Poker
Members-
Posts
84823 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
153
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Poker
-
Powiem tak , myślę że klamka zapadła i państwo nie mają możliwości , by wykonywać tyle zaleceń. Wyraźnie powiedzieli, że nie mają czasu, ani siły psychicznej, by tyle czasu poświęcać na naukę Cynki. Biorąc pod uwagę, że oboje pracują, a chora osoba co najmniej raz w tygodniu jest na badaniach czy u lekarza + terapie u psychologów, czas mają ograniczony. Gdyby wiedzieli o raku przed adopcją Cynki, to by jej nie brali. Chorej osobie tak poważnie na pewno trudno jest skupić się na problemie psa. Walczy o zdrowie,a nawet życie. Co innego jak pies jest już w domu długo, relacje są utrwalone i uczucia. Wtedy pies może nawet pomóc przetrwać trudny okres. Inaczej jest w sytuacji , w jakiej się znaleźli. Cynka umie siad, ale jak zobaczy psa, to jest nie do opanowania, głuchnie. Poza tym ona na spacerach wyszukuje różne smakołyki i pożera. Karmią ją tą karmą jaką dostawała w hoteliku. Badanie moczu jest według weta prawidłowe. Ona brudzi raz na 3 - 4 tygodnie, więc nie wiem czy klatkowanie ma sens. Nie pytałam ile spacery trwają, ale wychodzi kilka razy dziennie. Stosowali zgodnie z zaleceniem behawiorysty matę węchową, by ją zmęczyć, ale bez efektu. Zdecyduje Tola, ale wydaje mi się , że nie ma sensu nakłaniać ich do szkoleń. Szukać tylko suni domu .
-
Czy ktoś wie jak się czuje Ewu?
-
Obie panie to Kasie i już mi się pomerdało który pies do której jedzie. Może lepiej posługiwać się p.Kasią i kikou.
-
Czy jest sens wieźć psy z Zamościa do Krakowa, by potem jechały w Bieszczady ? Nie da rady zabrać ich ze schroniska ?
-
Przepraszam, że tak późno. Cynka przywitała mnie szczekaniem, które bardzo szybko opanował pan. Sunia jest zadbana, ma wszystko co potrzebuje pies. Ale jak powiedzieli właściciele, w ich odczuciu brakuje jej miłości jaką powinni ją obdarzyć . Pani powiedziała, że myślała, że będzie ją kochać , a tak nie jest. Na moje pytanie czy spodziewała się miłości jak do człowieka, odpowiedziała twierdząco. Oboje powiedzieli, że mają ogromne poczucie winy, że zawiedli psa. Decyzja o oddaniu Cynki jest spowodowana powyższą przyczyną i bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi jednej z osób. Jest ona po kilku operacjach ( już po adopcji Cynki) i czeka ją kolejny planowany pobyt w szpitalu w maju, może nawet miesięczny. Cały czas siedzi na tykającej bombie. Do tego doszły jeszcze problemy w ich związku. W tej całej sytuacji nie są w stanie poświęcić tyle czasu i dać uczuć ile sunia potrzebuje. W moim odczuciu robili dla Cynki bardzo dużo i mam wrażenie, że za dużo od siebie wymagają, są za bardzo krytyczni. Pomijając normalne sprawy bytowe, zasięgali wielokrotnie porad u behawiorystki. Chodzili na spotkania socjalizujące, została przebadana przez weta i miała wykonane badania laboratoryjne. Nauczyli ją podaj łapę i siad . Dają jej jeść w 4. porcjach dziennie w specjalnej misce, żeby nie jadła łapczywie, bo wtedy ma problemy z jelitami. Zgodnie powiedzieli, że Cynka jest dobrym psem. Są z nią problemy, ale na pewno do przepracowania. Sunia od początku siusiała , i nie tylko , w różnych miejscach. Przychodziła po efektywnym spacerze i brudziła. Zdarzyło się nawet, że do legowiska i na ich łóżko. Nie potrafią skojarzyć jej zachowania z żadnych zdarzeniem. Na spacerach startuje z warkotem do psów i przybiera postawę wojowniczą. Nie bała się nawet labradora, który na szczęście ją zlekceważył. Bardziej słucha pana i woli mężczyzn. Dla pani wychodzenie z nią na spacer jest stresem, bo nigdy nie wie jak Cynka się zachowa do napotkanego psa. Pani stara się opanowywać stres, żeby sunia nie wyczuwała go. Poprosiłam, by scharakteryzowali Cynkę. Ocenili ją jako pieszczochę, w domu oprócz brudzenia, bardzo jest grzeczna i łagodna. Nawet w czasie kąpieli, której nie lubi, była spokojna. Na spacerze jest szalona, chce polować na wiewiórki, gołębie, wykopała chyba nornicę. Zaczęli ćwiczyć z nią freesbe i nawet sobie radziła. Oboje nie chcą, żeby Cynka poszła od nich do hoteliku tylko od razu do DS. Nie chcą , by przeżywała jeszcze raz zmianę. Czas jest do końca kwietnia, bo od maja szpital. Na moje pytanie czy dołożyliby się do hoteliku, odpowiedzieli twierdząco. Chcą też oddać całe wyposażenie suni. Gdybym mogła podjąć decyzję, to nie zabierałabym suni od nich teraz. Pan obiecał więcej zdjęć. Pytajcie , bo może coś pominęłam. Siedziałam u nich godzinę, więc głowę mam naładowaną . Bardzo mi dziękowali za rozmowę. Bali się, że przyjdę z mieczem uciąć im głowy.
-
Nóżka biedna. Takie ugryzienia goją się powoli. Znam ten ból. Wszystkie zabawki maja swoje plusy i minusy. Przy wszystkich trzeba psiaki pilnować. Zdarzały się sytuacje, nawet tu na dogo, że pies połknął kawał szmaty i umarł. Nikt się nie zorientował. Doszło do niedrożności jelit i po psie. Kawałki z plastikowych butelek to już na wstępie dramat. Najlepsze chyba są małe kawałki szmatek powiązane w supły. A i tak trzeba pilnować nie mniej niż małe dzieci.
-
Pięknie się świecicie. Uważaj na psy jak otworzą szosę, bo z przyzwyczajenie mogą pobiec na nią.
-
Jadę w celu dowiedzenia się co tak naprawdę się dzieje, w jakiej kondycji psychicznej jest sunia i chcę namówić DS do chociaż częściowego pokrywania kosztów pobytu suni w hoteliku. Ja bym psa w obecnym wieku i sytuacji rodzinnej nie oddała. Ale przyznam się bez bicia, że 100 lat temu też chciałam oddać podrostka sznaucera. Kupiliśmy go , gdy miał ok. 6 tygodni. Wychodziliśmy z nim non stop, bo mieliśmy ogródek. Mimo wszystko potrafił lać na na ażurowych schodach najwyższej kondygnacji domu. Siury lały się jak wodospad przez dwa piętra i to najczęściej rano, już po spacerze, gdy wychodziłam do pracy. Do mycia było z 40 schodów. Nie byłam w stanie tego wytrzymać. Dałam ogłoszenie. Zgłosili się chętni z bloku. Pies by siedział u nich ok. 9 godzin sam. Uznałam , że to bez sensu. Został z nami i był najukochańszym psem na świecie. Wtedy nie było kogo się poradzić. Teraz wiem , że popełniliśmy błędy.
-
Bomba, bomba. Ekspres do kwadratu.
-
Ile on ma lat ?