-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by marako
-
[URL]http://allegro.pl/elektrody-do-ekg-50-sztuk-i2497191450.html[/URL] to chyba te.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Szczęśliwe te psiury nad waszkowym morzem z wydmami. Lubię domyślać się, co w główkach małych siedzi, miny na każdej focie inne, wyraziste, aż miło patrzeć. Fotogeniczne, a i fotograf niezły. A sznurkowy potwór po prostu szokujący! Chciałabym mieć takiego (najlepiej u sąsiada, co by się napatrzeć codziennie do syta, ale nie musieć nic przy tym robić).- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Bardzo cieszę się z tej kupy! Będzie dobrze, Lika! Jak Wam poszło z nastawianiem? Czy inne ćwiczenia też próbowałaś? To wciskanie i tamto wykręcanie? Nie mogę się doczekać tego stymulowania, mam nadzieję, że urządzenie nie będzie długo szło od zamówienia. No i te elektrody też muszą być kupione, a jak ich nie ma, to klapa. Nawet jak w zestawie są, to tylko na początek.
-
Właśnie miałam o to samo Cię zapytać. Aż się zdziwiłam, że post o tej treści już jest i to Twój. Grace ma palec spuchnięty okropnie, ropę. Wszystko od pazura, który przy nasadzie się rusza. Dostała antybiotyk i środek przeciwbólowy, więc odżyła i chce się bawić. Ale w nocy i rano była bardzo biedna, nawet przejście paru kroków od drzwi na trawkę przy tarasie (na 3 łapach) sprawiało jej ból, bo tamta chora łapa się przy tym ruszała. A musiała pójść na siku, bo przecież w domu by nie zrobiła. Ale wygląda na to, że będzie czyszczona - we wtorek się to okaże. A co u Gajuni?
-
[quote name='Anula']Znalazłam w goglach ten sam i jeszcze tańszy stymulator: [URL]http://www.redcoon.pl/B175714-Sanitas-SEM-40_Stymulacja-prądem?refId=okazje[/URL] A jeżeli chodzi o elektrody to są razem z urządzeniem.[B]Nie mam pojęcia czy to są jednorazowe czy nie[/B]. W goglach też można poszukać tych elektrod jakieś są dla dzieci i dorosłych.[/QUOTE] Niestety jednorazowe i można przedłużyć ich żywot tylko przez to, że będą przyklejone non stop przez 3 dni. Później odklejenie, odpoczynek dla skóry, umycie itp. i znów przyklejenie na 2-3 dni. O ile nie będzie ich malutka odklejać. Na razie jest nieruchoma. Dllatego potrzeba tych elektrod sporo (doktor mówił, że na pewno 2 paczki, po 20 sztuk bodajże). Idą po dwie - 2 dla nerwów, 2 dla mięśni (chyba nie na raz, Lika to wie i będzie dzwonić do dr, jak kupi i podłączy).
-
[quote name='malawaszka']:crazyeye:no masakra! a wysłałaś fakturę? bo teraz dziewczyny na bieżąco teraz robią przelewy... aaa kurde Ty wysłałaś fakturę jak Soema się przeprowadzała zdaje się.. kurde ale lipa[/QUOTE] Wysłałam na Stachiewicza, ale dałaś mi ten adres jako nowy właśnie, już po przeprowadzce. Prosiłam w lecznicy o duplikat, ale oni muszą do księgowej się zwrócić, bo ona ich rozlicza (nie na miejscu) i nie załatwili mi tego jeszcze. Może we wtorek to popchnę. Albo reklamuję na poczcie, bo w końcu wysłałam poleconym, więc jak nie ma adresata, to powinien list wrócić. Raczej myślę, że dotarł i się zagiubił Soemie, bo miała niezły młyn w tym okresie, Kłaj itp.
-
Lika, jak wrócę od weta (dziś zamykają wcześnie, wieęc muszę natychmiast jechać), wyślę foty. Grace ma palec spuchnięty jak bania, chodzi tylko na 3 łapach. Martwię się o nią, czy nie skończy się znów amputacją. Dziewczyny, Lika dała mi 50 zł na paliwo (razem dwie wizyty: 60 km x 4 = 240 km), wzięłam, bo ostatnio nielekko u mnie z kasą, czekam wciąż jeszcze na zwrot za sterylkę Bajki, prawie przestałam na to liczyć, że otrzymam. Poza tym TZ mnie dość mocno kontroluje z wydatkami.
-
Doktor nie twierdzi, że ona nie umie. Dziś robiła to pod jego okiem i karku suni nie skręciła. On tylko mówi, że niektórzy mają dolności manualne, łatwość w naśladowaniu ruchów, chwytów itp., (tak liczy, ze 20% to ma), a ona takiego wrodzonego talentu nie ma. Może np. w ten sposób ją uczulał na to, że musi być uważna, nie wiem, ale mam do niego zaufanie. Instruował ją bardzo poważnie i dokładnie, myślę, że nie wydałby psa, gdyby czuł, że ona go wykończy. Lika nie będzie niczego robiła na siłę, najwyżej za mało tę głowę skręci, będzie nieskuteczna itp., ale na siłę nie będzie kręcić w złej pozycji. Lika zastanawiała się nad ewentualnością zostawienia Gai, czy to tam, czy u mnie (Doktor obstawal za wersją, by została u mnie, że ja na pewno sobie poradziłabym, ja wcale tego nie jestem taka pewna, ale on zapewniał, że tak). Ale Gajeczka jest do Liki specyficznie przywiązana. Po okresie, kiedy wszystkiego się bała, uczyła się po prostu życia, zaufała jej i nawet doktor przyznał, że w takiej sytuacji stres związany z porzuceniem mógłby zahamować mozliwość rehabilitacji - po prostu starowinka poddałaby się i nie byłoby w niej woli walki i pędu do życia. Lika, jak zajrzysz tu - wyślij mi na pw swój mail, to wyślę zdjęcia.
-
[quote name='Poker'] czy Gaja przy tych zabiegach cierpi ?[/QUOTE] Gaja jest bardzo cierpliwa, spokojna. Nie sądzę, żeby ten zabieg ją bolał, nie wydaje najmniejszego dźwięku, nie wyrywa się. Po pierwszym zabiegu otrzepała się, co Doktora bardzo ucieszyło. Wyglądała, jakby się poczuła lepiej. Doktor kazał mi ją dziś podotykać w różne miejsca brzucha, te same, kóre mi wczoraj pokazał, a które były wczoraj zgrubiałe i twarde. Dziś te miejsca odczułam jako miękkie i to powiedziałam. Doktor potwierdził i powiedział, że brzuch jest miękki, bez zgrubień właśnie dlatego, że powłoki są ciut silniejsze. Że to dobry objaw. Elektrostymulacja nerwów po jakimś czasie spowodowała, że drgania przeniosły się niżej, większy obszar w dół kręgosłupa się uaktywnił. Na początku drgania były tylko tylko lokalnie, przy elektrodach. Bardzo wielka szkoda, że Gaja nie trafiła tu o miesiąc wcześniej, może nawet od razu podniosłaby się po zabiegu (do 2 tygodni po wystąpieniu dyskopatii tak to potrafi działać). Może ja coś przekręcam, nie znam się, medycyna to nie moja branża, ale Doktor trochę tłumaczył, starał się, żebyśmy to pojęły, uczył jak obserwować postępy w rehabilitacji. Jestem pod wielkim wrażeniem!
-
[quote name='malawaszka']o rany... biedna Gaja i biedna Lika - bardzo mocno trzymam kciuki, żeby wystarczyło motywacji i samozaparcia! :kciuki:[/QUOTE] Lika jest dzielną osobą, naprawdę motywacji i samozaparcia ma wieele. Jak ktoś nie miał sparaliżowanego psa (bez czucia od połowy ciała), to nie wie, że mocz wylewa się z niego jak z worka, kupkę trzeba wyciskać, paraliż łapek to nic, wobec brzucha i narządów wewnętrznych, które są jak bezwładny worek - jelita nie pracują, nie ma perystaltyki. Odbyt wypada. Naprawdę ciężka praca zajmowanie się takim pieskiem, mi wystarczyło popatrzeć na to z bliska i podziwiam Likę za to, co robi. Jedyne, o co można się bać, to to, że coś może nie wyjść z techniką zabiegu (można uśmiercić zwierzaka, jeśli wykona się nastawianie niedokładnie tak, jak powinno być wykonane). I że osoba pomagająca może nie mieć dość odporności psychicznej (bo zabieg wygląda strasznie, jak się na to patrzy).
-
[quote name='Anula']To były dwie wizyty u dr.tak? Więcej nie będzie? Lika wraca do domy z Gajunią?[/QUOTE] Chciałam ją zatrzymać jeszcze do jutra (od poniedziałku pełną parą pracuję i nie mogę już jeździć), ale ona zostawiła rodzinę, w tym małe dziecko, psy, więc naprawdę trudno byłoby jej tu siedzieć. Jeden zabieg więcej wykonany przez Doktora, czy jeden zabieg mniej - to już nie ma takiego znaczenia. Ważne jest, że i tak trzeba to wykonywać długo, codziennie. I tak musi to robić ona.
-
Roczna suka z rodowodem szuka nowego domu-Sznaucer olbrzymi
marako replied to AniaKlimas's topic in Sznaucer
Ja też nienawidzę takich hodowców i dokładam wszelkich starań, żeby przynajmniej nie było tajemnicą tego "towarzystwa wzajemnej adoracji" to, co się dzieje w ich fabrykach psów. Już zdążyłam się narazić jednemu takiemu (i nawet zbieram baty od czasu do czasu za pewne swoje wystąpienie). Nie zmienia to jednak faktu, że każdy, kto chce mieć psa powinien mu zapewnić warunki takie, żeby pies był szczęśliwy, niezależnie od tego, czy hodowca psa był ch... łasym na kasę, bez poszanowania dla zwierzaków, czy człowiekiem. Na szczęście znam też paru hodowców z ZKwP, którzy kochają psy i jak mają czasem szczenięta (co jest wydarzeniem), to o nie dbają i sprzedają je tylko do sprawdzonych domów. -
Wszystko (prawie wszystko) w rękach Lilki, ponieważ bardzo późno zaczęta, rehabilitacja trwać musi długo i musi być prowadzona prawidłowo (to nastawianie). Niestety doktor powtarzał, że Lila nie ma talentu w tym kierunku (a nawet ostrzej, że jest antytalentem), ale moim zdaniem, jak się zaprze i będzie stosować do wskazówek (i fot, które zrobiłam, za pozwoleniem Doktora), to ma szanse zrobić to poprawnie. Nie wiem czemu Doktor twierdzi, że ja jestem w tym kierunku szczególnie uzdolniona i powinnam to ja robić, a sunia powinna zostać np. u mnie. To i tak nierealne (ja jestem przez większość dnia nieobecna, a sama elektrostymulacja minimum 6-7 godzin dziennie!). Lila może będąc w domu zajmować się nią (kąpiele, wyciskanie kupy, sików, masaże, elektrost.,), no i sunia bez niej mogłaby popaść w depresję, bo bardzo jest z nią związana. Jej bardzo zależy na usprawnieniu Gai, więc sądzę, że to wystarczająca motywacja do tego, by to robić jak najlepiej. Niestety potrzebna jest druga osoba (musi trzymać z całej siły, jak Lila będzie ciągnąć za głowę, a tu Lila nie wie, kto da radę się tym zająć u niej. Elektrostymulator coś ok. 136 zł + ok. 45 za 2 paczki elektrod (Doktor sprawdzał, czy jest na allegro, podał markę, cenę, podał, jakie kupić elektrody itp.). Może niedobrze pamiętam końcówki cen, ale Lila ma zapisane. Szanse na wyzdrowienie są duże, bo chodzi o kręgi szyjno-piersiowe. Przy lędźwiowo-krzyżowych szanse są małe. Zresztą widzieliśmy tam naprawdę wiele dowodów na to, że Doktor stawia te psy na nogi.
-
Wizyta dzisiejsza trwała z półtorej godziny. Doktor pokazał jak używać elektrostymulatora (wygolił odpowiednie miejsca). Wygolił też miejsce, w którym należy wciskać w bok kręgosłupa to, co wystaje pomiędzy kręgami. Pokazał różne ćwiczenia pomagające zachować sprawność nieużywanych stawów. Oczywiście znów nastawiał ten odcinek szyjno-piersiowy. Robiła to też Lila. Dał różne wskazówki i wskazał symptomy, po których rozpoznać, czy jest poprawa w przewodzeniu nerwowym. Umówił się, że przed pierwszym stymulowaniem Lila zadzwoni po instrukcje, żeby wszystko dobrze podłączyła i uruchomiła. Jestem pod wielkim wrażeniem, jeśli chodzi o Doktora. Człowiek z wielkim sercem, który robi wiele dla zwierzaków, a w dodatku zupełnie nie dla kasy (dziś 50 zł). Widzielismy 13 letnią sukę yorka, która była wcześniej tak sparaliżowana, że tylko leżała bezwładnie jak worek. Dziś już czołgała się z użyciem tylnych nóg. Przeczołgala się przez całe podwórko na naszych oczach. Poznaliśmy też żonę Doktora - bardzo miła kobieta - na pewno pomaga mu mocno w pracy.
-
Roczna suka z rodowodem szuka nowego domu-Sznaucer olbrzymi
marako replied to AniaKlimas's topic in Sznaucer
Jeśli nadal mieszka w kojcu, to lepiej, żeby się nie wahali, bo może jednak znajdzie dom bez kojca. -
1. Menażeria doktora to jego pacjenci zostawiani tam przez właścicieli. 2. Wygląda na to, że dwie wizyty (dzisiejsza i jutrzejsza) u doktora, a reszta w rękach Lilki. Oczywiście i tak nie ma gwarancji co do wyniku, ale dokonanie oceny, czy jest możliwa poprawa będzie możliwe po kilku dniach (3-5 dni). Może jutro coś więcej będziemy wiedzieli. Mamy nadzieję, że jutrzejszy zabieg wykonany przez doktora coś w tym kierunku ruszy. 3. Lila zostawiła w domu dzieci, psy, więc nie jest możliwe, by tu długo mogła przebywać, a Gaji nie zostawi, bo ona jest zbyt stara i zbyt do niej przywiązana i mogłaby psychicznie się załamać, co też utrudniłoby leczenie. 4. U doktora nie widziałyśmy żadnej pielęgniarki, nie byo nikogo oprócz doktora. 5. W międzyczasie dzwonił do doktora ktoś ze Słupska w sprawie swojego pieska!
-
Lekarz dobry, ale nie cudotwórca. Wstawanie na łapki musi potrwać. Widziałyśmy tam całą menażerię psów w różnych stadiach paraliżu - byłyśmy w szoku. Jedne pełzały, inne próbowały się podnosić na krzywych łapach, srały gdzie popadło. Lekarz powiedział, że pierwsze dni zdecydują o tym, czy jest szansa na poprawę stanu zdrowia. Jeśli po 1-2 nastawieniach zacznie się czucie w ogonku, to jest szansa, oczywiście pod warunkiem codziennego prowadzenia tych makabrycznych ćwiczeń (ryzyko skręcenia karku przy nieumiejętnym robieniu), przez 2 miesiące. Dziś po pierwszym ćwiczeniu widzimy jakby lekką zmianę - Gaja szczeka innym głosem, dźwięczniejszym. W czasie naciskania ogonka lekarz zaobserwował lekkią reakcję w postaci wygięcia. Zamknął się odbyt (wcześniej wypadnięty). Niestety nie ma ona czucia nie tylko w kończynach, ale zupełnie nie pracują jelita i narządy jamy brzusznej. Jutro na 11:00 jedziemy tam po raz drugi, doktor będzie uczył znowu Lilę, jednak powiedział, że jest antytalentem manualnym. Mamy jednak nadzieję, że druga wizyta już da większe efekty, no i Lila śmielej będzie sobie poczynała. Do ćwiczeń są potrzebne 2 osoby, bo jedna trzyma mocno, a druga naciąga i wykręca głowę o 180 stopni. Lekarz - oryginalny człowiek, żyjący w swoim świecie, jego menażeria też osobliwa. Ale fachowcem jest świetnym i człowiekiem też z sercem. Gai trzeba kupić elektrostymulator do pobudzenia pracy mięśni, jutro dowiemy się jaki. Piszę ja, ale Lila jest ze mną przy kompie i podpowiada, co mam pisać.
-
Lika już pewnie w drodze na stację. Długa podróż przed nimi, a ja też poruszona jestem, bo jutro wiele się będzie działo (najpierw zawożę je do Poker, która zaopiekuje się nimi na czas mojego pobytu w pracy, bo jednak na troszkę muszę wpaść do firmy, no i pojadę wyprowadzić psy, żeby wytrzymały później do wieczora, a później podjadę po nich do Poker i już do Piotrowic). Jutro mam Franka (6-letni wnuk) - odbieram go też z dworca, kilkanaście minut po odebraniu Liki i niestety będzie nam towarzyszył wszędzie, bo nie mam co z nim zrobić przez cały dzień. A później - zobaczymy... Tyle zaciskanych kciuków, że jestem dobrej myśli.
-
To ja będę w piątek do dyspozycji - rano odbiorę Was z pociągu i pojedziemy po ogarnięciu Was do Piotrowic (może najwyżej z moim wnukiem, którego muszę rano w piątek odebrać). Pracę odpuszczę sobie - dziś nagdoniłam pracując 6h w pracy i 5 h w domu). Najlepiej wysiadać jedną stację przed dw. głównym - stamtąd jest 25 minut do lekarza, bo jest się blisko wylotu na autostradę. W piątek przyjedzie moja córka, a w sobotę rano wyjeżdżają, więc w zasadzie przez weekend będzie wolna chata w pobliżu dworca głównego PKP, żeby zostać w pobliżu, niekrępująco. Ale zdecydujecie, jak będziecie woleli (trzeba zresztą być elastycznym, bo nie wiemy, co powie p.Sekula, tj. kiedy zechce suczkę widzieć drugi raz). Gdyby się Wam udało przyjechać w czwartek - jeszcze lepiej, ale piątek też jest OK. Najważniejsze, żeby sunia trafiła szybko w dobre ręce - każdy dzień to dla niej strata.
-
No właśnie, pędzić - oby nie było za późno, gdy w grę wejdzie nawet uzasadniona zwłoka. Ja tego psa, gdyby udało Ci się go przewieźć mogę u siebie przetrzymać, jak masz problem z nim i to Cię blokuje z przyjazdem - może moje suki go nie zjedzą - dotychczas były wyrozumiałe dla tymczasów. Niestety w pociągu na osobę może być jeden pies, a nie wiem, czy to z 4-latką jechałabyś, więc tak naprawdę też i ona wymaga opieki. Ale np. jeśli pomogłaby Poker, to i ze zmęczoną 4-latką sobie poradzimy (oczywiście piszę "w ciemno", bo z Poker nie rozmawiałam). Gdybyś zdążyła się zebrać jeszcze dziś lub jutro na wieczór, to pierwsza wizyta byłaby od razu, jutro/pojutrze rano (po ogarnięciu Was po podróży). W pracy zbadałam sytuację i mogę wyskoczyć tak, żeby też być na wizycie, a sama jestem ciekawa jak to będzie wyglądało. Czekanie do przyszłego tygodnia może być zgubne dla Gai - tyle wysiłku a może być za późno. Zaraz po wizycie mogłabym Was zawieźć do tych P., zamiast do siebie (skoro tę opcję preferujesz mimo większej odległości).
-
Małe uściślenie: w piątek zjeżdża się dużo ludzi do nas, a ja muszę odebrać rano wnuka (nie wiem o której, bo to nie ode mnie zależy) i iść z nim do pracy, więc nie jestem tak bardzo dyspozycyjna. Od piątku do niedzieli w domu mam sporo dodatkowych ludzi i 2 dodatkowe psy, razem 5, duże zamieszanie, auto wciąż potrzebne na ich przywożenie, więc akurat nienajlepszy moment. Najlepiej byłoby kuć żelazo póki gorące, tzn,. zanim te zmiany u Gai będą nie do odwrócenia. Czyli po prostu natychmiast jechać. Być tu środa-czwartek, a jak trzeba to i piątek, w sytuacji skrajnej. Mi pasuje, gdybyście przyjechały jak najszybciej.
-
Masz dwie opcje: wyjazd 23:35 i jesteś 8:02 na Mikołajowie (jeden przystanek przed W-W Gł.), skąd mogłabym Was odebrać i zawieźć do lekarza, ale później musiałabym do pracy na trochę chociaż i znowu po Was bym przyjechała i od razu do mnie na wieś, bo pędzę do psów zawsze. Ja mam stamtąd godzinę z haczykiem w obie strony praca-lekarz-praca, pracuję blisko Mikołajowa. Jakoś w pracy załatwię, że będę krócej, a pracę wezmę do domu. Ale pojawić się na trochę muszę, bo zawsze ktoś czegoś chce, nawet w wakacje. Druga opcja: wyjeżdżacie 5:30 ze Słupska i jesteście 13:42 na Mikołajowie, wtedy też Was odbieram i zawożę, ale mogę poczekać u lekarza i razem wracamy już do mnie do domu. Mogę Was przenocować u siebie na wsi i np. drugiego dnia też zawieźć do lekarza przed pracą, oczywiście najpierw zawożąc męża do pracy (to po drodze prawie na trasie mój dom-Kąty). Niestety klucza od mieszkania córki (we Wrocławiu) nie mam.
-
Co do noclegu, to ja jak najbardziej mogę Was przenocować, ale niestety nie mieszkam we Wrocku, tylko 30 km od Wro, po przeciwnej stronie niż Kąty. W dodatku od jutra pracuję, 5-6 godzin dziennie. No i niestety nie mam auta, tj. mamy z tz jedno, a muszę dostosować się do jego godzin pracy (jeździmy razem do pracy, ale ja wcześniej kończę pędzę do psów, a on wraca wieczorem pociągiem i muszę go w odpowiednim momencie odebrać ze stacji pkp, bo mieszkamy daleko od stacji, w innej miejscowości niż pkp. Dowiezienie Was do Kątów staje się więc logistycznie trudne, choć nie niemożliwe. Rozważam jeszcze inną opcję - moja córka jutro rano na tydzień wyjeżdża i może zostawić mi klucze, ale mieszkanie (we Wrocławiu, blisko dworca gł.) jest świeżo wynajęte, więc nie wiem czy ryzykować, że właściciel zastanie kogoś innego zamiast jej. Ale kto wie, może ta opcja byłaby najlepsza, gdyby nie znalazł się ktoś inny chętny do pomocy tu, we Wrocku. Może i dowiezienie do Kątów autem dałoby się jakoś zmieścić w tym wszystkim.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Szkoda psiaka, bo niezależnie od ewentualnych problemów zdrowotnych (mam na myśli np. alergię), to po prostu najprawdopodobniej próbował, czy ma wyznaczone granice, okazało się, że nie bardzo ma, albo raz ma, a raz wyczuwa strach właścicielki, a to jest niestety najgorsze. Jak ktoś miał do czynienia z wejściem do domu dorosłego psa, po przejściach, podobne sytuacje "agresji" (czyt. prób przejęcia władzy przez psa) też się nieraz mu zdarzały. Pamiętam moją schroniskową Tajgę, jak złapała skrzydło świeżo zabitego ptaka, nie było łatwo nie bać się, jak próbowała mi go nie oddać. Albo Marko, jak porwał pół kilo żółtego sera z kosza z zakupami, zdążył zjeść połowę i naprawdę nie żartował, jak syn resztę mu odbierał. To naprawdę była próba sił. Nawet moja ukochana Grace z nami już wiele lat, miała pary razy pokusę, by nie chcieć przesunąć się, żebym mogła położyć się wygodnie w łóżku. Zęby też wtedy zobaczyłam, o złowrogim warczeniu nie wspomnę. Wystarczy raz się podłamać się i dać psu sygnał,że to on dyktuje w domu warunki, a w zasadzie pozamiatane, wiele pracy kosztuje później odkręcanie. Z nowym, schroniskowym psem, jak poczuje w sobie moc (a był zazwyczaj tłamszony, więc moc smakuje), trzeba więcej konsekwencji, a przede wszystkim czasu. Pamiętacie Tutka (olbrzyma)? Jak musiał zmieniać domy, bo zastraszał kolejne właścicielki? Padały nawet słowa o eutanazji. Tutek mógł, to zastraszał, lubił rządzić kuchnią. Jak trafił na kogoś, kto się nie dał zastraszyć, z pewnością też i sam pies poczuł się wspaniale. Bo dla psa, to żadna tak naprawdę frajda, gdy właściciel się go boi. Sznupek musi trafić na kogoś, kto zechce dłużej popracować nad jego aklimatyzacją w domu (i niezależnie od zabaw, pieszczot itp.) nie od razu pozwoli mu np. na łóżko, bo ono jak widać mocno buduje pozycję, do której nie jest gotowy. Jedne psy są łatwiejsze w ułożeniu sobie dobrych relacji w domu, inne trudniejsze, zwłaszcza, gdy mają jakiś dyskomfort płynący z ciała (swędzenie itp.). -
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
[quote name='Maupa4'];) Tylko pamiętaj: zanim posadzisz wrzosy przynieś z prawdziwego leśnego wrzosowiska "trochę" ziemi i poutykaj ją w różnych miejscach tego które chcesz zrobic - musisz zaszczepic "grzyba". Bez "grzyba" walka z wiatrakami ;)[/QUOTE] I to jest chyba przyczyna mojego niepowodzenia, bo bez tego grzyba uprawiałam. Moje to obraz nędzy i rozpaczy, a te u Ciebie - cudowne!!! Chyba założę to wrzosowisko jeszcze raz kiedyś...- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)