Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. Mój znajomy radośnie puścił swoją sunię husky w za luźnych kolcach, podczas biegania suka sobie włożyła w tą kolczatkę łapkę i był dramat :roll: Na kolce powinno być prawo jazdy... (Zresztą, ogólnie na psy powinno być). Ja tak sobie wymarzyłam, że kolce byłyby dostępne w zoologach, ale tylko za okazaniem specjalnego poświadczenia od trenera psiej szkoły :diabloti: Tak samo jak OE. Z OE to mam równie uroczą historię do opowiedzenia - spotkałam panią, która dostała gończego Hamiltona z papierami. Piękna sunia. Pani dostała ją razem z obrożą elektryczną. Nikt jednak jej nie powiedział, jak używać tej obroży... No i sunia jest rażona prądem ciągle. Ostatnio pani była daleko w krzakach, a suka podbiegła do nas. Pani nie widziała psa, nie wołała go nawet - tylko raziła suczkę prądem. Suczka odskoczyła od nas i przykleiła się do ludzi idących kilka metrów od nas, wyraźnie spanikowana.. :roll: Tak na logikę, jak można uważać, że pies sam z siebie wpadnie na to, o co nam chodzi? Żeby pies był rażony i wołany, to może by skojarzył, że ma wrócić na wołanie. Ale tutaj nic, tylko ból-ból-ból bez logicznego powodu. Kiedyś z tą panią rozmawiałam, podobno jak suka poleciała za sarną to w ogóle OE na niej nie zrobiła wrażenia. Nie dziwię się, skoro się już uodporniła... Tylko w takim razie po co nadal jej używać? :shake:
  2. [B]Ty$ka[/B] - dziękować ;) Hera nie jest fanem piątkowania, jak widać, a Frotek jak już daje piątkę to tak, że moja ręka pamięta o tym przez kolejny tydzień :diabloti: [B]Paulina_mickey [/B]- jakąś fotkę na konkurs z Przyjaciela Psa wysłałam, ale nie mam zbyt wielkich nadziei z tym związanych :cool3: [B]Majkowska[/B] - a dziękujemy ;) Teraz mało cykam, bo zimno i pochmurno...
  3. Witamy się :) Luna mi bardzo moją Chibi przypomina, tylko jest jaśniejsza i chyba normalniejsza ;) Jak fajnie, że się z maluchem dogaduje :loveu:
  4. Przeuroczy psiak! :) Skoro to mix belga, planujecie coś sportowego? :) Jakieś szkolenia, sporty? Taki psiak aż się prosi :p
  5. zmierzchnica

    Milka

    Witamy się po raz pierwszy ;) Najpierw zajrzałam na początek, Milka jako szczylek była urocza bardzo :) A teraz urooosła sporo, niesamowite, jak czas leci i pies się zmienia :) Świetna jest, troszkę podobna do mojej Luki, mam słabość do takich psiaków :p
  6. Wasz wątek mi wypadł z subskrypcji, teraz go odnalazłam, wpadłam... A tu tyle zmian. Naprawdę ten czas pędzi zupełnie bezwstydnie i bez umiaru. Cudne zdjęcia, synka masz prześwietnego :) I widoki piękne.
  7. [quote name='agutka']niestety u nas były przypadki kiedy to dzik szarżował na psa, nasze dziki są nad wyraz agresywne. Na klatkach czy przystankach są ostrzeżenia na temat dzików które grasują sobie nawet w biały dzień :roll: co najlepsze w ostrzeżeniach jest jak byk napisane nie rzucać jedzenia a babcie już od 5 rano idą gołąbki karmić i pełno chleba leży:angryy:[/QUOTE] To chyba dobrze, że noszę ten gaz ;) Noo, bo babcie gołębie karmią! A dziki dokarmiają się samce :diabloti: Ja najbardziej lubię ludzi, którzy zostawiają mnóstwo chleba "dla kur" przy śmietniku. A potem wielka wrzawa, że pełno szczurów jest przez... dokarmianie kotów. A ten chleb to niee, pani, szczury tego nie jedzą, kocią karmę jedzą :evil_lol:
  8. Hm... Trzeba umieć bardzo szybko biegać? :diabloti: A tak serio, dziki też uciekają przed ludźmi i przed psami. Ale w rejonach, gdzie występują, tak prewencyjnie noszę gaz ;) Nie wiem, na ile by mi to pomogło w sumie... Raczej jak widzisz dzika to po prostu zawracaj, zmień ścieżkę, zawróć - żeby nie dać im powodu, by czuły się zagrożone. One nie są tak płochliwe jak sarny, ale tylko locha z młodymi jest naprawdę niebezpieczna. Moi koledzy kiedyś zwiewali przed dzikiem na drzewo ;) No ale z psem to raczej niemożliwe, więc trzeba po prostu uważać.
  9. Wykop sobie ziemiankę i zamieszkaj :loveu: Rozumiem, co masz na myśli, mam w okolicy obszerny las i jak już tam wlezę to ciężko mi wyjść... Ostatnio jak tam biegałam, to kora drzew i opadłe liście pachniały jak cynamon. Stanęłam, wdychałam i wdychałam, no po prostu korzenny, ciepły zapach cynamonu :loveu: Jeszcze w dodatku żółte liście, schowane w trawie ścieżki, mnóstwo grzybów... Bajka po prostu. Do czasu aż spotkałam dziki :diabloti:
  10. Mnie jak mnie, ale Herę i Frotka na pewno zainteresuje ;) Cuuuudo, nie dziwię się, że Wam się nie chce do domu wracać :p Hera to by z radości oszalała, takie przestrzenie piaszczyste budzą w niej rozbrykanego szczeniaka. To miłego spaceru, u nas leje jak z cebra, ale tak czy siak wybieramy się na długie łażenie ;)
  11. [quote name='pinkmoon']Długo nie było mnie na dogo, nie wiem czy ktoś on nas jeszcze tu pamięta. W każdym razie podzielę się tym co się dzisiaj stało, bo tutaj na pewno zrozumiecie. Dziś w nocy Gama odeszła za tęczowy most. Z niewyjaśnionych przyczyn, znaleziona rano w swoim legowisku, zasnęła spokojnie i już się nie obudziła. Weterynarz rozkłada ręce i nie znajduje przyczyny. Miała niecałe 4 lata. Los jest taki niesprawiedliwy. Chciałabym tyle napisać, ale w tej chwili nie jestem w stanie.[/QUOTE] Strasznie niesprawiedliwy :( Taki młody psiak, to strasznie nie fair... Okropnie współczuję :( Fakt, że się nie męczyła, nie czuła strachu, odeszła bezpieczna i kochana... To dużo, zważywszy na smutne i straszne losy psów w naszym i innych krajach. Mimo to, nie umiem sobie wyobrazić jak bardzo Ci smutno. Trzymaj się ciepło..
  12. Tak jak już pisałam na innym wątku, współczuję strasznie :( Szczególnie, że znów psiak odchodzi o wiele za wcześnie... Przykro mi bardzo, trzymaj się, na pewno jest Ci okropnie trudno...
  13. Haha, z tym studentem to zabawna sprawa, skoro większość osób na zawodach, szkoleniach i na treningach psich sportów i posłuszeństwa to właśnie studenci ;) Sama jestem studentką i mam 4 psy. Mam na tyle dużo wolnego czasu, że spokojnie mogę nim obdarzyć moje zwierzaki i nie muszą siedzieć 8h same w domu, czekając na mój powrót. Fakt, że pokutuje przeświadczenie, że student jest nieodpowiedzialny - część imprezuje, fakt. Ale znam dużo studentów, którzy mają już dzieci, mieszkają sami, pracują w weekend, trudno ich nazwać rozrywkowymi i nieodpowiedzialnymi ;) Tak mi się wydaje, że gorzej jest z młodymi ludźmi zaraz po studiach, którzy muszą się wykazać w nowej (i to pierwszej) pracy i z młodymi rodzicami, szczególnie jeśli np. dzieci mają te 3 latka i rok na przykład. Ale także oni, przy dobrej organizacji i chęci, dadzą radę... Myślę, że takim osobom (także studentom) fundacje powinny proponować psa na DT. Niech mają tego psa kilka tygodni, jednocześnie szukając mu domu nadal. Jeśli dadzą radę, pies zostaje, a dzwoniącym z ogłoszenia poleca się innego psa. Jeśli czują, że to jednak nie to - pies zostaje oddany, jak tylko ktoś fajny się zgłosi. Paulina87 - zgadzam się w pełni. Bałabym się za to oddać psa osobie starszej, która narzeka, że nikt się nią nie interesuje i brakuje jej jakiegokolwiek towarzystwa. To sytuacja patowa, bo i pies pragnie domu, i taka osoba pragnie towarzysza. Jeśli jeszcze jest fundacja, która w razie potrzeby ma gdzie odebrać psa, to pół biedy. Ale u mnie w gminie nie ma żadnego schronu... Gdy właściciel psa zaniemoże, pies jest zdany na łaskę sąsiadów. Jeśli oni zgłoszą, że jest pies zostawiony, trafi on do schroniska i nawet jak właściciel wróci np. po 2 miesiącach ze szpitala, to pies będzie wywieziony daleko :( I taka sytuacja zmusza, moim zdaniem, do zaostrzenia kryteriów wydawania psa...
  14. Jaaki malutki szczylek, Mija chyba jest mniejsza od świnki morskiej? ;)
  15. [quote name='Majkowska']Dziś miałam znów podobną sytuację jak ostatnio. Pozwolę sobie wkleić z mojego bloga : Poszliśmy z Waldkiem na łączkę gdzie planowałam z nim poćwiczyć posłuszeństwo , ale była tam babka z onkiem więc stwierdziliśmy że siądziemy na ławce. Jeszcze nie doszliśmy a pojawiła się druga z małym jamniczkowatym pieskiem bez smyczy. Usiadła nam na ławeczce więc poszliśmy na drugą i mijamy ją a do Waldka podlatuje zjeżony piesek i fika. Ryczy niemiłosiernie i widać że ma zamiar się rzucić, więc tżtowi mówię żeby szedł z Waldkiem i nie pozwalał mu na żadne konfrontacje z tamtym - Waldek nie zwraca na niego uwagi i ładnie z tż idzie, a piesek coraz bardziej próbuje Waldkowi wskoczyć na kark i już wystawia zęby. Na to babcia " o jezusie, a trzymajże pan tego psa bo się rzuci na X(tu padło imię tego pieska) zaraz! No z psem nawet wyjść nie można, tam wilk tu ten...." Już miałam ryknąć że przecież to paniusi piesek chce pogryźć mojego i goni za nim bez smyczy ale stwierdziłam że babcia może już z głową coś ma nie tak, więc pozwoliłam jej sobie gruchać frustracyjnie dalej... Czasem naprawdę szkoda że mój pies nie potrafi się rzucić i rozszarpać takich fikaczy na strzępy...Albo ich bezmyślnych właścicieli...:mad:[/QUOTE] Ja bym reagowała - przecież chodzi o Twojego psa. Super, że on ujadaczy olewa, ale taki nakręcony pies w końcu go uwali i Waldek szybko nauczy się, że nie można małego japacza ignorować, tylko trzeba unieszkodliwić, bo inaczej jest groźny... Może dlatego, że miałam wiele niemiłych sytuacji, włącznie z rzuceniem się takiego ujadacza mojemu psa do gardła, ale ja się nie patyczkuję z nikim, jeśli jakiś pies jest agresywny. Czy to dziecko z psem, czy babcia, czy matka z wózkiem - nie ma znaczenia. Nie obrażam, oznajmiam, że mam gaz pieprzowy i go użyję i że przepisy są jasne - pies na smyczy. Ignorowałam długo babcię, której suka rzuca się na moje psy - rozpowiadała wszystkim, że ona się rzuca, bo moje ją pogryzły. Jak się rzuciła na moje przerażone tymczasy to poszłam kobiecie przemówić do słuchu. Urocza babinka wrzeszczała, że mam "spi..ć", bo jestem "głupią gówniarą"... Przeszły mi wszelkie sentymenty :p Powiedziałam jej, że jest żenująca i kilka takich słów, bez wyzwisk oczywiście. Teraz na mój widok zapina psa - wcześniej nawet nie próbowała. Niektórych można tylko tak nauczyć szacunku, i tutaj wiek nie gra roli. Ale ja swoimi psami nie straszę, staram się nie wciągać ich w konflikt, bo one w starciu z ludźmi są przegrane. Jeśli babcia powie, że ja szczuję moje psy na nią, to moje psy mają przewalone. Dlatego zawsze "straszę sobą", a psy sadzam na boku, pokazując, jak bardzo są usłuchane. To działa na wyobraźnię, bo suka się pieni, babcia wrzeszczy, a moje psy na lajcie - nawet jak kobiecina opowiada o ich agresji, to ludziom trudno w to uwierzyć.
  16. Ale Cresil ma dłuugie nogi ;) Wasze stadko jest fajne, bardzo zróżnicowane ;) [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-Hq4y9GzPCjg/UnLVg8t_wBI/AAAAAAAALhM/6opS9JzaNjg/s720/22.jpg[/URL] Haha, jak dla mnie, to zdjęcie uświadamia, jak bardzo Twoje psiaki się od siebie różnią ;) Każdy jest zupełnie odmienny od reszty. Chociaż tutaj akurat fajnie wyszło, bo Basta i Cresil mają tą samą minę i patrzą w tą samą stronę, a Nitka i Łaciu tak samo - oboje patrzą w obiektyw ;) Ale naprawdę świetnie się razem prezentujecie :) [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-UN2RTUERdXc/UnLVTNxGZlI/AAAAAAAALfc/XIisGwV38q0/s800/10.jpg[/URL] Tyle piasku to u was? :) Moje psy by były zachwycone, nad morzem największą atrakcją była piaszczysta plaża, tej wielkiej wody to równie dobrze mogłoby dla nich nie być :eviltong: [URL]https://lh5.googleusercontent.com/-9wMi1Q5vDVQ/UnLVtLuWd9I/AAAAAAAALic/taTJBG0HmeU/s720/32.jpg[/URL] Też mamy juliusy, dostaliśmy od znajomej ;) Ale Hera ich nie kocha, w ogóle żaden z moich psów nie jest fanem szelek, są na nich o wiele spokojniejsze - jakby miały poczucie, że "coś je trzyma". Co wykorzystuję, gdy gdzieś je zabieram do cywilizacji :diabloti: Jesień jest najlepsza, nawet jak leje :loveu: Cudownie, jak idę na spacer z psami, a wszyscy ludzie grzeją cztery litery w domach i wszędzie jest pusto :p
  17. Też zwróciłam uwagę na galerię po zmianie nazwy ;) Waldek na zadowolonego faktycznie nie wygląda, za to mała rozłożona jak księżniczka :loveu:
  18. Urocze zdjęcia ;) To Hexa jest o pół roku starsza od Luki... Ten czas strasznie leci ;)
  19. [quote name='Maron86']No nie wiem, osobiście moja babcia wyprowadzała bez problemu sunię pudla miniatury, bardzo żywiołową i czułą, jednak nie konfliktową - a miała wtedy lat 82! Nigdy nie było incydentów i konfliktów z innymi psami bo sunia była dobrze wychowana. Dodam że sunia była młoda i należała do sąsiadki. Tak więc znów pytam dlaczego starsi ludzie mają nie brać psów? Czy naprawdę to takie straszne że stary pies odszedł zaraz po panu zamiast tułać się gdzieś np niechciany? Dodajmy że duży pies żyje krócej, fakt ma więcej siły jednak jest o wiele stabilniejszy od małych (mówię to z własnego doświadczenia) fakt zdarzają się skrajności, jednak chodzi mi bardziej o 'statystykę'. Natomiast koty żyją minimum 20lat, więc czy naprawdę dla kota nie będzie tragedią gdy jego pan odejdzie (nie wiem może koty są mniej czułe o czym nie mam pojęcia)? Czy w tym pogrubionym zdaniu masz na myśli usypianie psa zaraz po śmierci właściciela? Dla mnie to mocno dwuznaczne moralnie. Poza tym, jeśli 80-letnia starsza osoba weźmie psa, to być może ten pies wcale nie będzie stary, gdy ona umrze.. I co z nim wtedy? Z doświadczenia wiem, że opcje są dwie - śmierć albo schronisko. A że np. u mnie w gminie płaci się za oddanie psa do schroniska tysiąc złotych... Dopowiedz sobie sama. Jasne, że adopcje muszą być indywidualne, że nie można stwierdzić "ma pani 70 lat? to nie!" albo "dzieci? a to nie dajemy". Ale moim zdaniem powinien się alarm w głowie włączyć, gdy dzwoni pani po "pieska dla dzieci 2letniego i 4letniego" albo zupełnie samotna starsza pani. Pisałam już gdzie indziej, miałam przypadek, że pani umarła, nikt tego nie zauważył, a jej suka tydzień żyła w domu...:( Sunia ma dopiero 3 lata i na szczęście nowy dom, ma okropny lęk separacyjny. Mieliśmy przypadek, że pan dostał udaru, pies trafił do znajomej - ale był duży i rozpieszczony, nie dało się go opanować zupełnie, gonił koty, rwał na smyczy, nauczony spania w łóżku i brania żarcia ze stołu... Trafił do schronu i bardzo źle to zniósł :-( Jak się trochę takich historii doświadcza na własne oczy, że tak powiem, to ten próg tolerancji się zmienia. I nie ma jasnej zasady - że psa nie dajemy od 70 w górę. Ale na pewno nie dałabym 80-letniej osobie szczeniaka, czy ktoś nazwie to dyskryminacją, czy nie. Uważam też, że nadzór nad psem adoptowanym osobie starszej powinien być wzmożony, np. wolontariusz co tydzień czy dwa dzwoni, czy wszystko ok, szczególnie, jeśli osoba jest samotna...
  20. Jestem pod wrażeniem merytorycznych, logicznych i pozbawionych jadu odpowiedzi :loveu: Generalnie z większością się zgadzam. Faustus - możesz się domyślać, że akurat z Tobą się nie zgodzę ;) Głównie dlatego, że działam w psich adopcjach i miałam wiele przypadków psów po śmierci lub ciężkiej chorobie właściciela. Oczywiście, były też przypadki, że właściciel zginął w wypadku i psy zostały same... To może się przytrafić każdemu z nas, ale statystyczne prawdopodobieństwo jest o wiele mniejsze! Ja osobiście nie twierdzę, że starsza osoba nie może mieć psa. Ale po prostu nie jest prawdopodobne, że 80 letnia osoba będzie żyła dłużej niż pies wzięty w tym wieku jako szczeniak. Osoby dożywające ponad 90 lat to ogromna mniejszość. Myślę, że dla takiej osoby odpowiedni jest pies w zaawansowanym wieku lub starszy, ale mały - żeby wszystkie niedogodności związane z chorobą były mniejsze. Myślę, że jeśli ktoś adoptuje psa takiej osobie, to ma rękę na pulsie i w razie czego zrobi bazarek na leki dla tego psiaka.. Ja staram się maksymalnie wspierać domy, które adoptowały od nas psa :p Nie uważam, że pies jest "dla człowieka", tak samo jak dziecko nie jest "dla rodzica". Raczej przesunięcie odpowiedzialności jest w drugą stronę - skoro ja wzięłam psa, to ja za niego odpowiadam. Skoro mam dziecko, to jestem dla niego, bo samo się nie prosiło. Uważam, że jesteśmy odpowiedzialni za to, co pojawia się w naszym życiu przez nasze zachcianki (lub "niedopatrzenie" w przypadku dzieci :evil_lol:) i dlatego to my musimy myśleć naprzód. Tak samo jak czasem ślinię się do psów sportowych, typowo użytkowych i mnie serce ściska, że nie mogę - ale nie wezmę takiego psa, bo wiem, że czeka mnie start w dorosłość, praca, walka o mieszkanie, kredyt i tak dalej. Może dałabym radę? Ale może nie... I dlatego "może" rezygnuję - lub po prostu odkładam na jakiś czas - z marzenia. Myślę, że każdy, zarówno starszy człowiek, jak i matka z dzieckiem, muszą sobie odpowiedzieć na pytanie - a co jeśli nie da rady? Czy mam gdzie psa zwrócić, czy mam kogoś, kto się nim zajmie w razie jak dziecko zapadnie na zapalenie płuc (tfu, tfu...) albo jak ja zachoruję? Bo jeśli psa weźmie 80-latek, którego dzieci wezmą tego zwierzaka do siebie, to ok. Ale smutna prawda jest taka, że to najczęściej dzieci dzwonią: tata umarł, weźcie tego psa. teresaa118 - przykro mi bardzo :-( To fakt, że życie ma swoje pomysły i swoje, nieraz cyniczne, scenariusze... Dobrze, że sunia trafiła do was, a nie na bruk.
  21. Widziałam te papisie na fb, bardzo urocze :) Fajnie, że wpadliście na chwilę :loveu: Też chodziłam do szkoły z systemem trymestralnym, z perspektywy czasu uważam, że to było głupie i bardzo uciążliwe :evil_lol: A macie oceny normalnie czy punkty?
  22. [quote name='a_niusia']ja przyznaje: przez pierwsze tygodnie to ronki NIE LUBILAM. nie moglam uwierzyc, ze COS TAKIEGO mi sie trafilo. natomiast moj chlopak nie mogl wyjsc z podziwu: co za zrownowazony pies, jak pieknie od pierwszego dnia zostaje sam w klateczce, jaki sliczny, jaki madrutki itd. i teraz oni sa najlepszymi przyjaciolmi:))) ja i ronka nie, ale wypracowalysmy sobie bardzo fajna nic porozumienia i sie bardzo polubilysmy. na szczescie zgredka jest juz duuuzo, duuuzo bardziej w moim typie, wiec w domu jest 2 do 1 jesli chodzi o liczbe psow na osobe. ale ja przyznaje: lubie pojsc z ronja sam na sam na spacer, doceniam wiele jej cech, ktore wczesniej uwazalam za wady i przede wszystkim wiem, ze ona mnie bardzo kocha i zawsze, ale to zawsze potrafi doskonale rozladowac moja frustracje spowodowana jej osoba. dodatkowo jakos tak dziwnie wyszlo, ze calkowicie boczkiem i mimo chodem ona jest naszym najposluszniejszym psem, wiec musialam ja polubic:)))[/QUOTE] Rozumiem to doskonale, bo ja nie lubiłam ŻADNEGO z moich psów na początku :evil_lol: Luka była menda i przylepa, a ja byłam młoda i głupia, więc mi to przeszkadzało. Potem doszła agresja lękowa (nie umiałam jej wychować, oj nie...) i dopiero dzięki dogo ogarnęłam kudłacza na przyzwoitym poziomie. Chibi to był dzikus, spacer polegał na tym, że wychodziła, zobaczyła człowieka i spierniczała pod kanapę. A że pod tą kanapą siedziała 1-2h to zrobiła od spodu pokaźną dziurę, która zieje tam do dzisiaj... Frotek-agresor, zdarzało mi się ryczeć jak wracałam do domu, ze wstydu i zmęczenia psychicznego. Hera darła mordę, nie dała się dotknąć i była maksymalnie upierdliwa, szukałam jej domu na jakimś gospodarstwie :diabloti: Dla mnie każdy kolejny pies to była męka, a najgorsze było przejście od dwóch psów do trzech. Od 3 do 4 już bez problemu. Z dwoma poszłam na jeden spacer, bawiły się razem, miałyśmy rutynę. Z trzema przez świry Frotkowe nie mogłam iść naraz, więc szłam z sukami osobno i z nim osobno - zabierało to ogrom czasu, musiałam przeplanować swój dzień doszczętnie. Do dzisiaj jak mam czas to idę oddzielnie z sukami i oddzielnie z Fro i Herą, bo z 4 psami naraz nie pracuje się tak fajnie, poza tym suczki nie nadążają za naszymi wielokilometrowymi biegami ;) [B]Unbelievable[/B] - oj tak, zgadzam się, dwa różne psy to ciężka brocha... Opanowanie Frotka i Hery naraz to była zabawa, bo Hera wymaga huknięcia, twardej ręki, a zdarzało się, że nawet wywalenia na grzbiet (możecie wzywać TOZ :diabloti:), podczas gdy Frotek to du...sza wołowa i wystarczy krzywe spojrzenie, żeby się kulił jak ostatnia sierota. Najgorsze, że dla niego jest tragedią, jak ustawiam Herę. Ciężko jest wyważyć stanowczość i łagodność u samego Frotka, a co dopiero w połączeniu z Herą, gdzie konsekwencja i stanowczość muszą grać pierwsze skrzypce. Ale udało nam się w miarę dogadać. Fakt, że z każdym kolejnym psem nabywa się coraz więcej doświadczenia, w pewnym momencie intuicyjnie reagujesz odpowiednio do psa, nawet obcego, jeżeli ma zachowania podobne do któregoś Twojego ;) [B]Vectra[/B] - to działanie instynktowne jest bardzo fajne ;) Ja łapię się na tym, że nie myślę zupełnie, po prostu reaguję momentalnie, gdy coś się dzieje - psy się pokłócą (NIGDY o żarcie, o dominację, o to, że któraś ma cieczkę... ale na kartonowe pudła muszę uważać, bo o nie kłaki lecą :roll:), albo na spacerze któreś wyskoczy... Raz mieliśmy w domu idiotyczną sytuację, bo znajoma nam oddała psa do przetrzymania i któryś z domowników nie uprzedził moich psów, że ten obcy jest, tylko go wpuścił do domu. Psy zupełnie niespodziewanie zobaczyły w chacie obcego i heeeeja, rąbać, palić i niszczyć! Nawet nie pamiętam, jak jednego odepchnęłam nogą, drugiego ręką, w sumie nawet nie wiem co zrobiłam, ale na końcu ryknęłam SIAD! i towarzystwo się uspokoiło :cool3: A że to znajomy psi kumpel, to spoko, nie było problemu. Jak widzą, że pies jest wprowadzany na podwórko i do chaty, to może im obcy z misek wyżerać, ale nagłe pojawienie się obcego nie wchodzi w rachubę. Z tym, że są koligacje rodzinne u psów to niesamowite ;) Nigdy nie miałam spokrewnionych psów, więc byłam ciekawa jak to działa. Zauważyłam tylko u znajomych, którzy mają rodzeństwo - braci lub siostry - że panuje bardzo sztywna hierarchia, zawsze jeden jest wyraźnie wyżej i wyraźnie pomiata drugim, słabszym. Ja mam szczęście, że mam Herę, odkąd ona jest to nie ma w ogóle problemu z wrzawą w domu, zero kłótni (oprócz pudła, chociaż nawet udało się ostatnio psom jedno pudło unicestwić bez szarpaniny), a nawet jak Chibi i z Luką się o coś poszarpią to je Hera rozdziela i nawet nie muszę interweniować :loveu:
  23. Zwykle osobny wątek nie jest aż tak emocjonujący jak off-topic, ale myślę, że to na tyle poważny temat, że warto go poruszyć :)
  24. [quote name='Majkowska']Amciak jest ze mną cały czas nadal , nie ma dnia żeby mi się nie wspomniał, szczególnie że nadszedł okres listopadowy.... To strasznie przykre że przyjaciele tak szybko odchodzą...i czas tak płynie nieubłaganie, nie tylko przez ich życie, ale i po - niedługo wibije rok, a on był z nami wczoraj jeszcze, tuptał pazurkami po parkiecie, zlizywał nam masło z kanapek i robił przeróżne akcje, na które klęłam jak szewc, a teraz mi tak ich brakuje...[/QUOTE] Przykro mi.. :( Ale wiesz, jak czytam coś takiego, to zawsze myślę: jak to dobrze, że ten pies miał w życiu kogoś, kto teraz za nim tęskni, wspomina go, smuci się. Tyle jest psiaków, których śmierci nikt nawet nie zauważa... Oczywiście, że to, że inni mają źle, to nie jest żadna pociecha. Jednak to cudownie, że Amor był tak kochany, nadal jest.. To fakt, że z wiekiem psy stają się nam coraz bliższe :( I wtedy, kiedy już znają każdy nasz gest, każde słowo - przychodzi im zniknąć. Jednak lepiej, gdy to one znikają z naszego życia, niż gdy pierwsi znikamy my.. A teraz mi też smutno :(
  25. [B]Vectra[/B] - uwielbiam czytać Twoje wypowiedzi :loveu: Mi się wydaje, że na dogo jest za dużo podejścia "na 100%", za dużo podręcznikowej wiedzy "tej jednej jedynej" i "tej jedynej racji", kiedy wszystko jest bardzo, ale to bardzo indywidualne. [B]makot'a[/B] - mi szczerze mówiąc, zwisa i powiewa, czy coś wygląda głupio czy nie ;) Na szczęście mojemu TZowi też. Czasem marudzi, jak ja mam 4 psy, a on żadnego, ale kiedy ja idę z 3 większymi, a on z jedną malutką Lusią to już nie ma problemu. Tak samo jak biorę Nera, a on dostaje suczki :) Ale to jest coś, co ogromnie cenię w swoim TZcie: nieoglądanie się zupełnie na innych ludzi, na to, co ktoś powie i co ktoś skomentuje. Bardzo przydatna sprawa ;) Jak jęczę o więcej psów, to bardziej się martwi, że nie miałabym czasu dla niego, na rzeczy inne niż psy (a mam zainteresowania też inne). No i ma w tym rację, szczególnie, że jak masz większe stadko i któreś zachoruje to się robi mało wesoło - nie dość, że czas i kasa idą na weta i opiekę nad chorym, to jeszcze reszta stadka wymaga uwagi, spacerów i tak dalej... Niektórzy twierdzą, że przyjmują to "na klatę", ja jednak faktycznie wolę to przewidzieć i uznać, że mogę nie dać rady. Co do psów od szczeniaka i psów przygarniętych to się trochę nie zgodzę, bo baaaardzo dużo zależy od psa. Czasem ten od szczeniaka jest o wiele cięższy do ogarnięcia niż ten przygarnięty. Jeśli bierzesz sprawdzonego i fajnego psa z DT, a nie z ulicy, to już w ogóle odpada wiele problemów. Ani to nie jest papiś, któremu akurat coś się w łebku przestawiło albo walą hormony, ani wariat z ulicy, który ma swoje za uszami. Wtedy argument "przygarnięty i trudny" odpada ;) Fakt, że u mnie każdy pies miał coś nieteges w głowie, tak jak u makot'y, ale to nie jest reguła, znam zwierzęta po przejściach, które nie sprawiają problemów zupełnie ;) Ja mam doświadczenia takie, że w grupie rodzinnej hierarchia jest mocniej zaznaczona i psy mają bardzo określone pozycje w stadzie. Szczególnie u rodzeństwa. Zauważyliście coś takiego? U mnie, w stadzie mieszanym, hierarchia jest rozmyta, nie mogę określić "alfy" i "omegi", ale dzięki temu nie ma scysji o zachwianie jakiejś ustalonej równowagi.
×
×
  • Create New...