Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. U mnie kupiono kosze, a postawiono rok później, po... długich i głośnych intrwencjach mojej may i tekście dozorcy: "Paaaani, tych koszy to mamy ze 40 na składzie, ale nie postawimy, bo się zniszczą". Nie musze chyba dodawać, że prawie mnie szlag na miejscu trafił, jak to usłyszałam. Stoja już 2 miesiące i są całe. Mój wielmożny Filippe :> jest rasy "szmatek", coś w okolicy pudla i sznaucera, waży z 15 kg, sięga do kolan, może nieco powyżej i jest wspaniały :) Felek jest bardziej w kierunku jamniko-szpica.
  2. Wiecie, ja to akurat non stop na spacerze gadam, ludzie pewnie na mnie jak na wariatkę patrzą, ale to jest tak: Felicjan, wyłaź z krzaków, Filip, wstydź się, takie coś brać do buzi, Felek chodź tu, masz ślimaka na szyi, Filip, no naprawdę, musisz skakać? I tak cały spacer. Ale fajne sa takie dyskusje, tym bardziej, że chłopaczki zawsze intensywnie słuchają :) Moje psy na przykład fajnie współpracują, jak zakładam im szelki, to Felicjuszek, który jest niskopodwoziowy (i baryłkowaty, jak twierdzi moja ciotka, choć osobiście sie z tym nie zgadzam :P ), podrzuca przód, żeby trafic łapkami w oczka szelek. Przy wycieraniu też zawsze obaj się ładnie ustawiają, ja mówię tylko "lewa, prawa, tył, drugi tył", a oni elegancko podają. Ponieważ nie rozróżniam kierunków, nie powiem Wam, czy podaja mi lewą na hasło lewa, czy nie ;) Obaj są z ulicy i wzięcie takiego psa po przejściach to jest ogromna satysfakcja pączkująca latami, jak widzisz, że z takiego przerażonego, brudnego, chorego kundelka wyłania się dumny, zadowolony z siebie pies, który zasypia obok Ciebie, gdy czytasz, do tego brzuchem do góry, pysk na popielniczkę i chraaapie jak stary, wielki dziad, choć waży 11kg :] Albo sni o gonitwach minionego dnia szczekając przez sen :D
  3. U mnie są dwa psy, które przez wiele lat zostawały w domu z Babcią. Niestety, dwa lata temu Babcia zmarła, ja z siostra skończyłysmy studia, mamy obie pracę na etat, choć rózne godziny (między 9 a 20 pracujemy), mama jako wykładowca akademicki ma w ogóle plan rozstrzelony, ale dajemy radę - chłopaki też. Na początku, jak zostawali sami, był płacz, wrzask, wycie. Teraz jest telko takie "ehhhh..." dobiegające z legowiska, ale wiedzą, że na głowie staniemy, żeby do nich wrócic i bez względu na pogodę iśc na spacer. Jeśli leje, spacer jest krótki, ale potem w domu jest zabawa piłeczką, mizianie, wspólne gotowanie, wspólne siedzenie na kanapie. No i weekendy dla nich, jak tylko sie da. Musze przyznac, że taka rutyna, u mnie wpajana od pierwszego dnia życia ;) bardzo pomogła własnie, jak umarła Babcia. Ona mieszkała z nami, była cudowną, mądrą kobietą o ogromnym, sercu, wielkiej wiedzy i niebywałym poczuciu humoru, więc kiedy zmarła, przez dom przeszło załamanie. Miałysmy ochotę tylko siedzieć w półmroku i robic NIC, ale trzeba było trzy - cztery spacery zaliczyć, psy nakarmić, wykąpać, wyczesać, ukochać. Okazało się, że to doskonała psychoterapia :) Warto moze rozejrzeć się, czy jakas koleżanka, czy kolega ma inny grafik i może wpaść czasem do psa pod Twoją nieobecność - u nas za wyprowadzaczo zabawiaczy robią nasi faceci (o ile nie sa w pracy). Poza tym po tak cięzkich studiach, po upierdliwych wykładowcach fajnie wrócic do spokojnego domu, gdzie czeka na Ciebie zakochane psie serce, które autentycznie się cieszy na Twój widok. Potem spacerek, zaczerpnięcie powietrza, relaks, oderwanie się na chwilę od myśli z gatunku "muszę zrobić to i to i tamto". Mi to pomaga przebrnąć przez kolejne tygodnie, a pracę mam wybitnie monotonną...
  4. Co do kup - straszne jest to, że u mnie na osiedlu dopiero niedawno wystawili kosze na psie klocki i wiecznie zapominam o workach. Tak więc ide z chłopakami, oni robia kupę, a ja w tym momencie uświadamiam sobie: "choooleeeraaaa, znowu..." Nawet kartke mam na lustrze i co z tego, jak wychodząc z chłopakami na nie nie patrzę... Swoja drogą co do płacenia podatków, to od kilku lat nie płacę, bo nikt nie chce ode mnie przyjąc pieniędzy. Odsyłają od urzędu do urzędu i tyle :| A co do agresji - mam w bloku, w klatce obok, pięknego goldena, który mieszka z ludźmi od szczeniaka, a juz trzy razy musieli dawać zaświadczenie o szczepieniu, bo ugryzł ludzi w tyłek. Na spacer tylko w kagańcu, a jest to efekt wyprowadzania psa z dala od innych istot żywych dowlonego gatunku. Bardzo przykre, pies jest przepiekny, a panicznie boi sie ludzi, psów, gołębi... Ja moje psy prowadzam bez kagańca, tylko wieczorem Filip chodzi w kagańcu, bo polował na jeże, a tak nic im nie zrobi.
  5. Nigdy nie miałam szczeniaka, ale słyszałam, że mozna malucha wyprowadzić używając mleka zastępczego, karmiąc co 2 h pipetką, masując po posilku brzuszek delikatnie do wypróżnienia. Ja tak wyprowadziłam kociaka. Do tego koszyk, można wyłozyc poduszką elektryczną, na to kilka warstw szmatek, zeby nie tracił ciepła. Mleko znalażłam takie: [url]http://www.krakvet.pl/royal-canin-babydog-milk-400g-p-10727.html[/url] Może okoliczne sklepy zoologiczne by miały? Warto też w aptece zapytać o pipetkę, zaskakujące, jakie doświadczenie mają często farmaceuci w klwestii opieki nad psami. Powodzenia.
  6. Mój psychol jest na szczęscie na tyle poręczny, że łapię go za szelki i pod pachę, jeśli przybiega jakiś upierdliwiec. Poza tym mam "odciągacz uwagi", czyli drugiego psa, który jest zdecydowanie bardziej towarzyski - przynajmniej do momentu, kiedy nie walnie się na grzbiet, podbiegacz go wtedy obwąchuje, a Felek dostaja histerii, że jego mikrosiusiak ucierpi i wtedy jest wrzask, a potem ganianka. Jedynym problemem był niereformowalny nowofunland - jak wychodzi ze swoja panią (zresztą chyba z reprezentacji siatkarskiej), to jest ok, ale jak z mamą, to masakara - pies swoje, ona swoje.... No i mogę sobie brac Filipa pod pachę, jak tamten niedźwiedź mi do pachy dosięga. Mój facet (197 cm, 115 kg) usiłował niedźwiedzia kiedyś odholować, bo pies mega łagodny, ale tamten tylko stanął z nosem w dooopce Filipa (tu już była histeria na maksa ze strony mojego) i można pchać, ciagnąć, a ten zakorzeniony na amen. Zwykle spokojnie omijamy psy, na szczęscie ludzie na moim osiedlu juz się nauczyli, że Filip się nie umie bawić. Zresztą jak widzą, jak mój szaleje na smyczy na widok psa, to omijają. Swoją drogą bezcenna komendą jest proste jak cep "siad" - jak Filip czuje chodnik pod tyłkiem, wyluzowuje trochę.
  7. Moje obecne psy jakos się nie umieja tarzać w trawie czy sniegu, poprzednie uwielbiały. Njalepszy był maks, ogromny owczarkowaty pies, który uwielbiał, jak sie go za tylne łapy łapało i majdało nim w te i wewte po trawie czy dywanie. Potem aż skakał ze szczęścia i śmiał się całą mordą. Jakiś zcas temu rozwalił mnie mój facet. Jest ze mną prawie 2 lata, zanim mnie poznał, miał 1 psa, do tego dośc aspołecznego (z powodu "awarii sutków mamy Ami trafił do nowego roku w wieku 4 tygodni i myśli, że jest człowiekiem lub czymś innym, na pewno nie psem). Teraz w domu ma 2, a w zyciu codziennym w sumie 4 :]. Ponieważ ja non stop paplam o psach, pokazuje mu ich zachowania, czytam ich zachowanie, mój men ostatnio stwierdził, że teraz jak idzie ulicą, to na pierwszy rzut oka wie, w jakim humorze jest pies, od razu widzi, czy jest bezdomny, czy tylko poszedł na panienki, a nawet czy to pies czy suka. Dużo czasu spędzamy z całą czwórką i możemy obserwować, jak zmieniało sie ich zachowanie od pierwszego - dość napietego zresztą - spotkania. Swoją drogą moje psy też są przyzwyczajone do słowotoków. Bezcenna była mina dziadka mojego faceta, jak kiedyś całej czwórce oświadczyłam "no cóż, jeśli PSY chcą CIASTECZKO, to muszą USIĄŚĆ" i w tym momencie cała czwórka siadła przede mną w szeregu i grzecznie czekała na wmordzenie ciacha. A dziadek na to "Byniu! uważaj, z kim sie wiążesz! Toz to wiedźma, jesli psy sie jej tak słuchaja, to masz przerąbane!" :D Moje psy bardzo dużo rozumieją, moze to też przez to, ze ja, moja mama i siostra jestesmy filologami i my nie możemy nie mówić. Oni się od nas nauczyli i też gadają - szczególnie Felek robi nam "wykład", jesli zamiast rzucic mu piłkę przedrzeźniamy go. Nie wiem, czy zauważyliście, ale psy wiedzą, kiedy się o nich mówi. Kiedy obgaduje moich chłopaczków, a oni spią, zaraz widzę ucho nastawione jak peryskop w łodzi podwodnej, a po chwili pies już jest obok i zaczyna kombinowac, jak by tu zostac gwiazdą wieczoru.
  8. Moi mają sporo zdrobnień i ksywek. Feliks reaguje na: Felek, Felicjan, Felicjański, Felicjusz, Fel, Kartofel, Ziemniak, Pyr, Pampuch, Pampuszek Filip zaś na: Filipe, Filipinek, Filipiński, Szmatek, Bambuch, Czarnuszek, Smrodek. Razem: Chłopaczki, Pasożyty, Śmierdziele, Smrodki Magiczne słowa: piłeczka, ciasteczko, chcesz, chodź, ciacho, idziemy, jedziemy Sokolinki, dom, siku, siczku, ciacho (na wszystkie reagują baaardzo entuzjastycznie i zawsze wiedzą, o co chodzi :) )
  9. Widzę, że jak zwykle wywaliłam tekst nie dodając tła i kilku brakujących elementów. Tak dla jasności: nie jestem psychopatka ganiającą za ludźmi chodzącymi po chodzniku przy moim domu czy ogródku z kijem. Zawsze, kiedy ludzie idą, a mój zaczyna pyskować, jest krótkie WYJDŹ i idzie na legowisko. Teraz już szczeka tylko na ludzi z psami, choc na początklu darł pape na wszystko, co się ruszało - więc postęp jest. Jest na moim osiedlu ekipa lumpów z wielkim białym psem w łaty (jakiś miks ttb z mastifem chyba, puszczany z małymi dziećmi). Jak tatuś (?) wychodzi z psem po pijaku, staje z nim pod moim balkonem i ryczy na sowjego "bierz go ku**a, pokaż gnojowi, kto tu rządzi". W tym momencie nie da się nie zareagować. Wybaczcie, ale kto z Was się na to zgodzi? Ja wychodzę, zganiam psa i informuję pacana ostrym tonem, że dzwonię po policję. Sam ten tekst wystarczy, żeby na jakiś czas był spokój, ale potem do gościa wpadają kumple i się znowu zaczyna. Niestety, obok mojego bloku jest kamienica z pijalnią piwa, do tego siedlisko różnych lupmerii z bardzo licznymi psami. Nie dość, że co jakis czas pojawiają się i znikaja jakieś szczeniaki (raz na przykład suka husky, raz jakiś ttb, liczne kundelki, dwa dogi - brat i siostra, krzyżowane non stop), to jeszcze wielkie psy łażą po osiedlu z permanentnie narabanymi facecikami i laskami w mini, że migdałki widac. Co do działki - nie da się ich uciszyć i szczerze mówiąc nie przeszkadza mi szczekanie - cała uliczka szczeka, ciągle psy latają pod płotem, ale wszyscy sąsiedzi są na tym tle wyluzowani, maja tam po 2-4 psy na terenie i nie ma tragedii. Tragedia jest, jak dziad idzie z wielkim psem bojowym, zresztą dość obojętnym,a nawet znużonym i zaczyna go szczuc na całe towarzystwo, co więcej, złapałam go na tym, ze sprawdzał, czy da się brame otworzyć. Mam same niewielkie lub stare psy i gościu liczył chyba na małą rzeźnię. Gdyby zdarzyło się to jednokrotnie, nie było by tragedii, ale jesli on się pojawia co 2-3 weekendy, to dla mnie to jest niepokojące i nie reaguję na niego kulturalnie. Jest to ejdna z tych sytuacji, kiedy kultura nie ma sensu, bo nie dotrze. Jest tam kobitka, która ma 3 psy, przy czym jej suka uwielbia się ganiac wzdłuż płotu. Psy nic sobie nie robią, latają jak szalone, ale zaraz padają zmęczone, a odwołane wracają. Kobieta jest uprzejma, stara się odwołac swoje.
  10. Akurat tego aspektu genezy dalmatyńczyków nie znałam, ale faktycznie, jak przypominam sobie szczęki Puclińskiego, to faktycznie miał takie mięśnie policzków, jak ttb, podobny łeb w ogóle. No i te mięśnie, zawsze się śmiałam, że był jak taki "koniowaty" - te mięśnie nóg, ta gracja. Rany... to już 4 lata, a mi go cały czas brakuje. Z mama się czasem śmiejemy, że pomimo dwóch psów w domu wzięły bysmy dalmatyńczyka, gdyby jakis się błąkał. Pewnie na początku by był cyrk, ale obie mamy świra na punkcie kropek. Swoją drogą czy ktoś wie, czy w Łodzi istnieje / istniała pseudohodowla? W zcasie, kiedy ja znalazłam Pucla (to jakieś 9 lat temu chyba), znajomi znajomych w tym samym tygodniu znaleźli swoją Tequilę - miała brązowe kropki i entropium, jak Pucel. No i też problemy psychiczne, ale nie aż takie. Pamiętam, że jeszcze przed Puclem usiłowałysmy pomóc młodziutkiej suce dalmatynce, ale zupełnie nie dawała się złapać, potem gdzies pognała i tyle ją widzieliśmy. No i był też łaciaty półroczny szczeniak, ale ktoś z osiedla go wziął (bo u mnie na osiedlu jest duzo dobrych ludzi z 2-3 psami lub stadem kotów i mało bezdomnych psów). Wydaje mi się, że ta "hodowla" albo zniknęła, albo zmieniła kierunek. Tyle, że nie wiem, gdzie się ona znajduje / znajdowała. Ja mieszkam w okolicy cmentarza Doły i skrzyżowania Wojska Polskiego - Palki, tam większość tych kropków była wywalana.
  11. Nie czytałam całości, ale dodam coś od siebie na temat "złych dalmatynczyków". Mój ukochany pies, za którego bym zycie oddała, a który niestety w wieku 5 lat zmarł (nie wiem do tej pory, jaka była przyczyna, latałam z nim przez miesiac do weta, kroplówki, zastrzyki, miał mieć nawet operację, żeby sprawdzić, co sie w brzuchu dzieje, ale nie dożył) był dalmatyńczykiem. I to takim "najgorszego sortu", jeśli o wychowanie chodzi. Trafił do mnie z ulicy z entropium grożącym utratą wzroku. Miał wtedy rok i prawdopodobnie całe zycie mieszkał w kojcu czy klatce - o smyczy nic nie wiedział, o pieszczotach, na żarcie rzucał się jak głupi, był agresywny wobec mojej suki, wszystkich psów wokół, ludzi. Najpierw stracił nadmiar powiek, leczenie troszke trwało, doszły do tego problemy z uszami, poobijana od ucieczek i pogryziona głowa. Potem stracił jajka. Nastepnie zyskał kilkoro psich znajomych, pojechał nad morze na wakacje. No i okazał się wspaniałym psem, uwielbiałam go. Owszem, wychowanie go było trudne, bo dotychczas sam sobie był sterem, żeglarzem, okrętem, o jedzenie walczył. A tu nagle wygodna kanapa, jak w domu zimno, to kocyk na grzbiet, zawsze dobrej jakości jedzenie, piłeczki, zabawa, ganianki, trochę szkoleń na posłuszeństwo w trakcie zabawy... To był wspaniały, piekny pies, zgrabny, delikatny, choć sporawy jak na dalmata. Wiecie, to był piekny widok - patrzeć, jak się zmienia, otwiera, łagodnieje, jak dziko się cieszy, gdy odwiedzała nas sąsiadka z naprzeciwka - wtedy 16-letnia maleńka sunia o urodzie wyciora do fajki, jak podksakuje robiąc kupę, bo oblazły go gzy. Ponieważ był łapczywy, ktos poradził, żeby napchać go do oporu. Pamiętam, że zjadł tyle, że nie mógł nawet usiąść, bo miał tak brzuch wypchany - a i tak żebrał... Nie wiem, skąd się bierze teoria, że to sa dzikie, złe psy. Zakładam, że z boomu na tę rasę, który pojawił się po 101 dalmatyńczykach, kiedy to ludzie masowo je kupowali myśląc, że od szczeniaka piess będzie umiał mówić, żaglować, tańczyć na linie i serwować posiłki podczas przyjęć na 100 osób. Kiedy na początku szukałam jeszcze domu dla Pucla (szybko jednak zrezygnowałam), zgłaszali się tak kosmiczni ludzie, że brak słów. Jedna pani, pianistka, chciała psa w kropki, bo by się komponował z kanapą i dywanem. Przylazła i stwierdziła, że "bubel", bo pachnie psem i linieje... Inna chciała DOSŁOWNIE żywą zabawkę dla swoich dzieci (2 i 4 lata). Niania by sie nim i dziećmi zajmowała. Ludzie je biora dla wyglądu, bez pojęcia, że te psy są aktywne, bardzo wierne, inteligentne i wymagające. Myślą, że same sie wychowają. Piękny wygląd tych psów jest też ich przekleństwem. Kiedyś, gdy moi chłopcy juz odejdą (oby nie prędko, bo są niemozliwi), znów poszukam sobie kropka. Mój facet mnie pewnie zamorduje, bo marzy mu się coś bardziej włochatego, ale w sumie... Teraz i tak mamy razem 4 psy i zyjemy, więc dwa nie będą problemem :>
  12. Niezbyt mądrze się czepiłaś. Nie masz uzasadnienia dla wezwania Straży Miejskiej. Pies szczeka? No szczeka. Nie jest to zabronione w Łodzi (choc było przez chwile). Nie szczeka między 22 a 6. Nie wydziera sie jak dziki, szczeknie kilka razy, po czym jest ochrzaniany i się uspokaja. Trafił do mnie, kiedy miał 7 lat, obecnie idzie mu 11 rok, pies był zdziczały. Po prawie 4 latach pracy zmienił sie nie do poznania - ufa ludziom, nie rzuca się na rękę, kiedy chce się go pogłaskać - a na początku na dotyk reagował agresją. Teraz jest przylepą, śpi brzuchem do góry, reaguje na komendy, powoli zwalczamy agresję wobec innych psów - zaczął się bawic z innymi psami. Rozumiem, że umiesz sprawić, że pies po przejściach w ciągu kilku minut oduczy sie szczekania na balkonie - ja nie, ale nie przeszkadza mi to. Niech sobie pyskuje, nie robi tego często, nie robi tego agresywnie, opieprza psa, który przechodzi, ale nikt na tym nie cierpi. Chodzi mi jedynie o CELOWE podprowadzanie pod same kratki balkonu, żeby duży pies był w stanie dosięgnąć pysk mojego i podpuszczanie "bierz bierz". Na to wezwiesz Straż Miejską?
  13. Mnie do szału doprowadzają ludzie, którzy stają pod balkonem albo płotem ze swoim psem i się podniecają, że mój dostaje pierdziołka na widok ich psa. W domu mam 2 psy, w tym jednego psychopatę (drugi ma piłkę i wszystko w d...). Filip uwielbia siedzieć na balkonie, grzać się w słoneczku, obserwować świat (nawet przy minus 30). Ponieważ mieszkamy na parterze, każde przejście psa musi być obszczekane. No i są tacy, co jak widzą, że pies świruje, to swojego puszczają pod balkon tak, żeby psy sie po nosach gryzły. Na szczęście Filip się cofa, bo on musi straszyć, ale nie gryzie. No i wtedy wkraczam ja i niczym tornado i robię porządek i krótki wykład światopoglądowy yntelygentnemu psowyprowadzaczowi. Kiedy jeździmy z moim facetem na działkę do lasu, mamy ze sobą 4 psy, w tym 3 podpłotowe i Felka z piłką (ale on, podobnie, jak w domu, ma swój własny świat). No i tez ostatnio gjenjusz jakiś szedł z amstaffem lub pitem (niestety nie rozróżniam ich totalnie) i stanął niczym żona Lota ze swoim i sie cieszy, że psy ze skóry wyłażą. No, tym razem ruszył mój men, który spokojnym, filozoficznym tonem poinformował, co myśli o poziomie inteligencji pana zza płota. Kurcze, jak psy są luzem za płotem i się z moimi ścigają, to spoko, niech mają, ale jak stanie taki gościu i czerpie wyraźną satysfakcję z psiej agresji, to mnie krew zalewa. Misia pluszoewgo nawet nie powinien mieć, a co dopiero psa...
  14. Ja filologiem jestem, a prawie 3 trzydziestokilogramowego dalmatyńczyka z totalną szajbą nie szkoliłam, a w zasadzie ustawiałam zupełnie od nowa połaczeniem pozytywki z konkretną karą za wyskok. Miałam na 6 psów 3 takie, które wielu ludzi by uśpiło po pierwszym wyskoku, a najukochańszym był najbardziej szurnięty dalmatyńczyk właśnie (umarł, jak miał 5 lat i nie wiemy, dlaczego, chyba jelito obumarło, a wet nie był w stanie pomóc :| ). Z nim to było tak, że korzystałam ze wszytskiego, o czym usłyszałam. Najpierw była kolczatka, dopasowywana do obłedu, ale i tak zawsze ją jakoś wywinął i zdjął. Potem szelki, które już zostały na dobre, kantarek na jakiś czas, aż przyniósł skutki. Przydał się, bo przedtem bywało, że ze spaceru wracałam z wielkim siniakiem na udzie, bo pies na widok innego psa wpadał w amok i gryzł co popadnie... Kastracja, ustawianie do pionu ostrym słowem, komendą, czasem szarpnięciem za kark. I bezcenne hasło - siad. Nie znoszę prowadzać psa w kagańcu, dlatego omijanie innych psów, kiedy tylko jest to mozliwe, jest świetnym wyjściem. U Pucla był zakaz spania z ludźmi w łózku, bo od razu czuł się zbyt pewnie i chciał dominować, choć inne psy z nami śpią. Dużo tego było, kiedyś, na początku, jak powiedziałam "wyjdź", kiedy chciał szukac w koszu na śmieci, skoczył mi do twarzy. Odruch bezwarunkowy - dostał w pysk dość mocno. Nigdy więcej się to nie powtórzyło. Nie jestem z tego dumna, ale z drugiej strony jak by się to dla mnie skończyło? U mnie wszyscy w domu uczą się na błędach, ale musze przyznać, że psy nie cierpią. Kiedy jeździmy z czterema psami samochodem, jest spokój, psy są zrelaksowane, w grupie szybko uczą się nowych rzeczy, w tym niestety ganiania psów za płotem z nieziemskim jazgotem. Na to nadal nie mamy ratunku, ale pracujemy nad tym, bo hasło ciasteczko o dziwo nie działa...
  15. To dlaczego na przykład w UK kolczatka jest zabroniona? Osobiście nie szkolę moich psów, raczej nawiązujemy współprace polegającą na wzajemnym "czytaniu się" i stopniowo opracowujemy system omijania na przykład innych psów, które mojego straszego psa doprowadzają do szału, a młodszy ma je i tak w d..., bo nie są gumowe i okrągłe. Jednak kiedy poznawałam moje psy z psami mojego faceta, po prostu poszliśmy na żywioł - kagańce, działka, psy luzem i niech się dogadują. Przez kilka godzin były cyrki, ale bez szkód (poza dumą może), a teraz psy śpią w czwórkę koło siebie, znają swoje miejsce i jest luz. Stado jest baaardzo czytelne również dla nas. Jednak na przykład przy codziennym rytuale ciasteczka obowiązuje tylko SIAD i pyski częstowane od lewej do prawej, jak kto usiądzie. Kantarek stosowałam przy jednym psie - zdziczałym dalmatyńczyku. Działał nieźle, po kilku miesiącach został odstawiony, bo pies nauczył się doskonale chodzić na smyczy. Też był po przejściach, agresywny, więc czasem, kiedy miał atak morderczych zapędów, był łapany za skórę na karku, padało ostre SIAD i pies się wyluzowywał. Siedział, piszczał, ale nie wpadał w amok, do pyska trafiał patyk czy piłka i można było iść. Nie stosuję metod, które niektórzy uznali by za jedyne właściwe, zdarza się, ze pies dostanie w tyłek, jeśli odwinie wybitnie niewłaściwy numer, ale karzę je tylko wtedy, kiedy naprawdę przegną pałę. Zdarza się, że pies zostanie złapany za kark i usadzony, ale zanim ktoś napisze, że łamię jego psychikę, dodam, że kiedy ponad 3 i pół roku temu go znalazłam (miał 7 lat), nie umiał się bawić, nie umiał chodzić na smyczy, bał się głaskania, potrafił dotkliwie złapać za rękę. Od dwóch lat nie zdarzyło się, zeby kogoś choćby uszczypnął, włazi na kolana, radość okazuje pląsaniem z kółkiem w pysku, a jego ulubionym wydarzeniem jest wycieczka do salonu fryzjerskiego, gdzie lata luzem miedzy innymi psami (jak to pierwszy raz zobaczyłam, najpierw myślałam, ze zemdleję, a potem walczyła, żeby nie zalać się łazmi szczęścia). Pies śpi brzuchem do góry, chodzi w szlekach i na smyczy automatycznej, którą doskonale zna, nie zaczepia o drzewa, zna jej długość i impulsy, jakie nią wysyłam. Moja współpraca z nim nie zawsze ma znamiona pozytywnej, ale jak dla mnei ma sens. Bo pies to nie bardzo delikatna istotka, a stadny drapieżnik, więc nie zawsze nalezy się z nim cackać. Nie wolno jednak lać bez sensu (lać w ogóle, klaps w tyłek wystarczy), agresji wyładowywać itd. Dobra, naprodukowałam się jak dzika, pewnie nie na temat, ale własnie koncze trzecią kolejkę martini podsumowując najbardziej udany tydzien dekady :D
  16. Strasznie mi przykro... Dopingowałam go od początku, potem wątek mi się zgubił, a znalazł się w taki sposób. Zawsze, kiedy odchodzi ktoś bliski - czy to zwierzę, czy człowiek, wmawiam sobie, że tak musi być, że to jedyna słuszna droga - bo jedna z nielicznych bez powrotu. Nie wiem, może się mylę, może Bóg, czy kto tam nami kieruje, wie, że to serduszko już więcej miłości nie zmieści - i je zabiera do siebie. Tyle, że tu zostaje żal i łzy. Okropnie mi przykro :(
  17. Proszę na pw numer konta, na które teraz najlepiej i najpilniej należy przelać pieniążki, postaram się jak najszybciej wykonać przelew (wypłata przyszła... hura :D ). Biafrze kibicuję od dawna i bardzo bym chciała cokolwiek dorzucić.
  18. Wiadomo cokolwiek? Jakieś ślady jeszcze się znajdują? Ciągle trzymam kciuki, bo nie ma nic cenniejszego, niż nadzieja. Oby gdzieś grzały swoje ciekawskie zadki.
  19. Bardzo dobre wieści :D Tasiemki są słodkie :] Takie charakterne psiaki. Niestety jamniki lubią poniszczyć, w ogóle psy "porzucone same w domu" lubią demolowac, u mnie szczególnie lubią gazety, a dawniej swetry dziergane przez babcię. Bo tym się można tak fajnie owinąć albo fotel umościć :D
  20. Jak tam pierwsza felusiowa noc w nowym domu? Latarenka, gratuluję doskonałego wyboru, Felek jest naprawdę super psiakiem :)
  21. O rety rety rety... Kciuki trzymam aż odpadną :D Jeśli to będzie dom, to oby Dom Idealny :) Zakładam, że fotki z nowego domu będą... :> Ja raz wyadoptowałam psa w sąsiedztwie - pies się błąkał, przybłąkał się do mnie, bo szłam z moimi dwoma. Następnego dnia pojawił się pan, który chciał psiaka adoptować, no to wiadomo, że pies do niego trafił. Człowieka znałam z widzenia, chodził ze swoją sunią, rozpieszczoną posłuszną, więc widać było, że dom ok. Następnego dnia spotkałam go, jak wybierał się z psem... do schroniska. Tak oto Filip na stałe zamieszkał z nami :D Co do zostawania samemu - moi chłopcy kompletnie nie umieją. Dawniej zostawali sami, ale od śmierci mojej Babci sfiksowali i już nie pozwalają się zostawić. Tak więc są zamykani w pokoju najdalej od klatki schodowej, po drodze kilkoro zamkniętych drzwi. Nie mają co zdemolować, więc po jakims czasie się zamykają. Mam to szczęście, że mam bardzo grube ceglane ściany, a większość sąsiadów czuje się bezpiecznie z piesami za ścianą, bo są starsi i głuchawi. Tak więc dość komfortowy układ pomimo kłopotów...
  22. Głos to on ma potężny, jak dzwon. Kurcze, ale Felki tak mają :D Mój też zlapie piłkę, a potem w nogi, pod łóżko i nie odda. Dopiero jak się zapomni, piłka nagle pojawia się pod stopą, a dwa metry dalej stoi Felini z wytrzeszczem i kwiczy, żeby rzucić. Nie sądzę, żeby nauczył się zabaw typu aport, ale może jakieś przeciąganie sznurka go zainteresuje? Przywoływanie pewnie da się załatwić nagrodami, nawet przekupnym hasłem "ciasteczko" - u mnie to jedyne, co powoduje, ze piłka wypada z pyska, ale nie przerywa niestety szczekania. Trzymam za Feluta kciuki.
  23. Rano na chybcika pisałam, bo niestety zaraz musiałam wyjść. Generalnie z Felinim było tak, że w Wielki Piątek wieczorem wychodziłam z moim facetem do jego Babci, która mieszka niedaleko mnie. Na skrzyżowaniu Wojska Polskiego - Strykowska przechodziliśmy przez pasy, kiedy jakieś 200 metrów dalej na jezdni pojawił się jamnik. Nie mam zielonego pojęcia, czy biegł przedtem wzdłuż cmentarza, ale kiedy go zobaczyliśmy, przebiegał przerażony przez czteropasmówkę. Było już po 18, mały ruch, więc przeżył - w szczycie nie została by z niego nawet mokra plama. Oczywiście ja zdębiałam, mój facet też, a Feliks co? Tuptup do nas, stanął między nami, spojrzał tymi swoimi wielkimi, załzawionymi oczami - kupa nieszczęścia, zmarznięty, głodny, mokry, zagubiony. Ponieważ każde z nas ma po 2 psy (moja ciotka z partnerem 4, to taka wada genetyczna), jesteśmy na takie sytuacje bardzo wrażliwi. Oczywiście zaraz go wymizialiśmy, rozejrzeliśmy się po okolicy, czy ktoś nie szuka, bo może wysmyknął się z obroży... Popytałam w okolicznych kioskach i zostawiłam tam informację, że jakby ktoś pytał, pies jedzie do schroniska, a kontakt u nas. Kioskarze mnie doskonale znają, więc na pewno by dali znać, gdyby ktoś pytał. Mały grzecznie poszedł z nami do domu, jak tylko poczuł, że ktoś się o niego troszczy, od razu postawił ogon i obsikał każdy ważny kąt :] Moja siostra się prawie poryczała, żeby go zostawić, ale niestety moje psy - Filip i Felek (zbieg okoliczności) nie pozwoliły bo zamieszkać u nas chłopakowi. Koleżanka nawet nie przeszła, a co dopiero facet... Tak więc zdążylismy pocykać mu fotki, wrzucić tu informację, nakarmić, wytulić, ogrzać i młody pojechał... Bałam się, że ma coś z uszkami - miał takie dziwne, suche brzegi uszu, poza tym charczał przy oddychaniu lekko. No i trząsł się jak galareta. Przez cały czas szukałam w sieci ogłoszeń o jamniku, niestety większość czasu spędzam w pracy, gdzie mam bardzo poblokowaną sieć i nie miałam jak pododawać ogłoszeń. Wrzuciłam tylko informację na stronie schroniska zakładając, że jeśli komuś zaginie pies, logiczne jest, ze pierwsze kroki kieruje się do schroniska. Felicjusz niestety nie miał chipa, tatuażu ani obroży, więc obawiam się, ze wyleciał. W tym samym czasie w mojej okolicy znaleziono jeszcze dwa czarne jamniki - chłopaka i dziewczynę. Wziąwszy pod uwagę, że mój poprzedni pies był dalmatyńczykiem znalezionym w tym samym miejscu w tych samych okolicznościach, a koleżanka dzień po nim znalazła sukę dalmatynkę, zakładam, ze ktoś w mojej okolicy może mieć hodowlę popularnych psów i co jakiś czas pozbywa się tych, które mu nie pasują... Nie może to byc zbieg okolicznosci :/
  24. Podszedł do nas po tym, jak przeleciał przez sześciopasmówkę, Ogłaszałam go, ale nie szukano go, przynajmniej nie było żadnych ogłoszeń nigdzie. Nie miał chipa ani obroży, był głodny i zmarznięty. Dwa tygodnie siedział na kwarantannie...
  25. Ja chciałam zapytać, czy to faktycznie jest ten jamnik, którego fotka jest na pierwszej stronie? Pytam, bo robiona była w mojej kuchni, przeze mnie, ja go oddałam na Marmurową, bo nie miałam jak przechować. Kiedy został wykastrowany? Ja oddawałam pełnojajecznego, czy Marmurowa w 2 tygodnie zdążyła go ciachnąć? Oddałam go w Wielki Piątek. W ogóle jestem aktualnie w taki szoku, że zaraz chyba się przewrócę. To jest wspaniały, cudowny pies... Wiecie, co jest najgorsze? Wczoraj dzwoniła do mnie Pani chętna na jamnika, gdzieś spod Warszawy. Oczywiście numer ukryty, więc nie mam, a ja jej powiedziałam, ze wszystko super ekstra... Co gorsza w mojej firmie nie ma za bardzo zasięgu i urwało mi w połowie rozmowy. Co za...
×
×
  • Create New...