-
Posts
5174 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by zmierzchnica
-
już i nadziei zabrakło...stara Sonia pojechala do Niemiec
zmierzchnica replied to kikou's topic in Już w nowym domu
Biedna starowinka :shake: Zaznaczam sobie topik... -
Nie wiem czy kastracja pomoże akurat na "myśliwskie" pobudzenie wobec zwierząt (czyli "ofiar" :diabloti:). Mój Frotek też był jednak taki pobudzony (to, co on wyprawiał w głowie się nie mieści - klatka ze świnką stoi na 1,2 m szafce... a pies do niej skakał tak wysoko, że pysk miał na poziomie tej klatki :roll::razz:), ale po pewnym czasie zwyczajnie się znudził. Nigdy świnki nie dorwał, przy niej miał tylko siedzieć i się nudzić... I teraz zupełnie nie zwraca uwagi, bo uważa, że nic ciekawego się z tym zwierzakiem nie dzieje :lol: Powodzenia :p
-
[Maków Maz.] Reksio z ulicy już w nowym domu :)
zmierzchnica replied to Martens's topic in Już w nowym domu
A jak do obcych psów? Uległy, obojętny? Ja już zaliczyłam wszystkie kwiatki na podłodze, kiedy moje psiątko chciało za pańcią pobiec :loveu: Nie mówiąc już o otwieraniu drzwi klamką i próbie wyjścia przez okno dachowe...:diabloti: Ale to minęło, jak tylko pies się bezpiecznie poczuł (dzięki Bogu:cool3:). -
Naucz go "siad" i "waruj" i wymagaj wykonywania tych komend (i pozostawania w tej pozycji), kiedy robisz coś przy zwierzakach. Nagradzaj za spokój, a za nadmierne pobudzenie na widok zwierzątek mów "nie wolno" i wyprowadź go z pokoju, spokojnie i łagodnie, lecz konsekwentnie. Ja tak robiłam ze swoimi psiakami i teraz spokojnie reagują na świnkę, nawet jak chodzi sobie po pokoju (ale nigdy nie zostawiam ich samych! Pod tym względem ufam tylko starszej suczce, która przyszła do domu wtedy kiedy świnior i praktycznie oboje się razem wychowywali. Ale jej też raczej nie zostawiam ze świnką, nie ma co kusić losu...). Mój "najnowszy" psiak do świnki "dobierał" się przez pierwszy tydzień, potem odpuścił i już w ogóle nie zwraca na nią uwagi ;)
-
Na TVN style nie, ta "polska wersja" była chyba na zwykłym TVNie... "Psi psycholog", jakoś tak. Nie dało się tego oglądać, makabryczne to było - przynajmniej wg mnie ;)
-
Ja mam 3 psy i dostają równocześnie. Najpierw komenda siad, żeby były spokojne... A potem dostają jedzenie, ale w dość sporej odległości od siebie (tak z 3 m), bo uwielbiają się wymieniać miskami :mad::cool3:
-
Pierwsza, Luka - nieplanowany efekt miękkiego serca mojej mamy i długoletnich błagań. Od śmierci naszego rotka Rymsa prosiłam o psa i zawsze byłam zbywana ("tak, tak, kiedyś pojedziemy do schroniska, tak, weźmiemy jakiegoś pieska"). Raz na Wielki Piątek poszłyśmy z mamą na bazar... I stali tam nasi "znajomi" (rodzina dość mocno patologiczna) z małym, przerażonym psiakiem. Moja mama zażartowała, czy psa nie sprzedadzą... I okazało się, że chcą - za 20 zł. Mama zaczęła się zastanawiać (trwało to godzinę :cool3:), ale ja od początku wiedziałam, że Luka jest nasza. Kochani "ex-właściciele" nawet nam smyczy nie chcieli dać ("bo droga") i na sznurku Lusię prowadziłam do zoologa, żeby wyprawkę kupić... Oczywiście, wiadomo, że psów się tak nie powinno kupować, ale stało się i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa :loveu: I Luka też chyba :diabloti: [IMG]http://img252.imageshack.us/img252/4678/p1010209ne8.jpg[/IMG] Chibi była już bardziej planowana. Kiedy w miarę wyszkoliłam Lusię (a że ona leniwiec jest, to ciężko było ją zachęcić do robienia czegoś bardziej aktywnego :diabloti:), zapragnęłam mieć drugiego psa - takiego, co to będzie ze mną chętnie pracował itd. Mama na początku nie chciała w ogóle o tym słyuszeć, ale dogomaniackie PwP i moje jęczenie zrobiły swoje... Pojechaliśmy do schronu, ale wróciliśmy tylko z zamętem w głowie (obawialiśmy się trochę relacji Luka-obcy pies). Potem na dogo wpadłam na wątek o żmigrodzkich szczeniakach (kilkanaście koczowało na działce)... Jednym z nich była Chibi. Kochane cioteczki mi ją przywiozły do Opola, my podjechaliśmy. Mała baaardzo odbiegała od moich marzeń (owczarkowaty, chętny do pracy, skupiony na człowieku psiak...:cool3: dzisiaj mnie to śmieszy :lol:) - to takie małe, myśliwskie, niezależne i dzikie zwierzątko. I jednocześnie moje ukochane, najlepsze, może dlatego, że wiele problemów z nią miałam i wiele przezwyciężyłyśmy :loveu: [IMG]http://img516.imageshack.us/img516/8078/img029of6.jpg[/IMG] A Frotek to już zupełny przypadek. Pojechałam z bratem i mamą do sklepu, a przed nim koczował on. Sfilcowany, brudny, łaszący się do ludzi. Brat pojechał do domu, a my z mamą zachęcałyśmy psiaka do pójścia za nami - i poszedł. Pierwsze co zrobił u nas w domu, to ukradł kapcia :cool3: Moja mama czasem dalej twierdzi, że szukamy mu nowego domu (no bo jak to tak - 3 psy? :lol:), ale wiadome jest, że psiak zostanie. Mam z nim trochę kłopotów, poza tym dopiero się poznajemy i przyzwyczajamy do siebie, ale i tak jest cudnym i kochanym psiakiem :loveu: [IMG]http://img205.imageshack.us/img205/4606/dsc00516l.jpg[/IMG]
-
A smakołyki? Może wychodzić z psem na spacer na głodniaka i nagradzać go za powrót do domu smakołykami (np. gotowaną wątróbką)? Na początku nagradzać co kilka kroków, potem po przejściu dłuższego etapu drogi do domu... I obowiązkowo w domu czeka miska z żarciem. Może tak by dało radę? Obawiam się, że kolczatka tu za wiele nie pomoże. Wiesz, jak jej używać? Bo wiele osób zakłada kolczatkę zamiast obroży, a to zupełnie nie do tego jest stworzone. A może wracać do domu inną trasą? I nagradzać co kilkanaście metrów za grzeczny powrót...
-
Paniczny strach, ucieczka przed ludźmi, hałasem, tłumem...:(
zmierzchnica replied to Moniek193's topic in Strachliwość
Punkt zwrotny to przeprowadzka? Przedtem nigdy coś takiego się nie zdarzało? Zaraz po przeprowadzce tak się działo, czy jakiś czas po? Jak sunia zachowuje się w domu? Jak myślisz, dlaczego tak się dzieje?... Jak Sara reaguje na inne psy? Może spacer z innym, spokojnym zwierzakiem dodałby jej pewności siebie? Ja mam bardzo podobnie z moją suńką - ale ona to pies działkowy, nie znała człowieka. Obcych boi się do dzisiaj - tak jak opisujesz, robi na widok człowieka w tył zwrot i nie ma sposobu, żeby do niej dotrzeć. Pies się wyłącza - amok, histeria, koniec świata. A już dzieci to w ogóle najgorsze co może być :roll: Ale suczka o wiele lepiej chodzi z moją drugą, starszą sunią. A jak już idą trzy moje psy, plus jeszcze ktoś z rodziny - młoda w ogóle nie reaguje na ludzi. Wtedy staram się ją nagradzać, szkolić w obecności ludzi. Żeby przekonała się, że ludzie to nic nie znaczące tło. Jest już lepiej, naprawdę dużo dało pozytywne szkolenie. Ludzie rzecz jasna chętnie psują mi tą pracę, wrzeszcząc do psa, tupiąc, rzucając czymśw niego... A im bardziej się boi, tym fajniej :angryy: I znam ten wstyd, kiedy ludzie patrzą na Ciebie jak na kata, a pies szoruje pazurami po chodniku, żeby móc wrócić do domu...:shake: PS. I jeszcze - byłaś u weta? Może to problem zdrowotny...? Nie wiem, neurologiczny - taki, że hałas odbiera o wiele silniej i bardziej reaguje? Jeżeli nie było wyraźnej przyczyny tego strachu (np. wystrzału petardy spod łap, kopniaka od obcego faceta itd) to poszłabym do dobrego weta i poprosiła o zbadanie suni... -
Czy tylko ja nie zrozumiałam nic z wypowiedzi majku33krakow? :roll: A ja mam powtórkę z rozrywki. Już mi sucz pięknie wracała, przybył trzeci pies i znowu próby ucieczek. Takie stadko trudno opanować, bo się nakręcają psy wzajemnie. Czeka nas dużo pracy nad indywidualnym przywołaniem i "grupowym" :shake:
-
Można pogłaskać? ... i inne pytania i zachowania przechodniów ...
zmierzchnica replied to Wiza's topic in Wszystko o psach
Mi dzisiaj standardowo wyleciało dziecko przed psy. Na rowerku. Gapi się. I trąbi. Masakra - Chibi spłoszona i przerażona zupełnie (dziecko-chłopczyk+rower+klaskon=panika). Ale to dało się jeszcze wytrzymać... Drąca się matka ("Adam!!! CO JA CI MÓWIŁAM!!! NIE WOLNO TAK ROBIĆ!!!") spłoszyła wszystkie trzy psy zupełnie :shake: U mnie zawsze próby odwołania dziecka/psa budzą jeszcze więcej strachu i paniki niż sam atak psa/podbiegnięcie dziecka. Rodzice/właściciele się drą na dziecko, szarpią, psa leją smyczą i gonią... Raz mi suka uciekła z obroży (za luźna była niestety), bo właściciele nie umieli odwołać małego gwałciciela i biegali za nim wrzeszcząc..:roll: -
Cuuudo :loveu: Ma świetny uśmiech, jest taka szczęśliwa z pyszczka. A to skupienie na mordce na zdjęciu w wodzie genialne :razz:
-
To może naprawdę wypróbuj choćby do szkolenia ciasteczka z wątróbki własnej roboty? Wybredną psinę masz :diabloti: Miałam taką samą sytuację z moim Frotkiem :cool3: Tarzać się w smrodzie to pierwszy, ale kąpać się - nieeee :roll::evil_lol:
-
Właśnie o to chodzi - żeby można było normalnie żyć, bez głupich pomysłów Frotka :evil_lol: Myślę, że on też się trochę uspokoi - młode to, głupie. Ale chętny do pracy i bardzo nastawiony na człowieka, co chcę wykorzystać :diabloti: Dziękujemy za życzenia i na kolce oczywiście uważać będziemy :razz:
-
Moja kochana rodzinka próbuje sama szkolić psy z marnym skutkiem :diabloti: A jak próbuję poprawić, żeby mi chociaż nie zepsuli tego, co nauczyłam to obraza majestatu - bo jak ja mogę się tak wymądrzać? :razz: Ale już im lepiej idzie i psy się ich w końcu bardziej słuchają... Mój Frotek przeciwnie - dobrze zsocjalizowany z psami, lubił je nawet na odległość. Ale teraz ma moje suki, trzeba je bronić, poza tym fajnie tak pokłapać i zaatakować, no zabawa przednia :mad:
-
Kochana :p A tarzanie w kupie to norma - najlepiej właśnie po kąpieli, żeby pańcia mogła mieć radochę ze smrodku :multi::diabloti: A jakich smakołyków używasz? U mnie najlepiej się sprawdza ugotowana wątróbka/ciasteczka wątróbkowe. Wszystkie kupne smakołyki psie są raczej niechętnie memłane...;)
-
Da się... Ale stopniowo. Wkładanie psa na siłę do wanny powoduje tylko wielki stres i na pewno w ten sposób psiak się nie przyzwyczai. Najlepiej odczulać najpierw na wycieranie łapek mokrą gąbką, potem na wannę - w pobliżu dawać jedzenie itd. Psa nie trzeba i nie wolno kąpać zbyt często, więc nie powinien to być problem. Brudny brzuszek i łapki można przetrzeć wilgotną gąbką. I za spokój nagradzać. Jeśli pies się wyraźnie stresuje - to chwila przerwy i znów przecieranie. Często wanna ma śliskie podłoże i dlatego psy nie znoszą się kąpać w niej - warto pomyśleć o macie antypoślizgowej albo czymś takim.
-
Dzięki :lol: Teraz stosuję metodę omijania psów i naukę niezwracania na nich uwagi, a jeśli pies już jest blisko i mój się za bardzo podekscytuje to robię się mniej pozytywna :razz: Frot to zadymiarz z umiłowania, ale będziemy pracować... W ogóle podziwiam, że tak udało Ci się Birmę "opanować" :loveu:
-
Gaga - leciałabym od razu, gdyby w mojej mieścinie i jej okolicznych miastach była taka szkoła :cool3: A jednak dojazd itd, no i same rady pewnie to dość wysokie koszty...:shake: Ale fakt faktem - z moich obserwacji wynika, że chyba sama doprowadziłam do takiego zachowania. Każąc mu siadać kiedy inny pies szedł tylko go "buzowałam", ale nie korygowałam zachowania... Pies denerwował się jeszcze bardziej, i widział, że jak bardzo świruje, to tracę panowanie i można sobie powrzeszczeć... Tak to wygląda przynajmniej. W każdym razie - mój podstawowy błąd to, tak mi się wydaje, zakładanie psu szelek. Wprawdzie o wiele mniej ciągnął na nich, ale tak naprawdę ciężko było nad nim panować (nawet jak napięłam smycz, to potrafił wywijać kółka na smyczy z obrotowym karabińczykiem :roll:). Wzięłam dziś sporo smaków, zapięłam mu obrożę... I było lepiej. Moje metody przy obcych psach nie były pozytywne, po prostu napinałam smycz, ciągnąc ją do góry... Uniemożliwiałam psu rzucenie się, mówiąc jednocześnie "niee". Na początku (przy dwóch psach spotkanych) był bardzo zdziwiony, potem na kota wystartował i to samo, mocne napięcie smyczy i "niee". Potem jak szedł pies luzem i go olewał to wystarczyło samo "niee" i Frotek nie próbował się rzucić. Najgorzej jak drugi pies zaczyna dziamać, bo Frotka bardzo nakręca szczekanie (od początku tak miał - przez pierwsze dni u mnie reagował gwałtownie nawet jak pies szczekał gdzieś daleko i Frot go nie widział). Ale wydaje mi się, że to daje skutek. Poza tym ja też się odprężyłam, widząc, że mam nad psem panowanie, a Frotek jest bardzo wrażliwy na moją złość czy stres. Od dawna nie miałam z nim takiego fajnego spaceru. Szkoliłam go, bawiłam się zabawką, skakaliśmy przez rzeczkę itd... Bez stresu. Głównie o to mi chodzi - żeby można było spokojnie z nim wyjść. To, czy on tam sobie burczy na psy i czy ich nie lubi nie ma znaczenia, i tak puszczam go jedynie na lince i/lub na bezludnych i bezpsich terenach. Chodzi o to, żeby nad nim panować, no i żeby był posłuszny... Ale z tym raczej problemu nie ma, lubi pracować z człowiekiem. Planujemy też kastrację, trochę ona może zmienić :razz: Bardzo dziękuję wam za rady :p
-
Dzięki wielkie :loveu: U mnie szkolenie niestety niemożliwe - małe miasto :roll: Odwracanie uwagi przy mijaniu - smaczkami, zabawą, czy raczej szkolenie (wykonywanie komend itd)?
-
Dzięki Wam za rady :p Kantar brałam pod uwagę, ale o to chodzi, że chcę oduczyć zachowania, a nie tylko je hamować mechanicznie... Właśnie jeszcze nie do końca poznałam Frotkową instrukcję obsługi - nie jestem pewna co go zatrzymuje. Nie chcę zwalać winy na świat - oj, Frot to nie jest baranek i czasem wydaje mi się, że go bardzo cieszą takie jatki ;) Tylko dziwię się - zanim go przygarnęłam żył pod supermarketem, ciągle zapoznawał się z innymi psami (na moich oczach witał się z innym samcem zupełnie bez agresji) itd. Dlatego go wzięłam w sumie do domu, mam dwie suki i uznałam, że taki pies, który siłą rzeczy jest dobrze zsocjalizowany z innymi pod tym względem nie będzie stanowił problemu - jeśli chodzi o agresję... Na początku było ok, mijał psy z zainteresowaniem, czasem się usztywniał, ale nie darł paszczy... a potem coraz gorzej - aż do teraz, kiedy próbuje atakować na oślep wszystkie psy :shake: I to po tych atakach obcych psów. Ale czy na to nie wpłynęły np moje zachowania albo to, że czuje się teraz pewny siebie - nie wiem...:roll: Chciałabym rozwiązać ten problem, bo jeśli spacery z nim będą tak wyglądały jak teraz to na pewno pies u mnie nie zostanie... Za niedługo studia, nie chcę skazywać rodziny na taki problem, a poza tym i dla psa to męka, kiedy właściciele zwyczajnie mają go dość :roll: A w sumie Frotek od początku miał być u nas tylko na DT. Naprawdę ciężko jest przez te ataki :shake:
-
Hej :diabloti: od dawna śledzę waszą galerię :p Birma jest świetna i w ogóle przekonała mnie do psów w typie pudla :loveu: Wpadłam z prośbą...:oops: Mogłabyś tak ogólnie napisać jak pracowałaś z Birmą nad agresją do psów? Wiem, że każdy przypadek jest inny - ale radzę się teraz wielu osób i chcę wybrać sposób z jakim muszę pracować nad moim 20 kg samcem. Dobija mnie jego agresja :shake: Przepraszam za OT z góry :oops:
-
Post pod postem, bo chyba gdybym zrobiła edycję, to temat nie pokazałby się jako "świeży" ;) Podpowiedzcie mi, jak zareagować gdy nie jestem w stanie odejść od drugiego psa, a mój się rzuca? Dzisiaj miałam taką sytuację. Naprzeciwko mnie i Frotka szedł pies. Przeszłam na drugą stronę, jednak tam nie ma chodnika - wolałam psa usadzić niż ryzykować, że idąc dalej pies się rozpędzi i oboje wpadniemy pod auto (utrzymuję go, tylko czasem np muszę zrobić krok naprzód - w tym przypadku byłby to krok na ulicę :shake:). Mój pies usiadł, ale zaraz zaczął szczekać i skakać. W tym momencie nie wiem co zrobić - trzymać go mocno i przeczekać atak? Ale to w sumie samo się nagradza? Znowu kazać mu usiąść, żeby potem po raz kolejny to wyłamał i skoczył znów? Użyć siły i otrzeźwić go szarpnięciem? Kurczę, jest coraz gorzej...
-
[B]puli [/B]- on o tym wie :diabloti: łapie bardzo szybko, nauczył się już wiele i lubi to. Jest trochę wręcz nadgorliwy, wszystko wykonuje szybko i bardzo chętnie. Popracuję nad równaniem, może przyniesie faktycznie lepszy skutek niż siadanie (fakt, że to siad to był czasem dla niego sygnał - idzie piesek pewnie, trzeba się rozejrzeć i burczeć/atakować). Frotek na sam widok psa zaczyna szybciej oddychać, wręcz dyszeć. Reaguje na "nie wolno, zostaw", jeśli pies jest dość daleko (idzie dalej i nie rzuca się - ale właśnie dyszy, usztywnia się, jest "nabuzowany"). [B]M@d[/B] - możliwe, że ta jego agresja to rodzaj agresji lękowej - "zraził" się do małych psów, bo jeszcze żaden nie potraktował go normalnie, a z 3-4 zaatakowały. Nie tylko one zresztą, atak labradora też się zdarzył niestety. Więc na widok małej suczki nawet się raczej nie zastanawia czy to rzeczywiście suka - burczy i szczeka odstraszająco. Pewnie gdyby tamta sunia podeszła, to Frotek by się uspokoił, zaczął merdać itd. No ale nikt normalny nie podejdzie z maleńkim pieskiem do burczącego psa w miarę słusznej postury... Frotek ma paru psich przyjaciół, spokojne i chętne do zabawy z nim psy, ale poznał je przed większością z tych ataków obcych zwierząt (i też na początku było odstraszanie, burczenie). Niestety, limit normalnych znajomych z normalnymi psami mi się wyczerpał :cool3: Cóż, będziemy pracować. Nie wiem jeszcze, czy pies na 100% zostanie u mnie... Ale łatwiej by było, gdyby potrafił ignorować obce psy. Łatwiej by się żyło mu u mnie i mi z nim, i też łatwiej znajdzie się dla niego ktoś chętny i odpowiedni... Dziękuję za rady ;)
-
Podepnę się pod temat. Przygarnęłam ostatnio znajdę. 20 kg pies, około roku, ma coś ze sznaucera. Jest u mnie ponad miesiąc. Przez pierwsze dni, kiedy u mnie był, było całkiem spokojnie - obce psy zawsze interesowały go (bez agresji), stawał na ich widok, ale wystarczyło powiedzieć "spokojnie, idziemy" i iść dalej, a odpuszczał. Oczywiście, nie może być zbyt miło - kilka ataków obcych psów (które podchodziły do moich suk a atakowały Frotka:angryy:) nauczyło go, że pieski za miłe nie są. Agresja teraz nasila się... I nie wiem - czy to agresja lękowa, czy raczej wynikająca z tego, że to samiec, ma swoje suki, jest młody no i lubi "pokazać, kto tu rządzi"? Pies rzuca się na każdego obcego zwierzaka - czy to mała suczka, czy duży samiec :shake: Najpierw burczy, potem skacze i szczeka. Da się go uspokoić, ale jest to strasznie uciążliwe (i co tu dużo mówić - wstyd mi za jego zachowanie :roll:). Jak myślicie, czy kastracja pomoże (i tak będzie wycięty i tak, bo w domu jedna z suk niewysterylizowana)? I czy jak na widok psa każę mu usiąść i daję smaki, a potem on wyłamie to siadanie i znowu się rzuca, a ja znowu każę usiąść i daję smaki, to nie nauczę go, że warto się rzucać, bo potem dostajemy smaczki i jest super? On jest diabelnie inteligentny. Martwi mnie głównie to, że agresja się nasila, mimo że pracuję z nim już tak od 2 tygodni (wcześniej problem był nie tak uciążliwy). Nie ma znaczenia, czy jest z moimi sukami czy sam - i tak się rzuca. Przydałby mi się opis pracy z agresywnym psem kogoś, kto jednak nauczył psa obojętności wobec obcych zwierząt :cool3: Pracowałam ze swoją suką, i dałam sobie radę - ona była agresywna lękowo, psy wzbudzały w niej strach, dostawała histerii. U niej wystarczyło ćwiczenie posłuszeństwa w sporej odległości od psów, potem coraz mniejsza odległość. Jak widziałam obcego psa to schodziłam na bok, nagradzałam sunię za siad, łapka, leżeć itd. Ona widziała, że mimo że nie wrzeszczy, to pies ją mija, a dodatkowo za posłuszeństwo są smaczki - i zobojętniała na inne psy. Myślicie, że w przypadku młodego, raczej chętnego do bójki samca taka metoda odniesie skutek? Wiem, że przez internet rady są raczej niedokładne. Znam swojego psa na tyle, żeby zweryfikować każdą radę, nie będę na ślepo robić wszystko to, co mi tu napiszecie :cool3: Potrzebuję jednak wsparcia, podzielenia się doświadczeniem, żebym wiedziała czego unikąć. Frotek ma bardzo silny charakter, jest uparty i knąbrny. Dlatego wolałabym, żeby lepiej się zachowywał...