyłam w Google na mapkę dojazdu. Z Inowrocławia do Wrocławia jest 248 przez Oleśnicę. Czyli do mnie ok. 230, bo mieszkam pod Oleśnicą, ale wystarczy dowieźć do Oleśnicy - 218 km od Inowrocławia, a jeśli pora byłaby OK (żebym nie była w pracy), to wyjadę kawałek naprzeciwko, tak, że miałby poniżej 200 w jedną stronę. Zawsze to mniej.
×
×
  • Create New...