Pozwoliłam sobie bez pytania darczyńców przelać spadek po Suvi na konto Drugiego. Mam nadzieję, że nikt nie będzie protestował, bo piesunio biedny, a na horyzoncie operacja się kroi.
Michu w samochodzie reagował agresywnie. Nie wiem dlaczego. Przed zapakowaniem i po wszystko ok., natomiast siedząc w środku gulgotał i charczał na każde zbliżenie się do niego.
Ma czy nie ma, jego życie to nie kwestia pieniędzy. I ja nie wiem co zrobić. Trzeba psa widzieć. Nie jestem wujek dobra rada i nie będę się wymądrzać, ale jakąś decyzję podjąć trzeba.