Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [quote name='Koszmaria']ludzkie imię dla psa? bardziej bez polotu się nie dało:PPP? nie poradzę że mam tęgą alergię na ludzkie imiona u psów.są fuj.[/QUOTE] Są imiona ludzkie, ale tak zwyczajowo przyjęte, że nazywa się nimi psy. Na przykład Maks, Bruno, Majka, Tina. A teraz znam chyba czterech Maksów, jednego Bruna, pięć Majek, jedną Tinę... Wszystko dzieciaczki. Nawet znam dziewczynę imieniem Kama ;) Nie wspominam o Kubusiu, bo to wiadomo. Chyba moda teraz zrobiła się na odwrót, nazywanie dzieci takimi krótkimi, zwyczajowo psimi imionami ;) Przyznam, że jak matka woła "Maks! Maks!" to odruchowo rozglądam się, czy jakiś pies luzem nie lata :cool3: A wymyślne imiona same w sobie są pretensjonalne... Czy to dla psów, czy dla dzieci. Znajoma położna mówiła o dziecku, które się urodziło, i które zostało nazwane Jessica, ale po polsku to napisano: Jesika. W gimnazjum dziewczyna będzie miała przekichane, jak ją wyśmieją, że tylko je i sika...:roll: Nie mówiąc już o Kewinach, Brajanach i tak dalej, strasznie nie lubię (ale to mój gust) spolszczania obcych imion. Ja dbam tylko o to, żeby imiona moich psów były dwusylabowe, bo tak najprościej się woła. A czy komuś się podobają, czy nie, nie mój problem ;) Irytowało mnie, jak znajoma pisała imię Chibi przez CZ, to fakt ;) Ale w sumie - co mnie to obchodzi, w książeczce ma poprawnie... [B]ulvhedinn[/B] - bardzo urocze to podrzucanie zwierząt.. U nas była mniej fajna akcja, dzieci uznały, że skoro mamy "psi dom", to znaczy przyjazny dla zwierzątek. I za płot nam wrzuciły ptaka, młodego i nielatającego jeszcze. Chibi obudziła w sobie żyłkę myśliwską i po ptaszku, nie było szans zareagować :roll: Na spacerze, na smyczy to co innego, ale do ogrodu psów nie wypuszczę z myślą, że a nuż może ktoś mi jakieś zwierzę podrzucił na podwórko :shake:
  2. [quote name='gryf80']zastanawiam się w takim przypadku czy warto brac psa na grzyby.....cały czas na smyczy o dł 1,5m bedzie przy mnie?i ja sie umecze i on.w kagańcu tylko?i cały czas -zamiast patrzec pod nogi ,bede zmuszona patrzec co robi pupil....sama nie wiem[/QUOTE] Nie wiem... Jak byłam zbierać jagody to psów nie brałam, bo nie umiałabym się skupić na zbieraniu, gdybym się martwiła o psy ciągle i patrzyła, gdzie idą, bo a nuż wyjdzie myśliwy i będzie coś nie halo ;) A na smyczy by mnie ciągnęły z samych nudów - ja w kucki i zbieram jagody, a pies chce iść 3 metry dalej za jakimś zapachem :diabloti: Ale to chyba już kwestia gustu i samego psa, czy się nudzi jak jest na smyczy, czy po prostu sobie drepcze i nie ma problemu.
  3. [quote name='Majkowska']Złota zasada : jak masz "dużo" to już jeden w te czy we wte nie robi różnicy... I ludziom się wydaje że masz taaaaaaakieee serrrceee i nikomu odmówić nie możesz.[/QUOTE] Pewnie, co za różnica, cztery, pięć, osiem, dwadzieścia :evil_lol: Ale to dlatego też, że ludzie mają psy bezmyślnie. Pies jest i już, chodzi na kupę i dostaje jeść - tyle. Wtedy czy wyprowadzasz cztery czy pięć to może bez znaczenia. Ale jeśli z psami chce się coś robić, pracować, no to kolejny burek to po prostu kolejne godziny spędzone na nauce, szkoleniu, pokazywaniu zasad życia w stadzie... Ale jak powiesz to komuś, to w ogóle dziwi "pracowanie z psem" - a co to znaczy? Przecież to bez sensu, niepotrzebna głupota, uczenie psa czegoś;)
  4. Moim zdaniem najważniejsze jest obserwowanie psów, a nie stosowanie zasady "starszy = wyżej w hierarchii", bo czasem to nie działa i prowokuje niepotrzebny konflikt. Jeśli u kogoś starszy pies ma bardziej przywódczy charakter to ok, ale jeżeli młodszy pies dołącza do stada i jest bardziej "przebojowy", to starszy nawet chętnie się mu podporządkuje - ale wywyższając go, przekazując mu informację, że jest pierwszy, doprowadzimy do stresującej sytuacji... U mnie była taka sytuacja: miałam 3 psy, dwie suki i psa (kastrata), kiedy dołączyła do stada najmłodsza Hera. Wcześniej hierarchia była taka: Chibi uważała się za tą najważniejszą, Luka była "mamusią" Chibi, więc się podporządkowała, ale młoda ją poważała, no i Frotek-facet na samym końcu. Chibi była zawsze spięta jak do domu przychodził obcy pies, miała irokeza na głowie i próbowała kontrolować wszystko - potrafiła wyskoczyć wtedy z zębami nawet na Lukę, bo tak była zestresowana. Przyjęła rolę przywódcy stadka, ale wcale jej to nie służyło. No i przybyła Hera. Hera wobec psów ma postawę "podporządkuj się I JUŻ", przy czym nigdy tego nie wymusza agresją, ona jest zwyczajnie... Charyzmatyczna. Jak taki wojskowy generał, który jest ostry i stanowczy, ale nigdy nie podnosi głosu. Po prostu się go szanuje za samo bycie. Tak zwykle psy mają wobec Hery, nie spotkałam jeszcze psa, który by jej się nie podporządkował. Więc Herusia urosła i zaprowadziła swoje rządy... Chibi oddała jej pałeczkę bez przeszkód. To niesamowite, jak moja spięta i nielubiąca innych psów Chibi się zmieniła. Wyluzowała się, obcy do nas przychodzą - nie ma sprawy. Wiadomo, że się mnie słuchają, ja je kontroluję i tak dalej, ale jednak jak pojawiał się obcy pies, to psy działają według swoich zasad i człowiek-przewodnik tutaj może co najwyżej kontrolować sytuację. Tak więc Hera akceptuje obce psy na swoim terenie, i dlatego Chibi je akceptuje. I nie łapie już takiej spiny. Z Luką trochę fruwały kłaki. Hera i Luka próbowały rywalizować o mnie. Wybiłam im to z głowy, stanowczo i raz, minęło. Gdybym działała na zasadzie "hierarchia w stadzie nie powinna się zmienić" to musiałabym faworyzować przewodniczkę Chibi i spychać na drugi plan Herę. Tylko że to nie byłaby naturalna sytuacja, Hera jest po prostu urodzonym przewodnikiem, nie boi się niczego i nigdy nie łapie spiny. Dlatego inne psy się jej podporządkowały bez przeszkód. Naprawdę, odkąd w moim stadzie jest Hera, połowa problemów z moimi psami, jakie miałam, minęła :) Dlatego jestem przeciwna ustalaniu hierarchii przez człowieka, faworyzowaniu jakiegoś psa. Moje dostają żarcie jednocześnie, głaszczę wszystkie naraz - czasem podchodzi Chibi, za nią Hera, głaszczę obie. Potem Luka, to też ją. Frotek się napatoczy, to smyram trochę jednego, trochę drugiego, potem trzeciego i czwartego i znowu. Nigdy nie mam z tym problemów. Szczególnie, jeżeli pierwszy pies jest o wiele mniejszy i słabszy od drugiego, lepiej nie dawać powodów temu drugiemu, by postanowił zawalczyć siłowo o pierwszeństwo. Od psów wymagać posłuszeństwa i zamiast dawać któremuś zawsze pierwszemu, po prostu wymagać warowania na komendę od obu psów i potem nagrodzić tym smakołykiem. Psy wiedzą, że dostają żarcie za warowanie i nie kminią, który dostał pierwszy, a który drugi i co to znaczy ;)
  5. [quote name='Beatrx']mój post był jasny, łatwiej się dogadają dwa samce niż dwie suki. i to wcale nie wyklucza tego, że twoje suki się dogadały, bo nie ma w moim pości nic na temat tego, ze suki się ze sobą nie dogadają.[/QUOTE] Moje doświadczenia są inne, znam więcej mieszkających razem samców, które się żrą niż suczek ;) Suki jak mają konflikt to taki bardzo na serio, ale jeśli się dogadują to jest ok.
  6. [quote name='*Monia*']Za dużo z tatą przebywają i móżdżki im się psują - tata traktuje je 'po ludzku', mama w sumie też ;). Dzisiaj potworna pogoda, nie dało się wyjść na zewnątrz nawet na trochę :shake:. A mój czarny pies co na to? Wylazła na podwórko około 17, za nic nie chciała wrócić jak brat ją wołał, przed 18 władowałam ją do samochodu żeby wjechać (nie uznaję psa na podwórku + otwartej bramy), ze mną też nie wróciła i dopiero niedawno rodzicom po powrocie z pracy się udało ją z tego upału zabrać do chłodnego domu. Nienormalny czarnuch chyba lubi się gotować. Wczoraj nawet kropla deszczu nie spadła, tylko pogrzmiało i tyle... A ja mam w pracy klimę :multi: i tak marzłam że chodziłam w sweterku. Wyszłam tak na zewnątrz i wyobraźcie sobie spojrzenia zgrzanych ludzi, pytali też czy aby na pewno zdrowa jestem :evil_lol: a ja po prostu jeszcze nie zdążyłam rozmarznąć po wyjściu spod klimatyzatora i dopiero po kilku minutach zdjęłam wdzianko.[/QUOTE] Łatwo w taki sposób zachorować ;) Podobno najlepiej, żeby temperatura wnętrza była o 4-5 stopni niższa niż na zewnątrz, inaczej angina to kwestia czasu... Hexa faktycznie nie jest normalna ;) Frotek sobie już wykopał ogromny krater w krzakach i tam się bunkruje, kiedy wszyscy wychodzą na podwórko :cool3:
  7. Haha, one są świetne ;) Takie ludzkie w zachowaniach bardzo :) Ja już wolę burze i zestrachane psy niż ten nieziemski upał...
  8. [quote name='xxxkiniaxxx']Ja bym sie wsciekla, zwlaszcza na to babsko co na swieta podrzucic chcialo...[/QUOTE] E, to akurat nie jest złe, że już na wakacje myśli o tym, co zrobić z psem, skoro wyjeżdża na święta. Najbardziej nie lubię tych "paani, weźmie pani mojego psa, bo on taki głupi jest", to mnie denerwuje bardzo :roll:
  9. Reksio ma dom we Wrocławiu :) Na razie się oswaja, pojechał wczoraj. Ale podobno jest coraz żwawszy i nastawia się do dogadania. Mieszka w bloku z drugim psem, ma zapewnione spacery i towarzystwo - super! :) Dla Gosi coś się kroi, ale nie zapeszam, bo nic nie wiadomo...
  10. [quote name='gryf80']ktos tu na dogo polecał strone podrozezpsem.pl. czy jakos tak,weszlam -tam jest rozmowa z rzeczniczka lasów państwowych m.in.na temat przebywania z psem w lesie.pani rzecznik mówi,że psy mogą chodzic na smyczy bez kagańca lub w kagańcu bez smyczy.i teraz-jak udowodnic lesniczemu ze pies załózmy biegnacy w kagańcu po prostu sobie biegnie a nie jest"w pogoni"za zwierzyną?.....[/QUOTE] Hm, powiem Ci, że nigdy nie słyszałam o takich przepisach. Byłam ostatnio w lesie nad rzeką Małą Panwią i jest regulamin korzystania z lasów - ani słowa o kagańcu, tylko że smycz konieczna. Wydaje mi się to logiczne, bo przecież nawet pies w kagańcu może pogonić małą sarnę czy doprowadzić zająca do zawału... Taki przepis jest też nie fair wobec psa. Znam mnóstwo przypadków, gdy pies ruszył za zwierzyną w lesie "chociaż nigdy nic nie gonił" i się gubił. Jeśli nie uda mu się oswobodzić z kagańca to marny jego los :roll: Moim zdaniem najlepiej jest stosować zasadę nieufności - ja po prostu nie ufam ludziom z bronią palną ;) I wolę psa mieć przy sobie i nie ryzykować w żadnym wypadku. Nawet moja Luka, która zwierzynę olewa totalnie, w lesie jest na smyczy.
  11. [quote name='doggar']W świetle nowego prawa to nie właściciel, ale myśliwy właśnie ma udowodnić zagrożenie zwierzyny przez psa.[/QUOTE] Mam nadzieję, że tak jest faktycznie... ale i tak psa w lesie nie puszczę, za bardzo się boję ;)
  12. [quote name='scorpius']no to tak, mniej wiecej chcialbym, zeby za duży nie był, taki pies średni, sierść wolałbym krótką, ale długa też mi nie przeszkadza. pies taki bardziej towarzyski. oprócz tego chciałbym, żeby łatwo się uczył, i przywiązywał się do właściciela. nie musi to być pies obronny. mniej więcej czegoś takiego.[/QUOTE] Mi pasuje [B]cavalier,[/B] ale sierść dłuższa niestety... A może po prostu fajny kundelek z domu tymczasowego? Sprawdzony pod kątem zostawania w domu i bycia przyjaznym? Rasy generalnie zostały wyhodowane w jakimś konkretnym celu - polowanie, pasienie, tępienie gryzoni, bieganie w zaprzęgu albo za powozem, aportowanie z wody zwierzyny itd. Dlatego większość ras ma "skrzywienie" na pewnym punkcie - beagle jest maniakiem tropienia, husky potrzebuje mnóstwo biegania i eksplorowania terenu, owczarki mają wymagania co do pracy umysłowej i tak dalej... Zazwyczaj kundelki są miksami wielu ras, dlatego te skrajne cechy są u nich wyeliminowane, są bardziej wyważonymi pieskami :) I dlatego nadają się na pierwszego psa, kiedy jeszcze nie wiesz, czego od psa w sumie wymagasz. Potem okazuje się, że Cię wciąga np. tropienie albo sporty i wybierasz kolejnego psa pod tym kątem. Dom tymczasowy to ludzie, którzy biorą psa z ulicy lub ze schroniska i go trzymają na przykład miesiąc. Poznają zwierzę i mogą o nim dużo powiedzieć, jaki ma charakter, co lubi, czy umie zostawać sam i tak dalej. Potem szukają domu dla tego psa, a Ty możesz go zaadaptować. W domach tymczasowych są też szczeniaki i psy młode, np. 6-7 miesięczne. Możesz o tym pomyśleć - zobacz na dogomanii dział [B]Psy w Potrzebie.[/B] Co do goldena, rasowy golden to pies duży. Szczególnie samce to naprawdę duże psy, inne niż te w typie spotykane na ulicy. Suczki są mniejsze, możesz w nie celować jeśli chcesz mniejszego psa. To fajna rasa, towarzyska, ale trzeba zadbać o sierść (kłaków jest dużo), no i wychowanie - bo jak duży pies Cię ciągnie na smyczy to łoooo... ;) Znam[B] bassety[/B] i to są naprawdę świetne, bardzo przyjazne psy. Pomyślałabym o nich. Nie są aż tak krótkołapkie jak jamniki, zresztą pooglądaj zdjęcia ;) Pomyślałabym też o [B]buldożku francuskim[/B]. Ale szczerze mówiąc, [B]zrównoważony mieszaniec[/B] pasuje mi tu najbardziej :)
  13. Mojego psa po ostrzyżeniu nikt nie rozpoznaje ;) Pytają się, czy to znowu jakiś nowy pies :evil_lol: Po wizycie u groomera nagle jest "rasowy", a jak zarośnie to wygląda jak "zwykły brudny kundel" :loveu: Aa w ogóle! Nie wiem, czy wiecie, ale mam pięć psów. Według przechodniów. Akurat idę z dwiema suczkami, mijam jakąś młodzież i słyszę za sobą: [B]-A wiecie, ta pani ma pięć psów![/B] Ostatnio idziemy z mamą z całą naszą czwórką, mija nas grupka rodzinna z dzieckiem na oko 4letnim. Dziecko do mamy: [B]-Ile psów! A oni mają pięć psów![/B] Moją babcię skrzywiona sąsiadka zapytała, czy[B] "pani córka to ta, co wyprowadza 6 psów" [/B]:diabloti: Jak tak dalej pójdzie, to wieść się rozniesie, że mam schronisko na 30 psów i każdy może mi psa dać. Już mówiłam TZowi, że jednak matematyka na maturze nie pomaga, ludzie i tak nie potrafią liczyć :evil_lol: Poza tym ludzka logika działa tak: mają dużo psów, więc biorą psy. Miałam ostatnio 4 sytuacje, gdy ktoś próbował mi wcisnąć swojego psa do wyprowadzania. Jedna pani zdobyła nasz numer i chciała nam dać swojego psa na święta. Nie mówiąc o tych, którzy się zgłaszają, bo nie chcą już swojego zwierzaka i chcą nam go oddać :roll: Tak jakby się dobrze zastanowić, to jeżeli ktoś wyprowadza cztery swoje psy, to nie weźmie kolejnego do kompletu... Jak ma cztery w domu to tym bardziej piątego nie przetrzyma. No i jeśli nasze są zebrane z ulicy, to nie będziemy od ludzi brali ich zwierząt. Ale prawdopodobnie ludzie się po prostu nie zastanawiają :diabloti:
  14. U mnie było bardzo podobnie, kiedy przybyła druga suczka (miała 3 miesiące), a pierwsza nie mogła z nią wytrzymać. Dopóki szczeniak nie podrósł trochę, Luka ignorowała ją i kłapała na nią zębami. Dopiero jak suczka była u nas te 2-3 tygodnie, to Luka ją zaakceptowała i zaczęła się z nią bawić. U mnie było o tyle dobrze, że mała Chibi bała się wchodzić na górę i Luka mogła spokojnie się przed nią chować. Polecam zrobić taki azyl dla maltanki - np. jakiś pokój z tak uchylonymi drzwiami, gdzie tylko ona się zmieści, legowisko-budka z pianki, gdzie suka może się schować przed namolnym szczeniakiem :) U was też jest o tyle gorzej, że amstafka nawet jako szczeniak jest duża dla maltanki. A będzie większa.. Taki 5-6 miesięczny, duży już i niedelikatny szczeniak będzie na pewno nieraz irytował maltankę, także naprawdę pomyślcie nad jakimś miejscem dla niej, gdzie będzie mogła się schować przed młodym psem. Maltanka jest jeszcze młoda, właśnie w tym wieku ja brałam moją drugą sukę. Początki zawsze są ciężkie, z doświadczenia wiem, że suczki jakoś gorzej znoszą szczeniaki w domu. U mnie Luka i Chibi nie mogły zdzierżyć, jak trafiła do nas Hera (kolejna sunia), a Frotek był zachwycony, że ma szczeniaka do zabawy. Wszystko się ustabilizowało tak po 2-3 tygodniach, jednak ja moje psy intensywnie szkolę. Akurat z tym, że suki gorzej się dogadują, się nie zgodzę - pod jednym warunkiem: [B]wspólne spacery i wspólna praca.[/B] Mam 3 suki i w ogień by za sobą wskoczyły, dużo znajomych też ma po dwie suki. Ale na co dzień się nie nudzą, bo to rodzi konflikt. Zmęczenie fizyczne i psychiczne = zgoda między psami i spokój. To, co pisała Beatrx, szkolenie obu psów, choćby ćwiczenia na głupie siad, waruj i zostań, bardzo dużo dają. Maltanka chyba próbuje ustawić teraz wszystkich w domu pod siebie, jest zaniepokojona nowym psem i stara się kontrolować sytuację i domowników. Tym bardziej trzeba wymagać od niej posłuszeństwa i nie odpuszczać, jeżeli odmawia. U mnie jest święta zasada - komend się nie ignoruje, jeżeli pies próbuje, to łapię za obrożę i wymuszam posłuszeństwo. Mówta co chceta, ale to działa, psy wiedzą, że mnie nie mogą lekceważyć ;) Praktycznie już nie muszę tego stosować, bo po prostu się słuchają. A to ważne, jak się ma więcej zwierząt w domu. Także, podsumowując: -3miesięcznego szczeniaka zacznij już uczyć "siad", "leżeć" i "zostań", to żaden problem dla takiego psa. Krótkie sesje, każ usiąść przed podaniem miski czy smakołyka albo rzuceniem zabawki, szybko załapie. -maltance rób ćwiczenia z posłuszeństwa i stwórz jej azyl, gdzie może się schować przed szczeniakiem -wychodź na wspólne spacery, żeby razem eksplorowały teren, wąchały - moje psy zaczęły się ze sobą bawić dopiero na obcym terenie, bo tam nie trzeba było walczyć o wpływy -męcz psiaki fizycznie, wtedy nie wpadnie im do głowy konflikt I będzie dobrze :) Uważaj na wiek dojrzewania amstafki, szczególnie jeśli suki nie są (nie będą) wysterylizowane. Ten wiek 7-9 miesięcy jest nieraz zapalny, u mnie trochę kłaki latały. U Ciebie konflikt ze względu na różnicę rozmiarów jest bardzo niewskazany, więc w tym okresie miej baczenie na suki.
  15. [quote name='gryf80']ale zmieniły sie przepisy i myśliwi nie moga od tak sobie strzelac do psów biegajacych po lesie ,czy maja odblaski czy nie(chyba że żle zinterpretowałam prawo)[/QUOTE] Może przesadnie panikuję, ale wyobraź sobie sytuację, gdy będziesz z psem luzem, pies nie atakuje zwierzyny, ale akurat pan myśliwy ma ego wielkości dębu i postanawia Ci pokazać, że sobie Ciebie z psem nie życzy. Jak udowodnisz, że Twój pies nie atakował zwierzyny, gdy dostał kulkę w łeb? Szczególnie, gdy myśliwy jest z tych wysoko postawionych lekarzy, urzędników itd. Co u mnie w mieście jest normą. Ja się tego boję, dlatego w życiu psa luzem nie puszczam w lesie, choćby cały był odblaskowy ;) Ale każdy podejmuje własne ryzyko.
  16. [quote name='Unbelievable']jak nie działało, to nie wiem po co ta pani używała :grins: albo nie umie używać :) u mnie dla Grama by się przydała, ale... chyba już nie czuję potrzeby : P[/QUOTE] Działa na sukę, kiedy ona jest "normalnie" nieposłuszna (nie przychodzi na wołanie, odchodzi do psów), ale widocznie już się z bodźcem oswoiła, bo kiedy ruszyła za sarnami, to zignorowała porażenie... Na pewno kobitka tego nie umie używać, lepiej psa wychować najpierw, a nie razić za byle zły ruch prądem :shake:
  17. Dlatego ja się myśliwych trochę boję. W lesie w życiu bym psa luzem nie puściła, ale i tak jak biegałam z Fro i zauważyłam gdzieś dalej myśliwych to dawałam dyla w drugą stronę. Nie wiem, na ile nad nimi stoi prawo, skoro większość wyższych urzędników, szefów firm i weterynarzy u nas to myśliwi...:roll:
  18. Spotkałam wczoraj babkę z gończym z OE, nadużywała jej co prawda (byle nieposłuszeństwo i prąd), ale mówiła, że jak suka jej ruszyła za sarenkami to i najsilniejszy prąd nie podziałał ;) U mnie teraz jest tak okropnie dużo zajęcy, że marzę o OE (średnio mnie stać na dobrą), ale tak myślę, że jakby nie podziałało (a Herę mało jaki bodziec bólowy rusza) to by mnie szlag jasny trafił :diabloti: Ja do zmniejszania używam Light Image Resizer 4, jest za darmo w necie i pomniejsza naraz dużą ilość zdjęć :) Nastawiam, pomniejszam i z głowy, nie muszę się babrać. Pieski faktycznie taaakie grzeczne i słodkie, że tylko je chrupać :cool3:
  19. [quote name='Whippetowa']Pracuje w stajni. Swoja roczna whippetke zabieram w tereny. Speedy biegnie zawsze pare meyrow przedemna. Dziki czy sarny oberwuje ale za nimi nigdy nie ruszyla. Od poczatku zakladam jej odblaskowa kamizelke i plastkikowy kaganiec - pro forma oczywiscie. Jest widoczna i dla mysliwego wyrazne jest ze bedac swiecaca zarowka nie jest wykorzystywana do polowan. Niestety psy stajenne, mieszance ONkow srogo przyplacily ploszenie dzikow z pastwisk. Korba zostala zastrzelona, a jej corka Kola przyszla ze srutem w lapie, ktora trzeba bylo amputowac...[/QUOTE] Jak trafisz na nawiedzonego myśliwego, to i kaganiec i kamizelka nie pomogą...
  20. [quote name='Goldies']Za około pół roku przeprowadzam się na wieś, do domu z ogródkiem. Już postanowione - będzie drugi pies. Wybrany i wychowany przeze mnie. Jak myślicie, jakie rasy pasowałyby do moich wymagań? * [B]łatwy w prowadzeniu [/B] Mam 15 lat, to będzie mój drugi pies w życiu, a pierwszy wychowany tylko i wyłącznie przeze mnie. Chciałabym żeby był łagodny, chętnie współpracujący z człowiekiem. * [B]dość aktywny[/B] Jestem, że tak powiem, dzieckiem lasu ;) i chcę, żeby pies dotrzymywał mi kroku w kilkugodzinnych spacerach. Poza tym chciałabym żeby był kompanem do biegania, jeżdżenia na rowerze. * [B]najlepiej duży [/B]*[B] bystry [/B] Chciałabym dużo pracować z psem (sztuczki itp.) oraz spróbować sił w obedience (rekreacyjnie) Myślę, że dobry byłby drugi golden, ale może pasuje tu też inna rasa?[/QUOTE] Flat-coated retriever, owczarek szkocki, dalmatyńczyk, wyżeł węgierski czy weimarski :) Masz fajne wymagania, wiele ras pasuje. A powiedz, myślisz już o studiach? To się wydaje odległe, ale dla psa te 4-5 lat to nie jest dużo, skoro żyje min 12 lat... Psy zostaną z rodzicami? To ważny temat, bo ja np. zrezygnowałam ze studiów w odległym mieście, bo miałam 3 psy (teraz 4). Dojeżdżam na studia codziennie do bliższego miasta, co jest uciążliwe. Mam w planach się przeprowadzić i co najmniej dwa psy biorę ze sobą. Warto się zastanowić, co dalej... Bo jeśli jednak psy zostawisz i wyjedziesz na studia, to raczej szukaj zwierzaka mniej wymagającego i takiego, z którym rodzina da sobie radę. Jak weźmiesz psiaka i będzie tylko Twój, wychuchany, nauczony, że coś robi i pracuje, to będzie mu ciężko (i rodzinie też) ;)
  21. [quote name='malagos']Był tu na dogo punkt przetrzymań, taki na 10 psów, bo miasto (nie pamiętam, Chorzów?) ogłosiło przetarg na taką właśnie działalność gospodarczą. I zgłosił się facet z miejscem pod taki mini-schronisko,jakąś cenę podał do przełknięcia i wygrał. Ale nic to nie miało współnego ze stowarszyszeniem czy gminą, po prostu taka forma działalności gospodarczej. Ale jest to juz jakis punkt zaczepienia, moze współpracy, tak myślę.[/QUOTE] Z tego co piszesz, rozumiem, że miasto samo ogłosiło takie zapotrzebowanie... A co innego jeśli my z tym wyskoczymy, kiedy gmina ma już umowę z firmą wywożącą psy. Ja już straciłam nadzieję na takie przytulisko małe czy punkt, im to się zwyczajnie nie opłaca :shake:
  22. Mnie do psa CAM przekonuje to, że on na początku jest nieufny, szczeka jak większość histerycznych piesków, ale potem daje się tarmosić i bawi się z obcymi. Czyli ma duży potencjał. Daje znać, że coś jest nie tak i obcych się boi, ale kiedy okażą się ok - jest wyluzowany i wręcz przyjazny. Także ogólne opanowanie psa wystarczy, np jak wchodzą goście to pies dostaje waruj-zostań w oddaleniu i czeka aż wejdą, potem może się przywitać. Jak mówię, samego szczekania, bo obcy wchodzi na teren, nie nazwałabym nawet okazywaniem agresji. Moja Luka jest straszną panikarą, jak ktoś włazi to z odległości robi takie krótkie: łuf! łuf! łuf! Jeśli każę być cicho, podejdę do gościa, podam mu rękę i pogadam - jest ok, pies się ucisza. Hera drze ryja nawet jak ja wejdę do domu, trudno to nazwać okazywaniem agresji, skoro mogą ją przy tym tarmosić i całować w pychol...
  23. [quote name='a_niusia']a ja sie z tym zgadzam sama mam suke nieufna do obcych. wlasciwie rasa, ktora mam to sa psy nieufne do obcych. moje szczeniaki nigdy nie byly "cyganskie", a obcy nie znaczyl dla nich nic dobrego. i jednej z moich suk utrzymalo sie to w znacznym stopniu mimo ze ma dwa lata. w zycu nie zawarczala na czlowieka. ani na weterynarza (a miala dwa miesiace temu powazna operacje ortopedyczna, po ktorej miala bolesna rehabilitacje) ani na nikogo innego. jej nieufnoscobjawia sie tym, ze nie podchodzi do obcych, odchyla glowe, gdy ktos obcy chce ja poglaskac, odsuwa sie od reki itd. jednoczesnie ma mega stabilny charakter, nie drze paly zza moich kolan-nie zyczy sobie obcego, ale sie go nie boi. my nigdy nie robilismy z tego problemu. nasz najstarszy pies jest znacznie bardziej otwarty na ludzi, ale mlodszej suki nie zmuszalam do kontaktu z obcymi. ale poniewaz nasze psy sa wychowywane w sposob bardzo socjalny, po pewnym czasie sama z siebie przekonala sie, ze niektorzy ludzie sa spoko i jesli ktos wie, jak sie z psem odpowiednio przywitac itd, to ronja nie ma problemow-normalnie wymieni kurtuazje, powacha reke, da sie poglaskac, zamerda ogonkiem itd. ale jak ktos sadzi, ze bedzie sie z nim przytulac "na misia" i pozwalac sie drapac po brzuszku no to niestety nie. nawet zarcie bierze tylko od ludzi, ktorych uznaje za calkiem spoko. i to jest dla mnie pies nieufny do obcych. pies, ktory warczy na ludzi i na nich szczeka to juz jest cos wiecej niz nieufnosc do obcych. tutaj trzeba po pierwsze nauczyc psa, ze ludzie sa spoko, ze NIE WOLNO na nich warczec obijetnie co pies na ten temat sadzi i jednoczesnie miec odwage mowic ludziom jak maja sie przy psi zachowywac czyli totalna olewka, bez wyciagania do niego lap i bez gadania do niego.[/QUOTE] Ale ona w życiu nie zawarczała na nikogo ;) Nie wiem, na ile wierzysz w to, że psa da się wychować od zera i wszystko co robimy, się w nim odzwierciedla, ale ja miałam już tyle psów, że średnio wierzę w ten nasz wielki wpływ na psi charakter. Mam psa, który nigdy w życiu nikomu nic nie zrobi (Frotek), nawet psią fryzjerkę liże po rękach, mimo że nienawidzi czesania i obcinania i wariuje. Ale nigdy nie zawarczy. Taki jest i niewielka w tym moja zasługa. Chibi ludzi się boi. Luka obszczeka obcego, który włazi na moje podwórko (i nie widzę w tym problemu). Uczę psy bezwzględnego posłuszeństwa, ale nie mam wpływu na to, czy lubią obcych czy nie, część jest nieufna :roll: Dziewczyna, która tu pisze, ma psa, który warczy i szczeka na obcych, którzy wchodzą z nim w kontakt, dopóki się z nimi nie oswoi, a potem się bawi i jest ok. Dlatego dla mnie pisanie o agresji jest przesadzone. Ale to znowu zależy od definicji agresji. Trzeba pamiętać, że mniejsze psy mają tendencję do bycia histerycznymi i wymaga pracy, żeby je z tego wyciągnąć. Więc jeśli Twój pies jest stabilny, nie życzy sobie, ale się nie boi i takie tam - super. Ale tu mamy inny problem i lepiej napisać użytkowniczce co robić, zamiast radować się swoim psem, który jest fajny. CAM - szczeniak, który miał 4 miesiące, to jeszcze raczej otwarta karta i dało się go wielu rzeczy nauczyć. Tak naprawdę, to on musi się oswoić z obcymi, którzy chcą wejść z nim w kontakt. Więc musisz zacząć go odczulać, tak jak pisałam. A jeśli na ulicy spotkasz znajomego lub jakaś osoba zacznie do niego gadać, wyciągnie rękę? Jak zareaguje? Ucz go posłuszeństwa, naucz, że ma Ciebie zawsze słuchać. Wtedy zacznie Ci też ufać, a im większe zaufanie, tym spokojniej będzie się zachowywał przy obcych. PS. Szczekanie szczekaniu nierówne. Jeśli pies stoi w odległości i szczeka, albo robi to piskliwie, ale z daleka, to trudno mówić o agresji, raczej strach czy danie znać o tym, że coś jest nie tak (przyszedł obcy). Jeśli pies szczeka, podbiega do nóg, odskakuje i szczeka dalej histerycznie - tu już jest pewna doza agresji, groźba, że ugryzie. Ale widać dogoszkoleniowcy nie widząc psa, mogą powiedzieć, że jest agresywny :p Też uważam, że lepiej, by pies witał się z obcymi w ciszy i trzeba go tego uczyć. Ale nie ma co przesadzać, tylko dać radę, jak nauczyć psa spokojnego powitania.
  24. Ja bym nie przesadzała. U mnie też jak znajomi przyjdą, to psy najpierw szczekają, dopiero jak oni usiądą to jest spokój. Hera zareaguje szczekaniem, jeśli ktoś obcy nagle zechce ją dotknąć lub się nad nią nachyli, mimo bardzo intensywnej socjalizacji, wielu wyjazdów i szkoleń. Zresztą, ona jest po prostu szczekliwa i nawet jak zobaczy mojego chłopaka na ulicy, to szczeka i po podejściu on ją głaszcze, a ona darłaby się nadal, gdybym pozwoliła. Także zasada "nieoceniania przez internet" działa w dwie strony - nie można leczyć agresji przez internet, ale też oceniać, że pies jest agresywny na podstawie kilku zdań. Moim zdaniem psiak jest zwyczajnie nieprzyzwyczajony do spotykania wielu ludzi. Ja bym wdrożyła program intensywnej socjalizacji - miej ze sobą zawsze dość długie smakołyki, np. smakołyki rurki albo paski z Lidla czy Rossmanna. Gdy spotkasz swojego znajomego, każesz psu usiąść a znajomemu wręczasz smakołyk - jest dość długi, żeby nie musiał psu wsadzać ręki do pyska, a pies skojarzy obcych dobrze. TYLKO niech nie daje psu żarcia, jak ten się drze, dopiero jak Ty go usadzisz i jest spokojny. Jak ktoś do Ciebie przyjdzie, to najlepiej psa na chwilkę zamknąć i wypuścić jak już znajomi usiądą - dla psa ktoś, kto siedzi, jest mniej przerażający. No i zasada jest taka, że jak pies się drze, to znajomi mają nie zwracać na niego uwagi, nie gadać do niego i nie gapić się, bo go to nakręca. Najlepiej naucz psa komendy siad i zostań, trenuj ją codziennie i wykorzystuj kiedy przychodzi ktoś do Ciebie. O tyle bym nie panikowała, bo Twój opis mi się kojarzy z moją suką. Ona jest bardzo histeryczna, strachliwa i obcych wita z nieufnością i szczekaniem. A jak ktoś kucnie to się łasi i daje głaskać i tarmosić. Nikogo nie użarła, a ma 9 lat i wiele różnych sytuacji za sobą;) Bardziej mnie niepokoi to warczenie u weterynarza. Lepiej zakładaj psu kaganiec, jeśli tak reaguje. Jeśli masz fajnego weta to wpadaj na wizyty grzecznościowe - tj wchodzisz do weta, wet daje psu smakołyk, wychodzisz. Tak kilka razy (w ciągu kolejnych dni). Potem wchodzisz, zakładasz kaganiec, ściągasz kaganiec, wet daje smaka, wychodzisz - kilka razy. Potem wchodzisz, kaganiec, wet psa dotyka czy głaszcze, ściągasz kaganiec, smakołyk, wychodzisz. Bo na moje oko Twój pies jest niesocjalizowany z ludźmi. Chodzisz z nim na spacery? W jakim jest wieku? Jaka jest jego przeszłość?
  25. [quote name='Majkowska']Dziś Waldemar szaleje od rana. Byliśmy teraz na wieczornym spacerze i Wald wracając z łąk spotkał swojego kumpla collie - bardzo duży samiec z którym zna się od maleńkości. Najpierw na powitanie prasnął przed nim na plecy prosto w kurz, a potem w tym samym kurzu zaczął biegać, szaleć , podskakiwać, kilka razy jeszcze zaliczając plecy jak go tamten prasnął... Zabawa była szaleńcza, pies się zrobił czarny...:roll: Natomiast jak szliśmy to dostałam ogromnego skoku ciśnienia... Dochodzimy do łąk i Waldek nagle kuca i robi kupę. Tż niechętnie zbiera, ale ładnie mu mówię że pozbierać ma, więc tż sięga do smyczki gdzie mamy pojemniczek z workami i mocuje się żeby woreczek wyjąć. Nadchodzą dwie baby z ratlerkiem bez smyczy więc poganiam tżta i pokazuję mu że ma niedaleko kosz... Na to kobita z daleka do nas woła pretensjonalnie ( widząc że mój tż ma już woreczek w ręce i schyla się!!!) " Zbierać kupki po piesku!!! No zbierać... nie zostawiać!!!" i podpiera się rękami pod bok jakby mu zaraz pałą miała przywalić... Na to jej grzecznie odpowiadam że widzi pani przecież że chłopak worek ma w ręce i się własnie schyla. A ta z gębą na mnie ....:crazyeye:i dalej że po psie trzeba sprzątać , że kupki zbierać... I jej koleżanka się wtrynia i do mojego tżta "po psie trzeba sprzątać a nie zostawiać!!!!" "a żeby pan się na tym gównie poślizgnął!!!". Że ona po służby będzie dzwonić, to śmo i owo....:angryy: Zjeżyła mnie absolutnie, więc jej powiedziałam żeby gęby nie roździabiała tylko się popatrzyłą co chłopak robi, bo zbiera a ona gdacze jak nakręcona... Minęły nas i lezą, a ich pseudoratler wchodzi na placyk (gdzie się defakto bardzo często dzieci bawią!) i SRA!!! Baby na to omijają go i idą dalej. Krzyknęłam za nimi żeby kupkę zebrały to ani się nie obejrzały. Tż wnet by pogonił za nimi i widziałam ze miał ochotę rzucić w nie tym woreczkiem, który właśnie zebrał więc musiałam go powstrzymać i odciągnąć z miejsca zdarzenia... Cały spacer klęłam jak szewc i mi furia zejść nie mogła... No wiecie coooo.... Wrrrrr....[/QUOTE] Ależ dobrze by zrobił. Ja bym tak zrobiła, po prostu wrzuciła pani kupę mojego psa do torebki ;) Albo zadzwoniła na straż miejską, tylko to ciężko udowodnić. Ech - są ludzie i parapety, myślę, że nieraz dostały burę za niezbieranie po psie i wychodzą z założenia, że najlepszą obroną jest atak. Skoro one tak krzyczą na ludzi, że nie zbierają, to uważają, że ich nikt nie ruszy... Niestety, na razie mają rację ;) U nas też upał okropny.. Wszyscy mamy dość ;)
×
×
  • Create New...