Tina czuje się już zdecydowanie lepiej - apetyt wrócił, na spacerkach, skróconych do maksumum, już ciągnie, a więc siły ma. Tylko w domu niby jest pies, a go nie ma - cały czas leży na swoim kocyku i drzemie, jest jakaś taka markotna, nie interesuje ją w ogóle życie domowe. Prawdę mówiąc martwi mnie to, bo wygląda, jakby zamknęła się w sobie. Nie wydaje mi się, sądząc po jej ruchach, aby coś ją bolało, do miseczki sama chętnie podchodzi, ale poza jedzeniem i króciutkimi spacerami (nie chcę jej męczyć) nic ją w zasadzie nie obchodzi. Może ten kaftanik pooperacyjny tak ją stresuje? Nie wiem, bo fizycznie naprawdę czuje się już całkiem dobrze.