Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Dziękujemy i pozdrawiamy zaglądających :) Nasza Imka wczoraj miała adopcyjną wizytację, więc i Sonia skorzystała - podchodziła na głaski i bezceremonialnie wpakowała się na kanapę obok Pań ;) Nadal ideał - jeszcze ani razu nie szczeknęła (może to rzeczywiście nie jest ratlerek? ;)) Połapała się już którędy się wraca z ogrodu, ale nie wpadła na to jak się "puka". Wczoraj w zamieszaniu wielkim Sławek nie zawołał jej do domu i dłuższą chwilę była sama w ogrodzie (bo pukające zdążyły wejść). A Sonia czekała grzecznie aż sobie o niej przypomnimy. Cwaniara wskoczyła na kanapę na tarasie - co będzie czekać na twardej podłodze! :) Okazało się wczoraj, że nasz Doktor się udał na tygodniowy urlop, więc zmieniłyśmy nieco plan gry. Pojadę we wtorek pokazać Doktorowi przepuklinę - ustalimy zakres zabiegu i pierwszy (pewnie sterylkę i coś jeszcze) przeprowadzimy 29 stycznia. Potem, przy okazji zdejmowania szwów zaszczepimy wirusówki. A potem zaplanujemy kolejny zabieg i... do domu!!!! Na 29go umówiłyśmy też z Marysią Rudka na kastrację. Będzie nam z Marysią razem raźniej ;)
  2. Lerka - no po prostu jesteś... przemądra! :)
  3. Pani nie wytrzymała i przyjechała poznać Imcię jeszcze wczoraj! :) Złapała mnie telefonicznie, gdy byłyśmy z Marysią w drodze do lecznicy z Rudkiem i zapytała czy godz. 21 nie będzie za późna ;) Na szczęście była to godzina bardzo odpowiednia, bo gdybyśmy się umówiły wcześniej, niemożliwa byłaby "akcja pies", o której napisałam już na wątku Rudzika :( Pani przyjechała z córką. Miały suczkę znajdkę, która była bardzo podobna do Imki, tylko... na odwrót :) Była czarna i miała białe znaczenia. Imka przywitała Panie w przedpokoju, razem z resztą. Nie uciekła!!! Panie usiadły w salonie na fotelach - Imka się kręciła po podłodze, trochę się pobawiła z Kresią, potem wskoczyła do mnie na kanapę. Podchodziła do wyciągniętych rąk, ale dotknąć się nie dała - standard! W pewnym momencie wzięłam ją na ręce i posadziłam p. Julii na kolanach. Trochę była sztywna, ale paniki nie było i nie zgubiła tyle sierści, co na Dorocie jeszcze niecały miesiąc temu ;) P. Julia ją pogłaskała, po czym Imka spokojnie zeskoczyła na podłogę. Potem Panie się przesiadły na kanapę - oczywiście natychmiast za nimi podążyły Kreska, Gapcia i Sonia (Lili musiała zostać zamknięta w sypialni, bo dostała absolutnie małpiego rozumu!). Po chwili na kanapę wskoczyła również Imka! I dała się Paniom głaskać!!! Bez wątpienia nie byłoby to możliwe, gdyby na kanapie nie leżał żaden inny pies, ale jednak! Gdy Panie wychodziły, wszyscy - z Imką włącznie - odprowadzili je do samych drzwi :) Warunki w potencjalnym domu... Pani jest muzykiem, więc ma mocno nienormowany czas pracy. W domu mieszka jeszcze córka z narzeczonym. Powiem tak - wszystkie mamy stracha, ale postanowiłyśmy spróbować. Jeszcze 2 miesiące temu nie brałabym pod uwagę domu bez drugiego psa. Na dzień dzisiejszy mogę rozważyć taką możliwość. Owszem, Imcia dobrze się czuje w psim towarzystwie, ale z drugiej strony odciąga ją ono od skupienia się na człowieku. W domu bez drugiego psa będzie niejako na człowieka "skazana" i będzie musiała nawiązać z nim silniejszy kontakt. A w razie czego Panie zostaną "przymuszone" do adopcji drugiego pieska :) Jesteśmy dobrej myśli... Wstępnie umówiłyśmy się na środę, że zawiozę Imkę do Pań. Wcześniej podjadę do nich na wizytę, zobaczyć przede wszystkim ogrodzenie. Dziś założę jej świeżą obróżkę feromonową. Umieram z niepokoju, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo...
  4. Sprawy zwyrodnieniowe pokaże RTG. Krew w tym przypadku może wskazać jedynie stan zapalny. Na zwyrodnienia lekarstwa nie ma. Na ciężkie stany podaje się sterydy, ale one bardzo obciążają inne organy, więc to ostateczność. Suplementami wszelkimi, które mają w nazwie "arthro" można jedynie spowolnić procesy zwyrodnieniowe. Przy czym najważniejszym składnikiem jest glukozamina i to jej zawartością w preparacie należałoby się najbardziej sugerować... Tak przynajmniej postępujemy w przypadku naszej Lili. Można też zastosować zabiegi typu prądy czy pole magnetyczne - z zakresu rehabilitacji.
  5. Mały bystrzacha! :)
  6. Zwierzęta mają ten komfort, że mamy prawo ukrócić ich niepotrzebne cierpienia. Wczoraj z Marysią zgarnęłyśmy z ulicy psiaka o jądrach wielkości moich dwóch pięści, całkiem łysego. Okazało się, że ma przerzuty na płuca i kwestią dosłownie dni jest śmierć w okropnych męczarniach, przed uduszenie... Też decyzja mogła być tylko jedna :( Całą sytuację opisałam na wątku Marysiowego Rudka... Naszą Tośkę ratowaliśmy wiele razy, choć lekarze nie dawali jej wielkich szans. Ale widzieliśmy w niej chęć do życia - trzymała się go pazurami i wychodziła z naprawdę poważnych opresji. Ale gdy wysiadły nerki, przestała jeść, kroplówki ją męczyły, sama dała nam do zrozumienia, że już czas...
  7. Byliśmy wczoraj w lecznicy. Otóż uprzejmie donoszę, że z Rudka jest samochodowy pasażer IDEALNY! Marysia się śmiała, że gdyby wiedziała, że tak będzie i gdybyśmy nie wzięły sobie do serca ostrzeżeń Krysi, spokojnie mogła jechać z nim sama :) Co prawda miał opory przed wsiadaniem, ale jechał u Marysi na kolanach bardzo grzecznie i spokojnie. Dawał mi się głaskać i był bardzo uprzejmy. Do poczekalni wszedł bez większych kłopotów, ale do gabinetu już nie - nawet chwilę histeryzował i w końcu został wniesiony na rączkach. Za to w gabinecie sprawował się wzorowo. Nasz Doktor udał się na tygodniowy urlop, więc przyjął nas dr Hubert. Ocenił Rudolfa na max. 1,5 roku. Po pogryzieniu i "guli" nie ma śladu - zagoiło się jak na psie, więc i antybiotyk nie został przedłużony. Żeby nasza wyprawa nie poszła na marne ;), Marysia zdecydowała zaczipować Rudzielca. Zaszczepić go bowiem na wirusówki jeszcze nie można było, bo trzeba odczekać po anybiotyku. Wstępnie umówiłyśmy się na kastrację Rudka i sterylkę Soni na 29go stycznia. Przynajmniej nam będzie "raźniej" ;) Po wyjściu z lecznicy okazało się, że nasza wyprawa nie poszła na marne jeszcze z jednego powodu... Na parkingu zauważyłyśmy biegnącego kurcgalopkiem w kierunku ruchliwej obwodnicy niewielkiego pieska. Wyskoczyłam z auta i próbowałam go zatrzymać, albo przynajmniej zawrócić. Gdy do niego podbiegłam zauważyłam, że jest prawie zupełnie łysy, a między nóżkami dźwiga wielki balon zamiast jąder :( Dotknęłam go, spojrzał na mnie przez moment, jakby chciał się odwinąć zębami i znów obrał kierunek obwodnica. Bez smyczy nie miałam szans. W tym czasie Marysia zdążyła wysiąść z samochodu z Rudkiem. Ja pobiegłam do lecznicy po jakąś smycz, a Marysia patrzyła gdzie pobiegnie piesek. Na szczęście bezpiecznie przeszedł przez obwodnicę (było zielone światło dla pieszych). Wsiadłyśmy w samochód i za nim! Wyprzedziłyśmy go i zjechałam w taki zjazd. Ale zanim wysiadłam, on już znowu był przede mną. Za nim szła dość szybkim krokiem kobieta, a on jakby przed nią uciekał. Zapytałam czy to jej pies. "Nie, myślałam, że jest pani!" Ona już szła za psem, zanim ten przeszedł przez jezdnię! Poprosiłam, żeby się na chwilę zatrzymała, bo pies czuje się goniony, ale powiedziała, że nie może, bo się śpieszy na ćwiczenia!!! Marysia znowu wysiadła z Rudym i patrzyła gdzie się piesek skieruje - ja wróciłam do samochodu i znów w pogoń. Na szczęście piesek skręcił w pierwszą uliczkę - już mniej ruchliwą niż obwodnica, a potem w jeszcze mniejszą. Marysia go śledziła i była coraz bliżej. W końcu piesek zwolnił, bo coraz bardziej opadał z sił. Odwrócił się, zauważył Rudka i się nim zainteresował. Marynia wykorzystała moment i capnęła go, robiąc pętlę z drugiego końca smyczy Rudzika! Podjechałam samochodem - piesek nie chciał się na tej smyczy ruszyć ani o krok. Na szczęście miałam w samochodzie matę ochronną. Zarzuciłam ją na psinę, wzięłam na ręce i wpakowałam na tylne siedzenie. Wróciłyśmy do lecznicy... Okazało się, że psiaka dr Hubert widział już w niedzielę, ale nie dał rady go złapać. Guz jąder gigantyczny - jak moje dwie pięści razem! Wielki, czerwony i gorący... Wisiał ten balon na skórze, która wyglądała jak rozciągnięta gruba guma do majtek :( Do tego guz wielkości moreli na dolnej wardze z boku. Wyłysienia z powodu guza jąder, rany na skórze i wypasione pchły. Do tego ślepe jedno oczko - drugie ledwo widzące :( Doktor go osłuchał - w serduszku jeden wielki szmer. Guz mało operacyjny - w każdym razie musielibyśmy czekać do poniedziałku na dr Traczyka, bo nikt inny nie podjąłby się go tknąć. Hubert pobrał mu krew i czekając na wyniki ustaliliśmy, że na noc piesio będzie mógł zostać w lecznicowej klatce, a my z Marysią COŚ wymyślimy... Wyniki krwi okazały się tragiczne - wszystkie możliwe normy przekroczone kilku lub nawet kilkunastokrotnie :( Umówiliśmy się, że zrobią mu jeszcze USG i RTG i zaczekamy z decyzjami do dzisiejszego ranka. My już dłużej nie mogłyśmy czekać, bo byłam umówiona z panią w sprawie adopcji Imki. Wróciłam do domu i niedługo potem dostałam telefon od dr Huberta, że jednak podjęli decyzję o eutanazji. Przerzuty do płuc były tak rozległe, że kwestią dni, może tygodnia była śmierć w strasznych męczarniach na skutek uduszenia :( Chwilę wcześniej dowiedziałam się, że ten psiak należał do pewnej "nadużywającej" pani. Trochę go karmiła, trochę się dożywiał w śmietnikach, całe życie "latał po mieście" i był bardzo wiekowy. Życie miał ciężkie, ale przynajmniej śmierć lekką... :(
  8. Kenia nabrała ciałka - dobrze jej zrobiły takie psie zapasy ;)
  9. O mamo, czyli mogę słać ogłoszenia dla aż 25 piesów! Cudownie!!!! :)
  10. Najwyraźniej Tunia... wystawia nam wiosnę, jak pies myśliwski zwierzynę ;)
  11. U mnie z masełkiem wchodzą jak po maśle, ale teraz się namordowałam z Sonią, żeby jej podać tableteczkę na robale. Musi rzeczywiście ma coś z Hopci ;)
  12. Dobrze - czekam na psiaki do ogłoszeń. Florentyno, rozumiem, że na bazarku Ziutki i Kejciu zamawiałaś?...
  13. Niby trochę jest - rudości ma mniej niż czerni :) Kupiłam u Chińczyka szeleczki (w komplecie ze smyczką, żeby było szałowo, choć smyczek mam w nadmiarze ;)) za całe 8,50 zł! Nie będzie żal, jeśli szelki nie przejdą próby zębów :) Założę jej te szelki chyba w sobotę, żeby móc co jakiś czas zdejmować i zakładać ponownie. A dziś zadzwonił telefon w sprawie Imuszki ;) Pani mieszka na Bielanach, w domu z ogrodem, niedawno pożegnała swoją 16-letnią sunię znajdkę (rak ją pokonał). Niestety, Imka nie miałaby pieska do towarzystwa (choć jeszcze pani nie przekonywałam, że powinno się mieć co najmniej 2 psiaki ;)). Pani ma się porozumieć z córką kiedy mogłyby przyjechać poznać szalonego Imciocha! :)
  14. O, to już po ptakach! I nawet nie było eskalowania napięcia?!?!?!? I ani słowa o zapeszaniu? ;) Szkoda tylko tej pani, która się na czarną elegantkę nastawiła i już drugie pudło :(
  15. Też może być i od kręgosłupa... :( W razie problemów ze stroną dzwoń do mnie, elik.
  16. Wpisz w wyszukiwarkę google sendpoint.pl po prostu :)
  17. O, może tym razem by się Lali poszczęściło, bo polecam ją i polecam. A teraz poleciłam pośrednio - może malagos będzie miała większą siłę przebicia ;) Laleczka młoda, ale nie pamiętam dokładnie ile ma...
  18. I dobrze - przynajmniej Wy się nie boicie :)
  19. A może zrobiły... na spółkę? ;) I tak pięknie się sprawują - OBIE! :)
  20. strona sendpoint.pl, zalogować się i wybrać firmę kurierską K-ex :) Dziś wysyłam pakę do Gluchypies na bazarek dla Maszeńki - duża, sporo waży, a zapłaciłam 16,25 zł. Zabiorą ode mnie z biura i dostarczą odbiorcy do domciu - bardzo wygodnie i tanio :)
  21. Nasz Doktor zaleca najpierw głodówkę - co najmniej dobę. Do tego ewentualnie węgiel w sporych ilościach. Po ustaniu sensacji dieta ryż, marchewka, kurczak - mało, a często. Jeśli biegunka lub wymioty się nasilają bądź nie ustępują - nifuroksazyd do 6 dni i nie odstawiać, nawet jeśli przejdzie wcześniej.
×
×
  • Create New...