Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Ależ się cieszę - DZIĘKUJĘ! :) A z braku dużego rudzielca w domu, pocieszam się tym zza płotu. Taką piękność "załatwiłam" mojej sąsiadce Uli, czyli poniekąd i sobie ;): [IMG]http://images48.fotosik.pl/363/7293ee6094636ecd.jpg[/IMG] A tu jej wątek: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/230842-MIRINDA-z-ulicy-mix-collie-już-w-DS-)[/URL]
  2. Oj się działo... ;) Muszka początkowo nie była zachwycona wizytą u nas... Warczała, nie schodziła z kolan p. Danusi (no, chyba, żeby wejść na... stół!:mad:). Nasze wszystkie ogonki baaaaaaaardzo zainteresowane gościem (i tym ludzkim i psim). Hopcia była mało kulturalna, bo poszczekiwała :cool3: Za to Kreska bezceremonialnie ładowała się p. Danusi na kolana, więc niebawem i Hopka poszła w jej ślady :evil_lol: Lody zostały przełamane, gdy moja banda wypadła "zagryźć złodzieja" - wtedy Muszka... pognała za nimi i wróciły już razem. :lol: Jednak Muszka trzymała się blisko p. Danusi. Rozczulająco przywitała się z Helenką - dotknęły się noskami, Muszka polizała Helę po łebku. P. Danusia w szoku, bo na podwórku kot to wróg:crazyeye: U Doktora wszystkie nas onieśmieliła nowa, piękna, duża lecznica. Jeszcze nie wykończona, ale zapowiada się imponująco. Wielkie otwarcie ponoć w styczniu - muszę się rozejrzeć za dobrym szampanem:razz: Do zdjęcia Muszka została z lekka znieczulona. Zdjęcie zrobione, czekamy, a tu - co za pech - zacięła się kaseta. Na różne sposoby próbowali - i Doktor i nawet p. Danusia - gucio i cezar :shake: Na szczęście sprzęt nadal na etapie okresu próbnego, więc ma przyjechać serwisant i temu zaradzić. Mamy nadzieję, że zdjęcie uda się odzyskać i nie trzeba będzie jechać jeszcze raz. Korzystając z okazji, że Muszka była mało przytomna, Doktor porządnie ją obmacał i stwierdził, że: - rzepka siedzi idealnie, nie ma najmniejszego ruchu - ze strony kości, prawdopodobnie nie ma problemu - Muszka ma dość spory przykurcz i nie można u niej ani swobodnie zgiąć kolanka ani do końca wyprostować nóżki; jest to związane najprawdopodobniej z przykurczem potężnego mięśnia lub ścięgna; mogło też dojść do - o matko - czegoś tam w mięśniu na skutek dotykania do niego gwoździa, który spowodował również pęknięcie kości piszczelowej; tak długi okres w gipsie (co było niezbędne) też zrobił swoje.. Resztę wniosków będzie można wysnuć dopiero, gdy objawi się zdjęcie. Na razie zakładamy, że jeśli miałoby dojść do jakiegokolwiek zabiegu operacyjnego, to polegałby on raczej na podcięciu mięśnia/ścięgna/więzadła, niż na grzebaniu w kosteczkach. Będzie można też ewentualnie rozważyć wstrzyknięcie do stawu specjalnego "smaru", choć małość stawu trochę Doktora przeraża:evil_lol: Na dziś, Muszka ma być rehabilitowana na dwa sposoby (z powodu braku najlepszej metody, czyli pływania): - trzeba jej zginać kolanko na ile się da, przytrzymywać przez chwilę i puszczać; po jakimś czasie powinno się dawać zginać coraz dalej...; to samo w drugą stronę, czyli rozciągnąć ile się da, przytrzymać i puścić. - trzeba z nią... TAŃCZYĆ!!! :evil_lol: Najlepiej... WALCA! ;) Łapać za przednie łapki i zmuszać do chodzenia na dwóch łapkach - wtedy mięsień będzie się rozciągał. Dobre jest też wchodzenie po schodach. Tu akurat ma fory, bo mieszka na II piętrze bez windy :eviltong: Na moje pytanie ile płacimy usłyszałam "NIC". I jak tu nie kochać tych moich Doktorów?...:loveu: Ponieważ dostałyśmy taki piękny prezent, pozwoliłam sobie kupić z Muszkowych pieniążków glukozaminę dla niej (50 zł), a z pieniążków Pchełki stress-out dla całej trójki (30 zł). Gdy odwiozłam p. Danusię do domu, Agnieszka akurat była na spacerku z Figusią i Pchełką - o mamo, jaka była radość na widok Muszki!!!! Pchełcia aż się w precelki zwijała - tak ogonek chodził! Muszka była zmęczona i oszołomiona, ale też się ucieszyła. W domu jednak od razu wskoczyła na kanapę. P. Danusia przykryła ją kocykiem i sobie posypiała, a ja ruszyłam w drogę do domu, bo się zrobiło grubo po 22-ej.:-o
  3. Foku drogi - choć również w biegu - na chwilę zaglądam do Cię. Ucieszyłeś się, jak wreszcie wrócili, co? ;)
  4. Moim skromnym zdaniem to stres. Za dużo zmian w krótkim czasie. Z autopsji zgadzam się z tym, co napisała Anja - miski tylko do jedzenia, przy jedzeniu pilnować (u mnie ta z wodą mogła stać ;)). Ostatnio z Chmurką było tak, że jak wskoczyła na kanapę i była grzeczna, pozwalała głaskać inne psiaki - siedziała i ją też głaskałam. Gdy tylko warknęła - zestawiałam na podłogę i ignorowałam dłuższą chwilę. Zależy też jak się rezydentka zachowuje. Moje to kompletny luzik i olewanie "nowej", dopóki ta sama nie wyśle sygnału, że już jest gotowa na bliższe kontakty. One się nie boją. Jeśli Twoja sunia się boi, Pusia to doskonale wyczuwa i próbuje ugrać jak najwięcej. Z pewnością trzeba ich stale pilnować i natychmiast reagować. Natomiast nie izolować, jeśli to tylko możliwe - muszą się ze sobą oswoić i po psiemu ustalić zasady, które będą między nimi panować. I wcale nie musi tak być, że rezydentka będzie ważniejsza. Może w hierarchii człowiek-pies tak, ale pies-pies już niekoniecznie. No, to się wymądralowałam ;)
  5. Oj Maryniu - u Ciebie jak nie urok, to przemarsz wojsk...
  6. Zgadzam się w całej rozciągłości! :) A co do tymczasów, mala_czarna ma pilnie jednego "na zbyciu" ;) W niczym onka nie przypomina, ale duży jest :)
  7. Myślę, że gdyby się nieodpowiednio rozkręcił, domek już by dzwonił ;)
  8. Mogłeś przynajmniej psu swoje zdjęcia zostawić, bo jeszcze Cię nie pozna i portki wyszarpie ;)
  9. Ja też już coraz mniej, szczerze powiem... Wczoraj była u nas p. Danusia z Muszką, zanim pojechałyśmy do Doktora. Gapiszon się zadekował w bibliotece, bo przecież OBCY w domu!!! Wzięłam ją potem na ręce, ale odwracała głowę, bo ten OBCY był w dodatku z OBCYM psem i nie wiadomo było jakie ma zamiary... A nawiązując do pierwszego zdania mojej wypowiedzi - skonsultowałam z Doktorem przypadek maleńkiej młodziutkiej suni ze schronu, która trafiła tam ze złamaną łapą i przez DWA TYGODNIE nikt nie udzielił jej żadnej pomocy, a teraz jest "koncepcja", żeby jej łapkę amputować!!! No i się dowiedziałam, że wystarczyło tę łapinkę choćby... usztywnić jakkolwiek, ale OD RAZU. No, dobrze, że byłyśmy w nowej, jeszcze nie do końca wyposażonej lecznicy, bo bym się chyba pocięła choćby tępymi nożyczkami... :(
  10. No... refleksji głównie nad tym jaką kreację włożyć, by "godnie" wystąpić na cmentarzu i który znicz będzie najbardziej reprezentacyjny - czy na pewno ten najdroższy :( Nie cierpię tego święta, gdy wszyscy na raz sobie przypominają, że od roku nie byli na cmentarzu u bliskich...
  11. Niebanalna sunia jednak - zadek na poduszce - przebój dnia! :)
  12. To w takim razie wiesz więcej niż ja ;) Jestem w takim pędzie, że chyba dopiero w weekend się wybiorę "za płot" :) Ale gdyby działo się źle - z pewnością już bym o tym wiedziała, choćby telefonicznie. Zresztą od początku wiedziałam, że wszystko będzie ok, jak tylko Pershing pójdzie po rozumek do kociego łebka...
  13. My też się nie szczepimy i nie chorujemy, a moja sąsiadka się zaszczepiła i gdy złapała przeziębienie - tak się przechorowała, jak nigdy w życiu... Za to z psiejskiego frontu - słyszałam ostatnio w naszej lecznicy, że mieli kilka przypadków parwo u psów regularnie szczepionych!!!! Też widocznie jakaś mutacja się pojawiła... :(
  14. A ja do końca życia będę pamiętać słowa Luna14, gdy wychodzili ode mnie z Majeczką "wie pani co, albo ja jestem nienormalna, albo ten pies jest wyjątkowy, że tak daleko musieliśmy po nią jechać", a potem, niespełna tydzień później sms "Mąż powiedział, że po TAKIEGO psa to można było jechać jeszcze dalej" :) Cytuję to wszystkim, którzy dzwonią i mówią "oj, to daleko..." Skoro z Katowic nie było za daleko, z Zabrza, a nawet ze... Szwecji (a niebawem z Luksemburga, a może i z Anglii), to wcale się nie zdziwię, jak dostanę telefon z... drugiej półkuli :)
  15. Nutusia

    Metamorfozy

    No chyba nie zdzierżę dłużej tego... "oszukaństwa"! ;)
  16. Nawet mi się tego do końca nie chce czytać. W ogóle uważam, że zakładanie na dogo wątku, że się poszukuje psa to nieporozumienie :( Każdy uważa, że ta osoba powinna adoptować psiaka ode mnie, bo jak nie, to nie ma serca! A przecież każda z nas ma choć jednego psa z wyboru (ja to nawet mam dwa ;)), czyli takiego, o jakim się marzyło, jeśli chodzi o wygląd czy podobieństwo do ulubionej rasy. Nawet biorąc psa na DT, jeśli tylko nie jest to bida spod własnego płotu, człowiek poniekąd dokonuje wyboru. Bo dlaczego ta zagłodzona, a nie ta ze złamaną łapą - czy bardziej w potrzebie jest ta w ciąży, czy ta skatowana przez właściciela. Całe życie to jeden wielki wybór! A psa, który będzie z nami przez kilkanaście lat naprawdę warto wybrać... Moją Hopkę wybrali ludzie, którzy mieszkają w Luksemburgu - i co? Mam im napisać, że źle wybrali, niech poszukają bliżej? Serce im zabiło właśnie do niej, a jak wiadomo - serce nie sługa :) Życzę tej dziewczynie, żeby znalazła psiaczka, do którego serce jej po prostu wyskoczy. I może lepiej niech zamknie ten żenujący wątek i poszuka w ogłoszeniach, które robią nomen-omen... dogomaniaczki ;)
  17. Jestem Aniu, ale pomysłów brak, niestety :( Mój DT "zatkany" do Bożego Narodzenia...
  18. Ale za to pozuje - pierwsza klasa! ;) Szymek - dzięki...
  19. No i się wydało! Macia - samych pięknych dni :)
  20. Ta, akurat! Ona, ta Gusia, biednej Ovusi karmę na ziarenka wylicza!!! A pierogi - mówię Ci Ziutencjo... no po prostu... trzeba choć spróbować, żeby wiedzieć o czym się mówi (pisze w tym wypadku ;))
  21. No widzisz, jak to warto do mnie czasem na SABAT wpaść ;)
  22. Oj tak - podwójny los na loterii wygrała! :)
  23. No Guśka - Ovka jest NADZWYCZAJNA, jeśli ostały się TWOJE pierogi na talerzu - ja bym NIE ZDZIERŻYŁA!!!! Facet bez kagańca - teraz już wiem po kim Ola odziedziczyła zdolności pedagogiczne ;) Przeziębiony Gusiaczek - protestuję? ZNOWU?... Mam nadzieję, że po pierwszej zimie z psem, zahartujesz się tak, jak trzeba ;)
×
×
  • Create New...