czytam sobie i myślę,że jazda do Warszawy dla niego byłaby katorgą to po pierwsze,po2 jeżeli guz będzie nieoperacyjny ,to przypuszczalnie będzie się męczył coraz bardziej i trzeba będzie mu ulżyć prędzej czy później,po3.operacja albo przyniesie poprawę albo rozstrzygnie sprawę.Wazne jest ,aby nie zatracić dystansu i walczyć o przedłużanie mu życia dla samego faktu ,tylko walczyć o jakość jego zycia,nawet gdyby miało być niezbyt długie.To tak piszę na chłodno.Musi ktoś się znaleźć,żeby taką myśl poddać pod zastanowienie,bo trudno jest gdy dominują emocje.Co nie znaczy,że ja nie przeżywam Skorka,tym bardziej,że był moim sąsiadem.