Ja mieszkam w Łodzi,a le na szczęście nie w centrum, więc mam dużo terenów zielonych. Mam trzy psy. Fiśka jest duża, jakieś 24 kg, ale ma 13 lat, jest zwykle powolna (za wyjątkiem kota na horyzoncie... stara wariatka), po udarze, lekko ślepa, lekko głucha i ma psy w głębokim poważaniu. Chodzi luzem, bo się bardzo pilnuje, nie podchodzi do innych psów, a zaczepiona odchodzi. Nie lubi się bawić, bo ma tez chory kręgosłup i boi się bólu. Felek jest mały, towarzyski, ale tchórzliwy i też nigdy nie podchodzi, jak jest luzem. Filip zaś... Jest podobny do sznaucerka, wazy jakieś 15 kg, ma ogromną siłę, psychozę i ZAWSZE, bezwzględnie chodzi na smyczy.
Mam na osiedlu babę, która ma małe szczekające ratlerkowate coś. Chyba sukę. To małe wredne larwowate coś wiecznie do nas podbiega, szczeka, usiłuje łapać za nogi. Jakaż była histeria, jak kiedyś po wielu prośbach, by właścicielka zabrała to coś na smycz skwitowanych stwierdzeniem, ze mój Filip jest głupi zaczęłam popuszczać smycz aż do całkowitego rozwinięcia. Oczywiście absolutnie nie pozwoliłam Filipowi zrobić z larwy dwóch larw, ale babsko się przestraszyło.
Zresztą, jej suka chodziła z łapą w gipsie, jak zaatakowała amstaffkę. Staffcia po prostu podrzuciła potworka nosem, a ten padł niefortunnie i łapa pękła.
Innym razem, kilka lat temu, kiedy żył mój kochany Pucelek - dalmat z ulicy, też z psychozą po traumach, larwa na niego ruszyła. Mówię, żeby baba wzięła psa, a ona na to "ale ona nic nie zrobi..." To, ze jej pies jest wielkości głowy mojego, to już drobiazg...
Inna rzecz, która mnie wkurza, to ludzie uważający, ze jak mam trzy psy, to z chęcią któregoś (głównie Felka) sprzedam. Feluś jest słodki (przed chwilą na spacerze wlazł jakiemuś chłopakowi na kolana, walnął się na grzbiet i kazał się głaskać, a chłopaka zamurowało,a le pozytywnie), wiele osób sie nim zachwyca. Jednak jak ktoś wiecznie powtarza, ze może jednak go sprzedam - krew mnie zalewa. Zawsze mówię, ze wbrew temu, co Pan/Pani sądzi przyjaciele nie są na sprzedaż.