A mija Kikunia miała ogromny guz, była operowana, umarła dokładnie w rok po operacji. To było prawie 42 lata temu , inne było podejście i ludzi i wetów.Chociaż ja szalałam ,żeby ją ratować. Nikt mi nie podpowiedział ,ze czas na nią ,że trzeba jej ulżyć i umarła na moich rękach niestety po kilku tygodniach męczarni i mojej psychicznej.Wtedy jeszcze byłam młoda i zdawało mi się ,ze nie wolno poddawać psa eutanazji.Miałam uczucie,że ją zabiję.Dziś zrobiłabym inaczej.