-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sybel
-
Grey, mam trzy kastrowane psy i nie występuje u nich nietrzymanie moczu. I sukę sterylizowaną. I dwa moje zmarłe psy były kastrowane. I jeszcze kilkanaście znajomych. Dodam, że wszystkie z ulicy, na początku były bardzo agresywne wobec obcych, ale po kastracji się wyciszyły i łatwiej się z nimi pracuje, gdy są skupione na opiekunie, a nie na dominacji, cieczce czy zagrożeniu terenu. Dodam, że kastracja jest również wskazana zapobiegawczo dla psów nieprzeznaczonych do rozrodu, jeśli chce się uniknąc problemów z prostatą. Często zalecany przez weterynarzy zabieg. Oczywiscie kastracja nie rozwiązuje problemu agresji, ale zauważyłam, że bardzo dobrze robi oswajanie psa z duża iloscią ludzi i wyłażenie z nim w mocno zaludnione miejsca. My chodzimy na spacery do Manufaktury, co działa na mojego Filipa genialnie. Oczywiscie nie za często, bo co to za atrakcja dla psa, ale np. ilekroć musimy kupić mu karmę czy jakieś akcesoria, idziemy z nim do duzego zoosklepu :)
-
Jest przyjęte, ale osoba, która tego nie robi, np. z przekonania, ma prawo protestować. Protestowano też przeciwko "artyście", który wykończył psa i przeciwko aktorce, która prezentowała bicie serca umierajacego homara na scenie. Zawsze są dwie opcje: zgadzam się - nie zgadzam się. Za nimi zaś podążają następne: robię coś w tym kierunku - mam to w d*** i grzeję się w ciepłym wygodnym domku. Oczywiscie, że cos jeśc trzeba. Kwestia tylko, jak to coś do jedzenia zostało potraktowane. Jeśli zostało skatowane przed śmiercią, a ja o tym WIEM, robię to, co jestem w stanie uczynić, by na przyszłość zapobiec katowaniu posiłku. Inna sprawa, że są narody lubujące się w brutalnym przygotowaniu jedzenia, np. smażące żywe ryby w gorącym oleju tak, by głowa była na wierzchu i ryba jak najdłużej oddychała... Bo tak jest smaczniej :| Polacy traktują koszmarnie karpie - taka kultura, świąteczny zwyczaj. Ja karpia nie kupię nigdy, natomiast staram się co roku walczyć z tym zwyczajem. Wielu ludzi uwielbia karpie, co nie znaczy, że te zwierzaki MUSZĄ cierpieć. Można kupić karpia, który był traktowany dobrze i nie szalał ze strachu, niedotlenienia, bólu. Tylko trzeba być tego świadomym. Dla Koreańczyków psy są jak karpie - bez uczuć, bez emocji. Można ich uświadomić chocby takim protestem, że mozna zmienić warunki zycia i smierci psów, bo w sumie człowiek jest ich bogiem - decyduje o narodzinach i odejsciu, karmi, daje dach nad głową i podejmuje wszelkie decyzje...
-
Ja się podpisałam, juz raz tego typu akcja dała efekt, na dodatek w Chinach. Był tam zwyczaj łapania młodych niedźwiedzi himalajskich, rozmanażania ich w hodowlach. Takie niedźwiedzie trzymano w klatkach metr na półtora ze stalowym cewnikiem wprowadzonym do woreczka żółciowego, gdyż żółć niedźwiedzi uznawano za wspaniały lek. "Lek" zlewano z niedźwiedzia dwa razy dziennie. Co więcej, cewnik bywał instalowany na wielkiej stalowej konstrukcji okalającej pas niedźwiedzia i powodującej permanenty ból. Znaleźli się jednak ludzie, którzy załozyli schronisko dla takich niedźwiedzi, zadziałali też tak, że rząd chiński (!) wprowadził zasadę - żadnych nowych licencji na hodowle niedźwiedzi, a za zamykanie starych całkiem przyzwoita suma "zadośćuczynienia", by opłaciło się zamknięcie biznesu. Dało radę. Są teraz azyle, gdzie te zwierzęta uczą sie być niedźwiedziami, bywają zwracane naturze, jesli jest to mozliwe. Co do różnic kulturowych - nie zgadzam się z wieloma zjawiskami społecznymi, w tym obrzezaniem kobiet, zaszyciem im wejścia do pochwy, by były węższe dla swojego "pana i władcy", wydawaniem dziewczynek za mąż za mężczyzn znacznie starszych od nich, prowadzaniem kobiet (również w Londynie, bo tolerancja) na smyczach przypiętych do maski na twarzy. Nie podoba mi się masowe zabijanie delfinów w Japonii dla mięsa, rekinów dla płetw, młodziutkich fok dla futra, koni dla mięsa. Nie podoba mi się SPOSÓB, w który jest to wykonywane, bo jest sprzeczne z moimi wartościami. I da się to zmienić tak samo, jak dało się znieść komunizm, zlikwidować w wielu krajach seksizm, rasizm, homofobię. Tylko trzeba CHCIEĆ zamiast stwierdzić "nie no, to siedzi w kulturze, nie wolno zmieniać". Otóż wolno, kultura jest elastyczna, plastyczna i ulega setkom wpływów. Jeździ się samochodem, a dawniej była riksza? Można też nie jeść psów lub przynajmniej mordować je tak, by nie cierpiały. Jesli z jednej strony korzysta się z kultury europejskiej garściami, a z drugiej upiera się, że "nasza kultura to nasza kultura i jest niezmienna", to wykazuje się ogromną ignorancją. Albo w lewo, albo w prawo, a nie taniec na cienkiej linii zwanej "jak komu wygodniej". Dlatego uważam, że nalezy PRÓBOWAĆ. Bo jak się nie próbuje, to nie należy narzekać, że nic sie nie zmienia.
-
Zapomniałam dodać, że był to skok na znajomych, którzy znali moje świry, pomarudzili, że "mam schronisko", ale potem pomagali psy wyadoptować lub przyprowadzali mi znajdy do adopcji. Jedna sprawa, że pieszy świętym nie jest, w myślach psa czy właściciela nie czyta, wiec nie wie, że pies MOŻE skoczyć, jeśli się przestraszy. No bo teoretycznie psy powinny funkcjonować w społeczeństwie i tak dalej. Jesli jednak się widzi, że człowiek usiłuje psa odciągnąć jak najdalej od nogi osoby mijającej, to (uzywając wyobraźni) można wywnioskować, że opiekun chce uniknąc bliskiego kontaktu między psem i przechodniem. Niektórzy wręcz do tego dążą. Raz mój Felek dostał dosłownie kopa w bok (na szczęscie uskoczył), bo facet lazł na nas chcąc przejść między mna i psem, widząc, że miedzy nami jest smycz. I wiem, że zrobił to celowo, bo nie raz atakował ludzi z psami. Inna rzecz, że na przykład raz mój Filip o mały włos by pogryzł pijaka (boi sie mężczyzn pachnących alkoholem), który postanowił się z psem "przywitać". Na moja uwagę, żeby tego nie robił, zwyzywał mnie od najgorszych, bo ta k... mu się nie pozwala z pieskiem witac. Czy istnieje możliwość, by porozmawiać z sąsiadami czy mieszkańcami osiedla i dowiedzieć się czegoś więcej o tej babie? Możliwe, że jest typową pieniaczką, która już narobiła sporo problemów innym ludziom, którzy mogą wystąpić w roli świadków dodatkowych czy coś w tym stylu... Można spróbowac zawsze.
-
Trzymam kciuki. Sama miałam psy, które czasem bardzo trudno było prowadzić tak, by nie ugryzły. Nigdy chyba nie udało im się nic więcej, niż skok na człowieka i przestraszenie go, a ludzie też pomarudzili i poszli, więc wiem, jak to jest. Wszystko będzie dobrze, tylko trzeba na spokojnie przedstawić swoje racje, darować sobie prezentowanie przed sądem domysłów i wierzyć, że babsztyl się odczepi... Swoja drogą okropni są tacy ludzie, takie pasożyty, które jak juz znajdą ofiarę, to się kurczowo trzymają.
-
[MLB] Alfik - Mały, śliczny, dobrze wychowany kudłacz:)
Sybel replied to Hotel KADIF's topic in Już w nowym domu
Ja chętnie, ale mama by mnie z domu wyprowadziła. Tzn ona sama już Filipa nam sprowadziła, jak w domu dwa psy były (sunia Fifi nam umarła rok temu na serce w wieku 13 lat). Sęk w tym, że Filip nie toleruje innych poza swoją sforą, więc mógłby Alfikowi krzywdę narobić. Swoją drogą idzie zima i jak znam zycie coś się u nas pojawi, bo mieszkam w punkcie, gdzie skurczybyki nawet nie zwlaniają, kiedy psy z samochodów wykopuja. Słychac tylko skowyt, trzask drzwi i pisk opon... Alf jest piękny, pasuje idealnie do poduszki pod głową i łapek na kołdrze. Jeszcze powinien spać na grzbiecie, brzucholem do góry. Jak ja żałuję... eh... -
[MLB] Alfik - Mały, śliczny, dobrze wychowany kudłacz:)
Sybel replied to Hotel KADIF's topic in Już w nowym domu
On jest jak miks moich chłopaków - wygląd jak Felicjan, wiek i brak wychowania Filipa :) Tak naprawde dojrzały pies nie jest aż takim wyzwaniem, mój Filip miał chyba 7 lat, jak go znalazłam, do tego był psem totalnie zdziczałym - nawet nie wiedział, do czego służy piłka, głaskany atakował ze strachu. Teraz śpi brzuchem do góry, lgnie do ludzi, zna kilka podstawowych komend, nauczył się bardzo dobrze chodzić na smyczy automatycznej. Alfik to pies, którego bym z radością wzięła, gdybym nie miała dwóch swoich psów i dwóch mojego partnera pod opieką... -
Może z mojej strony sprostowanie: nie znam teorii dominacji, w życiu o niej nie słyszałam. Jestem za tym, by pies wiedział, że nie rządzi w domu, jest członkiem rodziny, czyli de facto stada. Wyprowadziłam trzy psy z ostrej agresji i wiem, jak to wygląda. Były to psy, które trafiły do mnie jako zwierzęta dorosłe, miały od roku do 7 lat. Obecnie ten, który u mnie jest od 3 lat, a wziełam go, jak miał 7, naprawdę się wyciszył. Jesli idzie o kastrację - nie, nie jest lekiem na całe zło, ale POMAGA. To, że ktoś trafił na partacza - cóż, mój kolega od lat żyje jako roślina po usuwaniu wyrostka robaczkowego, bo lekarz się rąbnął z dawką usypiacza. Dlatego na zabieg idzie się do sprawdzonego weta, robi się przedtem badania krwi psa, zeby zminimalizować ryzyko powikłań. Nigdy nie masz gwarancji, że wszystko pójdzie dobrze. Psa równie dobrze może szerszeń dziabnąć na spacerze i zwierzak może umrzeć, więc co? Nie wyprowadzisz na spacer? Kastracja pomaga, a jeśli pies nie ma uprawnień hodowlanych (?), to po co mu w ogóle jajka? Raz dopadnie sukę, narobi szczeniąt, które potem w najlepszym wypadku skończą w dziale do adopcji na dogo. Bardzo popieram metodę zachęcania smaczkami, nagrodami, motywacji pozytwnej, bo jest skuteczna. Jednak jeśli pies czuje się panem domu, trzeba mu pogląd wyprostować. O co Wam chodzi z tym spaniem w łóżku?! U mnie też śpi pies, który jest spokojny. Drugiemu nie wolno, bo kiedy poczuł, że może spać z nami, zaczął bardzo ostro dominować nad mniejszym kolegą. Wyleciał z łóżka, ma swoje miejsce i wyluzował. Psy mają wiele instynktów dzikich zwierząt, więc nie należy robić z nich też upośledzonych kluseczek, które skupiają się tylko na ciastku, zabawce i łóżku z pańcią. Kiedy jadę na działke z czterema psami płci obojga (trzech kastratów i panna po sterylce), widać jasno, że najstarszy pies jest hersztem bandy, panna za nim biega i mu pomaga, mój dzikus chciałby przejąć władzę, albo brak mu odwagi, a mój drugi pies ma swoje zabawki i wszystko w d... do czasu, gdy na horyzoncie nie pojawi sie zagrożenie terenu. Wtedy wszystkie wspólpracują. Psu trzeba postwaić jasne granice: to możesz, tego nie, to twoje, to nie. Za dobre zachowanie zabawka, ciastko, mizianko, za złe strofowanie słowne i ignorowanie. I... tyle.
-
No, ja rozesłałam ogłoszenie do firmy mojej i kilku innych. Jeśli ktoś chce takie do druku w formacie pdf, to zaparaszam na pw i prosze od razu o adres mailowy.
-
U mnie nie ma cyrku przy drzwiach :| Wystarczy psa wyhamować i czeka grzecznie. Jest wiele szkół, które mówią rózne rzeczy. Ja na przykałd opieram się na doświadczeniu z całkiem sporym stadem psów wziętych z ulicy, które przewaliło się przez mój dom, a także na doświadczenaich mojego partnera i znajomych psiarzy, którzy w 95% mają psy z problemami wyniesionymi z poprzednich domów. Innym wyjściem jest zapoznanie się z książką Zapomniany język psów, która ma kilka fajnych uwag. Co do szkoleniowców, to trzeba poszukac sprawdzonego. Mi raz weterynarz polecił faceta, który ma stado psów w domu, a jego teoria brzmi: "jak dostanie porządnego kopa w bebech, to będzie wiedział, gdzie jego miejsce. Wszystkie moje psy wiedzą, że jak ja idę, one mają zejść mi z drogi". Dodam tylko, ze facet hoduje yorki, teriery miniaturki i grzywacze, a więc niewielkie psy z małym "bebechem".
-
Bardzo dobra decyzja :D Co do kastracji, to jest to szybki zabieg, po którym pies nawet nie orientuje się, że czegoś ubyło. Przez jakiś czas nie widac efektów, bo hormony dość powoli parują. Istnieje ryzyko, że pies zacznie tyć, co spotkało psa mojego parttnera, ale Ami był kastrowany, jak miał chyba 10 lat. Moje były młodsze, wię żaden nie przytył - są zbyt aktywne, by im się udało skluskować :D W sumie po pół roku pies jest wyciszony, spokojny, jesli idzie o dominację. Co do miski - u mnie pies nauczył się, że pakuję mu rękę do michy w ten sposób, że dawałam mu obiad dłonią po troszku do miski. Dobrze mu się kojarzyło, choc trzeba sie było ubrudzić wrzucając po trochu. Muszę zaznaczyć, że pies, gdy do mnie trafił, miał rok, był z pseudohodowli masowej, bez socjalizacji, zagłodzony i chory. Na początku rzucał się na każdą rękę, gryzł się z moją suką o jedzenie, było tak źle, że rozważałam uśpienie go. W końcu został wykastrowany i to naprawde pomogło.
-
Może rozważ kastrację? Jeśli chce dominować, kastracja go wyciszy, ale nie zrobi mu krzywdy pod względem charakteru - moje trzy psy są po kastracji i naprawdę są cudownymi kompanami, choć miały potrzebę dominacji.
-
Strasznie uogólniasz. Nie każdy na to przyzwala, tak samo, jak nie każdy pies należący do pitt buli musi być "krwiożerczą bestią", jak je rysuja media. Mam małego psa i nie pozwalam mu być agresywnym, a babkę, która ma agresywną pinczerkę i puszcza ją luzem, za kazdym razem opieprzam, bo jej suka rzuca się na psy i ludzi.
-
Tyle, że Ty widocznie nie masz rozpuszczonych psów. U mnie to podziałało z psem, który czuł się panem domu, bo przedtem chyba mieszkał na pół dziko, miał swój teren, na którym rządził, a przy okazji usiłował - bezskutecznie - dominowac nad moja rodziną i pozostałymi psami. Czasem lepiej, żeby pies miał przez jakiś czas pewne ograniczenia, które z czasem można usuwać, kiedy przestaje zachowywać się, jakby się najadł szaleju. Zauważ, że tu jest problem z psem rozpuszczonym do granic możliwości, traktowanym jak pluszaczek. Twoje psy też są takie? Nie sądzę... Poza tym korona psu z łba nie spadnie, jesli będzie spał w swoim legowisku... Jak pies się rzuca na rękę dajacą jeść, to co? Nie dawać jeść wcale, czy może dawac na łyżeczce, żeby rękę z żarciem skojarzył? Poza tym ten pies ma chyba za dużo niewłaściwego kontaktu - duźdania zamiast zabawy, normalnej nauki, współpracy. Poza tym wyobraź sobie, jak ona się z psem musi witać, skoro z jej postów wynika, że pies jest pluszaczkiem. Pies, jak tak się z nim histyerycznie witasz, myśli, że byłaś w jakims starsznym miejscu i wracasz do obroncy swego. Jak przywitasz się z nim spokojnie, ewentualnie obojętnie wejdziesz i dopiero po 2-5 minutach pomiziasz, to pies zdąży wyluzować i poczuć, ze nie on tu rządzi.
-
Ja mojego zupełnie przypadkiem oduczyłam ganiania za rowerami. Starsznie się rzucał, aż kiedyś poszliśmy na wycieczkę do Arturówka (jestem z Łodzi, to taki las jest, część Lasu Łagiewnickiego). W Arturówku zaś odbywał się rajd rowerowy. Filip naszczekał dziko na jeden rower, na drugi,trzeci, potem się zmęczył... i zobojetniał. Mój facet jeździ dużo na rowerze, w tym roku wyremontował mój, więc nagle dwóch "wrogów" pojawiło się na terenie należącym do jurysdykcji Filipa. I tu zonk... Co robić... No w końcu chce się przywitać ze mną i z moim partnerem, a po drodze to potwory - no więc je szybciutko oswoił. Od roku nie rzucił się na rower :] Na dodatek w ramach dzwonka dostałam piszczącą gumową mysz - teraz Filip siedzi pod rowerem i wyje, że chce zabawkę :) Co do agersji, to troszkę dziwne, że taki maluch jest dziki. Skąd go masz w ogóle? Może miał jakieś traumy? Jaka to rasa/typ? Może spróbuj jak najwięcej przebywac z nim wśród innych psów i ludzi - niech siedzi w kagańcu wśród osób, które wiedzą, jaki jest problem. Ja oswajałam w ten sposób mojego dzikusa na działce z psami mojego partnera. Najpierw się zarły, a teraz jest płacz, jak się rozstają :) Czasem długi kontakt z czymś, co pies uznaje za zagrożenie, oswaja go z widokiem "wroga" i sprawia, że pies już się nie boi czy nie czuje potrzeby bronić przed nim stada. No i na pewno nie wolno go puszczać luzem, jesli może narobić sobie czy komuś krzywdę, bo nie ma to sensu.
-
Ja mam jeszcze jedną sugestie: jeśli pies lata za sukami i jest agresywny, kiedy chcesz go odciągnąć od tropienia panienki, to go wykastruj. To na pewno roziwąże przynajmniej ten problem. Poza tym zainwestuj w długą smycz, można samemu zrobić z lekkiej taśmy, doszyć karabińczyk i zszyć na drugim końcu uchwyt. Niech ma jakies 8-10 metrów. Puszczasz na niej psa, po czym, gdy odejdzie na przykład na pełną długość, wołasz go jednoczesnie delikatnie pociągajac za smycz. Jak podejdzie, nagradzasz psim smaczkiem. Poza tym nie pozwalaj mu spać w łóżku. Maltańczyk to też pies, to nie jest pluszak. Musi mieć swoje miejsce. Tak więc zakaz spania w łóżkach. Jedzenie - najpierw udawaj, że sama próbujesz z jego miski, on dostaje po tobie. Jak przychodzicie do domu, nie witajcie się z nim, ignorujcie go. W ten sposób zobaczy, że nie jest pępkiem domu i spadnie w hierarchii. Dużo się z nim bawcie, jesli wykona polecenie, nagradzajcie go. Jeśli ugryzie, karccie zawsze głosnym NIE, po czym, odchodźcie i ignorujcie go. No i szkolenie, szczególnie dla Was, bo jakoś z psami to chyba nie mieliscie dotychczas za wiele do czynienia... A, nie noście go, nie duźdajcie. Sama byś chciała być noszona, tulona, ściskana non stop, nawet, kiedy chcesz być sama? Pieść go, kiedy sam podejdzie, a tak to daj mu troszkę spokoju, bo ja na jego miejscu też bym gryzła.
-
Rozważałaś kastrację? To uspokaja zwykle agresywne psy, które myślą, że są szefami w domu i dominują. Przynajmniej pomogło u moich dwóch agresorów, przy czym jeden - dość spory dziewięćdziesięcioprocentowy dalmatyńczyk - kiedyś skoczył z zębami do mojej twarzy, jak chciałam go łagodnie wyprosić z kuchni, gdzie czekał jego obiad. Akurat wtedy zareagowałam automatycznie i dostał w pysk, co go zaskoczyło i uspokoiło, ale podkreślam, byłam bardzo zaskoczona, nawet nie zdążyłam sie przestraszyć. Kastracja bardzo go uspokoiła i jakoś tak w ciągu pół roku zupełnie znikneła agresja wobec domowników. Poza tym może poszukaj sobie ksiązki Zapomniany język psów. Całkiem fajna, dobrze napisana, moze znajdziesz w niej coś dla siebie. Niektórzy twierdzą, że pomaga złapanie psa za kark i przytrzymanie przy ziemi - jest to gest typowy w psich stadach, wykonywany przez zwierzę alfa wobec tych niższych. Puszczasz, gdy się podda. Sama nie stosowałam, bo ma wątpliwości wobec takiej metody.
-
A co z kolegą? Bo może mogliby iść ewentualnie razem? Sama już nie mam gdzie wziąć i zapsiłam znajomych, ale może ktoś by chciał dwa psy? C
-
Działam na forum 4 łapy, gdzie pojawiły się ostatnio dwa wątki o sheltie, oba na maksa negatywne. Prosze więc specjalistów o wypowiedź w kwestii ich natury i jak i pomocy właścicielce (lub raczej psu). [url=http://forum.4lapy.info/viewtopic.php?t=1552]Forum o psach 4łapy.info :: Zobacz temat - Owczarki Szkockie Collie[/url] - tutaj to przedostatni post [url=http://forum.4lapy.info/viewtopic.php?t=3502]Forum o psach 4łapy.info :: Zobacz temat - Sztuczny, nakręcany raban o pseudohodowców.[/url]
-
Warto było spróbować, tydzień temu tą metodą dom odzyskała wyżlica, więc liczyłam, że znowu się uda...
-
Co do Tytusa, wysłałam sms do ludzi z tego ogłoszenia: [url=http://szukowisko.blox.pl/2009/08/ZGINAL-PIES-RASY-BEAGLE-LODZ-OK-UL-TRAKTOROWA-SW.html]ZGINĄŁ PIES RASY BEAGLE; ŁÓDŹ OK. UL. TRAKTOROWA / ŚW. ...[/url] Może to on...
-
Ma chyba 20 lat... Porzucona starowinka! Ma dom w Zgierzu!
Sybel replied to modliszka84's topic in Już w nowym domu
Wiecie, ja jakis zcas temu robiłam akcję poszukiwawczą, bo zaginęła dziewiętnastoletnia suczka mojej sąsiadki. Ktoś wziął ją sprzed domu, kiedy właścicielka - mieszka na parterze - weszła na moment do klatki pomóc innej sąsiadce drzwi otworzyć. Minuta i suni nie było, a nie umie tak szybko chodzić, żeby zdążyła zwiać, bo głucha, slepa, ledwo chodzi, waży jakies 7 kg (a bawi się z goldenem z klatki obok... komiczny widok). Szukano jej w schronisku dwukrotnie, dopiero ja ją znalazłam na stronie internetowej schronu na Marmurowej i to dzieki radzie jednej z dogomaniaczek :| Może i tu prawda jest taka, że ktoś pieska na początku szukał, gdy jeszcze nie był wpisany w jakimś wykazie, jednak wiem, że przy tak starym psie właściciel się nie łudzi i uznaje, że piesek umarł, coś go zagryzło, ktoś zatłukł albo walnął samochód. Moze sama się łudzę i wciąż wierzę w ludzkie dobro (bo jak tu nie wierzyć patrząc na dogomaniaków), ale nie umiem osądzać właściciela pieska w ten sposób, że na pewno jest bydlakiem :/ Akurat przypadki z tak starymi psami bywają zaskakujące. Gdyby to było bydle, pewnie by dało psince w łeb, żeby sie nie patyczkowac i wywaliło na smietnik (znam takie przypadki...) -
Osobiście lubię ten program. Trzeba pamiętać, że osoby, które Victoria tresuje, są zwykle okropnie... hmmm... Ograniczone? Nie wiem, jak to nazwać. Może niedoświadczone, bez wyobraźni? Chyba tak by pasowało. Ta para z labradorami, które dostawały lepsze obiady, niż domownicy, obłedny lęk faceta przed spacerami - to było bardzo chore, idiotyczne wręcz. Albo kobieta, która karmiła swoje pieski herbatnikami i herbatką, a nie wyprowadzała ich na spacer - w ogóle co za pomysł? Większość metod Victorii jest całkiem sensowna, choć bywają dziwaczne i zupełnie z kosmosu wzięte. Sama wiem, że kastracja nie załatwia wszystkiego, ale niweluje problemy :] Miałam dalmatyńczyka z ulicy, starszny agresor i gwałciciel z niego był. Po usunięciu jajeczek zrobił się łagodny, a jego popęd skurczył się do "przelecenia" poduchy po obiedzie - choc i tak zawsze dostawał za to opieprz. Z drugiej strony Felek, mały i kochany, został wykastrowany w dość młodym wieku, a potrzeba gwałtu pojawiła sie prawie dwa lata później.
-
Mialam nieco podobna sytuacje. Wygladalo to tak: w centrum mojego miasta zyje rodzina z marginesu. Mamusia i tatus zlopia spirytus, dzieci oddali do domu dziecka, zeby nie przeszkadzaly, a zamiast nich wzieli sobie szczeniaczka. Niestety, ostro naprani poszli z maluchem na spacer i maluch - na smyczy - wlazl pod samochod. Wlekli zwloki jeszcze pol godziny. Potem wzieli nastepnego psiaka, ktory trafil rowniez pod kola. Ten przezyl, ale zostawili go na ulicy, bo smycz wypadla im z reki. Malucha zabral policjant i zaniosl do Pani Doktor, ktora malucha poskladala - przetracona miednica, polamane tylne lapy. Akurat umarl moj pies i zdecydowalam wziac Felka (dawniej Gizmo) do domu. Podobno jego poprzedni "opiekunowie" go szukali, jednak Weterynarz kazala nam go ukrywac pod kocykiem, jak nioslysmy go na przeglad do Jej lecznicy. Tamci ludzie nie dowiedzieli sie, co stalo sie z maluchem, ktory teraz jest w pelni sprawnym, rozpieszczonym pieskiem. Podsumowujac - warto zglosic sie do najblizszej stacji policji i powiedziec, jaka jest sytuacja, byc moze wespra, popra i dadza jakies - chocby szczatkowe - informacje o takich ludziach.
-
Ewa ma jakies 28-29 lat. Mieszka na moim osiedlu, znam ja od zawsze, razem sie wychowywalysmy. Zawsze miala duze psy, najpierw Uziegio - sznaucera olbrzyma, a teraz Merlina - krzyzowke doga z mastifem (chyba). Poza tym ma tez dwa koty - Morgane i Galahada - lub do niedawna je miala. Pod koniec grudnia zlamala noge, wpadla w zle towarzystwo, zaczela pic i zazywac jakies narkotyki. Ta mieszanka uaktywnila u niej dziedziczna schizofrenie - dziewczyna trzy miesiace spedzila w szpitalu psychiatrycznym. Teraz pojawia sie na osiedlu, z pieknej dziewczyny zrobila sie poobijana, zapuszczona, opuchnieta baba. Najwiekszym problemem sa zwierzaki. Merlin jest nieszczepiony od lat - okazalo sie, ze Ewa tonie w dlugach. Wczoraj zobaczylam go po raz pierwszy od kilku miesiecy - jest przerazliwie chudy, stercza mu biodra, zebra, wyglada tragicznie. Nie jest to mlody pies, wiec teoretycznie spadek wagi moze byc spowodowany wiekiem, ale o ile wiem, Ewy nie stac na jedzenie. Nie wiem, co dzieje sie z kotami. Gdzie mozna sie zglosic, by ktos sprawdzil sytuacje zwierzat i moze pomogl Ewie, bo wiem,z e jej sytuacja byla zla, a powoli staje sie tragiczna. Grozi jej eksmisja - od dawna ma odlaczony prad, gaz i wode.