Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. DzińDybry, choć na spacerki wątpliwie dybry :( Fajnie, że leki będą słabsze, bo tyle już tego biedny żołądeczek (że o wątrobie nie wspomnę) musiał przyjąć i przetworzyć, że o matkomojajedyna! Ovka - już niedługo chyba do nas przyjedziesz, co? ;)
  2. Dzięki! Pomogły - w dobrych myślach siła! :) A Gapiszon jest wredzioch i warczy na Mufkę, gdy zbliża się do łóżka:mad: Już zapomniała jak to było, gdy do nas trafiła:razz:
  3. Słuchajcie wszyscy - stał się CUD! Wczoraj w gabinecie, gdy p. Doktor usłyszała, że Mała się... załatwiła na dworze, a następnie że... ZJADŁA, gdy zmierzyła temperaturę (odrobinę obniżona, co jest jak najbardziej normalne po każdym zabiegu), zdjęła opatrunek i sprawdziła ranę (wzorcowa) - USIADŁA Z WRAŻENIA na puszcze z karmą!:crazyeye: Chwilę odczekała i powiedziała: "to jest przypadek, który przeczy wszelkim prawom natury, fizyki i innym... nie chciałam Pani wczoraj odbierać nadziei, ale teraz się przyznam - nie wierzyłam, że ona przeżyje..." A ona nie dość, że przeżyła, to po podaniu dwóch zastrzyków, gdy czekałyśmy w poczekalni na podłączenie kroplówki, dostała takiego turbo doładowania, że musiałam ją... postawić na podłodze, bo by mi z rąk wypadła! A wszystko za sprawą pewnego pięknego... kota, który siedział na rękach swojej pani na krześle obok.:razz: Żebyście ją widzieli! Wyrywała się, piszczała, aż prawie szczekała, a pani, która czekała z nami, a która widziała w jakim stanie wniosłam ją na rękach - cichutką, drżącą i słabiutką - śmiała się do łez i zażyczyła sobie taki sam specyfik, bo jutro zaczyna remont i nadprzyrodzone siły witalne by się przydały:evil_lol: Gdy już puściłam małego złośnika na podłogę, otrzepała się i zamierzała wspiąć na kolana pani z kotem. Najwyraźniej w przyjacielskich zamiarach, ale kot nie podjął wyzwania:razz: Po podłączeniu kroplówki tak się kręciła, że w końcu przestało lecieć i Hubert podał jej lek przez wenflon ze strzykawki. Wszyscy w poczekalni byli pod ogromnym wrażeniem. Spotkałyśmy też pana który był poprzedniego dnia, widział w jakim stanie była psina, wiedział, jaka czeka ją operacja, jakie jest ryzyko i też bardzo się cieszył, gratulował i mówił, że pewnie wyczuła jaka ją czeka przyszłość i żal było z tego rezygnować:eviltong: Zważyłam ją - tak jak przypuszczałyśmy - jest lżejsza o prawie kilogram. Ważyła 6,2, teraz waży 5,4. Na dziś dostałyśmy leki na wynos (zastrzyk i antybiotyk do podania przez wenflon), bo nie zdążymy na dyżur p. Doktor. Jutro, pomimo że teoretycznie p. Doktor ma wolne, jedziemy na 19-tą się pokazać, wziąć leki i zadecydować co dalej... Po powrocie z lecznicy, postawiłam ją jeszcze na trochę na trawce, ale się nie załatwiła. Za to zapoznała się z moimi ogonami i z Heleną (kicią), która swoim zwyczajem natychmiast zaczęła się o nią ocierać i mruczeć. W końcu przywędrowała do domu, położyła się na posłanku w salonie i poszła spać. Kolację zjadła (na razie je niewiele, bo pewnie ma ściśnięty żołądek, poza tym kroplówki też swoje robią), ale ważne, że je - i to z apetytem! Napiła się też wody. W nocy grzecznie spała na posłanku przy moim łóżku. Rano powitał nas deszcz - niespecjalnie była zachwycona wyjściem na dwór, nie załatwiła się i kałuża była na... dywanie... Zanim postawiłam jej miseczkę z podgrzanym jedzonkiem, zdążyła się już zameldować przy misce Gapci i schrupała kilka ziarenek suchej karmy:multi: Chodzi już sobie troszkę po domu, pomerduje ogonkiem, przez chwilę dziś nawet goniła Helenkę, ale szybko się męczy. Rano ją głaskałam i wyraźnie jej to sprawiało przyjemność, bo się podstawiała i nie odchodziła, tylko się w końcu położyła na chodniku przy łóżku. Zostawiałam ją zamkniętą w sypialni, bo w domu zostały dziś Lesio, Gapcia i Kreska i nie chciałam, żeby ją męczyły. Myślę, że najgorsze za nami, ale kciuków nie puszczamy! A co do imienia - ustaliliśmy z TZ-em, że jak z powrotem zarośnie, będzie wyglądała jak elegancka... MUFKA:loveu: Aha, kupiłam Linomag do smarowania noska (9,60). Podliczyłam też koszty dojazdu - bo niestety mój pojazd na ślinę nie jeździ :( Podróż po Mufkę i z powrotem - 96 km = 29 zł i wczorajszy dojazd do lecznicy plus planowany sobotni - 68 km = 20 zł. Wpisuję w post rozliczeniowy.
  4. Romenko - zmontowałam post rozliczeniowy. W wolnej chwili podaj mi wpłaty, jeśli są, to uzupełnię, żeby nam nic nie umknęło i żebyśmy miały obraz sytuacji. Dziękuję!
  5. Bardzo proszę - pomóżcie jak możecie - choćby obecnością przy nas, by to całkiem nie jamnikowe maleństwo zostało na tym świecie, który - OBIECUJĘ - odtąd już nie będzie dla niej podły... Samej będzie mi o wiele trudniej przekonać ją, że warto... http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!
  6. Bardzo proszę - kto może pomóc w jakikolwiek sposób, by zatrzymać ją z nami... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc[/url]!!!
  7. Moja niezawodna "ekipa" - zawsze mogę na Was liczyć - DZIĘKUJĘ! :)
  8. Zawsze możesz napomknąć, że ci, którzy się naprawdę wykazali nie wzięli ani grosza ;) A pracowali prawie do północy, choć o 20-tej powinni byli zamknąć i odesłać mnie do całodobowej kliniki w Warszawie! I jeszcze, że musimy "zarobić" na dalsze ratowanie jej życia i zdrowia, gdzie 100 zł to kwota niebagatelna! Choć z drugiej strony wątpię, by człowieka o takiej moralności cokolwiek "wzruszyło"... Za listę leków będę wdzięczna. O aniprazolu powiem dziś p. Doktor.
  9. I ponoć aniprazol... Nie wiem czy to ma teraz jakiekolwiek znaczenie, ale może lepiej wiedzieć, gdyby coś (tfu, tfu!!!!!!) Nie można powiedzieć - sporo sobie policzył :(
  10. Czy ktoś umiałby zrobić banerek? Zaraz też się skontaktuję z Romenką w sprawie pierwszego postu. Trzeba zmienić tytuł i uaktualnić dane...
  11. Kochani, o wsparcie wszelkie i dobre myśli prosimy. Ona musi przeżyć, bo inaczej świat byłby do d... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!?p=19169272#post19169272[/url]
  12. Bardzo, bardzo prosimy o dobre myśli, modły do bogów wszelkich i inne czary, byle by się udało tej maleńskiej istotce... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!?p=19169272#post19169272[/url]
  13. Kochani, wszelkie kciuki, moce czyste i nawet te mniej, proszone o litość dla tej kruszyneczki... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!?p=19169272#post19169272[/url]
  14. To małe czarne z kilku postów powyżej już u mnie. Walczy o życie... Wszelkie siły i bogów prośmy, by się udało... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!?p=19169272#post19169272[/url]
  15. Kochani, mamy dwudziestkę czwórkę i modlimy się do bogów wszelkich, żeby przeżyła... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!?p=19169272#post19169272[/url]
  16. [quote name='obraczus87']Mysza jest odważna, ale tylko gdy są znajome osoby.[/QUOTE] Skąd ja to znam?... Gapcia to samo! Pchełka, Muszka, Dumka... wszystkie "odważne inaczej" ;)
  17. Hihiiiii.... ale ona - póki co - przestała być... kudłaczem ;) Aha, zapomniałam napisać, że tak na pierwszy, pobieżny rzut oka, Malinka ma ok. 4 lat.
  18. Wiem, że tatankas ogłoszeniowo bazarkuje non-stop ;) A u mnie rozpacz w kratkę - bardzo proszę o dobre myśli, bo rokowania baaaaardzo ostrożne... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!/page7[/url]
  19. Cieszę się z wieści o Jedyneczce - wiedziała po co do domku wróciła ;) Też wolę wysłać zdjęcia na bazarek, a fanty wysyłać sama, gdyby była taka mozliwość ;) Czekam na info. I wielką mam prośbę o trzymanie kciuków za to "coś", o co jeszcze będę musiała powalczyć z kostuchą... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!/page7[/url]
  20. Świetna poranna rozrywka! :) W takim razie trzymam kciuki w sobotę, ale poproszę też o kciuki za mnie i to "coś", o co przyjdzie mi jeszcze powalczyć z kostuchą... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!/page7[/url]
  21. Ja bardzo chętnie - tylko kto mi taki katalog zrobi?...:roll: Aktualnie mam na tymczasie Gapcię i Dumkę, a od wczoraj - całkiem w sumie niespodziewanie - to "coś", o co jeszcze mi przyjdzie powalczyć z kostuchą.... [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227649-Podtru%C5%82-j%C4%85-by-umar%C5%82y-szcz%C4%99ni%C4%99ta!UMIERA-I-ONA!Ma%C5%82a-kruszynka-prosi-o-pomoc!!!/page7[/url]
  22. Jasna cholera - od pół godziny pisałam posta i mi... wcięło!:angryy: Przepraszam, że tak długo, ale musiałam się ogarnąć, odbębnić swoją wizytę u lekarza, na którą czekałam od ponad miesiąca, a na dodatek łeb mi pęka:shake: Maleńtas trzyma się życia kurczowo! Rokowania nadal są bardzo ostrożne, ale nikt się nie poddaje. Intuicja mnie nie zawiodła - gdyby nie wczorajsza operacja, do dzisiejszego popołudnia by nie dożyła, a jeśli nawet - operacja byłaby jeszcze cięższa i bardziej niebezpieczna. Stan zapalny otrzewnej był bardzo rozległy. Ropa zalegała bardzo długo - do tego stopnia, że zrobiło się z niej zjełczałe, szarobure błoto... Macica pękła przy trzonie, wylało się to, co się miało wylać i macica zdążyła się... zrosnąć! Wyobrażacie sobie ile to musiało trwać czasu? Jak długo psina musiała cierpieć? Nic dziwnego, że leżała, nie jadła i nie piła. Musiała mieć wysoką gorączkę - stąd ten popękany i kostropaty nosek, który wciąż oblizywała (mam smarować linomagiem). A ten dziwny "balonik" w brzuchu to nic innego jak... ponad kilogram ropy! Mała przed operacją ważyła 6 kg - ciekawe ile będzie ważyć dziś... Zaczęliśmy od morfologii - drukarka drukowała wyniki, a Marta (asystentka p. Doktor) robiła coraz większe i bardziej przerażone oczy. Leukocytoza - norma przekroczona ponad ośmiokrotnie, tragiczna anemia... Pies cały obolały - przy mierzeniu temperatury i USG piszczała i łapała mnie ząbkami za ręce. Na ekranie USG... mleko! Nawet nie było widać zarysu macicy. Możliwa była tylko jedna decyzja - pal sześć godziny pracy lecznicy - trzeba natychmiast operować. Ale najpierw trzeba było Małą odpchlić, bo tyle tego ścierwa miała na sobie, że wskakiwałyby do otwartego brzucha! Popryskałyśmy Maleńką Frontlinem, opatuliłyśmy kocem i w tym czasie szła kroplówka wzmacniająca. Ciężko było z założeniem wenflonu, bo żyły pozapadane, skóra jak na słoniu - sucha i pomarszczona. Po podaniu narkozy, nie wiem czy upłynęła minuta jak pies stracił przytomność. Płukanie błota z otrzewnej trwało niemal godzinę. Wpompowano w to maleńkie ciałko ponad półtora litra płynów, na koniec z bardzo silnym antybiotykiem. Teraz przez długi czas będzie brała antybiotyk dożylnie, potem doustnie. Jeśli przeżyje, leczenie będzie długie... Za wczorajszy zabieg nie zapłaciłam ANI GROSZA! Został potraktowany jako normalna sterylka. Gdybym tylko mogła, ozłociłabym Panią Doktor! Wróciłyśmy do domu tuż przed północą. Noc minęła spokojnie - Mała spała zamknięta ze mną w pokoju, na posłanku, opatulona kocem. Trzęsła się biedusia, bo po pierwsze schodziła z niej narkoza, a po drugie Megii ją jeszcze wczoraj zdążyła ogolić na zerko, bo nie było innego sposobu na pozbycie się kołtunów. Dostałam też od niej trochę szamponu insektobójczego oraz Fypryst, bo zamierzałam ją najpierw wykąpać (jest brudna jak nieszczęście, skóra ze zmianami, w strupach, łupież...), ale wyszło, jak wyszło... Megii podarowała też Maleńkiej obróżkę i 2 puszeczki karmy. Ja spałam jak zając na miedzy, przy zapalonej lampce i co chwilę sprawdzałam czy... oddycha. Nie ruszyła się z posłania, choć się trochę wierciła. Na razie praktycznie nie ma z nią kontaktu... Rano wypiła sporo letniej wody i nawet usiadła. Jeść nie chciała, ale zostawiłam jej trochę karmy wymieszanej z twarogiem. Obawiałam się ją dziś zostawić samą, ale p. Doktor mówiła, że nic złego sobie nie zrobi (i tak nie miałam możliwości wziąć urlopu tak nagle), że ona się bardziej obawia o kolejne dni, czyli o to, czy uda się opanować stan zapalny. Jeśli nie, trzeba ją będzie ponownie otwierać i płukać, a i to nie daje gwarancji na zwycięstwo... Mam nadzieję, że wyrwę się dziś trochę wcześniej, bo i tak na niczym się nie mogę skupić. Oczywiście wieczorem jedziemy do lecznicy. Kciuki i dobre myśli nadal potrzebne, a wręcz niezbędne!
  23. Fajne... dzieciaki! :)
×
×
  • Create New...