Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. Ech, dla mnie czasem i to "przepraszam" od właściciela podbiegacza nie jest wystarczające... Dzisiaj je usłyszałam, ale co z tego, skoro właściciel nie raczył ruszyć tyłka zanim jego suka wgryzła się w moją. Była luzem, moje dwa psy też (a dwa na smyczy). Mojej Chibi niestety podbieganie czasem się zdarza mimo mojej kontroli i oczu w tyłku, wiem jak to jest, dlatego nie dostaję piany przez podbiegaczy - czasem nawet lepiej, jak jakiś pies podbiegnie, bo jak jest właściciel to zaburza okropnie psią mowę, ciągnąc psa, gadając do niego itd ;) Tylko kurczę, żaden mój pies w najśmielszych poczynaniach nie próbował wyeliminować drugiego. A ta suka, miks wyżła, mierzyła moje psy wzrokiem - właściciel miał dużo czasu na reakcję, ale stał jak kołek z drugim wyżłem - potem wybrała Chibi (była zasmyczona) i rzuciła się na nią bezgłośnie. Na kopanie i krzyk nie zareagowała, dopiero właściciel ją odciągnął. Wcześniej ta sama suka podbiegła luzem i rzuciła się do Hery gardła, mimo że moje psy były nastawione do niej i drugiej suki jak najbardziej pozytywnie. Musiałam kopać i wrzeszczeć. Za każdym razem usłyszałam "przepraszam", ani wtedy, ani dziś, nie zrobiłam żadnej awantury, nic nie powiedziałam, no bo w sumie - zdarza się. Ale kurdę, gdybym wiedziała, że mój pies jest agresywny w TEN sposób, w sposób poważny, to nie pozwalałabym sobie na coś takiego. Dopóki nie byłam pewna Frotka, nigdy-przenigdy go nie spuszczałam. Jasne, że teraz raz na tysiąc przypadków mu się zdarzy do psa podejść (jak pomyli go ze znajomym psem), ale jeśli tamten tylko kłapnie to odchodzi. Chibi zdarzy się obszczekać (niestety :oops: walczę z tym, ale z nią walka jest ciężka - z jednej strony się wyłącza i łapie zawiechę, potrafi cały dzień spędzić w stanie bliskim katatonii, z drugiej strony jak się nakręci na pracę/zabawę, to prędzej obszczeka obcego psa), ale zawsze ją odwołuję, przepraszam właściciela, no i ona drze mordę z odległości i wraca na wołanie, a nie... Próbuje zabić. Szczerze mówiąc, chyba taki pies, który czuje radość z prób zabicia innych, za długo by po ziemi nie pochodził, gdyby trafił do mnie. A może tylko tak gadam, bo nigdy nie trafiłam na psa, który na poważnie chce jakiegoś zabić. I mam nadzieję, że nie trafię. Ale przyznam, że faktycznie, tylko na dogo spotykam się z takim zacietrzewieniem, gdy rozmowa schodzi nt. podbiegaczy ;) Jakiś czas temu, dawno już, moje psy pomyliły jakiegoś innego psiaka ze swoim znajomym psem, ja też pomyliłam ;) No ale to nie był on, więc poszłam przepraszać... Właściciel nie wiedział zupełnie, o co mi chodzi :cool3: Musimy pamiętać, że niektórzy nie mają żadnej wiedzy nt. psów. Znam ludzi, których to ja uświadamiałam, że pies nie powinien tak bez ceregieli do innych podchodzić.. Bo oni na osiedlu zawsze widzieli takie akcje, psy luzem, podbiegały, witały się, czasem kłaki pofrunęły. I taki mieli obraz posiadania psa :razz: No i są dwie strony, jak opieprzamy kogoś z góry na dół za podbieganie psa, musimy pamiętać, że i nam i naszemu psu różne rzeczy mogą się zdarzyć. Miałam kiedy sytuację, że czyjś pies luzem mnie obszczekał, a potem mój pies go pomylił z kumplem i do niego polazł.. Gdybym wtedy miała problem z tamtym szczekaniem, to dwa razy więcej wstydu bym się najadła :eviltong: Ale jest typ ludzi z psami-podbiegaczami, których nie cierpię - tacy, którzy mają złą wolę. Na prośbę o odwołanie/złapanie psa nie reagują albo mają pretensje, że ja śmiem chodzić tam, gdzie oni ZAWSZE chodzą, jakby wykupili sobie tereny zielone. Tacy, którzy wyśmiewają moje próby odgonienia ich nachalnego psa od siebie. Tacy, którzy zaczynają klnąć, gdy wołam, żeby łapali psa. I tak dalej. I takich gnębię :diabloti: Ale tylko takich ;)
  2. [quote name='Paulina_mickey']Na początku tamtego tygodnia ważyła 1,2 kg ;)[/QUOTE] :mdleje: A Lusia, ze swoimi 14 kg, jest dla mnie[I] małym pieskiem[/I]...
  3. [quote name='trabeska']Dziękuję bardzo za wyjaśnienie :) Czyli, żeby jechać sobie pociągiem, i to jeszcze z psem trzeba być pełnoletnim? A ta babka rzeczywiście co najmniej dziwna... :diabloti: Ja o długość trasy się nie martwię, bo jechałabym jakieś 40 minut. Z kagańcem to nie będzie problemu, na pewno bym go wzięła, choćby też właśnie na plażę. Luzem psów i tak bym nie puściła, bo nie jesteśmy jeszcze na takim etapie, żeby mogły swobodnie biegać wśród innych psów. Ale pochodzić jak najbardziej. No ja jak byłam w wakacje na plaży z Basterem, to miałam niezłego stracha. Tym bardziej, że było tam dużo ludzi i oczywiście ten nieszczęsny znak, że nie wolno wprowadzać psów... A już szczytem było jak mała dziewczynka do mnie podeszła i powiedziała, że tu nie wolno wprowadzać piesków... :lol: Ale inni ludzie też tam byli z psami.[/QUOTE] Niestety tak, pies w pociągu powinien być z osobą pełnoletnią. Inna sprawa, że mało kogo to interesuje, w razie czego możesz powiedzieć, że nie wiedziałaś i przepraszasz :diabloti: Ryzyko, że Cię wywalą, jest niewielkie. No ale pewnie jakieś jest. Ew. możesz kogoś poprosić, żeby robił za Twojego opiekuna, nie wiem na ile masz tupetu, żeby tak kombinować ;) Dziewczynka pewnie sama usłyszała coś takiego, to potem powtarzała :evil_lol: Mi na plaży nikt nic nie powiedział, ale na widok ludzi odchodziłam, schodziłam z drogi itd. Nawet nie to, żeby im robić miejsce, tylko żeby nie zdążyli mieć pretensji w razie czego :eviltong:
  4. Vectra - ja właśnie przez ten wątek zaczęłam sobie kminić, co będzie, jak będę miała te 80 lat ;) Masz rację, nie wyobrażam sobie życia bez psa. Idealne warunki byłyby takie, by (przyszłe) dziecko przygarnęło matkę-starowinkę do siebie i psa mieli na spółę :diabloti: Ale tego nie mam prawa oczekiwać. Dlatego sobie myślałam, że może bym psy brała do siebie na czas jak właściciele pracują (na zasadzie psiej niańki) albo bym była zmorą-wolontariuszką - babcią, co to non stop wisi w schronie i ciumcia do pieseczków :evil_lol: Wiesz, jeśli jeszcze, będąc starszą osobą, masz jakichś znajomych czy logiczną rodzinę, która zajmie się psem, a pies takie osoby zna i lubi, to pół biedy. Wtedy na spokojnie można psa brać. Ale co z tymi osobami zupełnie samotnymi? Oczywiście, że dla takiej osoby ten pies to radość życia, ale miałam tyle przypadków, że szukałam domu dla psa po śmierci właściciela... Ciężko patrzeć na to psie skrajne przerażenie, złamane serce, lęk separacyjny :shake: A jak taki pies jednak nie znalazł domu i szedł do schroniska... Było okropnie. Teraz w schronie w Chorzowie są dwie takie suczki, wychuchane w mieszkaniu, kobieta umarła, facet pijak się połamał, psy odebrano. Znałam je jako pełne życia przytulasy, a w schronisku wolontariusze mówią, że nie da się ich dotknąć, bo umierają z przerażenia :roll: W takich momentach powtarzałam sobie w myślach - nigdy przenigdy psa w tym wieku! Życie pewnie zweryfikuje moje młodzieńcze postanowienia, i to boleśnie ;) Nie mówiąc o tym, że każdy z nas może umrzeć przedwcześnie. Więc oczywiście argument "możesz umrzeć" jest idiotyczny jako argument, żeby komuś nie oddać psa :evil_lol: Ja miałam taką jedną adopcję, że i ja i moja mama budziłyśmy się w środku nocy z wielkim niepokojem. Ludzie unikali wizyty poadopcyjnej jak tylko mogli. Coraz bardziej nas to wkurzało, pod pretekstem zawiezienia karmy zrobiliśmy "najazd na dom". Akurat w domu nikogo nie było, szczeniak zamknięty w paskudnie zimnym warsztacie na całe dnie... U mnie suńka nie dała się dotykać, ale jak mnie zobaczyła, to cieszyła się tak strasznie, a właściciela nadal się bała (nie mówiąc o postrzelonym 3 latku). Odebraliśmy ją.. I tak trafiła do mnie Hera :p A rodzinka z gadki wydawała się idealna, kilka hektarów ogrodu, pies będzie członkiem rodziny i inne bzdety. Chyba alarmem przeciwwłamaniowym, skoro ją na całe dnie zamykali samą..
  5. [quote name='Unbelievable']generalnie nie wiem czy wiecie, ale sterylizacja/ kastracja oprócz skutków pozytywnych ma też wiele negatywnych ;)[/QUOTE] No i to jest ten ból, który mi nie pozwala lekką ręką sterylizować suniek.. Wcale nie jestem za sterylką wszystkiego, co się rusza. Oczywiście, psy adoptowane, schroniskowe, biegające luzem, wioskowe itd - bo to mniejsze zło. Ale jeśli ktoś pilnuje suki, to ta sterylka nie jest aż tak konieczna do życia. A nie wierzę w "nie da się upilnować suki" (taki argument zawsze pada), mam Lukę 9 lat i nie miałam z tym problemu ;) Ale czeka mnie przeprowadzka do bloku za jakiś czas, a tam cieknąca suczka to ciężka sprawa... Nadal jestem w kropce ;)
  6. *Monia* - no właśnie Hera też tak ma, ma manię ratowania szczeniaczków, małych piesków, jeżyków i innych stworzonek, prowadzi mnie zawsze do wszelkiego żywego tałatajstwa, staje obok z miną "ale pomożemy mu?" :cool3: Rozumiem w stu procentach Twoje obawy - jak mam sama z siebie fundować suce operację, narkozę, zabieg i ból to mi się odechciewa.. Szczególnie, że jestem z Herą bardzo związana, to taki "najmojszy" pies ze wszystkich moich, najbardziej ludzki i inteligentny, że tak powiem. Nie ujmując reszcie, bo oczywiście całe stadko bardzo kocham. Pamiętam sterylkę Chibi i było to dla mnie (i dla niej) paskudne przeżycie, jak działał na nią głupi jaś to ostatkiem sił się czołgała w moją stronę... Brr, nie chcę nawet o tym myśleć. zerduszko - to może wstrzymaj się z kastracją i zobaczysz, jak będzie? Ja Frotka kastrowałam jak miał 1,5-2 lata (nie jestem pewna w jakim był wieku) i mimo wszystko baaardzo to na niego podziałało (w pozytywnym sensie). Jeśli się okaże, że Twój psiak jest ok bez kastracji, to nie widzę potrzeby, by go kastrować ;)
  7. Aj tam, ja jechałam z dwoma średniej wielkości psami przez całą Polskę nad morze, do Grzybowa koło Kołobrzegu :) 12 godzin z jedną przesiadką! I naprawdę nie było problemu. Nawet kagańca im nie zakładałam, bo nikt się o to nie pluł. W razie czego zawsze można powiedzieć "ojej, nie wiedziałam, już zakładam" i się uśmiechnąć. Psy leżały większość czasu między mną a moim chłopakiem (trzeba pamiętać, że jedna osoba dorosła może wieźć jednego psa, chociaż dowodu nikt nie sprawdza przecież). Czasem wstały, przeciągnęły się, kładły znowu. Przesiadka była zaplanowana, żeby psy się mogły rozciągnąć, załatwić potrzeby itd. Co do ludzi, jedna kobita się pluła, ale nikt na to nie zwracał uwagi, bo była chyba chora psychicznie, darła się na cały przedział na swojego faceta, wyciągała kisiel w proszku, sypała do słoika i go wylizywała... I takie tam rzeczy :diabloti: Więc wszyscy pasażerowie solidarnie udawali, że jej nie widzą. Normalni ludzie nie mieli problemu, tym bardziej konduktorzy, a jechałam TLK i Regio. Zawsze jednak trzeba mieć ze sobą kaganiec, tak w razie czego. No i kocyk, dość gruby, żeby położyć na ziemi - bo raczej na siedzeniu może być ciężko. Pamiętaj, że jeśli pies nie jest w transporterze, to kupujesz mu bilet. Oznacza to, że ma pełne prawo jechać pociągiem, wykupujesz mu w nim miejsce i jeśli ktoś ma ALE, wyciągasz bilet i mówisz "zapłaciłam za psa, więc ma prawo tu być" - to kończy dyskusję. Plaże dla psów są w Kołobrzegu dwie - na początku i na końcu. Niby nie wolno tam puszczać psów luzem tak czy siak, ale domyśl się, ile ludzi tego przestrzega :diabloti: W Grzybowie w ogóle niby nie wolno w sezonie wchodzić na plażę z psami, a wszyscy wchodzą i psy mają luzem. Tylko wiadomo, że trzeba po psie posprzątać i go ogarnąć, żeby nie podbiegał do nikogo itd.
  8. [quote name='zerduszko']A mi sie charakter mojego chłopaka podoba i wolałabym zeby się nie zmienił. To jest teoria, jednak moja suka bez zmian, drugiej terytorializm się zmniejszył :roll: wprowadziłam jej do domu inne psy w tym sukę na stałe i koty. Wcześniej nie było o tym mowy. Jedynie co u obu, to dźwigają nogę do sikania.[/QUOTE] Ano, to go nie kastruj ;) Przecież to Twój psiak. Fakt, że teraz psiarz ma przekichane trochę - z jednej strony, jak wysterylizuje psa to słyszy od "niepsiarskiego" środowiska, że jaaak on móóóógł tak go okaleczyć. Z drugiej, jeśli się na to nie zdecyduje, to słyszy od innych psiarzy, że jak tak można, przecież kundle trzeba ciachać. Ja uważam, że to indywidualna kwestia, Twój pies, Twoja sprawa, póki szczeniaczków nie produkuje ;) Ja na 100% Luki nie wysterylizuję, co do Hery się zastanawiam. Chibi i Frotek są ciachnięci. W przypadku Frotka to był genialny pomysł, pies nie kipi testosteronem, nie ma problemów z samcami, nie podnieca się sukami, minęła mu jego silna agresja (tu zadziałała kastracja+szkolenie+resocjalizacja). W przypadku Chibi tak naprawdę to nie wiem. Jak była młoda to była wulkanem energii, wariatem, który non stop musiał biegać. Ciachnęłam ją po 2 cieczce. Teraz, cóż, trudno powiedzieć, że jest energiczna... Pytanie, czy to wina sterylki, czy ona po prostu tak dojrzała i tyle. A co do dźwigania nogi to wszystkie moje suki to robią, a tylko jedna jest wysterylizowana ;)
  9. [quote name='Luzia']Nie wiem, ja w takim razie jestem jakąś zimną suką, bo podeszłam do sprawy z punktu widzenia zdrowia psa a nie swojego srutudrutu ;) Funię sterylizowałam gdy miała 14 lat, u mnie była już 9 lat, o dziwo po zabiegu przeżywała drugą młodość dopiero w tym roku ( minęły 4 lata od zabiegu - obecnie ma 18) zaczęła jej się dawać we znaki starość. Co najciekawsze w trakcie zabiegu wet powiedział, że miała bardzo nie ciekawą macicę i nie wiadomo czy właśnie by się z tego nie zrobiło ropomacicze - którego bałam się najbardziej :roll:[/QUOTE] Też się boję ropomacicza. Ale sterylka nie jest obojętna dla zdrowia ani, jak wyżej, charakteru psa. No i stąd się biorą dylematy, gdyby nie było żadnych problemów, to nie byłoby też roztrząsania tego ;)
  10. [quote name='puchu']Czy się szybciej starzeje to nie wiem, ale na pewno robi się bardziej terytorialna i dominująca - testosteron dochodzi do głosu[/QUOTE] Ano, tego mi tylko potrzeba przy i tak dominującej Herze :roll: No właśnie po Chibi widzę, że ona ma bardzo samczy styl bycia. Najgorzej znosi, jak jakiś znajomy z psem wpada do nas na podwórko. Po wszystkich kundlach to spływa, a ona chodzi najeżona i wściekła niczym strażnik z Teksasu. Na szczęście odpuściła już trochę odkąd jest Hera, bo Hera to jest Osobowość i wszystkie psy przy niej odpuszczają (przynajmniej jak dotąd). No i własnie w Herze lubię te "suczkowe" cechy: jest bardzo opiekuńcza, uwielbia małe pieski (niekoniecznie szczyle).. No i ma tendencje do "nielubienia" innych suk. Zwykle to są jakieś konkretne suki nielubiane z jakiegoś konkretnego powodu. Obie jej siostry innych suk wręcz nie znoszą. Obawiam się, że po sterylce te cechy się jeszcze nasilą...:shake:
  11. Przydałby się wam szkoleniowiec... Trudno dojść do tego, o co chodzi. Wygląda to tak, jakby pies nagle uznał, że ktoś może mu zrobić krzywdę. No i teraz pytanie - dlaczego, skoro z Twojego opisu wynika, że to wychuchany domownik. Albo zwierzak coś przeżył - np. spał przy kimś i coś na niego spadło i zadało ból, ktoś go przygniótł itd. Z tego co piszesz, ma tendencje do nerwowości, więc po czymś takim uznał, że podczas gdy z kimś leży, może mu stać się krzywda - więc w razie czego atakuje. Ale moim zdaniem bardziej prawdopodobne jest to, że go coś boli i jego próg wrażliwości znacznie się obniżył, wystarczy dotyk nie w tym miejscu lub gest w stronę bolącego miejsca, by zaczął się bronić. Inna sprawa to faktycznie problemy neurologiczne, wcale nie takie rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Tak więc [B]pierwsza rzecz [/B]to weterynarz. Opisz mu sytuację, powiedz, że podejrzewasz jakieś zmiany lub ból, który powoduje nadwrażliwość na dotyk. Być może wet zauważy coś, czego wy nie widzicie - opuchliznę, ranę, zapalenie. [B]Druga rzecz[/B], to wywalenie psa z łóżka. Niech ma swoje posłanie, na które [B]konsekwentnie i stanowczo [/B]go wysyłacie za każdym razem, jak wejdzie do łóżka. Nie dlatego, żeby go karać! Ale skoro większość sytuacji miała miejsce w trakcie gdy leżał/spał przy kimś, to nie warto prowokować kolejnej takiej akcji - po co zaostrzać konflikt i dodatkowo pozwalać psu na powtórzenie niewłaściwego zachowania (powtarzane zachowanie się utrwala)? Jeśli pies w nocy przychodzi do łóżka, to zamykajcie albo drzwi tam gdzie on śpi, albo drzwi do swoich pokojów. Dodatkowo uprzedzajcie psa zanim go dotkniecie. Niech to będzie jedno słowo np. "uwaga" i dopiero potem pogłaskanie. Szybko skojarzy i nie będzie zaskoczony, gdy ktoś go dotknie. [B]Trzecia rzecz[/B], rozejrzyj się za behawiorystą czy może lepiej - szkoleniowcem. Jeśli weterynarz nic nie znajdzie, zadzwoń, umów się chociaż na jedno spotkanie, najlepiej u was w domu (żeby mógł obserwować naturalne zachowanie psa). Wiem, że trudno się zebrać, ale jedna wizyta ani nie zajmie dużo czasu ani pieniędzy. a możecie otrzymać naprawdę bardzo cenne wskazówki. Obserwuj psiaka, bo może on jak jest głaskany to sztywnieje, widać mu białka oczu, zaczyna się oblizywać albo nerwowo ziewać - to wszystko jest sygnałem, że pies nie czuje się komfortowo. Nie tylko warczenie jest ostrzeżeniem.. Ja bym też wprowadziła zasadę "nic za darmo" - to znaczy, że pies musi wykonać choć dwie proste komendy, żeby otrzymać uwagę właściciela (głaskanie, jedzenie, zabawę). Chodzi o to, by pies był w stałej gotowości, by się słuchać i żeby zauważył, że na pewne dobra trzeba zapracować :) Łatwiej będzie go opanować. Powodzenia :)
  12. Mój psiur radośnie przeskakiwał przez płot, hop na siatkę, potem wspinał się i już był na zewnątrz. Po prostu nie zostaje na podwórku... Fakt, że odkąd ma zapewnione regularne wybiegiwanie się, spacery z wysiłkiem umysłowym plus jogging ze mną, to mu jakoś minęło. Na podwórku nie chce być, ani żeby skakać ani żeby łazić po nim, woli iść do domu spać. Obawiam się, że jak pies ma tendencje do uciekanie tak silnie zakorzenione, to nie ma na niego mocnych. Inny typ ogrodzenia ewentualnie. No i pytanie, po co ucieka, czy na suki (wtedy pomoże kastracja) czy włóczyć się po okolicy lub polować na kury sąsiada... Bo to drugie jest samonagradzające i ekscytujące i wybicie tego psu z głowy to raczej orka po ugorze. Można się zastanowić, czy zwierzak ma spełnione wszystkie wymagania co do aktywności - niektórych psów spacer nie męczy, potrzebują pracy. Inaczej po spacerze same szukają sobie "roboty" i zwiewają. Może wtedy zadziałać nauka tropienia, jakieś obedience. Albo, jeśli pies ma sporą potrzebę ruchu, bieganie przy rowerze czy człowieku. Teoretycznie pies zmęczony po pracy zarówno fizycznej, jak i umysłowej, powinien sobie odpuścić ucieczkę. Ale każdy chyba zna przypadki psów, które po prostu pokochały zwiedzanie świata na własną łapę, niezależnie od wysiłków właściciela :roll: I wtedy właśnie kojec czy niezostawianie psa na podwórku to jedyne wyjście. Zwierzak, który ma 3x dziennie spacery, a potem jest w kojcu, i tak ma się jak w raju - w porównaniu do innych uciekających psów, które trafiają na łańcuch do końca życia.
  13. Bałabym się, że zgniotę takiego małego psa :diabloti: Dla mnie jednak 15 kg pies to minimum ;) Ale słodziutka :)
  14. Piękne jesienne chłopaki :loveu: W Kołobrzegu są plaże dla psów, a teraz ogólnie jest po sezonie więc nie ma problemu... Mają mnóstwo parków, więc jest gdzie z psem połazić :) Dlatego bierz któregoś, na pewno nie pożałujesz :)
  15. Powodzenia :) Sorty kynologiczne to świetna sprawa. A Tyrionek jest wyjątkowo urodziwy :loveu:
  16. Domyślam się, co masz na myśli, pisząc o spacerze z Cresilem :) U mnie niestety jest bardziej "nitkowato" - psy są bardziej same sobie, tak naprawdę pewna mogę być tylko Lusi, ona jeśli już pobiegnie za czymś to kilka metrów :diabloti:, bo nie daje rady dogonić tak czy siak.. I od razu wraca. Chibi już ładnie wracała, ale za wcześnie ją pochwaliłam - znowu jakieś zwierzęta wlazły do miejskiego parku, po zmierzchu poleciała i coś pogoniła, nawet nie wiem co - pewnie sarnę. Czasem mam ochotę komuś łeb skręcić, nie wiem tylko czy sarnie czy psu :evil_lol: Najgorzej jest, jeśli natrafimy na świeży trop, ale taki sprzed chwili - wtedy tylko ryknięcie i seria komend jak z karabinu kundle budzi z podniecenia, i to też we właściwym czasie. Czasem mnie jasny szlag trafia ;) Szkolenia, bieganie, ganianie, uciekanie psom i chowanie się im, zabawa z piłką, dyskiem, szarpakami... A one i tak za największą rozrywkę uznają zwierzynę :roll: Gdybym moje kundle odwołała od pogoni za czymś to bym chyba tydzień świętowała... Na forum się dowiesz, że "to takie proste", bo należy "nauczyć psy szacunku do zwierzyny". Tylko te osoby nie dodają, że ten szacunek psy nabywają dzięki obroży elektrycznej...:diabloti: U mnie myśliwych masa, ostatnio jednego spotkałam, zaczął mi opowiadać, że szuka drzew do ambony, bo jelenie będą żarły rzepak... I takie tam. Pytał, czy psy gryzą, odpowiedziałam tylko, że po to z nimi biegam, żeby się nie bać spotkanych obcych :evil_lol: Łap nie wyciągnął, chyba pojął :eviltong: Fakt, że z moich psów takimi "broniącymi" są Chibi i Hera. Chibi bardziej ze strachu, ale zdarzyło jej się wyrwać kłaki z zadka dobermana, bo nas zaatakował. Do ludzi pewnie taka skora by nie była. Za to Hera z zasady nie boi się niczego ;) No ale niestety, myśliwy ma prawo zastrzelić psa, który gna za zwierzyną, a pies potrafi w ciągu kilkunastu minut przebyć kilka kilometrów pędem za sarną. Dlatego się boję puszczać, bo nawet jeśli w jakimś obszarze myśliwych nie ma, nigdy nie wiesz, gdzie pies pogna w zapomnieniu :roll: Naczytałam się trochę na "zaginął pies" na dogo (zwykle nt. beagle'i, posokowców i huskych) i mam schizę :diabloti:
  17. [quote name='zerduszko']Ja mam dwie suki 5,5 i 8,5, obie ciachnięte. Obie zachowują się jakby miały odwrotny wiek, po prostu psy się różnie starzeją. Jedne szybciej, drugie wolniej. Z kolei ja mam teraz młodego samca i się waham, ale sukę ciachałabym z mety :eviltong: U psów kastracja zdecydowanie ma większy wpływ na zachowanie :][/QUOTE] Zgadzam się z ostatnim zdaniem! I właśnie dlatego ciachałabym samce bez zastanowienia :diabloti: Ja naprawdę znam wszystkie plusy posiadania suki ciachniętej. I wiem, że jestem durna baba, bo nie umiem się zebrać, żeby "to zrobić mojej Herusi". Teraz i tak ma cieczkę, a za dwa miesiące znowu będę się gryźć ze sobą... Bo to kurczę jednak poważniejsza sprawa jest, sam zabieg jest poważny. Poza tym, jak kobieta traci estrogeny w wyniku menopauzy, to zaczyna się dość gwałtownie starzeć. Z sukami nie jest podobnie?.. Tak z biologicznego punktu widzenia - mechanizm jest ten sam. (No i właśnie takie nadmierne rozważanie sprawia, że Hera nie jest ciachnięta :evil_lol:).
  18. Piękne foty :loveu: Powinnaś wysyłać je na wszystkie konkursy, wilcza uroda Cresila i dzikie tereny wokół na pewno by podbiły serca wszystkich jurorów :) zdjęcia Łatka i Basty też są świetne, bo tło jest odpowiednio zamazane i podkreśla psiaki :) U mnie jest du...sza blada, bo psy wyszukują zwierzynę, nawet jak jej nie widać. Ostatnio Frotuś (TEN Frotek uciekinier, wariat, dureń, który kiedyś za sarną poleciał na dno kamieniołomu) o wiele bardziej olewa zwierzynę, jeśli pogoni nawet to wraca po kilkudziesięciu metrach.. Dlatego lata luzem więcej. Chibi też wraca szybko, ale jej nie ufam mimo to, bo wypatrzy wszystko, każdy ruch zauważy. Za to Hera biegnie równie szybko jak sarny, jest długodystansowcem i ma świetną kondycję :roll: Teraz biegam z nimi po lesie, ale nigdy przenigdy luzem. U mnie te lasy są ogromne, a jak pies się zagalopuje za bardzo, to już nie wróci... Nie mówiąc o myśliwych, których niestety też jest sporo. Dlatego lasy uwielbiam, ale nawet nie myślę o takich "luźnych" spacerach, na to ew. park (w którym też spotykam zwierzynę, ale rzadziej - jest połączony z lasem w dalszej części). [B] emirna[/B] - mnie jasny szlag trafił, jak się dowiedziałam, że tuż przy miejskim parku babeczka sobie sarny dokarmia...:roll: Nawet mnie opieprzyła, że jak śmiem tu chodzić, skoro są sarenki. Ludzka głupota mnie powala, pewnie dziki też by dokarmiała.
  19. Ja też Hery nie ciachnęłam ;) Nie umiem się zebrać... A jak się zbiorę, to nie mam kasy :evil_lol: Szczerze, to mnie ciągle martwi sterylka, patrząc na Chibi... Ma 6 lat, a zachowuje się już jak 12 letnia staruszka. Luka ma 9 lat, jest nieciachnięta i ciągle ma werwę jak młody pies, wiecznie skora do spaceru i zabawy. Też znam mnóstwo ciachniętych suk, które są całkiem żwawe, ale u mnie jednak widać tą różnicę... No i nie wiem. Za jakiś czas będę się wyprowadzać z domu z Herą i Frotkiem, będę mieszkać w bloku i średnio sobie to wyobrażam z cieknącą suczką. Dlatego teraz akurat Hera ma cieczkę, a za 2 miechy znowu będę się zastanawiać: ciachnąć czy nie. To wcale nie jest taki prosty wybór, łatwo jest ciachnąć psa w schronisku czy przygarniętego z ulicy, ale tego ukochanego, którego się ma kilka lat... Już trudniej. Mówię o suce, bo psa kastrowałabym bez zastanowienia :diabloti:
  20. Oo, Pat mi się bardzo z moim Frotkiem kojarzy, tylko kolor nie ten ;) Szczególnie jak ma rozdziawiony pyszczek albo leci z piłką, jakby we dwóch biegali, to jak bracia ;) Będziemy wpadać :)
  21. [quote name='Pani Profesor']to mój Pat ma więcej ze sznaucera, niż mi się wydawało... :) też warczy w zabawie, dźwiękowo nie idzie odróżnić, czy jest serio wściekły, czy tylko sobie burczy - my już wiemy, ale goście albo znajomi zawsze wycofują rękę (np. przy szarpaku) bo boją się, że to ostrzegawcze, a to tylko królewicz się tak bawi :loveu: i najlepsze jest to, że warczy przy próbie zabrania mu np. kości tak samo, jak przy zabawce,z tą różnicą, że za kość kłapnie i będzie próbował bronić, a zabawkę można mu wyjąć z gęby, nawet jak warczy - wtedy to tylko droczenie się. i do psów jest taki sam, jak Wasze sznupy, drze mordę z daleka, wystawia kły, kłapnie, a po jakimś czasie najlepszy przyjaciel :D no, ale na ulicy do etapu "przyjaciel" nie przechodzi :roll: błagam, pocieszcie - to im kiedyś mija? :diabloti:[/QUOTE] U mnie też zabawa to ryki, kwiki, warkoty, szczekanie... Czy to zabawa ze mną, czy gdy psy bawią się ze sobą :) Frotek ma niewiele ze sznupa (może trochę), ale podobnie - nowo spotkany pies musi być oburczany i ofukany, a jak się podejdzie przywitać, to jest super kumpel ;) I nie, nie minęło mu to, ma już 6 lat :diabloti: U mnie Hera szczeka na powitanie, to się nawet czasem TZ obawia, bo ma taki ostry szczek - a ja doskonale umiem odróżnić szczek powitalny, szczek "daj mi miskę", szczek "widzę kogoś znajomego". Szczek "won stąd" słyszałam kilka razy w jej wykonaniu i ma naprawdę inne brzmienie, o wiele bardziej nieprzyjemne. Ale trudno się spodziewać, że ktoś obcy będzie to odróżniał ;) Pisałam już na fb, ale tutaj też opiszę :) Cudowna sytuacja, najlepsza jaka mi się przytrafiła. Idę z suczkami na spacer. Wychodzi też łysy pan w dresiku z amstaffem na kolczatce, tak naprawdę stereotypowo. Pan zagadany przez telefon, ast nas zauważa i ciąąągnie pana przez trawnik. Słyszę: K...a! K...a! Ja p...ę! Pan wpadł w kupę :diabloti: Pies dalej ciągnie go w stronę moich suczek... Facet szarpie go do siebie i wrzeszczy prosto w pysk: Czy wy musicie wszędzie srać?! :mdleje:
  22. Ja miałam pierwszego psa jako nastolatka, no i niestety uczyłam się na swoich błędach, a te błędy musiała znosić moja Luka ;) Jednak gdybym miała pierwszego psa jako 25-latka to i tak bym musiała się nauczyć, więc to tak naprawdę bez znaczenia. Trzeba poznać człowieka, bo są osoby w wieku 40-50 lat, którym psa nie oddałabym nawet za milion złotych i willę, a są takie 15 latki, że mi szczęka opada - wolontariuszki w organizacjach prozwierzęcych, udzielają się w schronie, zajmują się kotami i psami, odpowiedzialne i pełne zapału. Jak słyszę, jak mi "dojrzała osoba" mówi, że ona w życiu psa ze schroniska nie weźmie, bo gdyby poszła do schroniska, to pękłoby jej serce... Po czym kupuje pseudo-rasowca za kilka stówek... To naprawdę zaczynam wątpić w określanie ludzi jako "dojrzałych" ze względu na wiek ;) Skoro sporo młodych osób chodzi do schroniska jako pomoc i zamiast pieprzenia o złamanym sercu - odwala dobrą robotę w ogłaszaniu, szkoleniu i wyprowadzaniu psów. Wiecie, ktoś kiedyś zapytał p. Mrzewińską, czy nie zrobi krzywdy psu, biorąc psa do domu, kiedy pracuje 8h dziennie. Bo na forum powiedzieli, że to zbrodnia. A p. Mrzewińska odpowiedziała coś w stylu: czy lepiej, żeby pies czekał 24h/dobę w schronisku na człowieka, który się nigdy nie zjawi, czy raczej 8-9h na ukochanego właściciela? No i właśnie ja tą zasadę stosuję, staram się nie oceniać w sposób ostry ludzi, bo domów dla psów ciągle brakuje. Jak będziemy bardzo wybredni, to pies zamiast podwórka i czekania na pana będzie miał schronisko i śmierć w osamotnieniu. Dlatego przesady nie polecam, co nie zmienia faktu, że jeśli istnieją poważne przesłanki ku temu, że pies zostanie ponownie "osierocony", to trzeba bić na alarm, a nie adoptować na zasadzie "jakoś to będzie". Jeśli osoba ma te 80 lat i jest niesprawna (!), młodzi biorą psa "dla dzidziusia", totalnie nie wiedząc nic o wychowaniu, szkoleniu i zachowaniu psów, nastolatka chce mieszańca w typie yorka, bo koleżanka ma podobnego i tak dalej... No to oddawanie psa będzie nieodpowiedzialne i tyle.
  23. [URL="http://www.dogomania.pl/forum/threads/248253-Komu-nie-sprzedaliby%C5%9Bcie-nie-wyadoptowaliby%C5%9Bcie-psa-dyskusja-o-odpowiedzialno%C5%9Bci/page3"]http://www.dogomania.pl/forum/threads/248253-Komu-nie-sprzedaliby%C5%9Bcie-nie-wyadoptowaliby%C5%9Bcie-psa-dyskusja-o-odpowiedzialno%C5%9Bci/page3[/URL] Ale to chyba Ty byłaś przeciwko oddawaniu psów osobom starszym? ;) Temat jest w miarę spokojny, chyba Cię tam nie zamordują ;)
  24. [quote name='agutka']:evil_lol: przypomniała mi się sytuacja jak babcia rzucała pod kwiata chleb w ogrodzie żeby "glebę zakwasić " (kwiat w kwaśnej lepiej rośnie). Nagle otwierając szopkę wybiega mi kilka myszy przestraszonych właśnie w stronkę kwiata i zakamarków. Ale nie nie przetłumaczysz.... przedwojenny rocznik - przepraszam za off 'a[/QUOTE] :loveu::loveu::loveu: Ciekawe czy słyszała o pleśni :diabloti:
  25. [quote name='a_niusia']ale sobie wymarzylas...:)))ja tam mam pelna elektryczność na stanie i sadze, ze umiem uzywac tegolepiej niż wielu "trenerow z psiej szkoły". a na tej suce obroza elektryczna wcale nie zrobila wrazenia, bo "się uodpornila na bol" tylko po prostu podczas pogoni za sarna na psa myśliwskiego nawet naajwyzszy impuls nie podziala i można sobie wtedy elektryczka w dupe wsadzić.[/QUOTE] Kit z tym, efekt ten sam - suka nie reaguje na bodźce, bo nie wie o co babeczce chodzi, boli ją i nie wie co się dzieje. Widok paskudny. Nieważne, czy umiesz używać lepiej, większość ludzi nie umie i przydałoby im się zaplecze teoretyczne, które zdobyliby w psiej szkole :p Jest może 0,01% populacji psich właścicieli, którzy poczytają i się douczą, zanim czegoś użyją - reszta używa na heja banana i twierdzi, że pies jest gupi, bo nie rozumi. Myślę, że ta część myślących i czytających nie umarłaby od pójścia do trenera z prośbą o zaświadczenie. A reszta może by dostała ochrzan i zaczęła psa uczyć zamiast ranić kolcami/razić prądem :cool3: Ot, taka utopia, choć pewnie by trenerzy sprzedawali takie zaświadczenia za kilka dyszek bez rozmowy z właścicielem :loveu:
×
×
  • Create New...